~ Z punktu widzenia Anety:
Po chwili postanowiłam zmienić pozycję; otworzyłam oczy i usiadłam na leżaku. Po drugiej stronie basenu zauważyłam Klaudię z Jankiem i Wiktorię z Damienem. Kiedy i oni mnie dostrzegli, Damien pomachał w moją stronę i widziałam, że Janek lekko pociągnął Klaudię ku mnie, ta jednak oparła mu się delikatnie. No to super... Podniosłam się z leżaka i zawinąwszy się w ręcznik ruszyłam w stronę baru. Kiedy zamówiłam sok i usiadłam przy oknie, do baru weszli Wiktoria z Damienem.
- Czego się napijesz? - spytał Damien.
- Kawę poproszę! Dużą latte, mmm...
- Standard. - zaśmiał się i poszedł złożyć zamówienie. Ku mojemu zdziwieniu Wiktoria dosiadła się do mnie.
- Hej... myślałam, że jesteś na mnie zła... - zaczęłam.
- Bo jestem. Ale chyba nie aż tak jak Klaudia - odpowiedziała.
- Słuchaj, naprawdę jest mi źle i nie chce żeby cała ta sytuacja wpłynęła na naszą przyjaźń.
- Wiem, ale zrozum nas - powiedziała Wiktoria. - Oboje jesteście naszymi przyjaciółmi, a wychodzi na to, że Nico jest bardziej poszkodowany.
Milczałam, wpatrzona w szklankę soku pomarańczowego. Kurde, czemu ona musi mieć rację? Ciężko mi to przyznać przed sobą... Damien przyniósł dwie kawy, podał jedną Wice i dosiadł się do nas.
- No panienki, chyba musimy porozmawiać. Właściwie Aneta, to ty musisz porozmawiać. Z Nico - powiedział wysoki brunet, tym swoim rzeczowym tonem. Pan biznesmen, kurde.
- Tak, wiem, ale z tego co mi się wydaje to on nawet nie chce mnie widzieć - odparłam.
- Dziwisz mu się? Jakbyś się czuła gdybyś była na jego miejscu? - zapytała Wiktoria lekko poirytowana. Niby tego nie okazywała, ale po tylu latach przyjaźni znam ją jak własną kieszeń.
- Zerwał ze mną. To koniec. Nie chce mnie znać - ta myśl uderzyła mnie teraz ze zdwojoną siłą.
- Nie byłbym taki pewien... - mruknął Damien.
- Słucham? - spytałam.
- Nic, nic. Uważam, że powinnaś z nim porozmawiać.
- Zanim cokolwiek zrobisz. Pochopnie - dodała Wiktoria.
- Ta, zanim coś zrobię .... - zaczęłam obracać szklankę.
- Aneta? Co ty chcesz przez to powiedzieć? Czy ty...? - otworzyła szerzej oczy.
- Tak! W efekcie chwili. No i nie miałam gdzie spać - dodałam.
- Ja pieprzę ... - westchnęła Wiktoria, zamknęła oczy i głęboko wciągnęła powietrze. - Teraz to naprawdę musisz z nim porozmawiać.
- Wiem, naprawdę, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu. Póki co siedzę tu w stroju, bo nie mam odwagi wrócić po swoje rzeczy, okej? - powiedziałam.
- Dobra, idziemy - zarządziła moja przyjaciółka wstając od stołu. - My idziemy do naszego pokoju. Weźmiesz prysznic, porozmawiamy, dam Ci coś do ubrania. A Ty przystojniaku idź do Klaudii i Janka - klepnęła Damiena w cztery litery i pocałowała go. Odpowiedział jej na to pełnym żaru spojrzeniem.
- Okeeeeeej, czuję się trochę niezręcznie - powiedziałam ruszając w stronę wyjścia. Wiktoria zaśmiała się i ruszyła za mną.
Kiedy wyszłyśmy z baru spojrzałam na nią. Odwróciła się w moją stronę, zapewne czując na sobie mój wzrok.
- Co jest, bździągwo? - jak ona uwielbia tak do mnie mówić.
- Nic, nic. Cieszę się, że ze mną rozmawiasz, wiesz? Tylko Klaudia.... - urwałam.
- Hej, jest zła. Też byłam. Pardon, nadal jestem, ale to nie zmienia faktu, że obie Cię kochamy. I jej też przejdzie, daj jej chwilę na poukładanie wszystkiego. Dla nas też nie jest to przyjemna sytuacja - odpowiedziała.
- Rozumiem. Kurde, zepsułam wszystkim urlop ...
- No teraz już trudno. Najważniejsze żeby wszystko się poukładało - powiedziała. po czym weszłyśmy do pokoju jej i Damiena.
- Wow, porządku to tu raczej nie macie - zauważyłam, starając się ogarnąć wzrokiem porozrzucane wszędzie ubrania.
- No tak... Wiesz... Yyyy... No nie chciało nam się sprzątać - zaczęła kręcić Wiktoria.
- Mhmm, rozumiem, kogoś tu poniósł szał namiętności? - zapytałam i zaczęłam się śmiać.
- Dobra, weź już idź do łazienki, a ja przyszykuję Ci jakieś ubrania, co? Chyba, że chcesz znać szczegóły, to...
- Idę do łazienki! - przerwałam jej w połowie zdania i udałam się do pomieszczenia po lewej stronie korytarza ich apartamentu.
Wyszłam po około 40 minutach. Zdążyłam wziąć prysznic i podsuszyć włosy. Czułam się znacznie lepiej. Wiktoria ogarniała pokój, kręcąc się w kółko. Na łóżku zauważyłam jeansowe szorty i koszulę w kratkę. Wreszcie coś innego niż bikini.
- Idziesz z nami na kolację? - zapytała rozczochrana, dysząca istota, wyłaniając się z nad walizki.
- Boże, weź się trochę ogarnij. Co ty tu robiłaś jak mnie nie było? - rzuciłam pół żartem.
- Bałagan Cię strasznie w oczy raził więc sprzątałam, niewdzięcznico. Poza tym, muszę mieć gdzie rozrzucać kolejne ubrania - mrugnęła porozumiewawczo, a ja tylko przewróciłam oczami. - W każdym może razie, idziesz z nami, czy jak? - dodała.
- Właściwie to... - nie wiedziałam jak jej to powiedzieć, bałam się, że się wkurzy. - Okej, Piotrek zabiera mnie dzisiaj na kolację.
Wiktoria przyjrzała mi się. Przeczesała ręką włosy.
- Rozważasz powrót do niego, prawda? Słuchaj - nie dała mi odpowiedzieć - cokolwiek zrobisz, nie zmieni to naszej relacji, mimo iż dobrze wiesz, że jestem temu całkowicie przeciwna i nigdy ale to nigdy go nie polubię choćby nie wiem co. Ale twoje życie, twoje wybory. Tylko żebyś znowu nie płakała. I pamiętaj, że sprawa Nico cały czas wisi nad Tobą i im szybciej to załatwisz tym lepiej dla was obojga.
- Ja póki co sama nie wiem co robię. Ale dziękuję - powiedziałam i wstałam z łóżka żeby ją objąć.
- Spoko loko. Pogadam z Czarą, powiem jej co i jak i spróbuję trochę udobruchać, okej?
- O rany, tak, byłoby super! Jesteś kochana - odpowiedziałam, szczerze zadowolona z takiej perspektywy.
- Tak, wiem. A teraz, wyskakuj z szortów. Jak już musisz koniecznie iść z nim na tę kolację to łap to - powiedziała, wyjmując z szafy śliczną, bladoróżową sukienkę.
- Nie za krótka? - spytałam, oglądając ciuch z każdej strony.
- Nie. Jak chcesz to weź któreś szpilki, a ja lecę pod prysznic - odpowiedziała i zniknęła za drzwiami.
Po dość długiej chwili wynurzyła się z łazienki. Włosy miała lekko pofalowane. Zrzuciła ręcznik, a moim oczom ukazała się bardzo seksowna, czarna bielizna.
- Wow, takie niespodzianki to zostaw dla Damiena! - powiedziałam, teatralnie zasłaniając oczy dłońmi.
- No właśnie tak się składa, że kazał mi sie ładnie ubrać, a "reszta to niespodzianka", czyli zapewne też porywa mnie na kolację. Szczerze? Mam nadzieję, że nie spotkam ciebie z Piotrem - zaśmiała się lekko ironicznie, a ja westchnęłam. Kiedy otworzyłam oczy miała na sobie długą, czarną sukienkę bez ramiączek.
- No, no. Czy to kolacja zaręczynowa? - spytałam z uśmieszkiem.
- A weź ty spadaj. O której wychodzicie?
- O 20, a wy?
- Też. Mamy jeszcze trochę czasu więc chodźmy na drinka do baru, napiszę do Damiena, że pokój i łazienka wolne - powiedziała wyjmując z kopertówki telefon.
- Dobry pomysł. I jeszcze raz, dzięki za sukienkę. I buty! Jak się nie zabiję to będzie dobrze, ale są genialne- powiedziałam, oglądając czarne koturny po raz kolejny.
Zeszłyśmy na dół. Przy wejściu do baru natknęłyśmy się na Piotrka, zmierzającego w kierunku swojego pokoju, zapewne.
- Ooo, cóż to za piękne damy - powiedział, patrząc mi w oczy. Przestań się rumienić, Aneta do cholery! Krzyczała moja podświadomość.
- Ughhhrrrr - Wiktoria wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk i poszła w stronę stolika.
- Kolejna, która nigdy mnie nie polubi? - zapytał Piotrek.
- Na to wygląda. Widzimy się za godzinę? - uśmiechnęłam się do niego.
- Tak jest. Będę punktualnie, nie uciekaj nigdzie - odpowiedział olśniewającym uśmiechem, cmoknął mnie w policzek i poszedł na górę.
Zdążyłyśmy dopić nasze margerity, kiedy zjawił się wysoki, idealnie zbudowany brunet w czarnym smokingu. Włosy w artystycznym nieładzie idealnie współgrały z trzydniowy zarostem i tym figlarnym spojrzeniem. A do tego bogaty i kilka lat starszy. Wiktoria niezłą sztukę upolowała.
- Okej, Mała. Na mnie pora. Baw się dobrze - objęła mnie na pożegnanie i ruszyła w jego stronę.
' Dobra, Piotrek, mógłbyś już przyjść ' - pomyślałam. I jak na zawołanie, usłyszałam jego głos za sobą.
- Cześć, Piękna. Mam dla Ciebie niespodziankę - powiedział, po czym założył mi na oczy chustkę.
- Hej, co Ty... Nie... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Ciiii... daj rękę i uważaj, pójdziemy powoli - powiedział cicho.
Z przepaską na oczach trochę straciłam orientację w terenie. Kiedy po chwili zdjął mi chustkę, zamarłam z wrażenia. Byliśmy na dachu hotelu. Roztaczał się stąd wspaniały widok, ale nie to najbardziej mnie zszokowało. Tu i ówdzie paliły się świeczki, a mniej więcej na środku stał stolik dla dwojga.
- Piotrek, ja... - zaczęłam oniemiała. - Nie wiem, co powiedzieć. To jest... Tu jest niesamowicie. Jakim cudem udostępnili Ci wejście na dach?
- Urok osobisty - uśmiechnął się szelmowsko. - A tak serio. Chciałem jakoś Ci wynagrodzić całą tą sytuację, wiem, że jest ciężko, a to... No pomyślałem, że to będzie coś innego niż zwykła kolacja w restauracji.
- Jesteś wspaniały - objęłam go i pocałowałam namiętnie. Wplótł palce w moje włosy, a ja lekko przygryzłam mu wargę. Zjechał ręką w dół moich pleców, ale zaraz ją cofnął.
- Proponuję zjeść zanim spaghetti carbonara nam wystygnie - przerwał tę cudowną chwilę.
- Carbonara, moje ulubione. Pamiętałeś - powiedziałam cicho.
- Oczywiście. Zapraszam do stołu, madame - odsunął mi krzesło.
Jedliśmy, na przemian podziwiając piękny pejzaż i patrząc sobie w oczy. Kiedy skończyliśmy, Nowakowski odezwał się pierwszy.
- Cieszę się, że tu jesteś. Że jesteśmy tu razem.
- Ja również - odpowiedziałam. Jednak od dłuższej chwili miałam w głowie Nico i to co powiedziała Wiktoria. Sprawa ciągle wisi nade mną. Poczułam, że muszę z nim natychmiast porozmawiać.
- Masz ochotę na deser? W pokoju mam też butelkę sauvignon cabernet gdybyś....
- Piotrek, było naprawdę miło, ale muszę już iść.
- Wszystko w porządku?
- Tak, tak. Dziękuję za wspaniałą kolację - odpowiedziałam, wstając od stołu.
- Może Cię odprowadzę? - spytał, najwyraźniej zdezorientowany moją nagłą ucieczką.
- Nie, nie trzeba. Przepraszam, że tak uciekam, ale muszę coś zrobić. Do zobaczenia - powiedziałam.
- Tak, do zobaczenia. Dobrej nocy.
Szybko zeszłam po schodach i pobiegłam w stronę pokoju mojego i Nico. Nie myślałam, że umiem tak szybko przemieszczać się w butach na tak wysokim obcasie. Zapukałam do drzwi i po chwili otworzył.
- Aneta.... - uśmiechnął się delikatnie.
- Możemy porozmawiać? - spytałam.
- Jasne - odsunął się, pozwalając mi wejść.
I rozmawialiśmy. Powiedziałam mu wszystko, jak bardzo zagubiona się czuję, co czuję do Piotrka, co czuję do niego. Słuchał mnie uważnie. Kiedy skończyłam swój monolog, Nico zaczął mówić.
- Aneta, kocham Cię. Zaczęliśmy od przyjaźni i nawet jeśli zdecydujesz się być z Piotrkiem, to z tej przyjaźni nie zrezygnuję. Chcę żebyś była szczęśliwa, choćbym ja miał przez to cierpieć. Trudno. Nie zaakceptuję go, nie chcę go nawet widzieć, ale Ciebie.... Ciebie nie mógłbym wyrzucić z mojego życia. I zawsze będę przy Tobie choćby nie wiem co.
- Boże, Nico... Tak bardzo Cię przepraszam... - zaczęłam szlochać.
- Ciiiiii, nie płacz mała. No chodź tu - objął mnie i nie było w tym żadnego podtekstu, żadnego "dreszczyka". Zasnęłam, sama nie wiem kiedy, w ramionach mojego przyjaciela.
Obudziliśmy się około 8. Wzięłam prysznic i przebrałam się w swoje ubrania. Po 9 zeszliśmy z Nico na śniadanie. Wczorajsza napięta sytuacja po rozmowie poszła w niepamięć. Wiem, że Nico nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, ale jak sam powiedział "takie życie".
Kiedy weszliśmy razem do restauracji, reszta naszych przyjaciół zamarła. Klaudia jak na zawołanie zaczęła kaszleć, dławiąc się swoim jedzeniem. Damien zaczął się śmiać.
- Czyli co? Jesteście ra... - zaczął Kuba, ale Nico mu przerwał.
- Jesteśmy przyjaciółmi.
- No nie wierzę! Czyli ty do tego idioty... - zaczęła Klaudia, ale widząc spojrzenie Wiktorii i Justyny zamilkła i kontynuowała jedzenie.
- Przyniosę nam jedzenie - powiedział Nico, kładąc rękę na moich plecach, jednak szybko ją cofnął z lekko zakłopotaną miną. No tak, nowa, nieco dziwna sytuacja, nie dziwię mu się.
Usiadłam przy stole i spojrzałam na najmniejszą z towarzystwa.
- Porozmawiamy sobie później, nie myśl sobie, że Cię to ominie, moja droga - rzuciła nieźle wkurzona.
Ech, dzień jak codzień....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz