Rok później...
~ Z punktu widzenia Anety:
Związek z Nico, to najlepsze co mogło mnie spotkać. Jak mogłam go odrzucić i wrócić do przeszłości? Zapłaciłam za to sporo i już wiem, że to była najgorsza decyzja w moim życiu.
Od naszego powrotu do siebie minął już równy rok. Nico przedłużył kontrakt ze SKRĄ na kolejne dwa lata z czego ja cieszyłam się chyba najbardziej. Wiele się zmieniło. Klaudia rozstała się z Jankiem. Sama do końca nie wiem dlaczego, ale nie chciałam wypytywać. W każdym razie, teraz jest z Wojtkiem Włodarczykiem i jeszcze tak szczęśliwej nigdy jej nie widziałam, Wiktoria z Damienem byli już po ślubie i oboje wyjechali do USA, a Justyna z Jakubem doczekali się ślicznej córeczki, Majeczki, i również byli już małżeństewem. U mnie z Nico przeważnie było dobrze, ale czasem bywało ciężko. Bardzo.
Tego lata mój ukochany został powołany do reprezentacji Argentyny. Oboje ustaliliśmy, że lepiej będzie jeżeli ja zostanę w Polsce, ze względu na moją pracę. Nie do końca podobała mi się ta opcja, ale wiedziałam, że tak będzie lepiej. Cóż mogę zrobić...
Wiedziałam doskonale, że Polacy rozegrają z Argentyńczykami kilka spotkań, a czekanie na nie dłużyły się niesamowicie.
Siedziałam na kanapie pochłonięta ''papierologią'', związana z nadchodzącymi występami Polaków w Lidze Światowej, a następnie w Mistrzostwach Świata. Czekała mnie niesamowita przygoda i wycieczka, a dzięki mojemu bratu, Mariuszowi, na każdy mecz miałam jechać razem z kadrą. A co się z tym wiąże? Spotkanie z Nowakowskim, wspólny hotel i inne atrakcje. Muszę odezwać się do Andrzeja, on mi pomoże.
Kiedy wypełniałam już ostatnie formularze, usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę i przymrużyłam oczy. Pracuje, tak?!
- Otwarte! - krzyknęłam, kończąc wypełniać formularz.
- Cześć, Blondie! - ten głos rozpoznam wszędzie.
- Cześć, Włodi! A ty bez Klau...
- Hej, Deklu! - przerwała mi w połowie zdania.
- A jednak nie. No cześć, cześć. - podniosłam się z kanapy i przywitałam z nimi. - Czujcie się jak u siebie. Coś do picia?
- Nie, Blondie, siadaj. Jak trzeba będzie, to sami się obsłużymy, nie, Skarbie? - skierował do Klaudii, a jej kolana się ugięły. Przewróciłam oczami, zebrałam wszystko ze stołu, a po chwili wrócilam do nich.
- Co Was tu sprowadza?
- To już bez powodu przyjść nie możemy? No wiesz! - oburzyła się Klaudia.
- Jak ostatnim razem tutaj byliście, to akurat Włodi miał ochotę na ciasto i dziwnym trafem, na to, które upiekłam. I sam zjadł całą blachę!
- Hej, hej. Nie całą, zostawiłem wam po kawałku? No tak czy nie?
Spojrzałam na Klaudię, a ona na mnie, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem. W tym samym czasie poczułam, że jest mi niedobrze. Złapałam się szafki, po czym pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam.
- Blondie, wszystko w porządku? - krzyknął Włodarczyk z salonu.
- Jasne! Wymiotuję sobie dla rozrywki! - odkrzyknęłam, wycierając twarz ręcznikiem i wracając do przyjaciół.
- Co ostatnio jadłaś, hm? - spytała Klaudia. Spojrzałam na nią, mrużąc oczy i wzruszyłam ramionami.
- Chyba nic takiego, co mogłoby mi zaszkodzić.
- Ja wiem, co to może być - odezwał się Wojtek. Spojrzałyśmy na niego z pytającymi minami. - A wy nie?
- No gdybyśmy wiedziały, to byśmy coś z tym zrobiły, tak?! - krzyknęła Klaudia.
- Dobra, dobra. Robiłaś może test?
- Jaki test?
- Gimnazjalny! To przecież, że ciążowy!
- Zawsze wiedziałam, że jego pomysły są dziwne - mruknęłam, nalewając wodę do szklanki i wypijając ją duszkiem.
- A może tym razem Wojtek ma rację?
- Nie przesadzajcie, dobra? Nie jestem w ciąży, ok? To tylko jakaś niestrawność, już mi lepiej.
- Tylko pamiętaj, Blondie. Jeśli okaże się, że moje słowa się sprawdziły, to wisisz mi obiad, ale taki porządny - wyszczerzył się Włodarczyk.
- Powinnaś to odczytać, jako obiad dla pięcioosobowej rodziny - mruknęła Klaudia.
- Dobra, ale tak się nie stanie, bo nie jestem w ciąży. Zobaczycie.
~ Miesiąc później
Zawroty głowy i wymiotowanie nie ustawało. Nachodziło o każdej porze dnia i nocy, oczywiście nie codziennie. Ale potrafiło zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie. Wtedy stwierdziłam, że to na pewno nie zatrucie pokarmowe i wzięłam sobie do serca słowa Włodarczyka. Udałam się do apteki po test ciążowy. Nie miałam odwagi jednak zrobić go od razu. Siedziałam w łazience na wannie i patrzyłam na niego kilkanaście minut. W końcu zebrałam się w garść i zrobiłam, co musiałam. Pozostało jedynie czekać.
Patrzyłam na wynik testu i nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. Miałam kilka opcji do wyboru: 1) wyrzucić test do kosza, przeklinać świat i wyprzeć się wszystkiego, nie dopuszczając do siebie myśli, że jestem w ciąży; 2) odłożyć wynik i udawać, że nic się nie stało, dopóki ktoś nie zauważy, że brzuch mi się powiększa i nie uwierzy w bajkę o tym, że przytyłam; 3) zadzwonić do Klaudii, powiedzieć jej o wszystkim i liczyć na to, że znajdzie jakieś dobre rozwiązanie; 4) zadzwonić do Nico i słuchać, jak się denerwuje i nie jest z tego wszystkiego zadowolony; 5) wyskoczyć z okna piątego piętra i liczyć tylko na głupi sen.
Opcja numer pięć była całkiem intrygująca. Przemyślę to przez noc.
Wstałam dość wcześnie, żeby w spokoju móc przygotować się na dzisiejszy mecz Polaków z Argentyną. Musiałam psychicznie przygotować się do spotkania z Nico. Obiecałam sobie, że powiem mu o wszystkim dzisiaj, zaraz po tym, jak dowie się o tym Klaudia.
Godzina meczu zbliżała się nieubłaganie. Byłam już gotowa do wyjścia, czekałam tylko na Klaudię, która razem z Wojtkiem miała po mnie przyjechać. Gdy tylko dała mi znać, że czekają już pod domem, niechętnie wyszłam z mieszkania.
- Cześć - mruknęłam cicho, wsiadając do auta.
- Blondie, uśmiechnij się! Piękny dzień mamy!
- Jak dla kogo - mruknęłam. - Włodi, pamiętasz, jak mówiłeś, że mam ci postawić obiad wiadomo za co?
- Pewnie, że pamiętam. Chcesz mi uświadomić już któryś raz z kolei, że nie mam na co liczyć?
- Chciałam spytać, kiedy na niego idziemy...
Włodarczyk gwałtownie zahamował, a Klaudia parsknęła wodą, którą właśnie popijała z butelki prosto na chłopaka.
- No wielkie dzięki, nie mam przy sobie drugiej koszulki - mruknął, wycierając twarz.
- Wybacz. Ciepło jest, zaraz wyschnie. Ale do rzeczy. Czemu od miesiąca nic nie mówiłaś?!
- Bo dowiedziałam się dopiero dzisiaj - powiedziałam, wpatrując się w aparat, który trzymałam w dłoniach.
- Tego to się nie spodziewałem - mruknął chłopak i odpalił ponownie samochód.
- Ja tym bardziej. Nie mam pojęcia, jak powiedzieć o tym Nico. I czy w ogóle mu powiedzieć.
- Nie żartuj sobie. Musisz mu powiedzieć - powiedziała stanowczo Klaudia.
- Ty mi nie powiedziałaś... - mruknął Włodarczyk.
- Bo nie jestem w ciąży, Wojtek.
- A szkoda. Gratulacje, Blondie. Będę czekał na wiadomość o płci dziecka - wyszczerzył się.
- Będziesz pierwszy, który się dowie.
- I pierwszy, który kupi mu prezent! Zobaczysz!
- Trzymam cię za słowo, Włodi.
Szczęście w nieszczęściu. Polacy przegrali mecz z Argentyną, pocieszeniem był jednak fakt, że w zwycięskiej drużynie grał mój chłopak. Powinnam cieszyć się z nim, czy podzielać smutek swoich rodaków?
Wyłapałam Nico w tłumie i podeszłam do niego.
- Gratuluję zwycięstwa - uśmiechnęłam się i musnęłam lekko jego usta.
- Dzięki, twoje słowa dużo dla mnie znaczą.
- To nie znaczy, że cieszę się, że moi przegrali - zaśmiałam się. Spojrzałam na Klaudię, która stała na trybunach razem z Wojtkiem. Gdy zobaczyła, że na nią patrzę, ponagliła mnie ręką, bym zebrała się w sobie i powiedziała Uriarte prawdę. Wzięłam głęboki oddech.
- Widzimy się wieczorem, hm? - spytał, całując mnie w policzek.
- Nico, czekaj. Masz jeszcze chwilę, muszę ci o czymś powiedzieć - powiedziałam. Miałam wrażenie, że serce zaraz wyskoczy z mojego wnętrza.
- No dobra. Mów.
- Co byś zrobił, gdybyś dowiedział się, że jestem w ciąży?
- Co? O czym ty mówisz? Nie żartuj sobie. Nie w głowie mi teraz dzieci.
- Czy wyglądam jakbym żartowała? Mówię poważnie, Nico.
- Zaraz idziemy z chłopakami świętować, przestać zawracać mi głowę takimi głupotami.
- Ale to nie są głupoty, Nico! Będziesz ojcem, czy tego chcesz, czy nie, słyszysz?!
- To niemożliwe, zrozum to. Powinnaś sprawdzić to kilka razy, zanim przyjdziesz do mnie z wiadomościami. Mam na głowie ważniejsze sprawy. Do później. Czy coś... - mruknął, machnął ręką i odszedł w stronę świętujących chłopaków. Stałam jak słup soli i patrzyłam w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał mój chłopak. Po chwili poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i spojrzałam na Klaudię, która stała przede mną z pytającą miną.
- Ma ważniejsze sprawy - szepnęłam i wyminęłam ją, kierując się do wyjścia z hali.
- Hej! Zaczekaj! - krzyknęła szatynka, ale jej nie posłuchałam. Zamiast tego wyrosło przede mną dwumetrowe drzewo.
- Wojtek, odsuń się, proszę. Chcę jechać do domu.
- Nie, dopóki wszystkiego nam nie powiesz - odezwał się.
- Nie ma o czym mówić. On nie chce tego dziecka, nie chce być ojcem, nie wiem, czy chce, żebym nadal była jego dziewczyną, skoro oczekuję dziecka! Woli świętować niż wziąć na siebie trochę odpowiedzialności. A teraz mogę już iść?
- Sama na pewno nigdzie nie pójdziesz. Jedziemy z tobą - powiedziała Klaudia i wyprowadziła mnie z hali. Wychodząc, widziałam jeszcze, jak posłała Uriarte spojrzenie pełne nienawiści.
Siedziałam skulona w fotelu. W dłoniach trzymałam kubek z sokiem. Ściskałam go tak mocno, że gdyby był plastikowy, nic by po nim już nie zostało.
- Nico już mnie nie kocha - powiedziałam nagle, po czym jak grom z jasnego nieba, łzy zaczęły lecieć po moich policzkach i rozkleiłam się na dobre.
- Przestań wygadywać takie głupoty! - krzyknęła Klaudia. - Nico cię kocha i bardzo dobrze o tym wiesz. Zapomniałaś już, jak zachował się, kiedy to wybrałaś Nowakowskiego?
- To niczemu nie dowodzi - załkałam.
- Dał ci wolną rękę, bylebyś tylko była szczęśliwa! I jestem pewna, że nie zostawi cię w takiej chwili, pomimo tego, jak zachował się dzisiaj na hali.
- To były emocje, wygrali mecz, mógł nie w pełni kontrolować to, co mówi - powiedział Włodarczyk.
- A ty skąd możesz to wiedzieć? - spytałam ironicznie i podciągnełam nosem.
- Też jestem siatkarzem, gdybyś zapomniała. Po przegranym meczu zachowałby się na pewno inaczej. Jego mózg funkcjonowałby nieco spokojniej i przeanalizowałby całą sytuację rozważniej.
- "Funkcjonowałby"? "Przeanalizowałby"? Gdzieś ty się nauczył takich słów, co? - zdziwiła się Klaudia.
- Tu i tam - wyszczerzył się. Zaśmiałam się pod nosem. - Tak czy siak, Blondie. Porozmawiaj z nim wtedy, kiedy nie będzie pod wpływem żadnych emocji i innych czynników zewnętrznych.
- Zadziwiasz mnie, Włodarczyk. Z każdym kolejnym dniem, zadziwiasz mnie coraz bardziej - skomentowała szatynka. Chłopak jedynie się wyszczerzył.
- Postaram się - mruknęłam i wypiłam cały kubek soku duszkiem.
Kilka dni później odbył się drugi mecz Biało-Czerwonych z Argentyńczykami. Od ostatniego spotkania z Nico nie miałam od niego żadnych wiadomości, sama również nawet nie próbowałam się do niego dodzwaniać. Wiedziałam, że i tak by nie chciał ze mną rozmawiać. Dał mi to do zrozumienia po ostatnim meczu i uszanowałam jego decyzję.
Tym razem również zabierałam się na mecz z Klaudią i Wojtkiem. Szatynka nie spuszczała mnie z oka przez ostatnie kilka dni, praktycznie zamieszkała u mnie w mieszkaniu, byle by tylko mieć pewność, że nie zrobię nic głupiego. Ale musiałam jeszcze raz porozmawiać z Nico i mecz był ku temu najlepszą okazją.
Rewanż udał się Polakom znakomicie. Tym razem to oni byli górą i mogli cieszyć się ze zwycięstwa nad Argentyńczykami. Wszyscy skandowali, ja starałam się uśmiechać i cieszyć razem z nimi, ale niepewność i stres, jaki czułam brał nade mną górę. W jednej chwili zobaczyłam, jak Mariusz zamaszystymi gestami rąk daje mi do zrozumienia, bym do niego podeszła. Znalazłam się przy nim niemalże od razu.
- Hej, mała. Jak tam? - spytał od razu.
- Gratulacje, to był naprawdę dobry mecz - powiedziałam i go przytuliłam.
- Dobra. Co się dzieje?
- Co się ma dziać?
- Gdyby było w porządku, zareagowałabyś mniej więcej tak: Aaaa! Mariusz! To było genialne! Te ataki! Zagrywki! Obrony! Jesteście genialni! Wiedziałam, że dzisiaj wygracie! Mam tyle zdjęć, że nie będę mogła się zdecydować, które zostanie moim ulubionym! - mówił, próbując naśladować mój głos, ale mu to nie wyszło, bo brzmiał jak pusta dziewczyna Nowakowskiego.
- Hej! Wcale nie mam takiego piskliwego głosu!
- Chciałem to trochę podkoloryzować - wyszczerzył się. - A więc? Domyślam się, że chodzi o Nico. Od kilku dni nie mieliście ze sobą kontaktu. Widziałem go poza treningami. Zero kontaktu ze światem.
- Przed tobą nic się nie ukryje?
- Jeśli chodzi o ciebie, to nie.
- Dobra. Pokłóciliśmy się podczas ostatniego meczu. Tyle.
- Nie wmówisz mi. Wy się ot tak nie kłócicie.
- Ech... Powiedziałam mu, że zostanie ojcem i... strasznie się wkurzył, nie chciał ze mną rozmawiać, no i poszedł świętować wygraną - mruknęłam, unikając wzroku Mariusza.
- Słucham? Jesteś w ciąży?
- Wybacz, że jeszcze nie widać - powiedział ironicznie.
- Czemu mi nie powiedziałaś? Chyba jako twój brat powinienem wiedzieć pierwszy, tak?
- Przepraszam, ale po reakcji Nico nie mówiłam o tym nikomu, a nie było okazji, żeby powiedzieć ci o tym wcześniej.
- Ktoś wie?
- Tylko Klaudia i Wojtek. Jesteś trzeci.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę! - krzyknął, biorąc mnie w swoje wielkie ramiona.
- Cieszysz się?
- No pewnie! Będę wujkiem! - wyszczerzył się.
- Cudownie, prawda? - krzyknęła nagle Klaudia, która razem z Wojtkiem znalazła się obok nas.
- Już my kupimy mu coś genialnego - zaśmiał się Mariusz, przybijając z Włodarczykiem "żółwika".
- Mu? - spytałyśmy razem z Klaudią.
- Zobaczysz, że to będzie chłopiec i pójdzie w ślady wujków i zostanie siatkarzem - powiedział mój brat, wskazując na siebie i Włodiego.
- Z pewnością! - odparłam z lekkim uśmiechem. - Przepraszam was teraz, ale muszę znaleźć Uriarte.
Szukałam wzrokiem Nico, żeby móc złapać go jeszcze zanim uda się do szatni. Udało mi się to. Widziałam, jak podchodzi do jednego z komentatorów, chwilę z nimi rozmawia, po czym zabiera mikrofon, a speaker ogłasza wiadomość, która zmiotła mnie z powierzchni ziemi.
- Na parkietach polskich hal mieliśmy już prawie wszystko! Czyżby kolejne zaręczyny? Nico Uriarte, mikrofon jest twój!
Nie wiedziałam, czy mam stamtąd uciekać jak najszybciej się da, czy zostać i liczyć na to, że może jedynie chce podziękować kibicom za wspaniały doping. Byłam jednak tak zdezorientowana całą sytuacją, że nie mogłam się poruszyć. Czułam, jak Klaudia szarpała mnie za ramię z jednej strony, a Wojtek próbował złapać ze mną kontakt po mojej drugiej stronie. Na marne.
- Dzięki za wsparcie, jesteście naprawdę wielcy! Gratulacje dla moich przyjaciół z Polski, to był naprawdę dobry mecz i zasłużone zwycięstwo dzisiaj. Oby więcej takich pojedynków! - zaśmiał się. - Jednak chciałbym powiedzieć dzisiaj coś jeszcze. Ostatnio zrobiłem coś, czego nie powinienem. Powiedziałem coś, czego nie chciałem. Zniszczyłem coś, co kochałem. Nie chcę się rozdrabniać w szczegółach, ale... spieprzyłem. Po całości. Aneta? Wiem, że tu jesteś i mnie teraz słuchasz. Chcę, żebyś wiedziała, że wcale nie chciałem powiedzieć tego, co powiedziałem.
- Mówiłem... - szepnął Włodi, za co walnęłam go w ramię.
- Nigdy nie wypowiedziałbym takich słów w twoją stronę. Jest mi strasznie głupio, przykro i przepraszam za wszystko. Powinienem zareagować zupełnie inaczej, a czemu zareagowałem tak, a nie inaczej? Myślę, że emocje wzięły górę.
- To też mówiłem... - mruknął znowu. Walnęłam go drugi raz.
- Gdziekolwiek jesteś, bo wiem, że tu jeszcze jesteś, przepraszam. Przepraszam, że sprawiłem, że poczułaś się źle, przepraszam, że zareagowałem nieodpowiednio, przepraszam, że usłyszałaś ode mnie te wszystkie słowa, przepraszam. Proszę, wybacz mi. Kocham cię najmocniej na świecie. Ciebie i nasze dziecko, które wkrótce przyjdzie na świat. Przepraszam raz jeszcze i mam nadzieję, że mi wybaczysz. Dziękuję - powiedział. Stałam i gapiłam się na środek boiska, na którym stał Uriarte.
- Nie zaręczyny, a przeprosiny! Do tego wiadomość o ciąży wybranki serca Argentyńskiego rozgrywającego! Czy może być jeszcze piękniej?! Wszystkiego najlepszego dla pary! A tymczasem, żegnamy się już z kibicami i wspólnie wyczekujemy kolejnego spotkania Biało-Czerwonych! - wygłosił speaker. Krzyki i oklaski zebranych kibiców w hali nie ustępowały jeszcze przez kilka minut. Ja w tym czasie dochodziłam do siebie po słowach chłopaka.
- Hej! Nico! - krzyknął nagle Mariusz, machając rękami w stronę Argentyńczyka. Chłopak szybko podbiegł do mojego brata. - Chyba musicie sobie wyjaśnić co nieco - powiedział. Puścił mi "oczko", po czym oddalił się do kolegów z drużyny.
- My też pójdziemy. Znajdziesz nas gdzieś przy wyjściu - dodała Klaudia i pociągnęła Włodarczyka w drugą stroną.
- Nic nie trzeba wyjaśniać - stwierdziłam, po czym rzuciłam się Nico na szyję. Przytulił mnie do siebie mocno i schował twarz w mojej szyi.
- Też Cię kocham najmocniej na świecie - szepnęłam. - Was.
niedziela, 15 czerwca 2014
sobota, 24 maja 2014
Rozdział dwudziesty piąty.
~ Z punktu widzenia Anety
Kiedy się obudziłam, fala uczuć zalała moje nagie ciało. Z jednej strony czułam się znowu tak, jak kiedyś i cieszyłam się z tego, że mogłam tu być ponownie z Nico, ale z drugiej obwiniałam się o to, że zdradziłam Piotrka, bo przecież wciąż z nim byłam. A sytuacja z Nico miała nie mieć miejsca, nie powinnam do tego dopuścić.
Przewróciłam się na drugi bok i spojrzałam na Uriarte. Spał na brzuchu, a kołdra zakrywała jedynie jego biodra. Chciałam dotknąć jego nagich pleców, nachylić się nad jego głową i szepnąć mu do ucha kilka słów, jak z początków naszego związku. Powstrzymałam się jednak. Nie chciałabym robić mu kolejnej nadziei, na którą na razie i tak nie powinien liczyć.
Sięgnęłam po stanik i majtki, które leżały na podłodze i szybko je na siebie włożyłam. Stanęłam przed szafą, by znaleźć jakieś odpowiednie ubrania, a potem wziąć szybki prysznic, ale przestraszył mnie głos Argentyńczyka.
- Wiesz, że zdecydowanie lepiej wyglądasz bez bielizny?
- Nico... Myślałam, że jeszcze śpisz. Obudziłam cię?
- Nie, chociaż nie pogardziłbym pobudką z twojej strony i takim widokiem z rana - wyszczerzył się, po czym wsunął na siebie bokserki i podszedł do mnie. Położył swoje dłonie na moich biodrach i przysunął mnie do siebie. Momentami brakowało mi tej jego delikatności, wrażliwości i czułości, której Nowakowski praktycznie nie posiadał. A mimo to, ciągnęło mnie do niego, jak ćmę do ognia.
- Czego życzysz sobie na śniadanie, hm? - zapytałam z uśmiechem.
- Ciebie - mruknął cicho i musnął moje usta.
- Mnie dzisiaj nie ma już w menu. Więc jak?
- Zdaję się na panią - zaśmiał się.
-Więc pan niech lepiej się już ubiera, bo mnie pan rozprasza - uśmiechnęłam się, przygryzając wargę.
- To chyba pozostanę tak, jak teraz!
- A idź ty! - zaśmiałam się i zabierając krótkie spodenki i bluzkę, udałam się do łazienki na szybki prysznic.
Szłam na trening reprezentacji. Ciągle miałam wrażenie, że czegoś zapomniałam. Prawie przez całą drogę grzebałam w torebce i sprawdzałam, czy wszystko ze sobą zabrałam, ale na pierwszy rzut oka niczego mi nie brakowało. Mimo wszystko, dziwne uczucie nie ustępowało.
Szybko znalazłam się w środku hali. Chłopcy już trenowali. Zajęłam jedno ze swoich ulubionych krzesełek i wyciągnęłam z torby aparat. Zrobiłam kilka zdjęć, ale jakoś mnie do siebie nie przekonywały. Może dlatego, że nie było na nich Nowakowskiego?
Podskoczyłam, kiedy ktoś zaszedł mnie od tyłu i usiadł obok mnie. Mój poziom szczęścia osiągnął maksimum, kiedy miałam nadzieję, że to Piotrek. Wskazówka trochę spadła, gdy ujrzałam obok siebie Uriarte. Cmoknął mnie w policzek.
- Straszysz mnie, jak dziś rano. Nieładnie - uśmiechnęłam się lekko.
- Może tak już mam w zwyczaju - wyszczerzył się. - Rozmawiałaś już z Nowakowskim?
- Nie - odpowiedziałam cicho, wracając do robienia zdjęć.
- Chcesz być z nim, a dzisiejsza noc nie miała dla ciebie w ogóle znaczenia, prawda?
- Nie, Nico, to nie tak. Miała znaczenie, jasne, że tak, ale...
- Wciąż masz nadzieję.
- Właśnie - szepnęłam. Nie chciałam go ranić. Zależało mi na nim. Ale w głębi serca wierzyłam, że z Nowakowskim jeszcze będzie tak, jak dawniej. Że będę mogła poczuć jego gorące usta na swoich, że jego zimne dłonie znowu dotkną moich rozgrzanych pleców, że ponownie poczuję go w sobie. Nie mogłam ot tak wymazać tych uczuć ze swojej głowy. Wiązały się z mnóstwem wspomnień, o który zapomnieć nie chciałam.
- Chyba nie powinienem był przyjeżdżać. Stoję wam jedynie na przeszkodzie - powiedział i wstał, lecz go zatrzymałam.
- Nie, Nico, czekaj. Chciałam, żebyś tu przyjechał i naprawdę cieszę się, że tu jesteś teraz ze mną. Proszę cię, zostań.
- Wiesz, że cię kocham, prawda? I uszanuję twój wybór, ale nie będę mógł patrzeć na ciebie, jeśli nie będziesz szczęśliwa. Tego widoku nie zniosę.
- Obiecuję ci, że nie będziesz musiał na to patrzeć, bo tak się nie stanie, dobrze? - spytałam. Kiwnął jedynie głową, po czym znalazłam się w jego ramionach.
10 dni później...
Nadszedł wyczekiwany przez wszystkich mecz z Brazylią. Jak na każdej imprezie tego typu siedziałam razem z Klaudią niedaleko kwadratu dla rezerwowych i pracowałyśmy. Szatynka miała pełne ręce roboty, gdyż co chwilę na boisku coś się działo i wszystko musiało zostać bardzo dokładnie zanotowane. Ja czekałam na odpowiednie momenty w grze chłopaków, by uwiecznić na fotografiach całą kwintesencję męskiej siatkówki.
Mecz zakończył się po zaciekłej dogrywce, szczęśliwej jednak dla nas. Polacy mogli cieszyć się ze zwycięstwa 3:2. Pierwszy raz od bardzo dawna pokonali Brazylijczyków. Zwycięstwo więc było jeszcze słodsze. Robiłam zdjęcia cieszącym się zawodnikom po jednej stronie siatki i tym załamanym po drugiej. W pewnej chwili Klaudia złapała mnie za ramię i zmusiła mnie, bym na nią spojrzała.
- W normalnych warunkach bym cię stąd zabrała i nie pozwoliła na to, żebyś to oglądała, ale teraz muszę to zrobić. Musisz w końcu przejrzeć na oczy - powiedziała, po czym odwróciła mnie w drugą stronę. Nogi się pode mną ugięły, a do oczu napłynęło wiadro łez. Obraz zaczął mi się rozmazywać, ale musiałam otrzeć policzki i stawić czoła widokowi. Niedaleko trybun stał Nowakowski. Nie był sam. Towarzyszyła mu wysoka szczupła dziewczyna z długimi czarnymi włosami o ciemnej karnacji. Zacisnęłam pięść tak mocno, kiedy zobaczyłam, jak ją obejmuje, że paznokcie prawie przebiły skórę na wewnętrznej części mojej dłoni.
- Co za zdzira... - mruknęłam przez zęby.
- Hej, tylko spokojnie. Obie nie chcemy tutaj żadnego zamieszania. Poczekajmy chociaż do momentu, aż kamery się wyłączą. Poza tym... Pamiętasz, co ci mówiłam?
- Tak! Nie musisz mi tego wciąż powtarzać! Miałaś rację, ale co z tego?! Nie wygrało to z moimi uczuciami do niego! Ale już nie będzie tak kolorowo. Zaraz to wszystko się skończy. On się skończy. Już jest skończony! Mam gdzieś kamery - powiedziałam i udałam się szybkim krokiem w stronę Nowakowskiego. Odepchnęłam jego nową zdobycz i stanęłam przed siatkarzem, który uśmiechał się szelmowsko.
- Nic się nie zmieniłeś, nic! Ale na co ja liczyłam?! Żałuję tego, że wierzyłam, że może być inaczej. To koniec! - krzyknęłam, po czym z całej siły wymierzyłam mu w policzek. Sama zdziwiłam się swojej siły, kiedy Nowakowski się zachwiał i złapał za piekące miejsce.
- A tobie... - zwróciłam się do stojącej niedaleko zdziwionej brunetki. - ...współczuję, szczerze ci współczuję - powiedziałam, po czym wycierając łzy z policzków, wybiegłam z hali.
Wpadłam do domu tak zapłakana, że praktycznie nic nie widziałam. Dziwiłam się, że trafiłam kluczem w dziurkę w drzwiach i weszłam do środka. Zaraz potem zorientowałam się, że zapomniałam z hali swojej torby. Całe szczęście, że klucze nosiłam w kieszeni spodni...
Usiadłam na kanapie i rozpłakałam się na dobre. Miałam gdzieś to, że cały makijaż spływa po moich policzkach i zaraz znajdzie się też na bluzce. Chciałam jedynie zostać sama w zamkniętym mieszkaniu przy zasłoniętych zasłonach, położyć się i przez cały czas jeść lody śmietankowe, nie zważając na to, że zanikną mi mięśnie i nie będę mogła chodzić. Może to i dobrze? Przynajmniej nigdzie nie natknę się na Nowakowskiego.
Mój spokój nie trwał długo, gdyż do mieszkania wparowała Klaudia z Nico.
- Zapomniałaś torby z hali, poza tym ile razy mówiłam ci, że masz tak nie znikać? Martwię się! - krzyknęła szatynka. - Całe szczęście, że Nico był na meczu i był autem, to szybko tu przyjechaliśmy. Nie wyobrażam sobie tego, że musiałabym tu biec z hali. Mam zadyszkę, jak wchodzę po schodach - mruknęła.
- Przepraszam - szepnęłam.
- Nico, gorące kakao, lody, koc. Już! - powiedziała Klaudia do chłopaka, po czym sama usiadła obok blondynki. - Wiesz, jakie miałam zdanie na ten temat i koniec końców cieszę się, że to już wszystko jest za tobą i więcej nie zobaczę tego idioty u twojego boku. Ale już nie płacz. Nie był ciebie wart. To idiota, kretyn...
- ...głupek, ścierwo, męska dziwka, potrafi jedynie wykorzystywać, nie ma uczuć, chce tylko przelecieć jak największą ilość lasek, zakochany w sobie, myśli, że jest królem, cyniczny, arogancki, chamski, debil nad debilami! - krzyknęłam.
- Lepiej? - spytał Nico, stawiając przede mną pudełko zimnych lodów i nakrywając mnie kocem.
- O dziwo, tak. Dziękuję, że tu jesteście. Dziękuję za wszystko. I przepraszam. Mieliście rację, nie powinnam... Jestem idiotką!
- Nie, nie jesteś! Po prostu byłaś zakochana. Liczyłaś, że się zmieni, ale tacy jak on się nie zmieniają.
- Wiem, teraz już to wiem. Przepraszam, że nie chciałam wam w to wcześniej wierzyć - załkałam.
- Już cicho. Nic już nie mów - powiedziała Klaudia i podała mi chusteczki. - Otrzyj twarz i się połóż. Odpocznij. Będzie lepiej, zaufaj mi.
- Ok - szepnęłam.
- W razie czego, będziemy w pokoju obok. Więc krzycz, obojętnie co. 'Lody się skończyły!' albo cokolwiek innego - powiedział Uriarte. Zaśmiałam się krótko i kiwnęłam głową na znak zgody, po czym położyłam głowę na poduszce i nakryłam się kocem.
Jakąś godzinę później obudziłam się i rozejrzałam po salonie. Byłam sama. Przynajmniej tak podejrzewałam. Nie słyszałam żadnych dźwięków, dobiegających z innych pomieszczeń w mieszkaniu. Ech, widocznie woleli zostawić mnie samą.
Podniosłam się i powolnym krokiem, okryta kocem, ruszyłam do kuchni, by zrobić sobie gorącą herbatę do picia.
- Już nie śpisz?
Podskoczyłam ze strachu na dźwięk tego głosu. Myślałam, że dostanę zawału, kiedy zobaczyłam lekko roześmianego Argentyńczyka przed sobą.
- Już któryś raz mnie straszysz, Uriarte. Nie za dobrze ci?
- Ani trochę. Jak się czujesz?
- Jak zdechła kaczka - odpowiedziałam.
- Toś porównała... - mruknął.
- Bez życia. Lepiej? Pić mi się chce.
- Zagotuję wodę, a ty siadaj - powiedział i niemalże posadził mnie na krześle.
- Byłeś tu przez cały czas?
- Tak. Klaudia niedawno poszła, Janek dzwonił, narobił coś w mieszkaniu i musiała wracać. Jak to Janek. Kazała ci przekazać, jak się obudzisz, że dzisiaj już pewnie nie wróci, ale wpadnie jutro z samego rana.
- Z samego rana? Nie wierzę...
- Też jej nie uwierzyłem, że wstanie. Aż się z nią założyłem - zaśmiał się.
- Co robiłeś przez cały ten czas? Siedziałeś bezczynnie?
- Nie, grałem na telefonie. Tak się wciągnąłem, że przeszedłem kilkadziesiąt poziomów!
- Zawsze byłeś taki szalony - uśmiechnęłam się lekko.
- No pewnie. Hej, posłuchaj - zaczął i kucnął przede mną, łapiąc moje dłonie. - Nie chciałabyś spróbować od nowa? Może potrafilibyśmy odbudować to wszystko, co się między nami zepsuło, może przeszlibyśmy przez to, ale uda nam się, jeśli będziemy pracować na to wspólnie. W pojedynkę nie zdziałamy za wiele.
- Nico... Myślę, że to jeszcze trochę za wcześnie. Zrozum mnie, proszę.
- Rozumiem, jak najbardziej. Poczekam - uśmiechnął się lekko i musnął moje usta.
- Ale... zostaniesz na noc? - zapytałam. - Nie chcę być teraz sama.
- Pewnie, że zostanę. Zaraz przygotuję sobie kanapę.
- Nie musisz. Mam duże łóżko w sypialni, zapomniałeś?
- Wybacz.
Musnął jeszcze raz moje usta, po czym postawił przede mną duży kubek gorącej malinowej herbaty.
2 tygodnie później...
Zbierałam swoje rzeczy i wrzucałam je pospiesznie do torebki, po czym zamknąwszy mieszkanie, wsiadłam do samochodu i pojechałam prosto pod dom Uriarte. Stanęłam pod drzwiami i biorąc głęboki oddech, zaczęłam nerwowo pukać. Dopiero po kilku minutach usłyszałam dobiegający głos ze środka, że już idzie. Kiedy drzwi się otworzyły, oniemiałam z wrażenia. Miał na sobie jedynie bokserki i puchate kapcie, które chyba tylko jako jedyne zdążył założyć. Jego oczy były jeszcze lekko podkrążone, a włosy rozczochrane tak bardzo, jakby pokłócił się z grzebieniem. Wyglądał... tak seksownie i tak pociągająco.
- Obudziłam cię? - zapytałam cicho.
- Nie, biegałem - mruknął i otworzył drzwi szerzej, bym mogła wejść do środka.
- Ale żarcik ci się trzyma - zaśmiałam się.
- Komuś musi, kochanie - wyszczerzył się. - Spać nie możesz, że jesteś u mnie po ósmej rano?
- Musimy pogadać.
- Stało się coś?
- Nie, niekoniecznie. Czemu pytasz?
- Czy to nie mogło poczekać tak nie wiem... z kilka godzin? Wyspałbym się - mruknął.
- Och, nie przesadzaj. Taki piękny dzień mamy! A doszłam do pewnego wniosku i chciałam podzielić się nim z tobą już teraz. Nie chciałam czekać ani chwili dłużej.
- No więc słucham - powiedział, przecierając oczy.
- Zostawiam przeszłość w tyle, to, co było już się nie liczy. Liczy się tu i teraz. Chcę z tobą być, chcę widzieć nas razem przez miesiące i lata, chcę, byś był przy mnie na dobre i na złe, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Kocham cię, Nico.
- Wiesz, że zawsze cię kochałem i będę kochał - powiedział, podchodząc do mnie i obejmując mnie w pasie.
- To jak? Zgadzasz się?
- Byłbym głupcem, gdybym nie zgodził się być u twego boku, mała - szepnął mi do ucha.
- Wariat - zaśmiałam się.
- Ale twój - odparł, po czym złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
Kiedy się obudziłam, fala uczuć zalała moje nagie ciało. Z jednej strony czułam się znowu tak, jak kiedyś i cieszyłam się z tego, że mogłam tu być ponownie z Nico, ale z drugiej obwiniałam się o to, że zdradziłam Piotrka, bo przecież wciąż z nim byłam. A sytuacja z Nico miała nie mieć miejsca, nie powinnam do tego dopuścić.
Przewróciłam się na drugi bok i spojrzałam na Uriarte. Spał na brzuchu, a kołdra zakrywała jedynie jego biodra. Chciałam dotknąć jego nagich pleców, nachylić się nad jego głową i szepnąć mu do ucha kilka słów, jak z początków naszego związku. Powstrzymałam się jednak. Nie chciałabym robić mu kolejnej nadziei, na którą na razie i tak nie powinien liczyć.
Sięgnęłam po stanik i majtki, które leżały na podłodze i szybko je na siebie włożyłam. Stanęłam przed szafą, by znaleźć jakieś odpowiednie ubrania, a potem wziąć szybki prysznic, ale przestraszył mnie głos Argentyńczyka.
- Wiesz, że zdecydowanie lepiej wyglądasz bez bielizny?
- Nico... Myślałam, że jeszcze śpisz. Obudziłam cię?
- Nie, chociaż nie pogardziłbym pobudką z twojej strony i takim widokiem z rana - wyszczerzył się, po czym wsunął na siebie bokserki i podszedł do mnie. Położył swoje dłonie na moich biodrach i przysunął mnie do siebie. Momentami brakowało mi tej jego delikatności, wrażliwości i czułości, której Nowakowski praktycznie nie posiadał. A mimo to, ciągnęło mnie do niego, jak ćmę do ognia.
- Czego życzysz sobie na śniadanie, hm? - zapytałam z uśmiechem.
- Ciebie - mruknął cicho i musnął moje usta.
- Mnie dzisiaj nie ma już w menu. Więc jak?
- Zdaję się na panią - zaśmiał się.
-Więc pan niech lepiej się już ubiera, bo mnie pan rozprasza - uśmiechnęłam się, przygryzając wargę.
- To chyba pozostanę tak, jak teraz!
- A idź ty! - zaśmiałam się i zabierając krótkie spodenki i bluzkę, udałam się do łazienki na szybki prysznic.
Szłam na trening reprezentacji. Ciągle miałam wrażenie, że czegoś zapomniałam. Prawie przez całą drogę grzebałam w torebce i sprawdzałam, czy wszystko ze sobą zabrałam, ale na pierwszy rzut oka niczego mi nie brakowało. Mimo wszystko, dziwne uczucie nie ustępowało.
Szybko znalazłam się w środku hali. Chłopcy już trenowali. Zajęłam jedno ze swoich ulubionych krzesełek i wyciągnęłam z torby aparat. Zrobiłam kilka zdjęć, ale jakoś mnie do siebie nie przekonywały. Może dlatego, że nie było na nich Nowakowskiego?
Podskoczyłam, kiedy ktoś zaszedł mnie od tyłu i usiadł obok mnie. Mój poziom szczęścia osiągnął maksimum, kiedy miałam nadzieję, że to Piotrek. Wskazówka trochę spadła, gdy ujrzałam obok siebie Uriarte. Cmoknął mnie w policzek.
- Straszysz mnie, jak dziś rano. Nieładnie - uśmiechnęłam się lekko.
- Może tak już mam w zwyczaju - wyszczerzył się. - Rozmawiałaś już z Nowakowskim?
- Nie - odpowiedziałam cicho, wracając do robienia zdjęć.
- Chcesz być z nim, a dzisiejsza noc nie miała dla ciebie w ogóle znaczenia, prawda?
- Nie, Nico, to nie tak. Miała znaczenie, jasne, że tak, ale...
- Wciąż masz nadzieję.
- Właśnie - szepnęłam. Nie chciałam go ranić. Zależało mi na nim. Ale w głębi serca wierzyłam, że z Nowakowskim jeszcze będzie tak, jak dawniej. Że będę mogła poczuć jego gorące usta na swoich, że jego zimne dłonie znowu dotkną moich rozgrzanych pleców, że ponownie poczuję go w sobie. Nie mogłam ot tak wymazać tych uczuć ze swojej głowy. Wiązały się z mnóstwem wspomnień, o który zapomnieć nie chciałam.
- Chyba nie powinienem był przyjeżdżać. Stoję wam jedynie na przeszkodzie - powiedział i wstał, lecz go zatrzymałam.
- Nie, Nico, czekaj. Chciałam, żebyś tu przyjechał i naprawdę cieszę się, że tu jesteś teraz ze mną. Proszę cię, zostań.
- Wiesz, że cię kocham, prawda? I uszanuję twój wybór, ale nie będę mógł patrzeć na ciebie, jeśli nie będziesz szczęśliwa. Tego widoku nie zniosę.
- Obiecuję ci, że nie będziesz musiał na to patrzeć, bo tak się nie stanie, dobrze? - spytałam. Kiwnął jedynie głową, po czym znalazłam się w jego ramionach.
10 dni później...
Nadszedł wyczekiwany przez wszystkich mecz z Brazylią. Jak na każdej imprezie tego typu siedziałam razem z Klaudią niedaleko kwadratu dla rezerwowych i pracowałyśmy. Szatynka miała pełne ręce roboty, gdyż co chwilę na boisku coś się działo i wszystko musiało zostać bardzo dokładnie zanotowane. Ja czekałam na odpowiednie momenty w grze chłopaków, by uwiecznić na fotografiach całą kwintesencję męskiej siatkówki.
Mecz zakończył się po zaciekłej dogrywce, szczęśliwej jednak dla nas. Polacy mogli cieszyć się ze zwycięstwa 3:2. Pierwszy raz od bardzo dawna pokonali Brazylijczyków. Zwycięstwo więc było jeszcze słodsze. Robiłam zdjęcia cieszącym się zawodnikom po jednej stronie siatki i tym załamanym po drugiej. W pewnej chwili Klaudia złapała mnie za ramię i zmusiła mnie, bym na nią spojrzała.
- W normalnych warunkach bym cię stąd zabrała i nie pozwoliła na to, żebyś to oglądała, ale teraz muszę to zrobić. Musisz w końcu przejrzeć na oczy - powiedziała, po czym odwróciła mnie w drugą stronę. Nogi się pode mną ugięły, a do oczu napłynęło wiadro łez. Obraz zaczął mi się rozmazywać, ale musiałam otrzeć policzki i stawić czoła widokowi. Niedaleko trybun stał Nowakowski. Nie był sam. Towarzyszyła mu wysoka szczupła dziewczyna z długimi czarnymi włosami o ciemnej karnacji. Zacisnęłam pięść tak mocno, kiedy zobaczyłam, jak ją obejmuje, że paznokcie prawie przebiły skórę na wewnętrznej części mojej dłoni.
- Co za zdzira... - mruknęłam przez zęby.
- Hej, tylko spokojnie. Obie nie chcemy tutaj żadnego zamieszania. Poczekajmy chociaż do momentu, aż kamery się wyłączą. Poza tym... Pamiętasz, co ci mówiłam?
- Tak! Nie musisz mi tego wciąż powtarzać! Miałaś rację, ale co z tego?! Nie wygrało to z moimi uczuciami do niego! Ale już nie będzie tak kolorowo. Zaraz to wszystko się skończy. On się skończy. Już jest skończony! Mam gdzieś kamery - powiedziałam i udałam się szybkim krokiem w stronę Nowakowskiego. Odepchnęłam jego nową zdobycz i stanęłam przed siatkarzem, który uśmiechał się szelmowsko.
- Nic się nie zmieniłeś, nic! Ale na co ja liczyłam?! Żałuję tego, że wierzyłam, że może być inaczej. To koniec! - krzyknęłam, po czym z całej siły wymierzyłam mu w policzek. Sama zdziwiłam się swojej siły, kiedy Nowakowski się zachwiał i złapał za piekące miejsce.
- A tobie... - zwróciłam się do stojącej niedaleko zdziwionej brunetki. - ...współczuję, szczerze ci współczuję - powiedziałam, po czym wycierając łzy z policzków, wybiegłam z hali.
Wpadłam do domu tak zapłakana, że praktycznie nic nie widziałam. Dziwiłam się, że trafiłam kluczem w dziurkę w drzwiach i weszłam do środka. Zaraz potem zorientowałam się, że zapomniałam z hali swojej torby. Całe szczęście, że klucze nosiłam w kieszeni spodni...
Usiadłam na kanapie i rozpłakałam się na dobre. Miałam gdzieś to, że cały makijaż spływa po moich policzkach i zaraz znajdzie się też na bluzce. Chciałam jedynie zostać sama w zamkniętym mieszkaniu przy zasłoniętych zasłonach, położyć się i przez cały czas jeść lody śmietankowe, nie zważając na to, że zanikną mi mięśnie i nie będę mogła chodzić. Może to i dobrze? Przynajmniej nigdzie nie natknę się na Nowakowskiego.
Mój spokój nie trwał długo, gdyż do mieszkania wparowała Klaudia z Nico.
- Zapomniałaś torby z hali, poza tym ile razy mówiłam ci, że masz tak nie znikać? Martwię się! - krzyknęła szatynka. - Całe szczęście, że Nico był na meczu i był autem, to szybko tu przyjechaliśmy. Nie wyobrażam sobie tego, że musiałabym tu biec z hali. Mam zadyszkę, jak wchodzę po schodach - mruknęła.
- Przepraszam - szepnęłam.
- Nico, gorące kakao, lody, koc. Już! - powiedziała Klaudia do chłopaka, po czym sama usiadła obok blondynki. - Wiesz, jakie miałam zdanie na ten temat i koniec końców cieszę się, że to już wszystko jest za tobą i więcej nie zobaczę tego idioty u twojego boku. Ale już nie płacz. Nie był ciebie wart. To idiota, kretyn...
- ...głupek, ścierwo, męska dziwka, potrafi jedynie wykorzystywać, nie ma uczuć, chce tylko przelecieć jak największą ilość lasek, zakochany w sobie, myśli, że jest królem, cyniczny, arogancki, chamski, debil nad debilami! - krzyknęłam.
- Lepiej? - spytał Nico, stawiając przede mną pudełko zimnych lodów i nakrywając mnie kocem.
- O dziwo, tak. Dziękuję, że tu jesteście. Dziękuję za wszystko. I przepraszam. Mieliście rację, nie powinnam... Jestem idiotką!
- Nie, nie jesteś! Po prostu byłaś zakochana. Liczyłaś, że się zmieni, ale tacy jak on się nie zmieniają.
- Wiem, teraz już to wiem. Przepraszam, że nie chciałam wam w to wcześniej wierzyć - załkałam.
- Już cicho. Nic już nie mów - powiedziała Klaudia i podała mi chusteczki. - Otrzyj twarz i się połóż. Odpocznij. Będzie lepiej, zaufaj mi.
- Ok - szepnęłam.
- W razie czego, będziemy w pokoju obok. Więc krzycz, obojętnie co. 'Lody się skończyły!' albo cokolwiek innego - powiedział Uriarte. Zaśmiałam się krótko i kiwnęłam głową na znak zgody, po czym położyłam głowę na poduszce i nakryłam się kocem.
Jakąś godzinę później obudziłam się i rozejrzałam po salonie. Byłam sama. Przynajmniej tak podejrzewałam. Nie słyszałam żadnych dźwięków, dobiegających z innych pomieszczeń w mieszkaniu. Ech, widocznie woleli zostawić mnie samą.
Podniosłam się i powolnym krokiem, okryta kocem, ruszyłam do kuchni, by zrobić sobie gorącą herbatę do picia.
- Już nie śpisz?
Podskoczyłam ze strachu na dźwięk tego głosu. Myślałam, że dostanę zawału, kiedy zobaczyłam lekko roześmianego Argentyńczyka przed sobą.
- Już któryś raz mnie straszysz, Uriarte. Nie za dobrze ci?
- Ani trochę. Jak się czujesz?
- Jak zdechła kaczka - odpowiedziałam.
- Toś porównała... - mruknął.
- Bez życia. Lepiej? Pić mi się chce.
- Zagotuję wodę, a ty siadaj - powiedział i niemalże posadził mnie na krześle.
- Byłeś tu przez cały czas?
- Tak. Klaudia niedawno poszła, Janek dzwonił, narobił coś w mieszkaniu i musiała wracać. Jak to Janek. Kazała ci przekazać, jak się obudzisz, że dzisiaj już pewnie nie wróci, ale wpadnie jutro z samego rana.
- Z samego rana? Nie wierzę...
- Też jej nie uwierzyłem, że wstanie. Aż się z nią założyłem - zaśmiał się.
- Co robiłeś przez cały ten czas? Siedziałeś bezczynnie?
- Nie, grałem na telefonie. Tak się wciągnąłem, że przeszedłem kilkadziesiąt poziomów!
- Zawsze byłeś taki szalony - uśmiechnęłam się lekko.
- No pewnie. Hej, posłuchaj - zaczął i kucnął przede mną, łapiąc moje dłonie. - Nie chciałabyś spróbować od nowa? Może potrafilibyśmy odbudować to wszystko, co się między nami zepsuło, może przeszlibyśmy przez to, ale uda nam się, jeśli będziemy pracować na to wspólnie. W pojedynkę nie zdziałamy za wiele.
- Nico... Myślę, że to jeszcze trochę za wcześnie. Zrozum mnie, proszę.
- Rozumiem, jak najbardziej. Poczekam - uśmiechnął się lekko i musnął moje usta.
- Ale... zostaniesz na noc? - zapytałam. - Nie chcę być teraz sama.
- Pewnie, że zostanę. Zaraz przygotuję sobie kanapę.
- Nie musisz. Mam duże łóżko w sypialni, zapomniałeś?
- Wybacz.
Musnął jeszcze raz moje usta, po czym postawił przede mną duży kubek gorącej malinowej herbaty.
2 tygodnie później...
Zbierałam swoje rzeczy i wrzucałam je pospiesznie do torebki, po czym zamknąwszy mieszkanie, wsiadłam do samochodu i pojechałam prosto pod dom Uriarte. Stanęłam pod drzwiami i biorąc głęboki oddech, zaczęłam nerwowo pukać. Dopiero po kilku minutach usłyszałam dobiegający głos ze środka, że już idzie. Kiedy drzwi się otworzyły, oniemiałam z wrażenia. Miał na sobie jedynie bokserki i puchate kapcie, które chyba tylko jako jedyne zdążył założyć. Jego oczy były jeszcze lekko podkrążone, a włosy rozczochrane tak bardzo, jakby pokłócił się z grzebieniem. Wyglądał... tak seksownie i tak pociągająco.
- Obudziłam cię? - zapytałam cicho.
- Nie, biegałem - mruknął i otworzył drzwi szerzej, bym mogła wejść do środka.
- Ale żarcik ci się trzyma - zaśmiałam się.
- Komuś musi, kochanie - wyszczerzył się. - Spać nie możesz, że jesteś u mnie po ósmej rano?
- Musimy pogadać.
- Stało się coś?
- Nie, niekoniecznie. Czemu pytasz?
- Czy to nie mogło poczekać tak nie wiem... z kilka godzin? Wyspałbym się - mruknął.
- Och, nie przesadzaj. Taki piękny dzień mamy! A doszłam do pewnego wniosku i chciałam podzielić się nim z tobą już teraz. Nie chciałam czekać ani chwili dłużej.
- No więc słucham - powiedział, przecierając oczy.
- Zostawiam przeszłość w tyle, to, co było już się nie liczy. Liczy się tu i teraz. Chcę z tobą być, chcę widzieć nas razem przez miesiące i lata, chcę, byś był przy mnie na dobre i na złe, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Kocham cię, Nico.
- Wiesz, że zawsze cię kochałem i będę kochał - powiedział, podchodząc do mnie i obejmując mnie w pasie.
- To jak? Zgadzasz się?
- Byłbym głupcem, gdybym nie zgodził się być u twego boku, mała - szepnął mi do ucha.
- Wariat - zaśmiałam się.
- Ale twój - odparł, po czym złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
Rozdział dwudziesty czwarty.
~ Z punktu widzenia Anety:
- Dzwonisz zapewne żeby przeprosić?
Zatkało mnie. Dosłownie otworzyłam usta ze zdziwienia. Może się przesłyszałam?
- Halo, Aneta? Jesteś tam? - zapytał Piotrek.
- Tak, jestem. Odebrało mi mowę.
- Powiedz, że nie miałaś racji i po problemie - powiedział pewnym siebie tonem.
- Ja nie miałam racji?! Za co ja Cię mam w ogóle przepraszać?! - wykrzyknęłam zirytowana.
- No nie wiem za co ja miałbym przepraszać Ciebie - dodał jakby urażony.
- Wiesz co, Piotrek... Żałuję, że zadzwoniłam. Nawaliłeś pierwszym razem i wygląda na to, że sytuacja się powtarza - rozłączyłam się bez pożegnania. Nowakowski nie oddzwonił więc widać jak mu zależy... Dupek.
~ Z punktu widzenia Nico:
Leżałem w łóżku i wpatrywałem się w sufit. Budzik na szafce wskazywał już 11, ale nie miałem ochoty się ruszać. Wolałem więc leżeć i rozpamiętywać to, co stało się wczoraj wieczorem. Mój samochód. Aneta. Jej dłoń na moim policzku i niewinne, łagodne spojrzenie pełne... no właśnie, czego? Miłości? Teraz, kiedy jest z Piotrkiem? No ale ta ich kłótnia... Z rozważań wyrwał mnie dzwonek telefonu. Wziąłem go do ręki i spojrzałem na ekran - ANETA. Serce zabiło mi szybciej.
- Cześć.
- Cześć - odpowiedziałem.
- Wczorajszy wieczór był bardzo ... sympatyczny - powiedziała niepewnie. Sympatyczny?!
- Też tak uważam, ale...
- Dzisiaj ja zapraszam Cię na kolację. Do mnie. O 20. Możesz przynieść wino. Do zobaczenia - rzuciła jednym tchem i się rozłączyła, a mnie odebrało mowę. "Albo śnię albo... albo nie wiem co" - pomyślałem mocno zdezorientowany. Odłożyłem telefon na szafkę i opadłem na poduszkę, przymykając oczy i uśmiechając się od ucha do ucha.
~ Z punktu widzenia Anety:
- Nie wierzę! Nie wierzę, że to zrobiłaś! - Klaudia krzyczała do słuchawki.
- Ja też nie, okej?! Chciałam powiedzieć coś w stylu ''wczorajszy wieczór był miły, ale to sytuacja w aucie nie powinna mieć miejsca blabla" ale przypomniała mi się rozmowa z Nowakowskim no i tak wyszło nooo - powiedziałam zrezygnowana.
- Wróć do niego - rzuciła.
- Klaudia!
- No co?! Wiesz, że nie lubię Piotrka. ''Nie lubię'' to właściwie mało powiedziane - wcale nie przejęła się moim pełnym wyrzutów tonem.
- Echhh dobra. Idę lepiej wymyślić jakieś menu na dzisiejszą kolacją. Trzymaj się, złomie - powiedziałam.
- Idź, cieciu. Popięknij się, nie wiadomo jak się dzisiejszy wieczór skończy! - rzuciła na pożegnanie.
Wieczór zbliżał się nieubłaganie, a moje mieszkanie zaczynały wypełniać coraz to rozmaitsze zapachy. Spojrzałam na zegarek, po czym wyłączyłam piekarnik i pobiegłam wziąć prysznic. Stałam i pozwalałam, aby strumienie spływały mi po twarzy. Co ja tak właściwie robię? Pokłóciłam się z chłopakiem i umówiłam na randkę z moim ex. Tak, randkę. Zaprosiłam go do siebie na kolację. Szansa na dokończenie tego, co zaczęło się wczoraj wzrasta. Czy się waham? Oczywiście. Czy tego chcę? Tak. Koniec okłamywania samej siebie - coraz bardziej żałuję zerwania z Nico...
Wyszłam spod prysznica i zawinąwszy się w ręcznik podreptałam do garderoby. Sukienka z czarną górą i jeansowym dołem - urocza, ale niezbyt szykowna. Idealnie. Im bliżej na zegarze do 20 tym bardziej męczyły mnie wyrzuty sumienia. Było nie było, Piotrek jest moim chłopakiem. Koniec, dzisiaj nic się pomiędzy mną a Nico nie wydarzy, nie dopuszczę do tego. Wyjaśnimy sobie wszystko, zjemy pieczeń i spędzimy wieczór jak normalna dwójka przyjaciół. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Dotknęłam włosów, bo przecież nie podłączyłam nawet suszarki do prądu, ale na szczęście prawie wyschły w trakcie moich rozmyślań.
~ Z punktu widzenia Nico:
Otworzyła mi drzwi z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie mogłem się powstrzymać i zmierzyłem ją z góry na dół - wyglądała tak ślicznie i dziewczęco.
- Przyniosłem wino, czerwone półwytrawne, może być? - zapytałem, przechodząc przez próg mieszkania.
- Jasne! Będzie pasowało do pieczeni - odpowiedziała Aneta.
Kiedy zjedliśmy kolację i siedzieliśmy, sącząc wino, zaczęła temat wczorajszego wieczoru.
- Nico... to co stało się wczoraj w aucie, nie powinno mieć miejsca. Jestem z Piotrkiem i ..
- Chcesz z nim być? - rzuciłem nagle. Zatkało ją.
- T-tak - odpowiedziała, wyraźnie się wahając.
- Czyżbym wyczuwał nutę zwątpienia? - zapytałem trochę bardziej ironicznie niż planowałem.
- Dobra, wiesz co... Nieważne - wstała od stołu, zabierając swój talerz i poszła do kuchni. Podążyłem za nią.
- Hej, mała. Czekaj, no. Nie gniewaj się na mnie - Stała twarzą do ściany, uporczywie opłukując talerz z resztek jedzenia. - Naprawdę mi na Tobie zależy, cholernie, wiesz o tym! I boli mnie kiedy widzę Cię z nim, ale jeszcze bardziej kiedy widzę jak Cię rani i że nie jesteś szczęśliwa. Znam Cię lepiej niż Ci się wydaje. A wczoraj w aucie... Wczoraj w aucie poczułem się tak, jakbyśmy nigdy nie zerwali. Patrzyłaś na mnie tak jak wtedy, przed Meksykiem. I przeklinam siebie, że wymyśliłem cały ten wyjazd, bo to wtedy wszystko się zjebało. Kocham Cię, Aneta... - dokończyłem szeptem. Odwróciła się tak, że teraz staliśmy niemal twarzą w twarz.
- Nico... - wyszeptała, po czym wspięła się na palce i pocałowała mnie. Objąłem jej twarz, a ona wplątała palce w moje włosy. Odsunąłem się, aby spojrzeć jej w oczy.
- Jesteś tego pewna? - zapytałem.
- Tak, w tej chwili tak - odpowiedziała, po czym znowu mnie pocałowała.
Podniosłem ją i posadziłem na kuchennym blacie. Dłońmi sunąłem w górę i w dół jej smukłych ud. Tak bardzo za nią tęskniłem, pragnąłem dotykać i całować każdy centymetr jej ciała. Zszedłem z pocałunkami na jej szyję, a ona cicho zamruczała i zaczęła rozpinać moją koszulę, potem pasek. Odnalazłem zamek z tyłu jej sukienki i przesunąłem go na dół, aby zaraz potem zsunąć ją z jej ramion i zacząć je całować.
- Tęskniłem za Tobą - powiedziałem, pomiędzy pocałunkami i nie odrywając się od niej zdjąłem koszulę i spodnie, zostając w samych bokserkach.
- Sypialnia - rzuciła tylko, więc wziąłem ją na ręce, a ona oplotła mnie nogami w pasie. Szliśmy tak do jej pokoju, nie przestając się całować. Na miejscu postawiłem ją i patrzyłem jak zsuwa z siebie sukienkę. Czarny stanik i pasujące stringi podkreślały piękno jej ciała. Lekko falowane, blond włosy opadały delikatnie na ramiona.
- Jesteś piękna - powiedziałem, kładąc dłonie na jej biodrach i całując jej szyję. Wbiła paznokcie w moja plecy. Przesunąłem ręce w górę jej pleców i już po chwili jej stanik wylądował na podłodze. Sama zaczęła zdejmować stringi. W tym momencie straciłem jakiekolwiek resztki samokontroli - pchnąłem ją na łóżko i podążyłem zaraz za nią, tak jak chciałem - delektując się każdym centymetrem jej ciała, a ona mruczała i jęczała, coraz mocniej drapiąc moje plecy, aż w końcu zasnęliśmy w swoich objęciach.
- Dzwonisz zapewne żeby przeprosić?
Zatkało mnie. Dosłownie otworzyłam usta ze zdziwienia. Może się przesłyszałam?
- Halo, Aneta? Jesteś tam? - zapytał Piotrek.
- Tak, jestem. Odebrało mi mowę.
- Powiedz, że nie miałaś racji i po problemie - powiedział pewnym siebie tonem.
- Ja nie miałam racji?! Za co ja Cię mam w ogóle przepraszać?! - wykrzyknęłam zirytowana.
- No nie wiem za co ja miałbym przepraszać Ciebie - dodał jakby urażony.
- Wiesz co, Piotrek... Żałuję, że zadzwoniłam. Nawaliłeś pierwszym razem i wygląda na to, że sytuacja się powtarza - rozłączyłam się bez pożegnania. Nowakowski nie oddzwonił więc widać jak mu zależy... Dupek.
~ Z punktu widzenia Nico:
Leżałem w łóżku i wpatrywałem się w sufit. Budzik na szafce wskazywał już 11, ale nie miałem ochoty się ruszać. Wolałem więc leżeć i rozpamiętywać to, co stało się wczoraj wieczorem. Mój samochód. Aneta. Jej dłoń na moim policzku i niewinne, łagodne spojrzenie pełne... no właśnie, czego? Miłości? Teraz, kiedy jest z Piotrkiem? No ale ta ich kłótnia... Z rozważań wyrwał mnie dzwonek telefonu. Wziąłem go do ręki i spojrzałem na ekran - ANETA. Serce zabiło mi szybciej.
- Cześć.
- Cześć - odpowiedziałem.
- Wczorajszy wieczór był bardzo ... sympatyczny - powiedziała niepewnie. Sympatyczny?!
- Też tak uważam, ale...
- Dzisiaj ja zapraszam Cię na kolację. Do mnie. O 20. Możesz przynieść wino. Do zobaczenia - rzuciła jednym tchem i się rozłączyła, a mnie odebrało mowę. "Albo śnię albo... albo nie wiem co" - pomyślałem mocno zdezorientowany. Odłożyłem telefon na szafkę i opadłem na poduszkę, przymykając oczy i uśmiechając się od ucha do ucha.
~ Z punktu widzenia Anety:
- Nie wierzę! Nie wierzę, że to zrobiłaś! - Klaudia krzyczała do słuchawki.
- Ja też nie, okej?! Chciałam powiedzieć coś w stylu ''wczorajszy wieczór był miły, ale to sytuacja w aucie nie powinna mieć miejsca blabla" ale przypomniała mi się rozmowa z Nowakowskim no i tak wyszło nooo - powiedziałam zrezygnowana.
- Wróć do niego - rzuciła.
- Klaudia!
- No co?! Wiesz, że nie lubię Piotrka. ''Nie lubię'' to właściwie mało powiedziane - wcale nie przejęła się moim pełnym wyrzutów tonem.
- Echhh dobra. Idę lepiej wymyślić jakieś menu na dzisiejszą kolacją. Trzymaj się, złomie - powiedziałam.
- Idź, cieciu. Popięknij się, nie wiadomo jak się dzisiejszy wieczór skończy! - rzuciła na pożegnanie.
Wieczór zbliżał się nieubłaganie, a moje mieszkanie zaczynały wypełniać coraz to rozmaitsze zapachy. Spojrzałam na zegarek, po czym wyłączyłam piekarnik i pobiegłam wziąć prysznic. Stałam i pozwalałam, aby strumienie spływały mi po twarzy. Co ja tak właściwie robię? Pokłóciłam się z chłopakiem i umówiłam na randkę z moim ex. Tak, randkę. Zaprosiłam go do siebie na kolację. Szansa na dokończenie tego, co zaczęło się wczoraj wzrasta. Czy się waham? Oczywiście. Czy tego chcę? Tak. Koniec okłamywania samej siebie - coraz bardziej żałuję zerwania z Nico...
Wyszłam spod prysznica i zawinąwszy się w ręcznik podreptałam do garderoby. Sukienka z czarną górą i jeansowym dołem - urocza, ale niezbyt szykowna. Idealnie. Im bliżej na zegarze do 20 tym bardziej męczyły mnie wyrzuty sumienia. Było nie było, Piotrek jest moim chłopakiem. Koniec, dzisiaj nic się pomiędzy mną a Nico nie wydarzy, nie dopuszczę do tego. Wyjaśnimy sobie wszystko, zjemy pieczeń i spędzimy wieczór jak normalna dwójka przyjaciół. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Dotknęłam włosów, bo przecież nie podłączyłam nawet suszarki do prądu, ale na szczęście prawie wyschły w trakcie moich rozmyślań.
~ Z punktu widzenia Nico:
Otworzyła mi drzwi z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie mogłem się powstrzymać i zmierzyłem ją z góry na dół - wyglądała tak ślicznie i dziewczęco.
- Przyniosłem wino, czerwone półwytrawne, może być? - zapytałem, przechodząc przez próg mieszkania.
- Jasne! Będzie pasowało do pieczeni - odpowiedziała Aneta.
Kiedy zjedliśmy kolację i siedzieliśmy, sącząc wino, zaczęła temat wczorajszego wieczoru.
- Nico... to co stało się wczoraj w aucie, nie powinno mieć miejsca. Jestem z Piotrkiem i ..
- Chcesz z nim być? - rzuciłem nagle. Zatkało ją.
- T-tak - odpowiedziała, wyraźnie się wahając.
- Czyżbym wyczuwał nutę zwątpienia? - zapytałem trochę bardziej ironicznie niż planowałem.
- Dobra, wiesz co... Nieważne - wstała od stołu, zabierając swój talerz i poszła do kuchni. Podążyłem za nią.
- Hej, mała. Czekaj, no. Nie gniewaj się na mnie - Stała twarzą do ściany, uporczywie opłukując talerz z resztek jedzenia. - Naprawdę mi na Tobie zależy, cholernie, wiesz o tym! I boli mnie kiedy widzę Cię z nim, ale jeszcze bardziej kiedy widzę jak Cię rani i że nie jesteś szczęśliwa. Znam Cię lepiej niż Ci się wydaje. A wczoraj w aucie... Wczoraj w aucie poczułem się tak, jakbyśmy nigdy nie zerwali. Patrzyłaś na mnie tak jak wtedy, przed Meksykiem. I przeklinam siebie, że wymyśliłem cały ten wyjazd, bo to wtedy wszystko się zjebało. Kocham Cię, Aneta... - dokończyłem szeptem. Odwróciła się tak, że teraz staliśmy niemal twarzą w twarz.
- Nico... - wyszeptała, po czym wspięła się na palce i pocałowała mnie. Objąłem jej twarz, a ona wplątała palce w moje włosy. Odsunąłem się, aby spojrzeć jej w oczy.
- Jesteś tego pewna? - zapytałem.
- Tak, w tej chwili tak - odpowiedziała, po czym znowu mnie pocałowała.
Podniosłem ją i posadziłem na kuchennym blacie. Dłońmi sunąłem w górę i w dół jej smukłych ud. Tak bardzo za nią tęskniłem, pragnąłem dotykać i całować każdy centymetr jej ciała. Zszedłem z pocałunkami na jej szyję, a ona cicho zamruczała i zaczęła rozpinać moją koszulę, potem pasek. Odnalazłem zamek z tyłu jej sukienki i przesunąłem go na dół, aby zaraz potem zsunąć ją z jej ramion i zacząć je całować.
- Tęskniłem za Tobą - powiedziałem, pomiędzy pocałunkami i nie odrywając się od niej zdjąłem koszulę i spodnie, zostając w samych bokserkach.
- Sypialnia - rzuciła tylko, więc wziąłem ją na ręce, a ona oplotła mnie nogami w pasie. Szliśmy tak do jej pokoju, nie przestając się całować. Na miejscu postawiłem ją i patrzyłem jak zsuwa z siebie sukienkę. Czarny stanik i pasujące stringi podkreślały piękno jej ciała. Lekko falowane, blond włosy opadały delikatnie na ramiona.
- Jesteś piękna - powiedziałem, kładąc dłonie na jej biodrach i całując jej szyję. Wbiła paznokcie w moja plecy. Przesunąłem ręce w górę jej pleców i już po chwili jej stanik wylądował na podłodze. Sama zaczęła zdejmować stringi. W tym momencie straciłem jakiekolwiek resztki samokontroli - pchnąłem ją na łóżko i podążyłem zaraz za nią, tak jak chciałem - delektując się każdym centymetrem jej ciała, a ona mruczała i jęczała, coraz mocniej drapiąc moje plecy, aż w końcu zasnęliśmy w swoich objęciach.
sobota, 19 kwietnia 2014
Rozdział dwudziesty trzeci.
~ Z punktu widzenia Anety:
Wzięłam kawę do ręki i oparłam czoło o zimną szybę w kuchennym oknie. Mimowolnie przez myśli przemknęło mi ostatnie 6 miesięcy, czyli cały okres odkąd wróciliśmy z Meksyku. Na zewnątrz padał śnieg, a mnie dopadła depresja - no świetnie po prostu. Odwróciłam się i oparłam o parapet. Spojrzałam ze złością na leżącego na blacie iPhone'a, ale ten uparcie milczał. No tak - Justyna wraz z Kubą od kilku dni czekają na swojego brzdąca w szpitalu, Klaudia z Jankiem spędzają tydzień u jego rodziców, Wiktoria na spotkaniu w Warszawie, nie jestem w stanie stwierdzić co robi jej Londyńczyk Damien. A co z Pitem? No cóż, właściwie to mieliśmy już mieszkać razem w Rzeszowie, ale po zeszłotygodniowej kłótni... Po zeszłotygodniowej kłótni, kiedy to zaczął czepiać się o bzdety, a skończyło się na wypominaniu sobie nawzajem wszelkich przewinień, nie mam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Cieszę się, że po przeprowadzce do Nico, wydawałoby się wieki temu, nie sprzedałam swojego mieszkania w Bełchatowie.
Po około godzinie roztrząsania mojej niedoli, usłyszałam upragniony dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz - Nico. Uśmiechnęłam się.
- Nico, ratujesz mnie od utraty zmysłów - zaczęłam się śmiać, ale naprawdę tak się czułam.
- O raaaaany, mała! Ciebie zima też tak dobija? - zapytał.
- Niestety. Co proponujesz?
- Kolacja. Zbieraj się, będę za 30 minut - odpowiedział, po czym rozłączył się, a ja poczułam, że kamień spadł mi z serca. Wreszcie nie będę musiała siedzieć sama.
Udało mi się wygrzebać na czas i już po 29 minutach wsiadałam do windy w moim budynku. Po kilku sekundach jej drzwi otworzyły się na podziemnym parkingu, a moim oczom od razu ukazała się lśniąca, ciemnoszara Audi TT RS. Nico - jak zawsze dżentelmen - wysiadł, aby otworzyć mi drzwi.
- Siema, Blondi! - zawołał, szeroko się uśmiechając. Kurcze, przy nim od razu poczułam się beztrosko i wesoło.
- Ja Ci dam "BLONDI". Gdzie jemy?
- Golden Gate? - zaproponował.
- O tak, moje ulubione miejsce, dobry wybór, panie Uriarte - odpowiedziałam, siedząc już wygodnie na fotelu pasażera.
- Smażone krewetki z pomidorami i serem feta? - zapytaliśmy oboje w tym samym czasie, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
Opuściliśmy restaurację po 2 godzinach. Opowiedziałam Nico co zdarzyło się pomiędzy mną a Piotrkiem i widziałam, że mocno go to ruszyło. No tak, jestem przecież świadoma tego, co do mnie czuje. A co ja czuję wobec niego...? Spina z Piotrkiem dała mi dużo do myślenia.
Pomimo śniegu dosyć szybko dotarliśmy z powrotem. Siedzieliśmy w milczeniu w samochodzie, bo wcale nie miałam ochoty go opuszczać. Ani samochodu ani Nico... Położył dłoń na mojej, więc spojrzałam na niego.
- Aneta... Ja wiem, że Ty i Piotrek to na poważnie, ale moje uczucia wobec Ciebie są cały czas niezmienne, wiesz o tym prawda? - zapytał, ale ja wbiłam wzrok w szybę i przełknęłam ślinę. - Nie wtrącam się, ani nic, ale on znowu zaczyna... być nim. Tak jak poprzednio. Więc błagam Cię, przemyśl to wszystko. I pamiętaj, że masz jeszcze mnie... - dokończył już prawie szeptem, a mnie ogarnęło bardzo dziwnie uczucie. Spojrzałam na jego usta, potem w jego oczy i znowu usta. Zauważył to i widziałam, jak drgnął. Położyłam dłoń na jego policzku.
- Nico, ja... - urwałam. Argentyńczyk pochylił się w moją stronę, a ja mimo woli rozchyliłam wargi. W tym samym momencie zadzwonił jego telefon. Odsunął się, spojrzał na telefon, po czym odrzucił połączenie.
- Biuro obsługi klienta, nie mają kiedy dzwonić - powiedział.
- Tak, tak... Okej Nico, ja będę już lecieć. Zdzwonimy się. Papa - szybko wysiadłam z auta i prawie pobiegłam do windy.
Weszłam do mieszkania i musiałam natychmiast usiąść. Co to w ogóle miało być?! Co ja wyczyniam.... Ręce trzęsły mi się jakbym miała parkinsona, a nogi miałam jak z waty. Klaudia. Muszę zadzwonić do Klaudii. Nie, ona jest u rodziców Janka. Justyna - szpital. Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Wiktorii. Odebrała dopiero za drugim razem.
- He-hej. Co jest mała? - zapytała jakoś podejrzanie.
- Dużo, bardzo dużo! Kiedy wracasz?
- Właściwie to już jestem... Damien przestań! - zachichotała. - No słucham Cię już, co się dzieje?
- Nico się dzieje! Masz tu być zaraz i nie obchodzi mnie co wy tam robicie. Czekam - rozłączyłam się.
Po 20 minutach wyjrzałam przez okno i zauważyłam odjeżdżające czarne Audi Q7, co oznaczało, że Damien przywiózł Wiktorię. Po chwili zapukała do drzwi, trzymając w dłoni butelkę wina. Opowiedziałam jej co zdarzyło się po kolacji z Nico.
- Ups.
- Ups?! Tyle masz do powiedzenia na ten temat? - zapytałam jej z niedowierzaniem.
- Jestem w szoku. I trochę Cię już nie ogarniam - odpowiedziała, podnosząc do ust jej ulubiony alkohol.
- No dzięki bardzo.
- Nie no serio. Podsumujmy to. Zostawiłaś Nico dla Pita, ale teraz chyba jednak wolisz Nico....
- Nie wolę Nico - przerwałam jej. - Problem tkwi w tym, że nie wiem kogo wolę, zwłaszcza po dzisiejszej akcji.
- Musisz porozmawiać z Nowakowskim. Przede wszystkim. Bo nie odzywanie się do siebie na pewno nie pomoże. A potem zobaczysz sama. "Wyjdzie w praniu". No, bo nie wiem co Ci innego powiedzieć, nie jestem w stanie. Ja tam optuje za Uriarte, ale to Twoja decyzja.
- Wiem, masz rację. Dzięki, że przyjechałaś. To coooo, druga butelka? - mrugnęłam porozumiewawczo.
- Zawsze! Alcofriends, pamiętasz? - zaczęła się śmiać.
- Damien nie będzie zły, że Cię upijam? - zapytałam. Nie żebym się o to martwiła, ale nie chciałam już rozmawiać o moich problemach miłosnych, pora się zrelaksować.
- Haha, proszę Cię! On mój stan upojenia doskonale wykorzysta, wierz mi - uśmiechnęła się znacząco.
- Okej stara, oszczędź szczegółów! - krzyknęłam z kuchni.
Po północy zostałam już sama w domu, lekko szumiało mi w głowie. Wiktorii udało się poprawić mi humor, za co byłam jej bardzo wdzięczna.
"Rano zadzwonię do Nico i poproszę żebyśmy się spotkali. Tfu, do Piotrka! Zadzwonię do Piotrka. Chyba....", pomyślałam po czym uśmiechnęłam się do siebie przypominając sobie sytuację w aucie i po chwili zasnęłam....
Wzięłam kawę do ręki i oparłam czoło o zimną szybę w kuchennym oknie. Mimowolnie przez myśli przemknęło mi ostatnie 6 miesięcy, czyli cały okres odkąd wróciliśmy z Meksyku. Na zewnątrz padał śnieg, a mnie dopadła depresja - no świetnie po prostu. Odwróciłam się i oparłam o parapet. Spojrzałam ze złością na leżącego na blacie iPhone'a, ale ten uparcie milczał. No tak - Justyna wraz z Kubą od kilku dni czekają na swojego brzdąca w szpitalu, Klaudia z Jankiem spędzają tydzień u jego rodziców, Wiktoria na spotkaniu w Warszawie, nie jestem w stanie stwierdzić co robi jej Londyńczyk Damien. A co z Pitem? No cóż, właściwie to mieliśmy już mieszkać razem w Rzeszowie, ale po zeszłotygodniowej kłótni... Po zeszłotygodniowej kłótni, kiedy to zaczął czepiać się o bzdety, a skończyło się na wypominaniu sobie nawzajem wszelkich przewinień, nie mam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Cieszę się, że po przeprowadzce do Nico, wydawałoby się wieki temu, nie sprzedałam swojego mieszkania w Bełchatowie.
Po około godzinie roztrząsania mojej niedoli, usłyszałam upragniony dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz - Nico. Uśmiechnęłam się.
- Nico, ratujesz mnie od utraty zmysłów - zaczęłam się śmiać, ale naprawdę tak się czułam.
- O raaaaany, mała! Ciebie zima też tak dobija? - zapytał.
- Niestety. Co proponujesz?
- Kolacja. Zbieraj się, będę za 30 minut - odpowiedział, po czym rozłączył się, a ja poczułam, że kamień spadł mi z serca. Wreszcie nie będę musiała siedzieć sama.
Udało mi się wygrzebać na czas i już po 29 minutach wsiadałam do windy w moim budynku. Po kilku sekundach jej drzwi otworzyły się na podziemnym parkingu, a moim oczom od razu ukazała się lśniąca, ciemnoszara Audi TT RS. Nico - jak zawsze dżentelmen - wysiadł, aby otworzyć mi drzwi.
- Siema, Blondi! - zawołał, szeroko się uśmiechając. Kurcze, przy nim od razu poczułam się beztrosko i wesoło.
- Ja Ci dam "BLONDI". Gdzie jemy?
- Golden Gate? - zaproponował.
- O tak, moje ulubione miejsce, dobry wybór, panie Uriarte - odpowiedziałam, siedząc już wygodnie na fotelu pasażera.
- Smażone krewetki z pomidorami i serem feta? - zapytaliśmy oboje w tym samym czasie, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
Opuściliśmy restaurację po 2 godzinach. Opowiedziałam Nico co zdarzyło się pomiędzy mną a Piotrkiem i widziałam, że mocno go to ruszyło. No tak, jestem przecież świadoma tego, co do mnie czuje. A co ja czuję wobec niego...? Spina z Piotrkiem dała mi dużo do myślenia.
Pomimo śniegu dosyć szybko dotarliśmy z powrotem. Siedzieliśmy w milczeniu w samochodzie, bo wcale nie miałam ochoty go opuszczać. Ani samochodu ani Nico... Położył dłoń na mojej, więc spojrzałam na niego.
- Aneta... Ja wiem, że Ty i Piotrek to na poważnie, ale moje uczucia wobec Ciebie są cały czas niezmienne, wiesz o tym prawda? - zapytał, ale ja wbiłam wzrok w szybę i przełknęłam ślinę. - Nie wtrącam się, ani nic, ale on znowu zaczyna... być nim. Tak jak poprzednio. Więc błagam Cię, przemyśl to wszystko. I pamiętaj, że masz jeszcze mnie... - dokończył już prawie szeptem, a mnie ogarnęło bardzo dziwnie uczucie. Spojrzałam na jego usta, potem w jego oczy i znowu usta. Zauważył to i widziałam, jak drgnął. Położyłam dłoń na jego policzku.
- Nico, ja... - urwałam. Argentyńczyk pochylił się w moją stronę, a ja mimo woli rozchyliłam wargi. W tym samym momencie zadzwonił jego telefon. Odsunął się, spojrzał na telefon, po czym odrzucił połączenie.
- Biuro obsługi klienta, nie mają kiedy dzwonić - powiedział.
- Tak, tak... Okej Nico, ja będę już lecieć. Zdzwonimy się. Papa - szybko wysiadłam z auta i prawie pobiegłam do windy.
Weszłam do mieszkania i musiałam natychmiast usiąść. Co to w ogóle miało być?! Co ja wyczyniam.... Ręce trzęsły mi się jakbym miała parkinsona, a nogi miałam jak z waty. Klaudia. Muszę zadzwonić do Klaudii. Nie, ona jest u rodziców Janka. Justyna - szpital. Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Wiktorii. Odebrała dopiero za drugim razem.
- He-hej. Co jest mała? - zapytała jakoś podejrzanie.
- Dużo, bardzo dużo! Kiedy wracasz?
- Właściwie to już jestem... Damien przestań! - zachichotała. - No słucham Cię już, co się dzieje?
- Nico się dzieje! Masz tu być zaraz i nie obchodzi mnie co wy tam robicie. Czekam - rozłączyłam się.
Po 20 minutach wyjrzałam przez okno i zauważyłam odjeżdżające czarne Audi Q7, co oznaczało, że Damien przywiózł Wiktorię. Po chwili zapukała do drzwi, trzymając w dłoni butelkę wina. Opowiedziałam jej co zdarzyło się po kolacji z Nico.
- Ups.
- Ups?! Tyle masz do powiedzenia na ten temat? - zapytałam jej z niedowierzaniem.
- Jestem w szoku. I trochę Cię już nie ogarniam - odpowiedziała, podnosząc do ust jej ulubiony alkohol.
- No dzięki bardzo.
- Nie no serio. Podsumujmy to. Zostawiłaś Nico dla Pita, ale teraz chyba jednak wolisz Nico....
- Nie wolę Nico - przerwałam jej. - Problem tkwi w tym, że nie wiem kogo wolę, zwłaszcza po dzisiejszej akcji.
- Musisz porozmawiać z Nowakowskim. Przede wszystkim. Bo nie odzywanie się do siebie na pewno nie pomoże. A potem zobaczysz sama. "Wyjdzie w praniu". No, bo nie wiem co Ci innego powiedzieć, nie jestem w stanie. Ja tam optuje za Uriarte, ale to Twoja decyzja.
- Wiem, masz rację. Dzięki, że przyjechałaś. To coooo, druga butelka? - mrugnęłam porozumiewawczo.
- Zawsze! Alcofriends, pamiętasz? - zaczęła się śmiać.
- Damien nie będzie zły, że Cię upijam? - zapytałam. Nie żebym się o to martwiła, ale nie chciałam już rozmawiać o moich problemach miłosnych, pora się zrelaksować.
- Haha, proszę Cię! On mój stan upojenia doskonale wykorzysta, wierz mi - uśmiechnęła się znacząco.
- Okej stara, oszczędź szczegółów! - krzyknęłam z kuchni.
Po północy zostałam już sama w domu, lekko szumiało mi w głowie. Wiktorii udało się poprawić mi humor, za co byłam jej bardzo wdzięczna.
"Rano zadzwonię do Nico i poproszę żebyśmy się spotkali. Tfu, do Piotrka! Zadzwonię do Piotrka. Chyba....", pomyślałam po czym uśmiechnęłam się do siebie przypominając sobie sytuację w aucie i po chwili zasnęłam....
środa, 12 marca 2014
Rozdział dwudziesty drugi.
~ Z punktu widzenia Nico:
Stwierdziłem, że unikanie się nawzajem nie ma sensu. Sięgnąłem więc po telefon i po chwili wahania wyszukałem numer Anety i kliknąłem zieloną słuchawkę. Odebrała po dwóch sygnałach.
- Cześć Nico.
- Cześć. Tak sobie myślałem... Masz może ochotę na spacer? - chwila ciszy w słuchawce.
- Jasne, czemu nie - odpowiedziała.
- Spotkajmy się zatem o 18 na dole, co Ty na to? - zaproponowałem.
- Okej, do zobaczenia - powiedziała po czym rozłączyła się.
O 17.30 zdecydowałem się zebrać w sobie i ogarnąć. Czułem się jak przed randką, mimo iż zdecydowanie nie miała to być randka. A może? Hmmm.. Gdybym tylko wiedział co zrobić żeby do mnie wróciła. Żeby olała tego Nowakowskiego. Ugh... To się tak szybko nie skończy.
Tuż przed osiemnastą czekałem w umówionym miejscu na Anetę. Denerwowałem się, jak nigdy dotąd. Tego, że przyjdzie byłem pewny, ale... jak to będzie wyglądać? Może być tak, że ja będę mówił i mówił, i mówił, a Ona nic. Kompletnie. Może tylko czasem coś mruknie pod nosem. Potrząsnąłem głową.
Nie, tak nie będzie. Chyba.
Odruchowo podniosłem głowę. Aneta właśnie szła w moim kierunku. Zaniemówiłem. Krótkie spodenki, luźniejsza koszulka, włosy pofalowane... Otrząsnąłem się szybko i podszedłem do niej.
- Cześć. - rzuciłem pierwszy, nachylając się i całując ją w policzek.
- Cześć, Nico. Gdzie mnie porywasz?
- Porywam i nie oddam. - mruknąłem do siebie pod nosem. - Chodźmy na plażę.
- Podoba mi się ta wizja... - uśmiechnęłam się nieznacznie.
Wyciągnąłem do niej dłoń i ku mojemu zdziwieniu, chwyciła ją. Poczułem się pewnie i szerzej uśmiechnąłem.
Może jednak moje obawy będą niepotrzebne?
Spacerując po plaży i rozmawiając z Anetą, dowiedziałem się od niej o wiele więcej rzeczy, niż do tej pory wiedziałem. Zawsze sądziłem, że pracę w Bełchatowie dostała bez problemu. A tu okazało się, że musiała stoczyć o nią ciężką walkę, rezygnując z wielu innych rzeczy. I jeszcze później to, że rzekomo dostała pracę, dzięki Mariuszowi. Czysta bzdura.
- Ale teraz, w pracy, jest już wszystko dobrze, prawda?
- Teraz tak. Bo jestem głównym fotografem. Ale, gdy byłam pomocnikiem...
- Widziałem... ''Przynieś, wynieś, pozamiataj''...
- Aha. Gdyby dalej tak było, pewnie nie spędzałabym teraz z Wami wakacji.
- I może nadal nie była byś z Nowakowskim...
- Słucham?
- Co? A nie. Nic. Zapomnij, nieważne. Masz ochotę usiąść? Słońce zaczyna zachodzić. - metoda odwracania uwagi...
- Pewnie. Żałuję, że nie wzięłam aparatu. Cóż, mam telefon. - uśmiechnęła się i usiadła na piasku, a ja zajęłam miejsce obok niej.
Aneta od razu zaczęłam robić zdjęcia zachodzącemu Słońcu. Kocha fotografować. Kocha swoją pracę, to widać. Pamiętam jej zaangażowanie na każdym meczu. Później, ale siedziała przed komputerem, zgrywała, przerabiała i wstawiałam zdjęcia na swoją stronę. Pasja. To jedyne, co przychodzi mi na myśl.
- Jak z Piotrkiem? - zapytałem po dość długim milczeniu.
- Dobrze. Dziękuję - odpowiedziała szybko, patrząc przed siebie.
- Cieszę się Twoim szczęściem. Wiesz o tym?
- Wiem, Nico. Dziękuję. Wiesz za co.
- Domyślam się - przysunąłem się bliżej niej, objąłem i przytuliłem. - Nadal mogę to robić?
- Dobrze wiesz, jaka jest odpowiedź. - spojrzała na mnie, delikatnie się uśmiechając.
- Chyba. - przytuliłam ją mocniej. - Nie jest Ci zimno?
- Trochę. Dziwnie, co? W dzień upał niemiłosierny, a wieczorem i w nocy...
- Też wolę, jak jest ciepło. Wracamy?
Kiwnęła tylko głową i wstała, wyciągając do mnie rękę. Chwyciłem ją i wstałem, natychmiast ją obejmując.
Jak ona zareagowała? Byłem święcie przekonany o tym, że się odsunie, a Ona? Po prostu się do mnie przytuliła. Głaskałem ją delikatnie po plecach, tuląc do siebie. Po jakimś czasie odsunęła się i spojrzała na mnie.
- Wracamy? - powtórzyła moje pytanie, chowając dłonie do kieszeni.
Kiedy tak szliśmy, zauważyłem, że jest jej zimno. Trzęsła się jak liść na wietrze. Niewiele myśląc, zdjąłem bluzę i położyłam ją na jej ramionach.
- Zmarzniesz?
- O mnie się nie martw, Piękna. Tłuszcz grzeje. - zaśmiałem się.
- Głupek - pokazała mi język i ubrała na siebie moją bluzę.
Wchodząc do hotelu, uświadomiłem sobie, że to może być jeden z niewielu wieczorów, które będę teraz spędzał z Anetą. Poczułem się dziwnie. Wiedziałem oczywiście, że będę ja widywał na hali.
Zaraz! Ale... Ona nie zmieni pracy, prawda? Nie wyprowadzi się do Rzeszowa? Westchnąłem ciężko, wlekąc się za nią.
- Wszystko okej? - zapytała, odwracając się do mnie. Dopiero zorientowałem się, że stoimy pod pokojem Nowakowskiego.
- Tak, tak. Dziękuję za dzisiaj. Było sympatycznie. - no teraz to dowaliłem... ''Sympatycznie'', kurwa.
- Także dziękuję. Już oddaję bluzę.
- Nie, zatrzymaj ją tak długo, jak tylko będziesz chciała. Dobrej nocy. - nachyliłem się i pocałowałem ją w policzek.
- Dobranoc, Nico. - szepnęła i również pocałowała mnie w policzek. Poczekałem aż wejdzie do pokoju i zaraz po tym udałem się do siebie. Powrót zbliżał się wielkimi krokami i chcąc nie chcąc, musiałem zacząć przyzwyczajać się do myśli, że ją straciłem. A może... Jest jakaś szansa?
~ Z punktu widzenia Anety:
Wieczór z Nico przeminął błyskawicznie. Nie ukrywam, ze było bardzo miło i o dziwo, normalnie. Spodziewałam się, że będzie niezręcznie, ale wcale tak nie było.
- Gdzie byłaś? - usłyszałam zaraz po tym, jak weszłam do pokoju.
- Na spacerze z Nico. Zostawiłam Ci wiadomość, wysłałam sms'a. Zero reakcji.
- Zero? To sprawdź, proszę, swój cholerny telefon! Może zamiast szlajać się z tym Argentyńczykiem, zainteresowałabyś się swoim chłopakiem?!
- Słuchaj! Będę chciała, to będę się z nim, jak to ująłeś, szlajała. To jest mój przyjaciel i nie mam zamiaru z niego rezygnować, tylko dlatego, że Tobie się to nie podoba, jasne?
- Nie podoba mi się to. To jego bluza?
- Trudno. Tak. Nico.
- Nie oddałaś mu jej, bo...?
- Bo tego nie chciał! Dlaczego Ty się tak czepiasz?
- Jak powiedziałem wcześniej: nie podoba mi się to.
- Och, skończ już! - zdjęłam bluzę, położyłam ją na krześle, a sama poszłam się przebrać.
Po jakimś czasie wróciłam. Piotrek leżał już w łóżku, a ja ostrożnie wślizgnęłam się pod kołdrę.
- Gniewasz się? - szepnął.
- Nie, w ogóle. - mam nadzieję, że wyczuł ten sarkazm. Klaudia mnie tego nauczyła.
- Czyli jesteś... Przepraszam.
- Za co? - odwróciłam się do niego i spojrzałam w oczy.
- Za to, że tak naskoczyłem. Nie powinienem. Nie mogę. Uriarte, to Twój przyjaciel.
- Brawo, bystrzaku! Szkoda, że tak późno do tego doszedłeś...
- Problemy z dochodzeniem... Rozumiesz, już nie te latka. - puścił mi oko.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Czy on zawsze musi mnie rozśmieszać? Nawet kiedy jestem zła? No tak. To jest własnie sposób, żeby ta złość minęła. Przysunęłam się do niego i musnęłam kącik jego ust.
- Nie gniewasz się?
- Nie. Tylko nigdy więcej tak się nie zachowuj, dobrze?
- Tak, dobrze. - ujął moją twarz w dłonie i złożył na ustach czuły pocałunek. - I co ja mam z Tobą zrobić?
- Dziś? Na co tylko masz ochotę. - szepnęłam.
- Och, coś już mi po głowie chodzi - uśmiechnął się do mnie szelmowsko, a następnie jego usta odnalazły moje. W tym samym momencie, zapomnieliśmy o całym bożym świecie...
Stwierdziłem, że unikanie się nawzajem nie ma sensu. Sięgnąłem więc po telefon i po chwili wahania wyszukałem numer Anety i kliknąłem zieloną słuchawkę. Odebrała po dwóch sygnałach.
- Cześć Nico.
- Cześć. Tak sobie myślałem... Masz może ochotę na spacer? - chwila ciszy w słuchawce.
- Jasne, czemu nie - odpowiedziała.
- Spotkajmy się zatem o 18 na dole, co Ty na to? - zaproponowałem.
- Okej, do zobaczenia - powiedziała po czym rozłączyła się.
O 17.30 zdecydowałem się zebrać w sobie i ogarnąć. Czułem się jak przed randką, mimo iż zdecydowanie nie miała to być randka. A może? Hmmm.. Gdybym tylko wiedział co zrobić żeby do mnie wróciła. Żeby olała tego Nowakowskiego. Ugh... To się tak szybko nie skończy.
Tuż przed osiemnastą czekałem w umówionym miejscu na Anetę. Denerwowałem się, jak nigdy dotąd. Tego, że przyjdzie byłem pewny, ale... jak to będzie wyglądać? Może być tak, że ja będę mówił i mówił, i mówił, a Ona nic. Kompletnie. Może tylko czasem coś mruknie pod nosem. Potrząsnąłem głową.
Nie, tak nie będzie. Chyba.
Odruchowo podniosłem głowę. Aneta właśnie szła w moim kierunku. Zaniemówiłem. Krótkie spodenki, luźniejsza koszulka, włosy pofalowane... Otrząsnąłem się szybko i podszedłem do niej.
- Cześć. - rzuciłem pierwszy, nachylając się i całując ją w policzek.
- Cześć, Nico. Gdzie mnie porywasz?
- Porywam i nie oddam. - mruknąłem do siebie pod nosem. - Chodźmy na plażę.
- Podoba mi się ta wizja... - uśmiechnęłam się nieznacznie.
Wyciągnąłem do niej dłoń i ku mojemu zdziwieniu, chwyciła ją. Poczułem się pewnie i szerzej uśmiechnąłem.
Może jednak moje obawy będą niepotrzebne?
Spacerując po plaży i rozmawiając z Anetą, dowiedziałem się od niej o wiele więcej rzeczy, niż do tej pory wiedziałem. Zawsze sądziłem, że pracę w Bełchatowie dostała bez problemu. A tu okazało się, że musiała stoczyć o nią ciężką walkę, rezygnując z wielu innych rzeczy. I jeszcze później to, że rzekomo dostała pracę, dzięki Mariuszowi. Czysta bzdura.
- Ale teraz, w pracy, jest już wszystko dobrze, prawda?
- Teraz tak. Bo jestem głównym fotografem. Ale, gdy byłam pomocnikiem...
- Widziałem... ''Przynieś, wynieś, pozamiataj''...
- Aha. Gdyby dalej tak było, pewnie nie spędzałabym teraz z Wami wakacji.
- I może nadal nie była byś z Nowakowskim...
- Słucham?
- Co? A nie. Nic. Zapomnij, nieważne. Masz ochotę usiąść? Słońce zaczyna zachodzić. - metoda odwracania uwagi...
- Pewnie. Żałuję, że nie wzięłam aparatu. Cóż, mam telefon. - uśmiechnęła się i usiadła na piasku, a ja zajęłam miejsce obok niej.
Aneta od razu zaczęłam robić zdjęcia zachodzącemu Słońcu. Kocha fotografować. Kocha swoją pracę, to widać. Pamiętam jej zaangażowanie na każdym meczu. Później, ale siedziała przed komputerem, zgrywała, przerabiała i wstawiałam zdjęcia na swoją stronę. Pasja. To jedyne, co przychodzi mi na myśl.
- Jak z Piotrkiem? - zapytałem po dość długim milczeniu.
- Dobrze. Dziękuję - odpowiedziała szybko, patrząc przed siebie.
- Cieszę się Twoim szczęściem. Wiesz o tym?
- Wiem, Nico. Dziękuję. Wiesz za co.
- Domyślam się - przysunąłem się bliżej niej, objąłem i przytuliłem. - Nadal mogę to robić?
- Dobrze wiesz, jaka jest odpowiedź. - spojrzała na mnie, delikatnie się uśmiechając.
- Chyba. - przytuliłam ją mocniej. - Nie jest Ci zimno?
- Trochę. Dziwnie, co? W dzień upał niemiłosierny, a wieczorem i w nocy...
- Też wolę, jak jest ciepło. Wracamy?
Kiwnęła tylko głową i wstała, wyciągając do mnie rękę. Chwyciłem ją i wstałem, natychmiast ją obejmując.
Jak ona zareagowała? Byłem święcie przekonany o tym, że się odsunie, a Ona? Po prostu się do mnie przytuliła. Głaskałem ją delikatnie po plecach, tuląc do siebie. Po jakimś czasie odsunęła się i spojrzała na mnie.
- Wracamy? - powtórzyła moje pytanie, chowając dłonie do kieszeni.
Kiedy tak szliśmy, zauważyłem, że jest jej zimno. Trzęsła się jak liść na wietrze. Niewiele myśląc, zdjąłem bluzę i położyłam ją na jej ramionach.
- Zmarzniesz?
- O mnie się nie martw, Piękna. Tłuszcz grzeje. - zaśmiałem się.
- Głupek - pokazała mi język i ubrała na siebie moją bluzę.
Wchodząc do hotelu, uświadomiłem sobie, że to może być jeden z niewielu wieczorów, które będę teraz spędzał z Anetą. Poczułem się dziwnie. Wiedziałem oczywiście, że będę ja widywał na hali.
Zaraz! Ale... Ona nie zmieni pracy, prawda? Nie wyprowadzi się do Rzeszowa? Westchnąłem ciężko, wlekąc się za nią.
- Wszystko okej? - zapytała, odwracając się do mnie. Dopiero zorientowałem się, że stoimy pod pokojem Nowakowskiego.
- Tak, tak. Dziękuję za dzisiaj. Było sympatycznie. - no teraz to dowaliłem... ''Sympatycznie'', kurwa.
- Także dziękuję. Już oddaję bluzę.
- Nie, zatrzymaj ją tak długo, jak tylko będziesz chciała. Dobrej nocy. - nachyliłem się i pocałowałem ją w policzek.
- Dobranoc, Nico. - szepnęła i również pocałowała mnie w policzek. Poczekałem aż wejdzie do pokoju i zaraz po tym udałem się do siebie. Powrót zbliżał się wielkimi krokami i chcąc nie chcąc, musiałem zacząć przyzwyczajać się do myśli, że ją straciłem. A może... Jest jakaś szansa?
~ Z punktu widzenia Anety:
Wieczór z Nico przeminął błyskawicznie. Nie ukrywam, ze było bardzo miło i o dziwo, normalnie. Spodziewałam się, że będzie niezręcznie, ale wcale tak nie było.
- Gdzie byłaś? - usłyszałam zaraz po tym, jak weszłam do pokoju.
- Na spacerze z Nico. Zostawiłam Ci wiadomość, wysłałam sms'a. Zero reakcji.
- Zero? To sprawdź, proszę, swój cholerny telefon! Może zamiast szlajać się z tym Argentyńczykiem, zainteresowałabyś się swoim chłopakiem?!
- Słuchaj! Będę chciała, to będę się z nim, jak to ująłeś, szlajała. To jest mój przyjaciel i nie mam zamiaru z niego rezygnować, tylko dlatego, że Tobie się to nie podoba, jasne?
- Nie podoba mi się to. To jego bluza?
- Trudno. Tak. Nico.
- Nie oddałaś mu jej, bo...?
- Bo tego nie chciał! Dlaczego Ty się tak czepiasz?
- Jak powiedziałem wcześniej: nie podoba mi się to.
- Och, skończ już! - zdjęłam bluzę, położyłam ją na krześle, a sama poszłam się przebrać.
Po jakimś czasie wróciłam. Piotrek leżał już w łóżku, a ja ostrożnie wślizgnęłam się pod kołdrę.
- Gniewasz się? - szepnął.
- Nie, w ogóle. - mam nadzieję, że wyczuł ten sarkazm. Klaudia mnie tego nauczyła.
- Czyli jesteś... Przepraszam.
- Za co? - odwróciłam się do niego i spojrzałam w oczy.
- Za to, że tak naskoczyłem. Nie powinienem. Nie mogę. Uriarte, to Twój przyjaciel.
- Brawo, bystrzaku! Szkoda, że tak późno do tego doszedłeś...
- Problemy z dochodzeniem... Rozumiesz, już nie te latka. - puścił mi oko.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Czy on zawsze musi mnie rozśmieszać? Nawet kiedy jestem zła? No tak. To jest własnie sposób, żeby ta złość minęła. Przysunęłam się do niego i musnęłam kącik jego ust.
- Nie gniewasz się?
- Nie. Tylko nigdy więcej tak się nie zachowuj, dobrze?
- Tak, dobrze. - ujął moją twarz w dłonie i złożył na ustach czuły pocałunek. - I co ja mam z Tobą zrobić?
- Dziś? Na co tylko masz ochotę. - szepnęłam.
- Och, coś już mi po głowie chodzi - uśmiechnął się do mnie szelmowsko, a następnie jego usta odnalazły moje. W tym samym momencie, zapomnieliśmy o całym bożym świecie...
czwartek, 20 lutego 2014
Rozdział dwudziesty pierwszy.
~ Z punktu widzenia Nico:
Obudziłem się po 10. Ja pieprzę, moja głowa.... Po co dałem im się wczoraj namówić na te wszystkie drinki? Przede mną cały dzień męczarni. Postanowiłem wziąć chłodny prysznic. Stałem pod strumieniem wody przez dobry 30 minut. W głowie miałem tylko jedną rzecz. A właściwie osobę - Anetę. Miała wczoraj do nas dołączyć. Nie przyszła. Pół wieczoru przetańczyła z Nowakowskim, z nim też ją zostawiliśmy. Proste jak dwa dodać dwa. Skrzywiłem się na samą myśl o nich, razem. "Przyjaźń, co, Uriarte? Myślałeś, że będzie tak kolorowo?" zapytałem sam siebie, zastanawiając się jak długo dam radę robić dobrą minę do złej gry.
Poszedłem na dół po kawę, licząc, że może spotkam kogoś z naszej paczki, ale jak widać wszyscy leżeli na wpół żywi w swoich pokojach. Wróciłem więc do pokoju i postanowiłem po prostu poleżeć, nie myśląc o niczym. Ha, to wcale nie takie łatwe... Po jakimś czasie odpłynąłem, obudził mnie jednak telefon. Spojrzałem na wyświetlacz - Damien.
- No siema, żyjecie? - zapytałem, śmiejąc się, szczerze zadowolony, że może nie będę musiał już siedzieć sam.
- Ekhm, można tak powiedzieć - odpowiedział. - Słuchaj, Wiktoria zabiera Anetę do spa i zastanawiałem się czy nie masz może ochoty wyskoczyć na basen?
- Bardzo chętnie, może to nas trochę odświeży. A co z Jankiem? - zapytałem.
- Ani on ani Klaudia nie odbierają telefonów - odpowiedział Damien niskim, skacowanym głosem.
- Hahaha, nie dziwię się. No to co, za 15 minut koło wyjścia?
- Jasne, do zobaczenia - rozłączył się, a ja poczułem ulgę. Zdecydowanie wolę basen z Damienem, niż samotne rozmyślania na hotelowym łóżku.
~ Z punktu widzenia Anety:
- Spa? Ty się w ogóle czujesz na siłach? - zapytałam zdziwiona nagłą propozycją Wiktorii.
- Tak. Masaż, maseczka, manicure. Odświeżymy się, zrelaksujemy. No i muszę Ci coś powiedzieć. Proszę, chodź ze mną - przekonywała.
- Okej, mogę być gotowa za 30 minut, pasuje? - zapytałam, przytrzymując telefon ramieniem.
- Oczywiście! Paaa - odpowiedziała rozweselonym głosem. Co ona taka ożywiona?
- Co jest, Piękna? - spytał Piotrek. Odwróciłam się i spojrzałam na niego.
- Spa z Wiktorią. Nie będziesz miał mi za złe, jeśli porzucę Cię na jakiś czas?
- Hmmm, myślę, że mogę to jakoś przełknąć, tylko wróć do mnie. Baw się dobrze - pocałował mnie delikatnie.
Wzięłam prysznic i po 25 minutach czekałam już na Wikę. Zeszła na dół w szortach, czarnym t-shircie i trampkach. Standardowo wyluzowana, nieogarniętę włosy, podtrzymywane przez okulary słoneczne. A jednak coś w jej spojrzeniu nie dawało mi spokoju. Czyżby ona była... spięta?
- Cześć, Kicia! - rzuciła na powitanie.
- No hej, hej. Co najpierw, masaż? - zapytałam.
- A może najpierw kawa? - odpowiedziała z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Udałyśmy się do baru, gdzie zamówiłyśmy dwie duże latte z syropem waniliowym.
- No więc, o czym chciałaś ze mną porozmawiać? - spytałam w końcu zniecierpliwiona oczekiwaniem.
- Uwaga, nadeszła wielka chwila - powiedziała. - Matko, jak mi się trzęsą ręce, patrz...
- KONTYNUUJ proszę!
- Okej, dobra, nie krzycz na mnie. No więc. Cóż. Ja wiem, zawsze mówiłam, że po co komu ślub, srele morele. Ale jak się okazało, tamta kolacja z Damienem nie była bezcelowa - powiedziała wyjmując z kieszonki koszuli pudełeczko, z którego wyjęła z kolei piękny pierścionek i wsunąwszy go na palec, pomachała mi przed oczami. Szczęka opadła mi ze zdziwienia.
- Czy to to o czym myślę?
- Mhm, tak jest - uśmiechnęła się szeroko.
- Aaaaaa! - pisknęłam, po czym wstałam i rzuciłam jej się na szyję.
- Ała, dusisz mnie wariatko! - śmiała się.
- Kochanie, nawet nie wiesz jak się cieszę! - powiedziłam, siadając na swoim miejscu.
- A ja? Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie!
- Czemu nie powiedziałaś wcześniej!?
- Och no wiesz, wczoraj ta impreza i jakoś nie było okazji...
- Dobra, dobra.
- Czemu nie powiedziałaś wcześniej!?
- Och no wiesz, wczoraj ta impreza i jakoś nie było okazji...
- Dobra, dobra.
Kiedy dokończyłyśmy kawę i pełną ekscytacji rozmowę, udałyśmy się do spa. Po około 3 godzinach opuściłyśmy je, czując się wspaniale. Tak, to był zdecydowanie dobry pomysł Po drodze spotkałyśmy Klaudię i Janka. Na jej widok wybuchnęłam śmiechem:
- No cześć, Kochanie! Czy ty się pokłóciłaś z grzebieniem?
- Daj mi spokój. A to wszystko jej wina - wskazała na Wiktorię. - Jej i jej tequili.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- No to nieźle wczoraj zabalowaliście - powiedziałam.
- Mogłaś do nas dołączyć - powiedział Janek. No tak, to on rozmawiał ze mną, kiedy siedziałam z Piotrkiem. Klaudia spojrzała na mnie.
- Mniejsza o to, wszyscy się dobrze bawiliśmy - rzuciła szybko Wiktoria. - A teraz pardon, mam zamiar udać się do mojego narzeczonego.
- Czekaj, czekaj. Co powiecie na wspólną kolację? Ostatnio jadaliśmy osobno, a przecież przyjechaliśmy całą ekipą - zaproponował Janek.
- Jestem za!
- Oki doki.
- Jak najbardziej! - odpowiedziałyśmy wszystkie po kolei. Po kilku minutach rozmowy rozeszliśmy się do swoich pokoi. Po drodze myślałam o zaplanowanej kolacji. Cóż, będę musiała porzucić Piotrka na trochę dłużej, nie mogę zabrać go ze sobą...
Około 19 spotkaliśmy się w restauracji. Dziewczyny w lekkich sukienkach, panowie koszule na krótki rękaw, ewentualnie koszulki i jeansy. Bez przesady z elegancją, kolacja we własnym gronie, chillout.
Około 19 spotkaliśmy się w restauracji. Dziewczyny w lekkich sukienkach, panowie koszule na krótki rękaw, ewentualnie koszulki i jeansy. Bez przesady z elegancją, kolacja we własnym gronie, chillout.
Wieczór definitywnie należał do udanych. Rozmawialiśmy o pierdołach i żartowaliśmy z siebie nawzajem, zapominając o spięciach i nieporozumieniach. Wszyscy albo gratulowali świeżo zaręczonej parze, albo głaskali Justynę po małym brzuszku.
Po kolacji postanowiliśmy przejść się po plaży. Szliśmy w milczeniu, na przodzie Justyna z Kubą, za nimi ja z Klaudią i Jankiem, na końcu ciągnęli się Wiktoria, Damien i Nico, który raczej unikał mojego spojrzenia, jednak starałam się nie zaprzątać sobie tym głowy. Zostało nam zaledwie kilka dni urlopu, potem czeka nas powrót do szarej rzeczywistości, trzeba więc ten czas wykorzystać jak najlepiej.
Kiedy dotarliśmy do hotelu, Klaudia zwróciła się do mnie:
- Aneta, masz już pokój? - w tym samym momencie na schodach pojawił się Piotrek, szeroko uśmiechając się na mój widok. Odpowiedziałam tym samym, nie myśląc o tym co pomyślą sobie moi przyjaciele.
- Nie. Myślę, że nie ma takiej potrzeby. Dobranoc Wam wszystkim - powiedziałam po czym poszłam w stronę wysokiego blondyna, podałam mu dłoń i razem udaliśmy się do jego pokoju, naszego pokoju.
A reszta bandy? Jak mnie kochają to się z tym pogodzą, a co!
wtorek, 18 lutego 2014
Rozdział dwudziesty.
~ Z punktu widzenia Anety:
Stanęłam pod drzwiami pokoju Klaudii i Janka. Czekała mnie jeszcze jedna rozmowa, a bałam się jej wcale nie mniej niż tej poprzedniej. Podniosłam dłoń i już miałam zapukać kiedy otworzyły się drzwi, a moim oczom ukazał się wysoki blondyn.
- Ooo, cześć Aneta!
- Hej, hej, jest tam Twoja ukochana? - zapytałam niepewnie.
- Jasne, wchodź. Lecę z Kubą na bilard więc macie czas na rozmowę - uśmiechnął się pokrzepiająco, minął mnie i poszedł do windy.
Weszłam do pustego pokoju, usłyszałam jednak szum prysznica, więc postanowiłam usiąść na łóżku i poczekać aż Klaudia opuści łazienkę. Po chwili drzwi otworzyły się, a ona wyszła, wycierając włosy ręcznikiem. Podniosła wzrok i zmarszczyła brwi na mój widok.
- No wreszcie - rzuciła.
- Tak, cześć, też się cieszę, że Cię widzę - odpowiedziałam z przekąsem.
- Dobra, cieszę się, że przyszłaś. W końcu mogę Ci wygarnąć.
- Nie. Daj mi powiedzieć coś na swoją... Daj mi to wyjaśnić, okej? - powiedziałam.
- Masz minutę, potem zamierzam Cię ochrzanić - usiadła naprzeciw mnie.
- Klaudia, ja wiem, że jesteś na mnie zła. Wiem, że wszyscy jesteście. Nico jest dla mnie cholernie ważny, ale nie mogę zmienić tego, co czuję w tej chwili do Piotrka, nawet jeśli chciałabym. Z Nico zdecydowaliśmy, że zostaniemy przyjaciółmi i mam nadzieję, że to zadziała. Nie liczę, że polubisz Piotrka. Nie musisz go nawet akceptować, nie musimy o nim rozmawiać, nie musisz go widywać, ale błagam Cię, rozmawiaj ze mną. Nie możesz się na mnie gniewać za wybory jakich dokonuję. Proszę. Jesteś dla mnie bardzo ważna, wiesz o tym... - spojrzałam na nią błagalnie. Westchnęła.
- Czy Ty nie pamiętasz co Nowakowski Ci zrobił? - zapytała cicho.
- Pamiętam, ale liczę, wierzę w to, że tym razem będzie inaczej.
- A w ogóle to jakie 'będziemy przyjaciółmi'? On Cię kocha, Aneta! To tak jakbyś mu powiedziała 'twój pies zdechł, ale jak chcesz to możesz go sobie zatrzymać' zdajesz sobie z tego sprawę, prawda?! - Klaudia była już wyraźnie zirytowana.
- Rozumiem, ale to była obopólna decyzja.
- Jak uważacie - odpowiedziała.
- Czyli co...? Wybaczasz miiii? - spojrzałam na nią oczami smutnego kociaka.
- Pod jednym warunkiem! - machnęła mi palcem przed oczami.
- Już się boję, ale słucham, jaki to warunek? - zapytałam.
- Jest piątek, jesteśmy w Meksyku. Idziemy na imprezę, nie ma żadnego uciekania. Pijemy i tańczymy całą noc - powiedziała szatynka.
- Ku mojemu i Twojemu zdziwieniu, tym razem powiem, że nie mam nic przeciwko - oho, aż otworzyła szerzej oczy. - No nie patrz tak, potrzebuję się oderwać na chwilę.
Około 21 spotkaliśmy się wszyscy w holu. Ja i Nico czuliśmy się trochę skrępowani, widziałam po jego minie, ale po chwili i nas ogarnął imprezowy nastrój. Poszliśmy do klubu niedaleko hotelu.
- Ooo, ilu tu turystów. Widzę bardzo, bardzo atrakcyjnych Niemców - Wiktoria szturchnęła Klaudię i po chwili już obie patrzyły w ich stronę. Damien i Janek momentalnie zaciągnęli je na parkiet, pozbawiając tym samym możliwości dalszej obserwacji. W drzwiach zauważyłam Justynę i Kubę.
- Przyszliśmy tylko na chwilę, sama rozumiesz - powiedziała Justyna i pogłaskała się brzuszku. Kuba zaczął rozmawiać z Nico.
- Jak tam sytuacja z resztą ekipy? - zapytała.
- W porządku, całe szczęście - odpowiedziałam uśmiechając się.
Justyna i Kuba wyszli po jakiejś godzinie, podczas gdy my siedzieliśmy w naszej loży, sącząc kolejne drinki. Wszystkim dopisywał już humor. W pewnym momencie z głośników poleciało 'Rain over me' - totalna tandeta, ale nie wiedzieć czemu uważałyśmy to z Wiką za 'naszą piosenkę' i ruszyłyśmy na parkiet, ciągnąc ze sobą Klaudię. Tańczyłyśmy w najlepsze, kiedy poczułam, że ktoś łapie mnie za biodra. Odwróciłam się szybko zaskoczona. Piotrek. No tak, a kto miałby to być? Około 24 usiedliśmy przy barze i zaczęliśmy rozmawiać, jednak po chwili stanął koło mnie Janek. Z niechęcią spojrzał na Piotrka, po czym zwrócił się do mnie:
- Laska, my się zwijamy. Będziemy w pokoju Wiktorii i Damiena, mamy ochotę na jeszcze kilka drinków. Gdybyś chciała do nas dołączyć to numer 2069.
- Okej, przyjdę...chyba.. - powiedziałam i spojrzałam na Piotrka. Janek oddalił się w stronę wyjścia.
- Gdzie nocujesz? Załatwiłaś sobie osobny pokój? - zapytał, przyglądając mi się.
- O kurcze, nie pomyślałam o tym ... - dotarło do mnie, że nie mam się gdzie podziać, a przecież nie będę spać z Nico.
- Nie narzucam się, ale uważam, że byłoby miło gdybyś zechciała zostać u mnie na noc - powiedział, po czym przejechał palcami po wewnętrznej stronie mojego uda, idealnie wyeksponowanego w jeansowych szortach. Natychmiast przeszył mnie dreszcz, a że alkohol szumiał mi w głowie, nie miałam nawet zamiaru protestować. Poczułam falę pożądania. Wstałam, pociągnęłam go za rękę i niskim głosem powiedziałam:
- Idziemy - w odpowiedzi niebieski oczy aż zabłysnęły.
Po kilku minutach z impetem wpadliśmy do pokoju. Alkohol potęgował wszystkie towarzyszące mi w tamtej chwili doznania. Zarzuciłam Piotrkowi ręce na szyję, a on wpił się swoimi ustami w moje i pchnął mnie na ścianę, aż delikatnie jęknęłam. Rozpiął moją koszulę, pozwalając jej upaść na podłogę, a pocałunkami zjechał na szyję. Wplotłam palce w jego włosy i delikatnie pociągnęłam, mrucząc. W odpowiedzi ugryzł mnie, a ja zachichotałam. Po chwili jego dłonie przesunęły się w górę z moich pośladków, rozpinając stanik, który podzielił los koszuli lądując na podłodze. Nie wiem kiedy sam pozbył się koszulki, ale kiedy otworzyłam przymknięte dotąd oczy spostrzegłam jego wyrzeźbiony brzuch i przejechałam po nim paznokciami. Zjechałam niżej, ciągnąc desperacko za jego pasek. Podczas gdy on zdejmował swoje spodnie, ja szybko pozbyłam się szortów.
- Jesteś taka piękna - powiedział zmysłowo, kontynuując pocałunki, zjeżdzając coraz niżej i niżej w dół mojego brzucha. O matulu. Tak, proszę. Poczułam jego usta na sobie i zatraciłam się w tym doznaniu.
Kiedy po chwili wyprostował się, spojrzał mi w oczy i naparł na mnie wypełniając sobą i całując znowu w usta. Podniosłam nogi i oplotłam jego biodra. Piotrek przeniósł mnie na łóżko i powoli położył. Przyjrzał mi się, uśmiechnął i zaczął rytmicznie poruszać. Kiedy przesunął dłońmi po moich piersiach, po chwili odsuwając je i drocząc się ze mną w ten sposób, jęknęłam głośno żądając więcej, więc nasilił pieszczoty. Nie przestawał poruszać się we mnie, a ja jęczałam, ruszałam biodrami towarzysząc mu. Uczucie przyjemności zwiększało się, kolejne fale przeszywały moje ciało, podczas gdy ja drapałam Piotrka, całowałam go i gryzłam na przemian. W końcu nastąpiła istna eksplozja, a od powoli opadł na mnie. Przytuliłam go i przejechałam nosem po jego szyi.
- Jesteś niesamowita - powiedział lekko dysząc i położył się obok mnie. Przysunęłam się, kładąc głowę na jego torsie.
- Ty również. Kocham cię.
- Ja ciebie też - zasnęliśmy wtuleni w swoje nagie ciała.
- Jesteś niesamowita - powiedział lekko dysząc i położył się obok mnie. Przysunęłam się, kładąc głowę na jego torsie.
- Ty również. Kocham cię.
- Ja ciebie też - zasnęliśmy wtuleni w swoje nagie ciała.
Obudziłam się o 9. Odwróciłam się na drugi bok, jednak Nowakowskiego tam nie było. Usiadłam na łóżku zdezorientowana. Po chwili chciałam zadzwonić do niego i spytać gdzie się podziewa, ale zauważyłam jego telefon na szafce nocnej. Spojrzałam na rozrzucone na podłodze ubrania i na wspomnienie poprzedniej nocy uśmiechnęłam się sama do siebie. W tym momencie otworzyły się drzwi, a moim oczom ukazał się Piotrek niosący tacę jedzenia.
- Dzień dobry, kochanie. Jak miło widzieć cię szczęśliwą tuż po przebudzeniu. I nagą - mrugnął do mnie, wywołując tym samym rumieniec na mojej twarzy. - Mam nadzieję, że jesteś głodna, bo niosę koktajl truskawkowy, kawę, świeże owoce, serek caprisio i croissanty. Na co tylko masz ochotę.
- Jak ty mnie rozpieszczasz - pocałowałam go lekko, kiedy nachylił się nad łóżkiem. Zjedliśmy razem śniadanie, po czym zapytałam:
- Masz jakieś plany na dzisiaj?
- Mam zamiar zabrać Cię na spacer po plaży, dobry obiad, a potem wrócić tutaj i kontynuować okazywanie Ci uczuć - odpowiedział. - Co o tym myślisz?
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł.
Pogoda tego dnia była wspaniała, lekka bryza igrała z moimi włosami, kiedy szliśmy brzegiem morza, trzymając się za ręce. Opuściły mnie wszelkie zmartwienia. Czułam się beztroska i szczęśliwa idąc plażą z moim ukochanym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)