sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział trzynasty.

~ Z punktu widzenia Anety:

              Wybiły późne godzinny nocne, kiedy dostaliśmy się do hotelu. Dlatego, kiedy tylko nas zakwaterowali, udaliśmy się do swoich pokoi. Byłam tak padnięta, że jedyne, co zrobiłam, to zdjęłam koszulkę i spodenki, i chwilę później spałam jak zabita. Podejrzewam, że Nico też, bo  torby, które ustawił przy szafie, stały nieruszone.  Nie dziwię się wcale...
              Obudziłam się około dziewiątej. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że nasze walizki zostały rozpakowane, materac, który wieźliśmy z Polki, był już nadmuchany. Wstałam z łóżka i rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju. Nico nigdzie nie było. Podeszłam do drzwi balkonowych i znalazłam moją zgubę.
Wyszłam na zewnątrz i przytuliłam się do jego nagich pleców. Wspominałam już, że Nico był w samych kąpielówkach...?
- Dzień dobry, Skarbie - szepnęłam, tuląc się do niego.
- Dzień dobry, Kochanie - położył dłoń na moich. - Dawno nie śpisz?
- Jakieś dziesięć może piętnaście minut. A Ty? I dlaczego mnie nie obudziłeś?
- Ja nie śpię od siódmej, Maleńka. Nie miałam serca Cię budzić, słodko spałaś - odwrócił się do mnie przodem i pocałował w czoło.
- Jesteś kochany - wtuliłam się w niego mocno. - Widzę, że jesteś gotowy, by pójść na basen?
- A pewnie, że jestem, nawet materac już nadmuchałem. Mówię Ci, płuca na agrafce! - zaśmiał się, patrząc na mnie.
- A widziałam właśnie. Dobrze, ale najpierw idziemy na śniadanie, bo umieram z głodu. - musnęłam jego usta i weszłam do pokoju. Wygrzebałam swoje bikini i poszłam się przebrać.
Jakiś czas później szliśmy na śniadanie. Rozglądałam się, będąc pod wrażeniem hotelu, jak i tego, co znajduje się na zewnątrz. Fajne było to, że chcąc się dostać do restauracji, trzeba zjechać na poziom minus jeden, przejść przez hol, w którym ustawione były stoły do bilarda, ping-ponga, wyjść na zewnątrz, skręcić w lewo i było się w restauracji. A przynajmniej w tej części, która była na dworze. Cudo!
              Gdy jedliśmy śniadanie, dosiadła się do nas Justynka z Kubą. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Zazwyczaj nie mogli od siebie rąk oderwać, a teraz? Może byli zmęczeni? Muszę o tym z nią porozmawiać. Najlepiej w drodze na basen, bo kawałek drogi było...
- A wy już po śniadaniu? - zaczął Nico, uśmiechając się szeroko.
- Tak. - uciął szybko Kuba, a nam od razy zrzedły miny.  Okay, to już nie było zabawne...
- Justyna, wszystko dobrze? - szepnęłam do niej, odkładając talerzyk.
Ona tylko spojrzała na Kubę, później na mnie i spuściła wzrok. Już wiedziałam, co trzeba zrobić.
Kopnęłam Nico pod stołem, a ten cicho syknął i spojrzał na mnie zdziwiony. Spojrzałam na niego wymownie i przymrużyłam oczy.
- Ee, Kuba, chodź. Pójdziemy zając leżaki... - obaj panowie wstali i ruszyli w stronę basenu.
- Dobra, młoda. To móc, co się dzieje, co? - zapytałam, opierając się wygodnie na krześle.
- Nic takiego.
- Raczej coś poważnego. Najczęściej nie możecie od siebie rąk oderwać, a dziś, co to było?
- Oj no bo...
- No bo co?
- Chodź, powiem Ci w drodze.
Skinęłam tylko głową, wzięłam torbę na ramię i obie ruszyłyśmy w kierunku basenu.
- Więc?
- Jestem w ciąży.
- Naprawdę? No to cudownie! Dlaczego się nie cieszysz? - objęłam ją ramieniem.
- Jeszcze nie powiedziałam Kubie...
- Przecież on chciał tego dziecka... Chyba się nie boisz?
- Trochę... Dobrze, że studia skończyliśmy...
- No to masz mu powiedzieć, jasne? - spojrzałam.
- Ale...
- Nie ma żadnego ''ale''. Mówisz i już.
- Dobrze. - szepnęła.
- A swoją drogą, to baaardzo się cieszę i gratuluję! - przytuliłam ją do siebie.
- Dziękuję - przytuliła się do mnie.
Chwilę później leżałyśmy już na leżakach i opalałyśmy się. Nasi panowie pływali sobie w basenie i jeszcze wtedy nie myślałam, że coś knują.  Za to, co zrobili... Och!
W pewnym momencie na mnie i Justynę chlusnęła woda. Nie wyobrażacie sobie, jak my się darłyśmy. Swoją drogą, bardzo mądrze, Panowie! Na rozgrzane ciała... Ech.
- Nico, nie żyjesz! - wstałam z leżaka i spojrzałam na niego,  kładąc ręce na biodrach.
- Kocham Cię! - pocałował mnie i chwilę później wskoczył do basenu.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na Justynę, która wpatrywała się w Kubę.
- Ekhem, Justyna, to do dzieła, a ja idę się rozliczyć z Panem Uriarte. - puściłam jej oczko i wskoczyłam do basenu ''na główkę''.
- Nie wiedziałem, że umiesz tak skakać... - podpłynął do mnie Argentyńczyk, gdy tylko się wynurzyłam.
- Jeszcze mało rzeczy o mnie wiesz, Skarbie... - objęłam go za szyję i oplotłam nogami w pasie.
- Co nie zmienia faktu, że serce mi stanęło, jak zobaczyłem, co wyrabiasz. Nie rób tak, więcej dobrze?
- Serce mówisz? - poruszyłam zabawnie brwiami. - Kochanie, tato mnie odpowiednio wyszkolił, więc bądź spokojny. Swoją drogą, jest tu tak głęboko, że nawet nie dotknęłam dna rękami.
- Tak, serce, Skarbie! - zaśmiał się. - Naprawdę? No nie wierzę, że nawet nie dotykasz dna palcami tutaj. Spróbujemy? - wyszczerzył się do mnie.
- Nawet nie próbuj! - objęłam go jeszcze mocniej. -  Nie wybaczyłabym Ci tego.
- Uuu, to nawet się do tego nie przymierzam. Kocham Cię, wspominałem? - szepnął, wtulając mnie w siebie.
- Coś mi się tam o uszy obiło... Ja Ciebie też kocham - szepnęłam.
W tym momencie usłyszeliśmy pisk Justyny. Oboje spojrzeliśmy w jej stronę i zobaczyliśmy, jak Kuba kręci kółka z Justyną na rękach. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Czyli mu powiedziała... No czego się miała bać? - powiedziałam do siebie.
- Powiedziała mu o czym? - spytał zdziwiony Nico.
- Że zostaną rodzicami. - uśmiechnęłam się, spoglądając na mojego chłopaka.
- Serio? Oo, to jutro pijemy z Jakubem! - zaśmiał się.
- No, no, no... Tylko, żebyście nie przesadzili.
- My? No kochanie... - zaśmiał się, a chwilę później musnął moje usta.
- Już ja Was znam. - zaśmiałam się i mocniej wtuliłam. - Czyli, impreza w klubie? Cudownie, nie pasuję tam.
- Oszalałaś? Znowu zaczynasz?
- Tak. Za dużo ludzi... Zdecydowanie. Zostanę w pokoju.
- O nie, nie, moja droga! Idziesz ze mną i świętujemy razem z przyszłymi rodzicami.
- Ale no...
Zdanie przerwał mi pocalunek Nico. Odwzajemniłam go czule, wplatając palce w jego włosy.
- Niezmiernie mi miło, że się ze mną zgadzasz! - poruszył zabawnie brwiami i wybuchnął śmiechem.
- Nienawidzę Cię, Uriarte... Swoją drogą, nie widziałeś dziś Klaudii, Wiktorii, Janka i Damiena?
- Widziałem. Poszli na plaże. Rąk od siebie nie odklejają. To oburzające! - nie przestawał się śmiać.
- Odezwał się. - pokazałam mu język.
- Nie mów, że tego nie lubisz... - mruknął i dłońmi zjechał na moje pośladki.
- Nicolas! - zaśmiałam się. - Jesteśmy w miejscu publicznym.
- Zawsze jakaś adrenalina...
- Nienawidzę Cię, wspominałam?
- Owszem. - pocałował mnie czule.
- I tego się trzymajmy. -odwzajemniłam jego pocałunek, mocno go obejmując.
Resztę dnia spędziliśmy całą paczką nad basenem, wygłupiając się i grając w waterpolo. Dziewczyny kontra chłopaki? No cóż... Tak mi przykro, że Panowie przegrali i w ramach tego, musieli przynieść nam pizze.
             Kolejny dzień, a właściwie noc, nie do końca była dla mnie ciekawa. Impreza w klubie = wiele ludzi, OBCYCH LUDZI, pijani, namolni faceci, laski startujące do naszych chłopaków... Nie. To nie dla mnie. Obrałam plan, że zatańczę dwa razy z Nico, raz z Kubą i resztę imprezy przesiedzę w boksie, obserwując imprezowiczów i sącząc drink za drinkiem. Zapowiadała się długa i nudna, przynajmniej dla mnie, noc. Musiałam przeżyć dzień i powiedzieć o moich zamiarach Nico. Ten oczywiście przekonywał mnie, żebym bawiła się ze wszystkimi, ale ja nadal twierdziłam, że to nie dla mnie, i że wolę posiedzieć boksie. Tylko jeszcze wtedy nie wiedziałam, że siedzenie w boksie stworzy mi tyle kłopotu.



poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział dwunasty.

~ Z punktu widzenia Nico:
 


              Obudziłem się około dziewiątej. Aneta jeszcze spała, wtulona w mój tors. Wyglądała pięknie i tak spokojnie. Zapowiadał się jeszcze lepszy dzień niż dnia poprzedniego.
             Wczoraj obroniliśmy tytuł Mistrza Polski. Nie mogłem przestać się uśmiechać. Jak na razie, był to najlepszy dzień w moim życiu. Później spędziłem z Anetą cudowny wieczór i noc. Jest najwspanialszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Wiedziałem już, że to ta jedyna, której potrzebuję i pragnę. I byłem gotów oddać wszystko, żeby tylko spędziła ze mną resztę swojego życia. I nic nie mogło stanąć na drodze do naszego szczęścia. ''Ty nie widzisz, co Nowakowski chce osiągnąć? Właśnie on będzie robił wszystko, żebyście się rozstali!'' - syczała moja podświadomość. Cholerny Piotrek, nagle sobie o niej przypomniał.  I teraz, kiedy jest naprawdę szczęśliwa, musi się wtrącać. Skrzywiłem się, jednocześnie mocniej obejmując Anetę. Schowałem nos w jej włosy i przymknąłem oczy. Nie wyobrażałem sobie tego, że mógłbym ją stracić. I co gorsza, bałem się, że Nowakowski mi ją odbierze. Nie mogę mu na to pozwolić. Nie jemu... Nikomu! Odetchnąłem głębiej i musnąłem ustami jej głowę. W tej samej chwili Aneta się obudziła.
- Długo już nie śpisz? - wyszeptała zaspana, tuląc się do mnie.
- Jakieś dwadzieścia minut. Tak słodko spałaś, że nie miałem serca Cię obudzić. Jak się czujesz?
- Czuję się bardzo dobrze, dziękuję. Może trochę zmęczona i obolała - uśmiechnęła się i mocniej we mnie wtuliła.
- Ale nie żałujesz tego? - spojrzałam na nią, głaszcząc ją po plecach.
- Nie. Nie żałuję. A Ty?
- Bynajmniej. - pocałowałem ją delikatnie i wciągnąłem ją na siebie.
- Co Ty wyprawiasz?
- Przytulam do siebie moją dziewczynę. Masz coś przeciwko...?
- Ależ nie - uśmiechnęła się do mnie i pocałowała czule. Odwzajemniłem to, gładząc ją delikatnie po policzku.
- Nie jesteś głodna? - głaskałem ją po pleckach.
- Jestem... Ale nie chciałam nic mówić...
- Ale po tyłku dostaniesz. Już idę i zrobię śniadanko.
- O nie. Ja dziś robię śniadanie. Przyzwyczaj się, skoro mam z Tobą mieszkać - uśmiechnęła się do mnie, cmoknęła w nos i wstała. Ubrała na siebie moją koszulę i wtedy mnie zamurowało. Wyglądała... Seksownie. Cholernie seksownie. Podparłem się na łokciu i wpatrywałem, jak zapinała po kolei każdy guzik w koszuli.
W pewnym momencie podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się delikatnie.
- Podobam Ci się?

- Oczywiście, ze tak. Jak zawsze - uśmiechnąłem się do niej. Ona podeszła do mnie i musnęła moje usta. 
Jakiś czas później siedzieliśmy razem w kuchni i jedliśmy śniadanie. Uwielbiam, kiedy Aneta gotuje. Wychodzi jej to niesamowicie dobrze. Jak tak dalej pójdzie, to się z nią ożenię!
            Wieczorem tego samego dnia, poszliśmy na imprezę do Karola. Nie mogłem napatrzeć się na Anetę. Cały czas się uśmiechała i widać było, że jest szczęśliwa. A może mi się tylko tak wydawało? Nie! Na pewno tak jest, jestem co do tego przekonany w stu procentach!
            Świętowaliśmy nasze zwycięstwo z całą ekipą. Nie wyobrażałem sobie tego, że mogłoby kogoś dzisiaj zabraknąć. Zwłaszcza, że musieliśmy obgadać nasz wyjazd do Meksyku. Już nie mogłem się doczekać tego. W końcu mogłem trochę odpocząć. 

            Kiedy tańczyłem z Anetą, postanowiłem dyskretnie ją podpytać, czy myślała już o nas trochę bardziej poważnie...
- Kochanie? Cieszysz się, że za tydzień lecimy?
- Bardzo. Zawsze marzyłam o takim wyjeździe. A do tego lecę tam z chłopakiem i przyjaciółmi, cudownie!

- wtuliła się mocniej we mnie.
- Też mi się podoba ta wizja. A co byś powiedziała, gdybyś miała mnie już na zawsze?
- Sugerujesz coś? - szepnęła mi, patrząc w moje oczy.
- Całkiem możliwe... Ale nie teraz, nie w tej chwili. - pocałowałem ją delikatnie.
- Chcę Cię na reszte moje życia, Nico - szepnęła i mocniej się we mnie wtuliła. Podniosłem ją i pocałowałam namiętnie, obejmując z całej siły. Właśnie wstępnie zgodziła się na moje oświadczyny. Teraz tylko muszę działać. ŚWIĘTA! Tak, wtedy się jej oświadczę. Ale teraz przed nami wakacje. To będą najlepsze wakacje w moim życiu...


~ Tydzień później....


~ Z punktu widzenia Anety:


           Nico biegał po lotnisku, jak szalony. Mi za to kazał siedzieć z dziewczynami i cierpliwie czekać.
Nie mogłam tam siedzieć dłużej. Nico stał przy jakimś okienku i rozmawiał z jakąś kobietą. Chociaż ''rozmowa'' to zbyt miękko powiedziane.
- Ale jak to nie ma rezerwacji?! Proszę nie robić ze mnie idioty! Dzwoniłem przedwczoraj i wszystko się zgadzało! - syczał do kobiety Uriarte.
Podeszłam do niego i mocno przytuliłam się do jego pleców.  I poczułam, że w tym momencie trochę się rozluźnił.
- Proszę sprawdzić jeszcze raz... Nicolas Uriarte. - położył dłoń na moich i delikatnie je zaczął gładzić.
- Nicolas Uriarte... Przez ''k'', czy ''c''? - zapytała tamta kobieta, a ja odruchowo mocniej objęłam Argentyńczyka.
- Przez ''c''... - syknął przez zaciśnięte zęby.
Stanęłam na palcach i delikatnie musnęłam jego kark.  Nico mocniej ścisnął moje dłonie.
- Jest rezerwacja. Pan Nicolas Urairte. Przepraszam za wszelkie niedogodności...
- Super. Dziękuję za wyjaśnienie. -  odsunął mnie od siebie i ruszył do reszty. Spojrzałam na niego zaskoczona, jednak po chwili spuściłam głowę.
Nico w tym czasie usiadł koło dziewczyn i zaczął im wszystko opowiadać.
- Nico... Nie to, żeby coś... Ale nie zapomniałeś czegoś, a raczej kogoś spod tego okienka? - Klaudia szturchnęła go łokciem i skazała głową na mnie.
- Matko, Aneta! - zerwał się na równe nogi i podszedł do mnie, natychmiast obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie. - Przepraszam, kochanie. Ale byłem wściekły...
- Rozumiem.
- Nie gniewaj się na mnie... Anetka, kochanie. - szepnął mi do ucha, delikatnie je przygryzając.
- Nico...
- To się więcej nie powtórzy. Nie opuszczę Cię na krok!
- Wariat mój - objęłam jego szyję i mocno sie przytuliłam.
- A Twój! - ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie czule. Odwzajemniłam natychmiast jego pocałunek i mocniej się w niego wtuliłam.
- Poczekaj aż będziemy w Meksyku - szepnęłam.
- Obiecujesz?
- Owszem. - musnęłam jego policzek. - A teraz chodźmy, bo wywołują nasz lot.
- Wreszcie! - wziął mnie za rękę i ruszyliśmy do odprawy.
           W samolocie siedzieliśmy zaraz przy skrzydle.  Trzymałam mocno dłoń Nico i za nic w świecie nie miałam zamiaru jej puścić. No co? Boję się.
Uriatre spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął, a później pocałował mnie w głowę.
- Boisz się?
- Bardzo... A Ty nie?
- Przyzwyczaiłem się - wzruszył ramionami. - Pamiętaj, masz tu mnie, nic Ci nie grozi - uśmiechnął się triumfalnie.
- Mój bohater! - zaśmiałam się cichutko i mocno wtuliłam w jego ramię.
         Kilka minut później samolot ruszył, a następnie zaczęła się nasza podróż do Meksyku. Około dziewięciu godzin spędzonych w samolocie. No, z przesiadką, ale jednak. Nie pozostało mi nic innego, jak wtulić się w mojego chłopaka i zasnąć. I spać aż do przesiadki, a później aż do Meksyku .