wtorek, 18 lutego 2014

Rozdział dwudziesty.

~ Z punktu widzenia Anety:

             Stanęłam pod drzwiami pokoju Klaudii i Janka. Czekała mnie jeszcze jedna rozmowa, a bałam się jej wcale nie mniej niż tej poprzedniej. Podniosłam dłoń i już miałam zapukać kiedy otworzyły się drzwi, a moim oczom ukazał się wysoki blondyn.
- Ooo, cześć Aneta!
- Hej, hej, jest tam Twoja ukochana? - zapytałam niepewnie.
- Jasne, wchodź. Lecę z Kubą na bilard więc macie czas na rozmowę - uśmiechnął się pokrzepiająco, minął mnie i poszedł do windy. 
           Weszłam do pustego pokoju, usłyszałam jednak szum prysznica, więc postanowiłam usiąść na łóżku i poczekać aż Klaudia opuści łazienkę. Po chwili drzwi otworzyły się, a ona wyszła, wycierając włosy ręcznikiem. Podniosła wzrok i zmarszczyła brwi na mój widok. 
- No wreszcie - rzuciła. 
- Tak, cześć, też się cieszę, że Cię widzę - odpowiedziałam z przekąsem.
- Dobra, cieszę się, że przyszłaś. W końcu mogę Ci wygarnąć. 
- Nie. Daj mi powiedzieć coś na swoją... Daj mi to wyjaśnić, okej? - powiedziałam. 
- Masz minutę, potem zamierzam Cię ochrzanić - usiadła naprzeciw mnie. 
- Klaudia, ja wiem, że jesteś na mnie zła. Wiem, że wszyscy jesteście. Nico jest dla mnie cholernie ważny, ale nie mogę zmienić tego, co czuję w tej chwili do Piotrka, nawet jeśli chciałabym. Z Nico zdecydowaliśmy, że zostaniemy przyjaciółmi i mam nadzieję, że to zadziała. Nie liczę, że polubisz Piotrka. Nie musisz go nawet akceptować, nie musimy o nim rozmawiać, nie musisz go widywać, ale błagam Cię, rozmawiaj ze mną. Nie możesz się na mnie gniewać za wybory jakich dokonuję. Proszę. Jesteś dla mnie bardzo ważna, wiesz o tym... - spojrzałam na nią błagalnie. Westchnęła. 
- Czy Ty nie pamiętasz co Nowakowski Ci zrobił? - zapytała cicho. 
- Pamiętam, ale liczę, wierzę w to, że tym razem będzie inaczej. 
- A w ogóle to jakie 'będziemy przyjaciółmi'? On Cię kocha, Aneta! To tak jakbyś mu powiedziała 'twój pies zdechł, ale jak chcesz to możesz go sobie zatrzymać' zdajesz sobie z tego sprawę, prawda?! - Klaudia była już wyraźnie zirytowana. 
- Rozumiem, ale to była obopólna decyzja. 
- Jak uważacie - odpowiedziała. 
- Czyli co...? Wybaczasz miiii? - spojrzałam na nią oczami smutnego kociaka. 
- Pod jednym warunkiem! - machnęła mi palcem przed oczami.
- Już się boję, ale słucham, jaki to warunek? - zapytałam.
- Jest piątek, jesteśmy w Meksyku. Idziemy na imprezę, nie ma żadnego uciekania. Pijemy i tańczymy całą noc - powiedziała szatynka. 
- Ku mojemu i Twojemu zdziwieniu, tym razem powiem, że nie mam nic przeciwko - oho, aż otworzyła szerzej oczy. - No nie patrz tak, potrzebuję się oderwać na chwilę. 
            Około 21 spotkaliśmy się wszyscy w holu. Ja i Nico czuliśmy się trochę skrępowani, widziałam po jego minie, ale po chwili i nas ogarnął imprezowy nastrój. Poszliśmy do klubu niedaleko hotelu. 
- Ooo, ilu tu turystów. Widzę bardzo, bardzo atrakcyjnych Niemców - Wiktoria szturchnęła Klaudię i po chwili już obie patrzyły w ich stronę. Damien i Janek momentalnie zaciągnęli je na parkiet, pozbawiając tym samym możliwości dalszej obserwacji. W drzwiach zauważyłam Justynę i Kubę. 
- Przyszliśmy tylko na chwilę, sama rozumiesz - powiedziała Justyna i pogłaskała się brzuszku. Kuba zaczął rozmawiać z Nico. 
- Jak tam sytuacja z resztą ekipy? - zapytała. 
- W porządku, całe szczęście - odpowiedziałam uśmiechając się.
           Justyna i Kuba wyszli po jakiejś godzinie, podczas gdy my siedzieliśmy w naszej loży, sącząc kolejne drinki. Wszystkim dopisywał już humor. W pewnym momencie z głośników poleciało 'Rain over me' - totalna tandeta, ale  nie wiedzieć czemu uważałyśmy to z Wiką za 'naszą piosenkę' i ruszyłyśmy na parkiet, ciągnąc ze sobą Klaudię. Tańczyłyśmy w najlepsze, kiedy poczułam, że ktoś łapie mnie za biodra. Odwróciłam się szybko zaskoczona. Piotrek. No tak, a kto miałby to być? Około 24 usiedliśmy przy barze i zaczęliśmy rozmawiać, jednak po chwili stanął koło mnie Janek. Z niechęcią spojrzał na Piotrka, po czym zwrócił się do mnie: 
- Laska, my się zwijamy. Będziemy w pokoju Wiktorii i Damiena, mamy ochotę na jeszcze kilka drinków. Gdybyś chciała do nas dołączyć to numer 2069.
- Okej, przyjdę...chyba.. - powiedziałam i spojrzałam na Piotrka. Janek oddalił się w stronę wyjścia. 
- Gdzie nocujesz? Załatwiłaś sobie osobny pokój? - zapytał, przyglądając mi się. 
- O kurcze, nie pomyślałam o tym ... - dotarło do mnie, że nie mam się gdzie podziać, a przecież nie będę spać z Nico. 
- Nie narzucam się, ale uważam, że byłoby miło gdybyś zechciała zostać u mnie na noc - powiedział, po czym przejechał palcami po wewnętrznej stronie mojego uda, idealnie wyeksponowanego w jeansowych szortach. Natychmiast przeszył mnie dreszcz, a że alkohol szumiał mi w głowie, nie miałam nawet zamiaru protestować. Poczułam falę pożądania. Wstałam, pociągnęłam go za rękę i niskim głosem powiedziałam: 
- Idziemy - w odpowiedzi niebieski oczy aż zabłysnęły. 
           Po kilku minutach z impetem wpadliśmy do pokoju. Alkohol potęgował wszystkie towarzyszące mi w tamtej chwili doznania. Zarzuciłam Piotrkowi ręce na szyję, a on wpił się swoimi ustami w moje i pchnął mnie na ścianę, aż delikatnie jęknęłam. Rozpiął moją koszulę, pozwalając jej upaść na podłogę, a pocałunkami zjechał na szyję. Wplotłam palce w jego włosy i delikatnie pociągnęłam, mrucząc. W odpowiedzi ugryzł mnie, a ja zachichotałam. Po chwili jego dłonie przesunęły się w górę z moich pośladków, rozpinając stanik, który podzielił los koszuli lądując na podłodze. Nie wiem kiedy sam pozbył się koszulki, ale kiedy otworzyłam przymknięte dotąd oczy spostrzegłam jego wyrzeźbiony brzuch i przejechałam po nim paznokciami. Zjechałam niżej, ciągnąc desperacko za jego pasek. Podczas gdy on zdejmował swoje spodnie, ja szybko pozbyłam się szortów. 
- Jesteś taka piękna - powiedział zmysłowo, kontynuując pocałunki, zjeżdzając coraz niżej i niżej w dół mojego brzucha. O matulu. Tak, proszę. Poczułam jego usta na sobie i zatraciłam się w tym doznaniu.
             Kiedy po chwili wyprostował się, spojrzał mi w oczy i naparł na mnie wypełniając sobą i całując znowu w usta. Podniosłam nogi i oplotłam jego biodra. Piotrek przeniósł mnie na łóżko i powoli położył. Przyjrzał mi się, uśmiechnął i zaczął rytmicznie poruszać. Kiedy przesunął dłońmi po moich piersiach, po chwili odsuwając je i drocząc się ze mną w ten sposób, jęknęłam głośno żądając więcej, więc nasilił pieszczoty. Nie przestawał poruszać się we mnie, a ja jęczałam, ruszałam biodrami towarzysząc mu. Uczucie przyjemności zwiększało się, kolejne fale przeszywały moje ciało, podczas gdy ja drapałam Piotrka, całowałam go  i gryzłam na przemian. W końcu nastąpiła istna eksplozja, a od powoli opadł na mnie. Przytuliłam go i przejechałam nosem po jego szyi.
- Jesteś niesamowita - powiedział lekko dysząc i położył się obok mnie. Przysunęłam się, kładąc głowę na jego torsie.
- Ty również. Kocham cię.
- Ja ciebie też - zasnęliśmy wtuleni w swoje nagie ciała. 
            Obudziłam się o 9. Odwróciłam się na drugi bok, jednak Nowakowskiego tam nie było. Usiadłam na łóżku zdezorientowana. Po chwili chciałam zadzwonić do niego i spytać gdzie się podziewa, ale zauważyłam jego telefon na szafce nocnej. Spojrzałam na rozrzucone na podłodze ubrania i na wspomnienie poprzedniej nocy uśmiechnęłam się sama do siebie. W tym momencie otworzyły się drzwi, a moim oczom ukazał się Piotrek niosący tacę jedzenia.
- Dzień dobry, kochanie. Jak miło widzieć cię szczęśliwą tuż po przebudzeniu. I nagą - mrugnął do mnie, wywołując tym samym rumieniec na mojej twarzy. - Mam nadzieję, że jesteś głodna, bo niosę koktajl truskawkowy, kawę, świeże owoce, serek caprisio i croissanty. Na co tylko masz ochotę. 
- Jak ty mnie rozpieszczasz - pocałowałam go lekko, kiedy nachylił się nad łóżkiem. Zjedliśmy razem śniadanie, po czym zapytałam: 
- Masz jakieś plany na dzisiaj? 
- Mam zamiar zabrać Cię na spacer po plaży, dobry obiad, a potem wrócić tutaj i kontynuować okazywanie Ci uczuć - odpowiedział. - Co o tym myślisz? 
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł. 
         Pogoda tego dnia była wspaniała, lekka bryza igrała z moimi włosami, kiedy szliśmy brzegiem morza, trzymając się za ręce. Opuściły mnie wszelkie zmartwienia. Czułam się beztroska i szczęśliwa idąc plażą z moim ukochanym. 

Rozdział dziewiętnasty.

~ Z punktu widzenia Wiktorii:


               Kiedy szliśmy z Damienem na kolację, w głowie cały czas miałam Anetę. Mam tylko nadzieję, że pójdzie do tego Nico i wszystko z nim wyjaśni...
               Wchodząc do restauracji, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Tylko i wyłącznie jeden stolik, na środku restauracji, przepięknie przystrojony, w sam raz na kolację we dwoje, kilka bukietów czerwonych róż i delikatne światło, który tylko potęgowało nastrój tego miejsca.
- Damien... Kiedy Ty do zdążyłeś...?
- Powiedzmy, że kilkoro ludzi mi pomogło - puścił mi oko. - Usiądźmy. - podeszliśmy do stolika i zajęliśmy miejsca.
- Pozwoliłem sobie złożyć zamówienie. Pieczony łosoś. - uśmiechnął się do mnie, ukazując szereg białych zębów.
- Wiesz, jak zaimponować dziewczynie - uśmiechnęłam się do niego.
- Cóż... Wszystko, co najlepsze dla mojej wybranki - puścił mi oko. - Przepięknie wyglądasz.
Czułam, jak moje policzki robiły się różowe. Och, dlaczego ten facet tak na mnie działa? A, tak. Włosy w nieładzie, czekoladowe oczy, umięśnione ciało, trzydniowy zarost... I jest mój.
             Jedząc kolację, zastanawiałam się, jaki jest konkretny cel, dla którego Damien mnie tu przyprowadził. Nie było dziś naszej rocznicy, nie miałam urodzin, ani imienin... Dziwne. Nawet bardzo. Ale mój chłopak własnie taki był. Lubił mnie zaskakiwać na każdym kroku. To chyba jedna z wiele rzeczy, dzięki którym się w nim zakochałam.
             Po skończonej kolacji, siedzieliśmy i rozmawialiśmy, popijając moje ulubione, półsłodkie wino - Merlot. Coraz bardziej podobał mi się dzisiejszy wieczór. Moje ulubione danie, ulubione wino i kwiaty. Idealnie!
- Zdradzisz mi, o czym tak myślisz, Kochanie? - szepnął chłopak, chwytając moją dłoń, która leżała na stole.
- Hmm... O tym wieczorze. Jest idealnie - uśmiechnęłam się.
- Starałem się, jak tylko mogłem. Ale to jeszcze nie koniec.
- Przygotowałeś coś jeszcze? - spytałam zbyt wysokim głosem.
- Tak... Mam tylko nadzieję, że nie ośmieszę się... - powiedział, wstając z krzesła i zapinając marynarkę.
Spojrzałam na niego, gdy stanął tuż obok mnie. Odruchowo wstałam z krzesła, niepewnie patrząc w jego oczy.
- Wiktorio... Już tyle lat jesteśmy razem. Mam tylko nadzieję, że ten czas, który spędziliśmy razem, był tak samo cudowny dla Ciebie, jak i dla mnie. Chciałbym, aby nasze wspólne chwile nadal trwały, abyśmy dzielili ze sobą każdą możliwą chwilę. Chcę dzielić z Tobą Twoje smutki i radości. Pomagać w realizacji Twoich wszelkich marzeń. Kocham Cię. Dlatego... - klęknął przede mną na jedno kolano, wyciągając z kieszeni pudełeczko, a następnie je otworzył. - ... Chcę spędzić z Tobą resztę mojego życia. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Zaniemówiłam. Czułam, jak po moich policzkach spływają pojedyncze łzy.  Uśmiechnęłam się do niego szeroko po chwili.
- Kocham Cię. Tak, zostanę Twoją żoną.
Ujął delikatnie moją drżącą dłoń i wsunął na nią pierścionek. Następnie wstał i mocno mnie do siebie przytulił.
- Uczyniłaś mnie najszczęśliwszym mężczyzną na Ziemi. - szepnął mi do ucha, a następnie delikatnie je pocałował.
- Nie masz pojęcia, jak czuję się teraz ja. - odszepnęłam.
             Spacerkiem wróciliśmy do naszego pokoju. Co chwilę spoglądałam na mój pierścionek - prosty, srebrny pierścionek z diamentem. Idealny.
Damien podszedł do mnie, gdy zdejmowałam naszyjnik. Objął i delikatnie przyciągnął do siebie.
- Jesteś cudowna, wiesz o tym, prawda?
- Chyba mi o tym wspominałeś... Wiele razy - uśmiechnęłam się.
- Ale bez tej cudownej sukni... Będziesz wyglądać jeszcze piękniej. - delikatnie zaczął rozpinać moją suknie.
Gdy po chwili opadała swobodnie na ziemie, Damien podał mi rękę, bym z niej wyszła. Tak też uczyniłam.
- Miałem rację, jest... nieziemsko. - szepnął mi do ucha, a wzdłuż mojego kręgosłupa przebiegł przyjemny dreszcz.
- Jak zwykle przesadzasz.
- Maleńka, już ja wiem, co mówię. - szelmowsko się do mnie uśmiechnął, przyciągnął mnie do siebie stanowczo i wpił w moje usta.
Odwzajemniałam jego każdy pocałunek. Zsunęłam rozpiętą już koszulkę z jego ramion, a następnie przejechałam dłońmi do jego paska od spodni. Po chwili i one znalazły miejsce na koszuli.
Wziął mnie na ręce, a ja oplotłam nogami jego biodra. Usta Damiena, dotknęły mojej szyi, na co ja odpowiedziałam jęknięciem.
Położył  mnie delikatnie na łóżku, nakrywając sobą, ręce natomiast, kładąc po obu stronach mojej głowy.
Nawet jakbym chciała, to i tak nie mogłam się ruszyć. Spojrzałam w jego oczy i lekko zagryzłam wargę.
- Jesteś piękna. - szepnął, delikatnie mnie całując.
- Przesadzasz - szepnęłam. Objęłam go mocniej, lekko drapiąc jego plecy.
            Gdy moja klatka piersiowa uniosła się, kolejny raz, w geście podniecenia, Damien wsunął pod  nią dłoń i jednym zgrabnym ruchem zdjął ze mnie stanik i rzucił go gdzieś za siebie. Zszedł z pocałunkami na mój dekolt, a następnie na piersi, całując je i lekko podgryzając.
Mój oddech momentalnie przyśpieszy i stał się płytszy. Jęczałam co chwilę, czując jego usta. Jego dłonie błądziły po moim ciele, a moje biodra, ochoczo wychodziły mu na spotkanie. Gdy uniosły się po raz kolejny, mój narzeczony wykorzystał to i pozbył się reszty mojej bielizny. Nie byłam mu dłużna. Natychmiast pozbyłam się jego bokserek i rzuciłam je na podłogę. Damien położył się na mnie i delikatnie uśmiechnął.
- Nie wiem, który raz Ci to dziś mówię, ale kocham Cię. - szepnął, rozsuwając moje nogi swoim udem.
- Ze wzajemnością, Kochanie. Ze wzajemnością. - wpiłam się mocno w jego usta, gdy on w tym czasie wszedł we mnie. Wbiłam paznokcie w jego plecy i mruknęłam cicho.
           Całował mnie mocno i żarliwie, cały czas się poruszając. Jęczałam mu w usta, czując coraz mocniejsze i pewniejsze pchnięcia. Ponownie oplotłam jego jego biodra nogami i przycisnęłam go do siebie.
Damien uśmiechnął się szelmowsko i dłonią zaczął masować mój biust. Tego było za wiele.
Wiłam się pod nim, dając się ponieść doznaniom, jakie w tym momencie czułam. Wzbierała we mnie coraz większa rozkosz. W pewnej chwili, Damien odwrócił się na plecy, pociągając mnie za sobą.
Spojrzałam na niego, ciężka dysząc. Jego zamiary były oczywiste - teraz to ja miałam przejąć kontrolę.
- Według życzenia, Kochanie - uśmiechnęłam się zawadiacko i opierając dłonie o jego klatkę piersiową, zaczęłam przejmować kontrolę.
          Kompletnie straciłam rachubę czasu. Nie myślałam o tym. Nie to się liczyło w tamtej chwili. Liczył się tylko On. We mnie, na mnie, obok... Wszystko jedno. Po prostu BYŁ.
          Nie pamiętam kiedy dokładnie zasnęliśmy. Pamiętam tylko cichy śmiech Damiena i słowa: 'Jutro nie ruszam się z łóżka, nie dam rady.'' Jest taki kochany... Najlepszy.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział osiemnasty.

~ Z punktu widzenia Anety:      



            Po chwili postanowiłam zmienić pozycję; otworzyłam oczy i usiadłam na leżaku. Po drugiej stronie basenu zauważyłam Klaudię z Jankiem i Wiktorię z Damienem. Kiedy i oni mnie dostrzegli, Damien pomachał w moją stronę i widziałam, że Janek lekko pociągnął Klaudię ku mnie, ta jednak oparła mu się delikatnie. No to super... Podniosłam się z leżaka i zawinąwszy się w ręcznik ruszyłam w stronę baru. Kiedy zamówiłam sok i usiadłam przy oknie, do baru weszli Wiktoria z Damienem.
- Czego się napijesz? - spytał Damien.
- Kawę poproszę! Dużą latte, mmm...
- Standard. - zaśmiał się i poszedł złożyć zamówienie. Ku mojemu zdziwieniu Wiktoria dosiadła się do mnie.
- Hej... myślałam, że jesteś na mnie zła...  - zaczęłam.
- Bo jestem. Ale chyba nie aż tak jak Klaudia - odpowiedziała.
- Słuchaj, naprawdę jest mi źle i nie chce żeby cała ta sytuacja wpłynęła na naszą przyjaźń.
- Wiem, ale zrozum nas - powiedziała Wiktoria. - Oboje jesteście naszymi przyjaciółmi, a wychodzi na to, że Nico jest bardziej poszkodowany.
           Milczałam, wpatrzona w szklankę soku pomarańczowego. Kurde, czemu ona musi mieć rację? Ciężko mi to przyznać przed sobą... Damien przyniósł dwie kawy, podał jedną Wice i dosiadł się do nas.
- No panienki, chyba musimy porozmawiać. Właściwie Aneta, to ty musisz porozmawiać. Z Nico - powiedział wysoki brunet, tym swoim rzeczowym tonem. Pan biznesmen, kurde.
- Tak, wiem, ale z tego co mi się wydaje to on nawet nie chce mnie widzieć - odparłam.
- Dziwisz mu się? Jakbyś się czuła gdybyś była na jego miejscu? - zapytała Wiktoria lekko poirytowana. Niby tego nie okazywała, ale po tylu latach przyjaźni znam ją jak własną kieszeń.
- Zerwał ze mną. To koniec. Nie chce mnie znać - ta myśl uderzyła mnie teraz ze zdwojoną siłą.
- Nie byłbym taki pewien... - mruknął Damien.
- Słucham? - spytałam.
- Nic, nic. Uważam, że powinnaś z nim porozmawiać.
- Zanim cokolwiek zrobisz. Pochopnie - dodała Wiktoria.
- Ta, zanim coś zrobię .... - zaczęłam obracać szklankę.
- Aneta? Co ty chcesz przez to powiedzieć? Czy ty...? - otworzyła szerzej oczy.
- Tak! W efekcie chwili. No i nie miałam gdzie spać - dodałam.
- Ja pieprzę ... - westchnęła Wiktoria, zamknęła oczy i głęboko wciągnęła powietrze. - Teraz to naprawdę musisz z nim porozmawiać.
- Wiem, naprawdę, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu. Póki co siedzę tu w stroju, bo nie mam odwagi wrócić po swoje rzeczy, okej? - powiedziałam.
- Dobra, idziemy - zarządziła moja przyjaciółka wstając od stołu. - My idziemy do naszego pokoju. Weźmiesz prysznic, porozmawiamy, dam Ci coś do ubrania. A Ty przystojniaku idź do Klaudii i Janka - klepnęła Damiena w cztery litery i pocałowała go. Odpowiedział jej na to pełnym żaru spojrzeniem.
- Okeeeeeej, czuję się trochę niezręcznie - powiedziałam ruszając w stronę wyjścia. Wiktoria zaśmiała się i ruszyła za mną.
    Kiedy wyszłyśmy z baru spojrzałam na nią. Odwróciła się w moją stronę, zapewne czując na sobie mój wzrok.
- Co jest, bździągwo? - jak ona uwielbia tak do mnie mówić.
- Nic, nic. Cieszę się, że ze mną rozmawiasz, wiesz? Tylko Klaudia.... - urwałam.
- Hej, jest zła. Też byłam. Pardon, nadal jestem, ale to nie zmienia faktu, że obie Cię kochamy. I jej też przejdzie, daj jej chwilę na poukładanie wszystkiego. Dla nas też nie jest to przyjemna sytuacja - odpowiedziała.
- Rozumiem. Kurde, zepsułam wszystkim urlop ...
- No teraz już trudno. Najważniejsze żeby wszystko się poukładało - powiedziała. po czym weszłyśmy do pokoju jej i Damiena.
- Wow, porządku to tu raczej nie macie - zauważyłam, starając się ogarnąć wzrokiem porozrzucane wszędzie ubrania.
- No tak... Wiesz... Yyyy... No nie chciało nam się sprzątać - zaczęła kręcić Wiktoria.
- Mhmm, rozumiem, kogoś tu poniósł szał namiętności? - zapytałam i zaczęłam się śmiać.
- Dobra, weź już idź do łazienki, a ja przyszykuję Ci jakieś ubrania, co? Chyba, że chcesz znać szczegóły, to...
- Idę do łazienki! - przerwałam jej w połowie zdania i udałam się do pomieszczenia po lewej stronie korytarza ich apartamentu.
             Wyszłam po około 40 minutach. Zdążyłam wziąć prysznic i podsuszyć włosy. Czułam się znacznie lepiej. Wiktoria ogarniała pokój, kręcąc się w kółko. Na łóżku zauważyłam jeansowe szorty i koszulę w kratkę. Wreszcie coś innego niż bikini.
- Idziesz z nami na kolację? - zapytała rozczochrana, dysząca istota, wyłaniając się z nad walizki.
- Boże, weź się trochę ogarnij. Co ty tu robiłaś jak mnie nie było? - rzuciłam pół żartem.
- Bałagan Cię strasznie w oczy raził więc sprzątałam, niewdzięcznico. Poza tym, muszę mieć gdzie rozrzucać kolejne ubrania - mrugnęła porozumiewawczo, a ja tylko przewróciłam oczami. - W każdym może razie, idziesz z nami, czy jak? - dodała.
- Właściwie to... - nie wiedziałam jak jej to powiedzieć, bałam się, że się wkurzy. - Okej, Piotrek zabiera mnie dzisiaj na kolację.
Wiktoria przyjrzała mi się. Przeczesała ręką włosy.
- Rozważasz powrót do niego, prawda? Słuchaj - nie dała mi odpowiedzieć - cokolwiek zrobisz, nie zmieni to naszej relacji, mimo iż dobrze wiesz, że jestem temu całkowicie przeciwna i nigdy ale to nigdy go nie polubię choćby nie wiem co. Ale twoje życie, twoje wybory. Tylko żebyś znowu nie płakała. I pamiętaj, że sprawa Nico cały czas wisi nad Tobą i im szybciej to załatwisz tym lepiej dla was obojga.
- Ja póki co sama nie wiem co robię. Ale dziękuję - powiedziałam i wstałam z łóżka żeby ją objąć.
- Spoko loko. Pogadam z Czarą, powiem jej co i jak i spróbuję trochę udobruchać, okej?
- O rany, tak, byłoby super! Jesteś kochana - odpowiedziałam, szczerze zadowolona z takiej perspektywy.
- Tak, wiem. A teraz, wyskakuj z szortów. Jak już musisz koniecznie iść z nim na tę kolację to łap to - powiedziała, wyjmując z szafy śliczną, bladoróżową sukienkę.
- Nie za krótka?  - spytałam, oglądając  ciuch z każdej strony.
- Nie. Jak chcesz to weź któreś szpilki, a ja lecę pod prysznic - odpowiedziała i zniknęła za drzwiami.
            Po dość długiej chwili wynurzyła się z łazienki. Włosy miała lekko pofalowane. Zrzuciła ręcznik, a moim oczom ukazała się bardzo seksowna, czarna bielizna.
- Wow, takie niespodzianki to zostaw dla Damiena! - powiedziałam, teatralnie zasłaniając oczy dłońmi.
- No właśnie tak się składa, że kazał mi sie ładnie ubrać, a "reszta to niespodzianka", czyli zapewne też porywa mnie na kolację. Szczerze? Mam nadzieję, że nie spotkam ciebie z Piotrem - zaśmiała się lekko ironicznie, a ja westchnęłam. Kiedy otworzyłam oczy miała na sobie długą, czarną sukienkę bez ramiączek.
- No, no. Czy to kolacja zaręczynowa?  - spytałam z uśmieszkiem.
- A weź ty spadaj. O której wychodzicie?
- O 20, a wy?
- Też. Mamy jeszcze trochę czasu więc chodźmy na drinka do baru, napiszę do Damiena, że pokój i łazienka wolne - powiedziała wyjmując z kopertówki telefon.
- Dobry pomysł. I jeszcze raz, dzięki za sukienkę. I buty! Jak się nie zabiję to będzie dobrze, ale są genialne- powiedziałam, oglądając czarne koturny po raz kolejny.
            Zeszłyśmy na dół. Przy wejściu do baru natknęłyśmy się na Piotrka, zmierzającego w kierunku swojego pokoju, zapewne.
- Ooo, cóż to za piękne damy - powiedział, patrząc mi w oczy. Przestań się rumienić, Aneta do cholery! Krzyczała moja podświadomość.
- Ughhhrrrr - Wiktoria wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk i poszła w stronę stolika.
- Kolejna, która nigdy mnie nie polubi? - zapytał Piotrek.
- Na to wygląda. Widzimy się za godzinę? - uśmiechnęłam się do niego.
- Tak jest. Będę punktualnie, nie uciekaj nigdzie - odpowiedział olśniewającym uśmiechem, cmoknął mnie w policzek i poszedł na górę.
          Zdążyłyśmy dopić nasze margerity,  kiedy zjawił się wysoki, idealnie zbudowany brunet w czarnym smokingu. Włosy w artystycznym nieładzie idealnie współgrały z trzydniowy zarostem i tym figlarnym spojrzeniem. A do tego bogaty i kilka lat starszy. Wiktoria niezłą sztukę upolowała.
- Okej, Mała. Na mnie pora. Baw się dobrze - objęła mnie na pożegnanie i ruszyła w jego stronę.
' Dobra, Piotrek, mógłbyś już przyjść ' - pomyślałam. I jak na zawołanie, usłyszałam jego głos za sobą.
- Cześć, Piękna. Mam dla Ciebie niespodziankę - powiedział, po czym założył mi na oczy chustkę.
- Hej, co Ty... Nie... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Ciiii... daj rękę i uważaj, pójdziemy powoli - powiedział cicho.
            Z przepaską na oczach trochę straciłam orientację w terenie. Kiedy po chwili zdjął mi chustkę, zamarłam z wrażenia. Byliśmy na dachu hotelu. Roztaczał się stąd wspaniały widok, ale nie to najbardziej mnie zszokowało. Tu i ówdzie paliły się świeczki, a mniej więcej na środku stał stolik dla dwojga.
- Piotrek, ja... - zaczęłam oniemiała. - Nie wiem, co powiedzieć. To jest... Tu jest niesamowicie. Jakim cudem udostępnili Ci wejście na dach?
- Urok osobisty - uśmiechnął się szelmowsko. - A tak serio. Chciałem jakoś Ci wynagrodzić całą tą sytuację, wiem, że jest ciężko, a to... No pomyślałem, że to będzie coś innego niż zwykła kolacja w restauracji.
- Jesteś wspaniały - objęłam go i pocałowałam namiętnie. Wplótł palce w moje włosy, a ja lekko przygryzłam mu wargę. Zjechał ręką w dół moich pleców, ale zaraz ją cofnął.
- Proponuję zjeść zanim spaghetti carbonara nam wystygnie - przerwał tę cudowną chwilę.
- Carbonara, moje ulubione. Pamiętałeś - powiedziałam cicho.
- Oczywiście. Zapraszam do stołu, madame - odsunął mi krzesło.
           Jedliśmy, na przemian podziwiając piękny pejzaż i patrząc sobie w oczy. Kiedy skończyliśmy, Nowakowski odezwał się pierwszy.
- Cieszę się, że tu jesteś. Że jesteśmy tu razem.
- Ja również - odpowiedziałam. Jednak od dłuższej chwili miałam w głowie Nico i to co powiedziała Wiktoria. Sprawa ciągle wisi nade mną. Poczułam, że muszę z nim natychmiast porozmawiać.
- Masz ochotę na deser? W pokoju mam też butelkę sauvignon cabernet gdybyś....
- Piotrek, było naprawdę miło, ale muszę już iść.
- Wszystko w porządku?
- Tak, tak. Dziękuję za wspaniałą kolację - odpowiedziałam, wstając od stołu.
- Może Cię odprowadzę? - spytał, najwyraźniej zdezorientowany moją nagłą ucieczką.
- Nie, nie trzeba. Przepraszam, że tak uciekam, ale muszę coś zrobić. Do zobaczenia - powiedziałam.
- Tak, do zobaczenia. Dobrej nocy.
          Szybko zeszłam po schodach i pobiegłam w stronę pokoju mojego i Nico. Nie myślałam, że umiem tak szybko przemieszczać się w butach na tak wysokim obcasie. Zapukałam do drzwi i po chwili otworzył.
- Aneta.... - uśmiechnął się delikatnie.
- Możemy porozmawiać? - spytałam.
- Jasne - odsunął się, pozwalając mi wejść.
         I rozmawialiśmy. Powiedziałam mu wszystko, jak bardzo zagubiona się czuję, co czuję do Piotrka, co czuję do niego. Słuchał mnie uważnie. Kiedy skończyłam swój monolog, Nico zaczął mówić.
- Aneta, kocham Cię. Zaczęliśmy od przyjaźni i nawet jeśli zdecydujesz się być z Piotrkiem, to z tej przyjaźni nie zrezygnuję. Chcę żebyś była szczęśliwa, choćbym ja miał przez to cierpieć. Trudno. Nie zaakceptuję go, nie chcę go nawet widzieć, ale Ciebie.... Ciebie nie mógłbym wyrzucić z mojego życia. I zawsze będę przy Tobie choćby nie wiem co.
- Boże, Nico... Tak bardzo Cię przepraszam... - zaczęłam szlochać.
- Ciiiiii, nie płacz mała. No chodź tu - objął mnie i nie było w tym żadnego podtekstu, żadnego "dreszczyka". Zasnęłam, sama nie wiem kiedy, w ramionach mojego przyjaciela.
        Obudziliśmy się około 8. Wzięłam prysznic i przebrałam się w swoje ubrania. Po 9 zeszliśmy z Nico na śniadanie. Wczorajsza napięta sytuacja po rozmowie poszła w niepamięć. Wiem, że Nico nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, ale jak sam powiedział "takie życie".
Kiedy weszliśmy razem do restauracji, reszta naszych przyjaciół zamarła. Klaudia jak na zawołanie zaczęła kaszleć, dławiąc się swoim jedzeniem. Damien zaczął się śmiać.
- Czyli co? Jesteście ra... - zaczął Kuba, ale Nico mu przerwał.
- Jesteśmy przyjaciółmi.
- No nie wierzę! Czyli ty do tego idioty... - zaczęła Klaudia, ale widząc spojrzenie Wiktorii i Justyny zamilkła i kontynuowała jedzenie.
- Przyniosę nam jedzenie - powiedział Nico, kładąc rękę na moich plecach, jednak szybko ją cofnął z lekko zakłopotaną miną. No tak, nowa, nieco dziwna sytuacja, nie dziwię mu się.
Usiadłam przy stole i spojrzałam na najmniejszą z towarzystwa.
- Porozmawiamy sobie później, nie myśl sobie, że Cię to ominie, moja droga - rzuciła nieźle wkurzona.
Ech, dzień jak codzień....

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział siedemnasty.

~ Z punktu widzenia Anety:
  


              Obudziłam się około dziewiątej rano. Słońce delikatnie przebijało się przez szpary w roletach. Przeciągnęłam się i wbiłam wzrok w sufit. Naprawdę to zrobiłam? Zdradziłam Nico z Piotrkiem?
'' Nico z Tobą zerwał'' - podsunęła moja podświadomość. Westchnęłam smutno i zakryłam twarz ramieniem. Tego właśnie chciałam?
              W mojej głowie cały czas wirowały słowa Nowakowskiego: ''Jesteś taka piękna, tak bardzo Cię kocham.'' Mogę mieć pewność, że mówi to szczerze? A nie tylko po to, by wzbudzić moje zaufanie, zabawić się mną i zostawić? Tego chyba najbardziej się obawiałam. Ale wybaczając mu wszystko i spędzając z nim noc, musiałam wziąć tą złą opcję pod uwagę. A może wcale tak nie będzie? Będzie?
               Wstałam ostrożnie, uwalniając się z objęć Piotrka. Pozbierałam swoje rzeczy, szybko się ubrałam i przysiadłam na skraju łóżka. Spojrzałam na Niego i delikatnie się uśmiechnęłam. Pamiętam, że uwielbiałam patrzeć, jak spał. Wyglądał wtedy tak spokojnie, uroczo, beztrosko i nadal... idealnie. I to, między innymi, mnie w nim urzekło. Nachyliłam się ostrożnie nad nim i złożyłam na jego czole delikatny pocałunek. Uśmiechnęłam się i po cichu wymknęłam się z jego pokoju.
               Idąc w kierunku swojego pokoju, uświadomiłam sobie, że tak naprawdę on już nie jest mój. Jedyne, co mi z niego pozostało, to moje rzeczy. Będę musiała je jakoś odebrać. I znaleźć pokój, w którym będę mogła spędzić resztę wakacji. ''Ten blondyn, o przepięknych niebieskich oczach, z idealnym ciałem, u którego spędziłaś noc, z wielką ochotą Cię przyjmie'' - ponownie odezwała się moja świadomość i znowu miała rację. Widziałam już co mam robić. Mimo wszystko, nie chciałam tracić kontaktu z Nico, bo to naprawdę wspaniały facet, z czekoladowymi oczami, doskonałym ciałem...
''Aneta, stop! Przestań w tej chwili! Tak nie można!'' - tym razem moja podświadomość nie miała najmniejszych szans z moimi odczuciami. Tak, Nico jest cudowny.
               Nie wiedząc, jak to się stało, znalazłam się pod pokojem Justyny i Kuby. Widziałam, że właśnie na tym etapie, mogę liczyć tylko na nich. I na Piotrka. Nie, nie. W tej sytuacji, tylko na nich.
Zapukałam niepewnie i czekałam aż ktoś mi otworzy. Chwilę później drzwi otworzyła mi Justyna. Uśmiechnęłam się do niej niepewnie.
- Hej. Nie obudziłam Was?
- Cześć. Nie, nie. Dawno nie śpimy. Wchodź. - przepuściła mnie w drzwiach, a ja szybko weszłam do środka.
- Cześć, Kuba. - powiedziałam, uśmiechając się do bruneta.
- Cześć, Mała. I jak tam?
- Nawet nie pytaj...
- Gdzie spałaś? U siebie? To chyba raczej niemożliwe. W recepcji? Nie było z tym problemów? - zaczęła wypytywać Justyna.
Uniosłam ręce w geście obrony i usiadłam na kanapie.
- Noc spędziłam... z Piotrkiem. - dodałam ciszej.
Justyna z Jakubem spojrzeli na siebie,  a następnie przenieśli wzrok na mnie.
- Co z Nico? - zapytał niepewnie Kuba.
- To koniec... Nie wiecie o tym?
- Wiemy tylko, że była ostra afera...
- I Uriarte ze mną zerwał. - spuściłam głowę.
- Hej... - Justyna usiadła obok i mocno mnie przytuliła. - Kochanie, teraz jedyne, co Wam pozostało to... Koleżeństwo? Może przyjaźń?
- Jeżeli będzie chciał mnie jeszcze widzieć...
- Nico? - prychnął Kuba. - Oczywiście, że będzie chciał! Nie znasz go?
- Znam i wiem, jak bardzo potrafi się starać... Ale po tym wszystkim?
- Spokojnie, nic się nie zmieni, zapewniam Cię. - puścił mi oko.
Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało do niego i pogrążyłam w rozmowie z Justyną. Dobrze, że chociaż oni zostali ze mną.
              Siedząc w restauracji i jedząc śniadanie, cały czas miałam w głowie to, że straciłam przyjaciół. Nigdy nie przypuszczałabym, że to wszystko tak się skończy. Oni teraz siedzieli kilka stolików dalej i rozmawiali z ożywieniem na jakiś temat. Pewnie o mnie... Naprawdę, chciałabym ich odzyskać. Ale dobrze wiedziałam, że dopóki trzymam stronę Nowakowskiego nie mam na to najmniejszych szans. Tylko, dlaczego... Justynę z Kubą traktowali normalnie, a mnie już nie? Niczego nie rozumiem.
               Opalałam się nad basenem, gdy ktoś stanął przede mną i przysłonił mi słońce. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na osobę, która to zrobiła. Mogłam się tego spodziewać.
- Czy mógłbyś, Piotrze, się odsunąć? Utrudniasz mi opalanie...
- I jesteś już pięknie opalona. Wiem, co mówię - uśmiechnął się do mnie szelmowsko i usiadł na wolnym leżaku obok mnie. - Ekipa nadal wkurzona na Ciebie?
- Tak - westchnęłam. - Spodziewałeś się, że będzie inaczej? - położyłam się na boku, podpierając się na łokciu.
- Nie wiem, czego się spodziewałem. Dzisiaj na śniadaniu, Klaudia o mały włos przeze się nie udławiła, więc...
- Jej przychylności nigdy nie zdobędziesz...
- Nikogo przychylności nie zdobędę od nich.  Nie oszukujmy się...
Wzruszyłam ramionami i wbiłam wzrok w płytki. Doskonale wiedziałam, że tak właśnie będzie. A przez to wszystko, ja ich stracę. I nie będzie mowy  o powrocie.
- Hej, Mała... - usłyszałam. - Nie smuć się. Wczorajsza noc... była niesamowita. Dziękuję Ci - szepnął, delikatnie gładząc mnie po boku.
- Też mi się podobało... - szepnęłam cicho.
- Ale? Żałujesz?
- Piotrek... - westchnęłam. Położyłam się na plecach, zakrywając twarz dłońmi.
 Czy żałuję? Nie. Tego, że spędziłam z Nim noc, nie żałuję. Żałuję tego, że moi przyjaciele się ode mnie odsunęli. Myślałam, że zawsze mogę na nich liczyć, a okazało się, że jest zupełnie inaczej.
- Nie martw się, z nimi wszystko wróci do normy. - powiedział Piotrek, delikatnie głaszcząc mój brzuch.
- Może...
- Na pewno. Kochają Cie. A teraz, dasz się wyciągnąć do zacisznego jacuzzi? Albo po prostu chodźmy do wody, bo nie chcę, żebyś się spaliła na skwarkę. - puścił mi oko.
- Chodźmy do basenu. Tłoku nie ma więc...
Nim się obejrzałam, wziął mnie na ręce i ostrożnie zaczął wchodzić po schodkach do basenu.
- Co byś mi zrobiła, jakbym wrzucił Cię teraz do wody?
- Wykastrowała. - spojrzałam na niego, tuląc się mocno.
- Uuu, to chyba wolę nie ryzykować - wyszczerzył się do mnie. Kiedy weszliśmy do basenu, puścił mnie i stanął przede mną. Woda sięgała mi do szyi, Piotrkowi nieco niżej, z tego względu, że był ode mnie wyższy. Tacy to mają dobrze...
- Nie boisz się, że ktoś z twoich przyjaciół cię tutaj ze mną zobaczy?
- Nie, raczej nie, z tego, co wiem, to poszli na plażę, poza tym pewnie by się nie przejęli...
- Za to ja przejmuję się tym, że jesteś taka smutna. Uśmiechnij się, proszę. Dla mnie - powiedział, obejmując mnie delikatnie w pasie i schylając głowę, by złapać ze mną bezpośredni kontakt wzrokowy. Widząc jego uniesione kąciki ust i błagalny wzrok, nie mogłam się nie uśmiechnąć. Jakby tego było mało, czułam, jak moje policzki robią się różowe.
- Czy ty się rumienisz? - zapytał, śmiejąc się.
- Nie, to od tego słońca - odpowiedziałam szybko z uśmiechem. Musnął lekko mój nos, po czym pociągnął kawałek dalej, na podwodną ławeczkę, na której usiedliśmy.
- W taki razie mamy siebie tylko dla siebie - szepnął mi do ucha. Moje serce zaczęło szybciej bić, a mój oddech stawał się coraz bardziej płytki, kiedy jego nos muskał moją skroń. Wsunął jedną dłoń za moje plecy i zaczął je masować, schodząc coraz niżej. Uśmiechnęłam się szelmowsko, po czym usiadłam na jego biodrach i objęłam jego szyję. Jego dłonie złapały moje pośladki.
- Pamiętam, że ostatnio ci się to podobało - szepnął znowu i zacisnął swoje dłonie w miejscu, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę.
- Hm, a tobie co się najbardziej podobało? - zapytałam.
- Pomyślmy... Ty. Nago. W moim łóżku. Ja obok ciebie - odparł niemalże bez wahania i dotknął mojej szyi, na której miałam przywiązane bikini. Szybko pociągnął za sznureczek, który opadł na moje ramiona.
- Ale nie jesteśmy w twoim łóżku - szepnęłam mu w usta.
- Jakoś mi to nie przeszkadza - odpowiedział i chciał mnie pocałować, ale się cofnęłam, przytykając mu swój palec do jego ust.
- Nie spiesz się tak, mamy sporo czasu - mruknęłam i zaczęłam drapać lekko jego klatkę piersiową. Złapał mnie w pasie i sunął swoimi dłońmi w górę, aż doszedł do stanika, chcąc rozwiązać drugi sznureczek na moich plecach, ale mu przeszkodziłam. Pokręciłam lekko głową z szelmowskim uśmiechem, przygryzając dolną wargę. Przeniósł zatem swoje dłonie do przodu i zacisnął je na moich piersiach. Przybliżyłam się do niego, obejmując jego szyję i kręcąc lekko biodrami, z zamiarem jeszcze większego jego podniecenia. Jęknął cicho i wsunął swoje dłonie za moje bikini, pieszcząc teraz moje nagie piersi. Cmoknęłam go tylko w kącik jego ust i zabrałam jego dłonie, zawiązując sznureczek na szyi mojego stanika. Nie dawał jednak za wygraną i wsunął swoje dłonie za moje majtki, zaciskając je ponownie na moich pośladkach.
- Pozwól mi to zrobić - szepnął błagalnie.
- Jeszcze nie teraz...
          Kiedy pieścił moje ciało, czułam, jak się podnieca. Jego klatka piersiowa unosiła się co chwilę z rozkoszy, jęczał cicho, oddech miał tak płytki, jak basenik dla dzieci po drugiej stronie baru.
          Palec wskazujący jego prawej dłoni dotknął mojego mostka. Zjechał w dół, aż do pępka. Zatoczył kilka kręgów wokół niego i zszedł jeszcze niżej. Włożył go za gumkę moich majtek i pociągnął w swoją stronę. Widząc, że go to podnieca, pozwoliłam zrobić mu to kilkakrotnie. Zaraz po tym nabrałam powietrza, po czym zanurkowałam. Zaczęłam masować jego uda od kolan po sam pas. Widziałam, jak jego klatka piersiowa lekko się unosi i słyszałam jego ciche jęknięcia, do których go doprowadzałam. Czując brak powietrza w płucach, wynurzyłam się.
- Czemu przestałaś? - zapytał, oddychając płytko.
- Tak szybko można cię podniecić - skomentowałam, uśmiechając się lekko. - Co za dużo, to niezdrowo - szepnęłam mu do ucha, po czym znowu nabrałam powietrza i zanurkowałam, ale tym razem odpływając.
          Wynurzyłam się dopiero przy drugim brzegu. Oparłam się o niego i spojrzałam w stronę Nowakowskiego. Przyglądał się z tym swoim szelmowskim uśmieszkiem. Uśmiechnęłam się szerzej, poprawiłam stanik i ponownie spojrzałam w jego stronę Piotrka.  Ten pokręcił tylko głową. Pogratulowałam sobie w duchu i powoli wyszłam z basenu, wracając na swój leżak. Położyłam się na brzuchu i oddałam się cudownej kąpieli słonecznej, marząc o tym, co by się stało, gdybym pozwoliła Piotrkowi na dalsze działania.
Mmm... Może następnym razem?
           Opalając się, czułam na sobie coś zimnego. Czyjaś dłoń... Delikatnie wodziła po moich plecach.
- Panno Wlazły, spali się Pani i nie będę mógł Cię dotykać.
- Hmm...
- Dobrze Ci radzę. Pora zmienić pozycję, jakkolwiek to brzmi.
- Ale mi tak dobrze...
- Skoro tak - rozwiązał sznureczki od mojego stanika, na moich plecach. - Jak już się opalać, to wszędzie. - jego dłoń zawędrowała do mojego biodra.
- Zostaw... Nie tu.
- Dziś porywam Cię na kolację. O dwudziestej jestem u Ciebie. Na razie, Mała. - szepnął mi na ucha i lekko klepnął w pupę.
Mruknęłam zadowolona i odprowadziłam go wzrokiem. Randka? Randeczka? Z Piotrkiem? To się skończy śniadaniem, jestem tego przekonana..

środa, 12 lutego 2014

Rozdział szesnasty.

 
~ Z punktu widzenia Nico:

     

                Wpadłem do pokoju niesamowicie wściekły. Nie docierało do mnie to, co właśnie się wydarzyło.
Aneta? Z Nowakowskim? Nie, to absurd... Oni nie mogą być razem, prawda? Oby.
                Leżałem na łóżku, gapiąc się w sufit i myśląc... Nie myśląc. Nie chciałam niczym zaprzątać sobie głowy. Nie wyszło. W mojej głowie wciąż miałem Anetę. Tak bardzo ją kocham. A ona? Kocha mnie, czy Piotra?
                Rozważania przerwało pukanie do drzwi. Zerwałem się na równe nogi i szybko poszedłem je otworzyć, mając nadzieję, że to Aneta. Że mimo wszystko wróciła. Miliłem się. Za drzwiami ujrzałem Damiena i Janka. Uśmiechnąłem się do nich blado i wpuściłem do środka.
- I jak, stary? - zaczął Janek.
- Nieciekawie... - usiadłem na łóżku. - Myślałem, że będzie jakoś... inaczej.
- Inaczej?
- Tak. Jak zobaczyłem ich... razem. Było dla mnie jasne, że to koniec. A teraz... Sam nie wiem. Tęsknie za nią.
- A wiesz, gdzie ona jest? - zapytał Damien.
- Nie mam najmniejszego pojęcia... Zostawiłem ją tam.
- Czy Wy ślepi jesteście? Po tym, co jej powiedziałeś, Nico, jestem w stu procentach pewny, że jest u Nowakowskiego! - krzyknął Janek.
- Co ja takiego powiedziałem? - zapytałem.
- Że ma nie wracać do pokoju, i że w ogóle może nie wracać. Jeżeli to, według Ciebie nie brzmi, jak zerwanie, to ja nie wiem.
- Ale ja nie... Nie zerwałem z nią.
- Wszyscy odebrali to inaczej. A Piotrek, to już na pewno. Więc... Tak jakby, przegrałeś.
Schowałem twarz w dłoniach i jęknąłem cicho. Jasne cholera, co ja najlepszego zrobiłem! Przecież nie chciałem z nią zerwać. Nigdy! Opadłem na łóżko, nadal skrywając twarz w dłoniach.
- Nico, słuchaj. Możemy Ci pomóc - zaczął Damien.
- A da się?
- Pewnie! - uśmiechnął szeroko Janek. - Plan jest taki...
Obaj zaczęli opowiadać o planie, jaki wymyślili. Podobał mi się bardzo, bo mimo wszystko miałem mieć kontakt z Aneta. Modliłem się, żeby tylko wszystko wyszło, jak należy.
             Gdy chłopaki opuścili mój pokój, wziąłem szybki prysznic i położyłem się do łóżka. Zerknąłem na puste miejsce obok i westchnąłem głośno. Przesunąłem się na Jej stronę łóżka. Czułem jej zapach, czułem ją. Anetę. Wtuliłem głowę w poduszkę i momentalnie zasnąłem.



~ Z punktu widzenia Anety:


             Rzucił mnie na łóżko. Podparłam się na łokciach i uważnie obserwowałam jego ruchy. Stał chwilę nade mną uśmiechając się szelmowsko. Jego oczy wręcz iskrzyły się na mój widok. To był chyba jeden z tych powodów, dla których się w nim zakochałam. Uwielbiałam ten wzrok, uwielbiałam sposób, w jaki na mnie patrzył. Potrafił adorować mnie jedynie samym wzrokiem, sprawiać, że czułam się jedyną najważniejszą kobietą u jego boku. Błękit jego oczu wprawiał mnie w totalny obłęd, z którego momentami nie potrafiłam wyjść. Najzwyczajniej w świecie tonęłam w tym nie znanym mi oceanie, a on był  moim ratownikiem, który przytrzymywał mnie przy życiu.
            Wszedł powoli na łóżko, siadając na mnie okrakiem. Położył swoje dłonie obok moich bioder i nachylił się nade mną tak, że stykaliśmy się nosami. Przygryzłam wargę i odwróciłam głowę w druga stronę.
- Nie wmówisz mi, że tego nie chcesz. Widzę to w twoich oczach, słyszę bicie twojego serca - szepnął mi do ucha tak aksamitnym głosem, że łokcie ugięły mi się na tyle, że musiałam się położyć.
- Doskonale wiesz, że...
- Ćśśś... Nic nie mów - powiedział, powoli kładąc się na mnie.
- Piotrek, ja mam Nico! - krzyknęłam i chciałam go odepchnąć, ale był za ciężki.
- Po tym, co widziałem, nie wydaje mi się - odparł, podnosząc się, wciąż jednak siedząc na mnie. Podparłam się znowu na łokciach i wbiłam wzrok w sufit.
- Ja też nie - powiedziałam cicho ze łzami w oczami. - Ale to nie znaczy, że możemy załatwić to w ten sposób - dodałam.
- Masz na myśli dziki i gorący seks na tym wielkim łożu, przy świetle lampek nocnym, które będą delikatnie oświetlać nasze nagie ciała i potęgować nastrój tej chwili? - zapytał. Zaparło mi dech w piersi. Nie dość, że działał na mnie swoim szelmowskim uśmiechem, tajemniczymi oczami i idealnym ciałem, to jeszcze musiał wypowiadać słowa, które całkiem wyprowadzały mnie z równowagi i sprawiały, że po prostu mu się oddam, zapominając o wszystkim. 
- Czy to była propozycja? - zapytałam trochę nieśmiało z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Nie do odrzucenia - odparł, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów i ponownie się na mnie położył. Swoimi ustami dotknął mojej szyi i pocałunkami zszedł aż do obojczyka. Uwielbiałam, kiedy to robił! Zachichotałam z rozkoszy i objęłam jego szyję swoimi rękami, delikatnie drapiąc jego plecy. Jego jedna dłoń rozwiązała sznureczek na mojej szyi, po czym szybkim ruchem zdjął ze mnie bluzkę. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała. Naparł na mnie mocniej swoim ciałem i zbliżył twarz ku mojej.
- Nie chcę, żebyś później żałowała - szepnął, oddychając ciężko.
- Moje życie, moje wybory - odparłam cicho z lekką zadyszką, po czym wpiłam się w jego usta tak zachłannie, jak kiedyś. Nie był mi dłużny. Oddawał moje pocałunki ze zdwojoną siłą, a jego zwinne ręce w międzyczasie pozbywały się kolejno moich spodenek i stanika. Kiedy po raz kolejny już uniosłam biodra w geście podniecenia, włożył pod nie swoje dłonie i zacisnął je na moich pośladkach. Jęknęłam, dając mu tym samym do zrozumienia, by nie przestawał, a zrobił to jeszcze raz i kolejny, i kolejny.
            Chcąc przejąć inicjatywę, podniosłam się lekko i go pchnęłam. Położył się na plecach i teraz to ja usiadłam na jego biodrach. Przejechałam swoimi dłońmi po jego klatce piersiowej, zatrzymując się w okolicach pępka. Jego mina mówiła jedno: 'Błagam, zrób to!'. Uśmiechnęłam się jedynie szelmowsko i położyłam na nim, zaczynając całować jego szyję. Jęczał coraz bardziej, kiedy pocałunkami zaczęłam obdarowywać jego klatkę piersiową, a potem podbrzusze. Włożyłam palec za gumkę jego bokserek, ale jedynie uniosłam ją do góry, po czym puściłam, uśmiechając się szeroko.
- Ej, ej! Nie pozwalaj sobie! - powiedział, śmiejąc się i znowu zmieniliśmy pozycję. Podniosłam swoje biodra, a on zdjął moje majtki. Zaraz potem i ja pozbyłam się jego bokserek.
            Ciepło jego ciała tak bardzo przypominało mi Piotrka, w którym się zakochałam, że zaczęłam wybaczać mu wszystko, co zrobił. Teraz to było nieważne. Bo on był tutaj ze mną, podczas gdy moi przyjaciele i mój, już chyba były, chłopak mnie zostawili. Pomógł mi i mnie wspierał. Jak dawniej.
             Jęknęłam tak głośno, jak jeszcze nigdy dotąd, kiedy wszedł we mnie. Jego delikatność, uwaga, skupienie, ostrożność, nieśmiałość były tak urocze, że roześmiałam się pod nosem, oddając jednocześnie rozkoszy i podnieceniu.
            Kiedy poruszał się we mnie, na myśl przyszedł mi, zupełnie niespodziewanie, Nico. To z nim przeżyłam swój pierwszy raz, nie z Nowakowskim, którego końcem końców jednak wciąż kochałam. To nie było to samo uczucie, co z Uriarte. Co wcale nie znaczy, że lepsze. Pierwszy raz ma jednak swój urok, którego się nie zapomina. Wszystkie emocje, których wtedy doznawałam były dwa razy silniejsze niż teraz i właśnie to było w tym piękniejsze.
            Zacisnęłam dłonie na kołdrze, kiedy zatrzymał się we mnie, kręcąc jedynie swoimi biodrami. Moja klatka piersiowa uniosła się automatycznie, a ja przygryzłam jedynie dolną wargę. Kiedy opuścił moje ciało, opadł na łóżko, bym to teraz ja przejęłam inicjatywę. Tak też zrobiłam.
            Sama nie pamiętałam, kiedy oboje zasnęliśmy wtuleni w siebie. Pamiętałam jedynie moment, kiedy Piotrek szeptał mi do ucha: 'Jesteś taka piękna, tak bardzo cię kocham'. To jedno zdanie wirowało w mojej głowie i nie chciało przestać. A może to ja nie chciałam go z niej wyrzucić?





Dziękuję za pomoc ten małej wzrostem, ale wielkiej duchem ;3

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział piętnasty.

~ Z punktu widzenia Anety...



               Kiedy się obudziłam, Nico leżał obok mnie, odwrócony do mnie plecami.  Podejrzewałam, że może być na mnie zły, więc pierwsze, co zrobiłam, to wtuliłam się w jego plecy najmocniej, jak tylko potrafiłam. Ten tylko się poruszył, ale spał dalej. Musnęłam lekko jego kark i nadal się do niego tuliłam.
- Aneta, to nic nie da... - usłyszałam i nie byłam w stanie uwierzyć.
- Słucham?
- Jestem na Ciebie wściekły, Twoje przytulanie nic nie da.
- Aha. Czyli rozumiem, że najlepiej mam Ci teraz zejść z pola widzenia? - odsunęłam się od niego natychmiast i wstałam.
- Tak, to będzie najlepszym rozwiązaniem - spojrzał na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Wedle życzenia. - rzuciłam przez ramię i zniknęłam w łazience. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i wyszłam z łazienki, i zaczęłam pakować rzeczy na basen.
- I nie masz mi nic do powiedzenia? - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i spotkałam na sobie wzrok Nico.
- A co Ci mam teraz powiedzieć, skoro kazałeś mi zejść z pola widzenia? - spojrzałam na niego niepewnie. - Przepraszam. Powinnam powiedzieć, że wychodzę.
- Ta, chociaż tyle. - powiedział beznamiętnie i wróciła do łóżka.
- Widzisz? Lepiej, żebym milczała. Wiesz, gdzie mnie szukać. - założyłam torbę plażową przez ramię i udałam się do wyjścia. Przekraczając próg pokoju, jeszcze się odwróciłam. Interesowała mnie jeszcze jedna rzecz.
- Kiedy zauważyłeś, że mnie nie ma?
- A czy to ważne? - rzucił szybko. - O pierwszej, a co?
- Kwadrans po 12 wyszłam z klubu... - szepnęłam i odetchnęłam głębiej. Nico zamarł. Spojrzałam na niego, a on opadł na łóżko i zakrył twarz dłońmi.  Wyszłam z pokoju. Nie miałam więcej pytań. Własny chłopak, nie zauważył, o której wyszłam z klubu. ''Gdybyś mu powiedziała, nie byłoby teraz żadnego problemu'' - podsumowywała mi moja podświadomość. A ja... Przyznawałam jej rację, to nadal była moja wina.
           Siedząc nad basenem i zażywając kąpieli słonecznej, długo myślałam o tym, co stało się wczoraj w nocy. Z jednej strony, cały czas byłam zła na Piotra. Wiedziałam od razy, gdy zobaczyłam go w klubie, że będą z nim same kłopoty. Ale z drugiej strony? Z tej właśnie strony, jestem niesamowicie szczęśliwa, ze tu jest. Że mogę z nim porozmawiać, nawet się spotkać. Oczywiście, wyglądałoby to jak na koloniach w podstawówce. Latanie z po cichu z jednego pokoju do drugiego, by tylko nikt nas nie przyłapał. Fajnie...
            Z moich rozmyślań wyrwało mnie równoczesne wypowiedzenie ''cześć'' przez trójkę chłopaków.
Odwróciłam się w tamtą stronę i dostrzegłam Kubę, Damiena i Janka. Uśmiechnęłam się do nich, a chwilę później, oni dosiedli się do mnie.
- To... Co tam, Aneta? - Zaczął Damien.
- Szczerze? Kijowo... I nie stabilnie, Janek.
- Szlag, a już myślałem... Laski są na Ciebie wściekłe. No może Justyna nie, bo on coś Twoją stronę trzyma.
- Tak. Nie tylko one. Nico też. A wy?
- A my co? - zapytał zaskoczony Kuba.
- Ogarnij... Też jesteście na mnie wściekli?
- My...? Cóż... Nie wiedzieliśmy, o której wyszłaś. Jak zobaczyliśmy, że nie ma Cię w boksie, pomyśleliśmy, że poszłaś do toalety. A potem... Tak wyszło. Przepraszamy.
- Nie, dajcie spokój, to i tak jest moja wina...
- Daj już spokój. - przytulił mnie Janek z uśmiechem.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się niepewnie i wtuliłam w niego.
           Chlopaki nie byli na mnie źli. No, przynajmniej ta trójka, bo Nico nie chciał mnie widzieć na oczy. I to było najgorsze w tym wszystkim... Brakowało mi jego obecności, bardzo.
- Nie wierzę! - syknął Damien, gdy wszyscy wariowaliśmy w basenie.
- O co chodzi? Ateistą jesteś?
- To swoją drogą... Nowakowski.
           Zdębiałam. Do jasnej cholery, żeby tylko nie połączyli wątków.
- Co? Kto? - spojrzałam na niego, udając zaskoczenie.
- Piotr, kurwa, Nowakowski.. - syczał przez zaciśnięte zęby. - Co on tu robi?
- Skąd mam wiedzieć? Jakoś niespecjalnie mnie to, wiesz...
- Tak, no wiem.
- Dobra, niech on sobie tutaj będzie, a my idziemy po coś do picia. Ktoś chętny? - spytał Janek, wychodząc z basenu.
           Jakiś czas później na basenie pojawiły się dziewczyny. Doskonale wiedziałam, co mnie czeka. Odetchnęlam głęboko i zamknęłam oczy, wracając do kąpieli słonecznej.
- Aneta, chodź na bajerę - szturchnęła mnie w ramię Justyna.
Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na nią dość niepewnie.
- Naprawdę muszę? Doskonale wiem, co mnie czeka...
- Kochanie, Klaudia z Wiktorią trochę ponarzekają i im przejdzie... A ja... No cóż, cokolwiek zrobisz, ja i Kuba będziemy po Twojej stronie, pamiętaj.
- Dzięki, naprawdę, dziękuję kochana. A powiedz mi, jak się czujesz? - delikatnie pogłaskałam jej brzuszek.
- Już coraz lepiej - uśmechnęla się szeroko.
Obie weszłyśmy do basenu. Spojrzałam na dziewczyny, który patrzyły na mnie, wzrokiem mówiącym: Jesteś martwa, Wlazły. Westchnęłam ciężko i spuściłam wzrok.
- Dobra, zaczniemy trochę inaczej - zaczęła Klaudia. - Też zawaliliśmy, że nie zainteresowaliśmy się wcześniej, że Ciebie nie ma. Przepraszamy.  Ale też mogłaś powiedzieć, źe wychodzisz.
- Nic się nie stało i przepraszam... Także.
- Wkurzyłyśmy się, ale nam przeszło - dodała Wiktoria. - Justynka próbowała się złościć, ale jej nie wyszło. - zaśmiała się.
- Ja tam się moje dziecko troszczę, to denerwować się nie mogłam, ale się martwiłam, kuzyneczko.
- Wiem. Przepraszam, jeszcze raz.
- No już, dobrze. A gdzie nasi panowie? - Zapytała Klaudia rozglądając się.
- Pewnie w barze, bo indziej? No chyba, ze na zjeżdżalniach. Halo...? Klaudia. Klaudia.
W tym własnie momencie, Klaudia przestała kontaktować. Wzrok wbiła w jedno konkretnie miejsce, a dokładniej w jedną osobę. O nie, zobaczyła Piotrka.
- Co on tutaj, do cholery, robi?!
- Ale kto? - spytałam lekko zdezorientowana.
- Ty już nie udawaj, że nie wiesz! Odwróć się, a zobaczysz! - krzyknęła.
Spojrzałam za siebie i wtedy ujrzałam Jego. Szedł w stronę baru.Miał na sobie tylko kąpielówki. A jakże inaczej mogło inaczej, w końcu byliśmy na basenie. Jego ciało pokrywały krople wody, który spływały po jego twarzy, szyi, torsie, nogach... Mokre włosy przeczesał ręką i usiadł na jednym ze stołków przy barze. Poprosił o coś do picia i całą zawartość szklanki wypił jednym duszkiem. Jego widok sprawiał mi taką przyjemność, że miałam ochotę podejść do niego i wtulić się w jego klatkę piersiową, by znów poczuć to ciepło bijące od jego ciała... Nie! Stop, Aneta! Dziewczyny na Ciebie patrzą, a Ty ślinisz się w nieodpowiednią stronę!
- Coś Ci mowę odebrało... - mruknęła Wiktoria, krzyżując ręce na piersi.
O nie, zaraz się zacznie.
- Raz, dwa, trzy... - powiedziała Justyna, po czym wybuch był Czary był ogłuszający.
- Czy się kiedykolwiek w końcu ogarniesz?! To nie jest chłopak dla Ciebie! Ilekroć spojrzysz na niego, to masz mokro w gaciach, jak dobrze, że siedzimy w basenie! Po co on w ogóle tutaj przyjechał, co?!
- Nie mam pojęcia... - skłamałam.
- Nie? Naprawdę? A co powiesz na to, że za każdym razem, kiedy on się pojawia w naszym towarzystwie, nie wróży to nic dobrego? I zawsze masz z tym jakiś związek! Nie zdziwię się, jak tu zaraz podejdzie i będzie udawał, jak to wspaniale jest się znowu, całkiem przypadkowo spotkać. - warknęła.
Tylko wywróciłam oczami. Może i miała rację, ale nic nie poradzę na to, co do niego czuję. Zanurzyłam się na chwilę, by trochę ochłonąć i zaraz się wyłoniłam spod wody. Jak na zawołanie, obok stał już Piotrek.
- Kogo ja tu widzę? Świetna niespodzianka, nie uważacie? - zapytał z udawaną radością.
Widziałam, że Klaudii prawie się zwróciło.
- Tak, fantastyczna! - krzyknęła - Powiedz nam, co tutaj robisz? Tak calkiem przypadkiem w miejscu, w którym znajduje się Aneta, co?
- To miejsce jest idealne, żeby odpocząć, co właściwie Was również dotyczy. Genialnie tutaj jest, prawda? - uśmiechnął się i skoczył do basenu, od razu zajmując miejsce obok mnie.
Klaudia odsunęla się o jakieś dwa metry i zmierzyła go wzrokiem.
- Jesteś taki ślepy i naprawdę tego nie widzisz, czy naprawdę udajesz takiego głupiego, na jakiego wyglądasz? - warknęła.
- Ale co? - zapytał rozglądając się wokół.
- Że Cię tutaj wcale nie chcemy! Przyszedłeś i liczysz na naszą akceptację? Na moja nie masz nawet co liczyć! Nawet w snach!
- Może mi masz rację, dlatego już się pożegnam i sobie pójdę - uśmiechnął się lekko. - Jeszcze Cię znajdę. - szepnął do mnie cicho, ale to i tak, nie umknęło uwadze Klaudii.
- Ty jej lepiej nie szukaj, bo nie znajdziesz, a na pewno nie samą! Będziemy przy niej cały czas, więc powodzenia.
- Dzięki, na pewno się przyda. - puścił oko dziewczynie i opuścił basen, udając się w kierunku wejścia na plażę.
Spojrzałam za nim i westchnęłam smutno. Ja chyba naprawdę wolę kiedy jest obok... Prawda?
- No ja pierdolę, ty chyba zwariowałaś!
- Uspokój się, pro...
- Nie! Żadne, kurwa, uspokój się! - krzyczała Wiktoria, przerywając mi w połowie zdania, podczas, gdy ta druga rzucała mi gniewne spojrzenia. Justyna stanęła trochę dalej i przyglądała się całej sytuacji.
- Drzesz twarz na pół hotelu, proszę Cię!a
- Nie mam siły do Ciebie, przysięgam. Wynoszę się stąd. - powiedziała Wiktoria.
- Mhm, ja również! - dodała Klaudia, po czym obie udaly się stronę baru.
- Nie martw się - przy moim boki znalazła się Justyna. - Wszystko się ustatkuje.
- Oby, Mała, oby. Tylko Ty i Kuba mnie wspieracie...
- Och, chodź tu.  - przytuliła mnie do siebie.



~ Z punktu widzenia Wiktorii...

         Wpadłyśmy do baru, gorączkowo rozmawiając i wymachując rękami. Podeszłyśmy do naszych chłopaków, nadal dyskutując.
- Hej, hej, chodź tu, co jest? - spytał Damien, obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie.
- Co ma być? Nowakowski! A ta... ta... Ona się ślini za nim! Po tym wszystkim, rozumiesz?! - wrzasnęła.
Klaudia siedziała przy barze i popijała drinka.
- Co dla Ciebie, Wika? - spytała. - Bo ja się muszę upić. O tak, zdecydowanie, upić.
- Whiskey. Whiskey poproszę.
- Okaj, w takim tempie za godzinę, będziemy mieli tutaj dwie ładnie nawalone delikwentki. - Janek zwrócił się do Damiena.
- Wydaje mi się, że dobrze to im zrobi. - szepnął do niego, a on tylko kiwnął głową.
Kompletnie straciłśmy poczucie czasu i tego, ale drinków wypiłyśmy. Ale, to na nas dobrze podziałało, nawet bardzo dobrze.



~ Z punktu widzenia Anety...

           Było późne popołudnie, kiedy razem z Nico poszliśmy coś zjeść. Szliśmy w milczeniu. Ale szliśmy razem, a to było ważne. Nico nadal się do mnie nie odzywał, ale chyba było lepiej niż rano.
W pewnym momencie zobaczyłam Wiktorię i Klaudię, który szły chwiejnym krokiem z baru. Oczywiście, pod asystą Janka i Damiena. Inaczej nie byłoby tak kolorowo.
- Och, patrzcie kto idzie! - powiedziała Klaudia, w tym samym momencie potykając się.
- Wow, kochanie, uważaj.  - powiedział Janek, mocniej ją obejmując.
- Cześć, Wam! - powiedział Nico do reszty bandy.
- No witam, witam! - zawołała Wiktoria. - Szczerze, to nie spodziewałam się Anety z Tobą. - podkreśliła dobitnie ostatnie słowo.
- A z kim miałaby być? - zapytał.
- No wiesz...
- No, wydaje mi się, ale on nie wiem... - szepnął jej do ucha Damien.
Ale Wiktoria nie musiała już nic mówić. Zza rogu wyłonił się wysoki, prześladujący mnie blondyn. Chciałam szybko udać się w przeciwnym kierunku, ale spojrzałam na Nico i już wiedziałam, że i on go zauważył.
- No to będzie akcja.... - podsumował Janek.
- Ty sukinsynie! - krzyknął Nico.
- Nie, proszę! - zawołałam, ale było już za późno. Pięście mojego chłopaka trafiały raz za razem w mojego... w Piotrka. Stałam, jak wryta i nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
           Po chwili Jankowi i Damienowi udało się rozdzielić walczących ze sobą siatkarzy. Obaj byli nieźle poobijani.
- Nic... Nic Ci nie jest? - spytałam niepewnie Nowakowskiego, zwracając na siebie tym samym uwagę moich bliskich. Chyba powinnam zadać to pytanie Nico. Kurwa!
- Czy Ty sobie, do jasnej cholery, żartujesz?! Nim się przejmujesz? Nim?! - naskoczyła na mnie Klaudia.
- Ja... Ale...
Nico milczał. Reszta chłopaków też. Klaudia sapała groźniej, a Wiktoria rzucała mi gniewne spojrzenia spode łba, podając Nico chusteczkę. Nowakowski... Nowakowski i ten jego seksowny uśmiech cwaniaczka.
- No bardzo ciekawy urlop - rzekł. Chciał chyba coś jeszcze dodać, ale przerwał mu Nico.
- Wczoraj, jak zniknęłaś z imprezy, Aneta... Ja pierdziele... Nie...
- Obawiam się, ze tak - odpowiedział zawadiacko Nowakowski.
- Możesz nie wracać do pokoju. W ogóle możesz nie wracać. - rzucił oschle, odwórcił się na pięcie i ruszył w stronę schodów, prowadzących do hotelu.
- Nico, czekaj! To wcale nie... - powiedziałam, ale przerwała mi Wiktoria.
- Wiesz co? Nie spodziewałam się tego...
- Wika, przecież ja z nim nie...
- Nie wiem, nie obchodzi mnie to, co robiliście, czego nie robiliście, ale ta cała sytuacja, nie powinna mieć w ogóle miejsca. - powiedziała, jakby w ogóle nie była pijana. Niemożliwe, by tak szybko wytrzeźwiała.
- Nic tu po mnie. - rzuciła ta druga.
Janek i Damien spojrzeli na mnie z nutą wyrozumiałości, ale dobrze wiedziałam, że obaj są niesamowicie wkurzeni. Im też się trochę oberwało.
- Lepiej, żebyśmy Cię czasem nie spotkali, Piotrek. - rzucił Damien na odchodne.
Wszyscy odeszli, a ja usiadłam na krawężniku i zaczęłam płakać. Wszyscy, poza NIM.
- Hej... Możesz przenocować u mnie... - powiedział, ale tylko na niego spojrzałam, będąc poirytowana.
To właśnie przez niego moje przyjaciółki są na mnie wściekłe, a mój chłopak nie chce mnie znać. Nawet nie wiem, czy nadal mogę Go tak nazywać...
- Sorry, ale wolę przekimać się w recepcji. Cześć - rzuciłam i szybko udałam się do hotelu.
Połozyłam się na jednej z kanap i natychmiast zasnęłam.
           Po jakiejś godzinie przebudziłam się i poczułam się strasznie samotna. 2345. Pokój numer 2345. Nie powinnam. Wiem, że nie powinnam, ale było to silniejsze ode mnie.
Po chwili zastukałam delikatnie do drzwi. Otworzył natychmiast. Stał w progu w samych bokserkach, a mnie aż przeszedł dreszcz. Dlaczego ten idiota, tak na mnie działa?!
- Piotrek, ja...
- Ciii... Żyjesz tylko raz. Liczy się tylko chwila, Mała. - szepnął, po czym znalazłam się w jego ramionach, a on zaczął mnie całować.
- Jesteś piękna, wiesz? - szepnął mi do ust.
- Nie powinno mnie... tu... być... - nie mogłam mówić, bo jego pocalunki nie ustawały.
 - Ale wiesz, że tego chcesz. - szepnął mi do ucha i pchnął na łóżko. Przestałam protestować.













Witam, po mega przerwie. Coś nie miałam ani siły, ani ochoty, o wenie nie wspomnę... Dziś coś mnie naszło i powstał o to rozdział. Oczywiście, przy pomocy Klaudii i Wiktorii. :) Dzięki, Laski!|
Miłego czytania ;*















czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział czternasty.

~ Z punktu widzenia Anety:


              - Na pewno nie chcesz już tańczyć? Kochanie... - prosił Nico, gdy próbowałam wrócić na nasze miejsce i uniknąć jakiegokolwiek kontaktu z innymi.
- Na pewno. Chcę sobie posiedzieć. A wy się bawcie - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- No... Ale jak to tak? Posiedzę z Tobą.
- Nie. Ty się baw, dobrze się baw. Ale nie za dobrze - pocałowałam do delikatnie i udałam się do naszego stolika. Dlaczego ja się w ogóle zgodziłam? Przecież to miejsce, w ogóle do mnie nie pasuje? Ja? Impreza? Takie połączenia nawet nie istnieje. No, ale dobrze. Przyszłam, potańczyłam i teraz mogę siedzieć i przyglądać się przyjaciołom, jak balują. Dlaczego ja tak nie potrafię...?
             Siedziałam na kanapie i popijałam drinka, co chwilę zerkając na całą paczkę bawiących się przyjaciół. Dobrze, że chociaż oni świetnie spędzają czas. Nawet Justyna z Kubą, którzy jeszcze wczoraj nie mogli się dogadać, dziś znów nie mogą od siebie rąk odlepić. I bardzo dobrze, bo w końcu zostaną rodzicami. A ja ciocią! Cudownie, prawda?
             Sama nie wiem, jak to się stało, że piłam kolejnego drinka. Rozejrzałam się wokół i napotkałam na sobie wzrok jednego z kelnerów. Uśmiechnęłam się niepewnie do niego i w ten sposób, uświadomiłam sobie, jak kolejny drinka znalazł się na moim stoliku, a później w moim posiadaniu. ''Raz się żyje'' - pomyślałam i upiłam spory łyk drinka, kiedy przy moim boku znalazła się Klaudia.
- Czy Ty czasem nie przesadzasz z tymi drinkami? - spojrzała na mnie wymownie.
- Sugerujesz coś, przepraszam? - spojrzałam na nią, unosząc brew.
- Mam Ci przypomnieć, że głowę, to Ty masz słabą?
- To jest akurat... kłamstwo!
- A może moje urodziny coś Ci przypomną? I imię ''Ewa''?
- Nie przypominaj, błagam... - odstawiłam szklankę z drinkiem i potrząsnęłam głową.
- I o to mi chodziło - wzięła drinka ze stoliki i wypiła go do dna.
- Ty podstępna mała żmijo! - dźgnęłam ją w bok i zaczęłam się śmiać.
- Jesteś taka przewidywalna! Ale dobrze, że wypiłam tego drinka, bo jeszcze chwila, a spałabyś pod stołem.
- Przeginasz, Mała. Coraz bardziej przeginasz... - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Za coś mnie musisz kochać, prawda? A teraz, wybacz, ale muszę wracać do ekipy, pilnować Janka i Twojego chłopaka, bo laski do nich lgną, jak misie do miodu! - zaśmiała się, musnęła mój policzek i wróciła na parkiet. Nienawidzę tej małej, podstępnej, wrednej, małej, upierdliwej i małej Klaudii!
            Gdy brunetka wróciła na parkiet w głośnikach rozbrzmiała piosenka,  którą za wszelką cenę unikałam, od pewnego czasu. Czy oni wszyscy oszaleli na punkcie tej piosenki? Ja rozumiem, to wakacyjny hit, no ale ciągle? Rano podczas animacji, w południe, po południu, wieczorem na animacjach i w nocy na imprezie! Jeszcze, żeby chociaż dobrze mi się kojarzyła, a ona tym czasem przypominała mi o Nowakowskim. ''Jeszcze tylko brakuje tego, żeby teraz on się tu zjawił'' - pomyślałam i momentalnie się skrzywiłam. ''Jasne, nie udawaj, że nie ucieszyłabyś się, bo od dawna Cię korci, żeby do niego napisać!'' - Podsunęła moja podświadomość, a ja przyznałam jej rację. To prawda, tęskniłam za nim i chciałam z nim zamienić kilka słów. Jednak dobrze wiedziałam, że on się nie odezwie, bo przegrał zakład, a ja? Jakbym się odezwała, to by było... Upokorzenie? W końcu sama to wymyśliłam...
Nie wiedząc czemu, skierowałam swój wzrok w stronę wejścia do klubu. Panowało tam straszne zamieszanie, dlatego byłam ciekawa, co się tam dzieje. Siedziałam wpatrzona w całą zaistniałą sytuację i jeszcze wtedy nie wiedziałam, kogo tam zobaczę.
           W pierwszej chwili, gdy go ujrzałam, myślałam, że śnię. Tak, na pewno mi się wydawało, w końcu troszkę za dużo wypiłam. Potrząsnęłam głową i jeszcze raz spojrzałam w stronę wejścia. Jasna cholera! Co on tutaj robi?! Nie wierzyłam, że był w stanie zrobić coś takiego. Tylko skąd on...? Już ja się z Tobą policzę, Paweł! Niech tylko wrócę!
Z rozmyślań wyrwał mnie ON, stojący przede mną. Uniosłam wzrok i napotkałam jego wzrok.
- Aneta... Cóż za miła niespodzianka.
- Miła? Niespodzianka? Co Ty tu, do cholery, robisz?!
- Dostałem trochę wolnego, to postanowiłem to jakoś wykorzystać. A, że oferta z Meksyku była bardzo atrakcyjna, to postanowiłem to wykorzystać.
- Dobrze wiedziałeś, że tu jestem. I łamiesz zasady naszego zakładu, Piotrek.
- A czy zasady nie właśnie po to są? By je łamać? - spytał z tym swoim szelmowskim uśmiechem, któremu zawsze ulegałam, mimo wszystko.
- Ale tych zasad się nie łamie. A teraz, przepraszam, ja się będę wracać. - wstałam i ruszyłam do wyjścia.
Dobrze wiedziałam, że Nowakowski i tak pójdzie za mną. Co za uparty, namolny, kochany dziad!
Zaraz, zaraz... Jaki kochany!? Skrzywiłam się i wyszłam z klubu.
- Aneta, poczekaj! - krzyczał za mną Piotrek, starając się mnie dogonić.
- Nie mam na co czekać! - rzuciłam przez ramię.
- Tak, czy siak Cię złapię! - powiedział i zanim się obejrzałam złapał mnie za biodra i przyciągnął do siebie.
- Puść mnie.
- Pogadajmy. Proszę.
- Mieliśmy ze sobą nie rozmawiać aż do pierwszego meczu reprezentacji...
- Nie wytrzymałem. Wysłuchaj mnie, proszę.
- Dobrze. Ale daj mi się odwrócić, chyba, że nadal chcesz mówić do tyłu mojej głowy. - powiedziałam sarkastycznie. W tym samym momencie, Piotrek odwrócił mnie do siebie przodem i spojrzał w moje oczy.
- Posłuchaj, Aneta. Nie mogłem wytrzymać. Tego samego dnia miałem ochotę do Ciebie zadzwonić. Nawet tylko po to, by usłyszeć, jak mówisz 'halo', bo prawdopodobnie później, byś się rozłączyła. Ale to nic. Cholernie za Tobą tęsknie. Wiem, że Ty też. Nie ukryjesz tego przede mną.
- Skąd Ty możesz wiedzieć, co ja teraz czuję? - patrzyłam w jego oczy. - Po tym, co się stało?
- Widzę. Widzę, jak się zachowujesz, patrzysz... Też za mną tęsknisz.
- Jeżeli nawet to prawda, to co to zmieni? Nic. Ja mam chłopaka.
- Nadal coś do mnie czujesz? - spytał, zupełnie zmieniając temat.
- Co? Skąd Ci to...
- Nie udawaj. Przyznaj się sama przed sobą, Aneta. - położył dłoń na moim policzku.
- Piotrek, ale ja...
- Wiem. Masz kogoś. Nikt od nich mnie nie toleruje.
- A dlaczego tak jest? - szepnęłam, patrząc w jego oczy.
- Bo wtedy schrzaniłem. - odszepnął. - Przepraszam.
- Dobrze.
Spojrzał na mnie, nie wiedząc, o co mi dokładnie chodzi. Spojrzał głębiej w moje oczy.
- Na razie... - odetchnęłam głębiej. - Szansy nie dostaniesz. Wybaczam Ci, wszystko.
- Boże, Aneta! - przytulił mnie do siebie mocno.
Wtuliłam się w jego ciało najmocniej, jak tylko potrafiłam. Tak cholernie mi tego brakowało, teraz mogłam to przed sobą przyznać.
Pit oderwał się ode mnie i ponownie spojrzał w moje oczy. Objęłam jego szyję i delikatnie się uśmiechnęłam.
On w tym momencie nachylił się i delikatnie mnie pocałował. Przymknęłam oczy, lecz po chwili się odsunęłam.
- Przepraszam. Chciałem sprawdzić Twoją... - nie dokończył. Pocałowałam go czule, mocno do niego przylegając.  Podniósł mnie, bym mogła opleść jego biodra nogami. Tak też zrobiłam. Nie przestawałam go całować. Podszedł kawałek dalej i ostrożnie położył mnie na jednym z leżaków przy basie. Nachylił się nade mną i namiętnie pocałował, wsuwając ostrożnie dłoń pod moją bluzkę.
- Piotrek... - szepnęłam.
Oderwał się ode mnie i uważnie przyjrzał. Pokręciłam głową i odetchnęłam ciężko. On wstał i pomógł mi.
- Wracasz do klubu, czy do pokoju? - zapytał, obejmując mnie w tali i uśmiechając się do mnie.
- Do pokoju... Mam za dużo do ogarnięcia...
- Dasz sobie radę, ja w Ciebie zawsze wierzę! - wyszczerzył się i pocałował mnie w policzek.
- To miłe. Baw się dobrze, a ja uciekam. - musnęłam jego brodę i ruszyłam do hotelu.
            Gdy tylko weszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i skuliłam w kłębek. Co ja wyprawiam? Znowu chcę być zraniona? Znów chcę dać mu szansę? Gdzie mam chłopaka i jest mi z nim dobrze?
''Jasne, Nico Nickiem, a Piotrek tylko Ci w głowie'' - syczała moja podświadomość, a ja przyznawałam jej rację. Nie wiedziałam, co w tej chwili mam robić. Być z Nico i zapomnieć o Piotrku? Teraz? Po tym, co przed chwilą się wydarzyło? Jednego byłam pewna... Nikt nie mógł się dowiedzieć, co się wydarzyło. Jutro pewnie będę miała przekichane, ale to nic. Poradzę sobie, jakoś się wytłumaczę. Teraz muszę wszystko poukładać. Chwilę później już spałam. Spałam niespokojnie do rana...