~ Z punktu widzenia Wiktorii:
Kiedy szliśmy z Damienem na kolację, w głowie cały czas miałam Anetę. Mam tylko nadzieję, że pójdzie do tego Nico i wszystko z nim wyjaśni...
Wchodząc do restauracji, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Tylko i wyłącznie jeden stolik, na środku restauracji, przepięknie przystrojony, w sam raz na kolację we dwoje, kilka bukietów czerwonych róż i delikatne światło, który tylko potęgowało nastrój tego miejsca.
- Damien... Kiedy Ty do zdążyłeś...?
- Powiedzmy, że kilkoro ludzi mi pomogło - puścił mi oko. - Usiądźmy. - podeszliśmy do stolika i zajęliśmy miejsca.
- Pozwoliłem sobie złożyć zamówienie. Pieczony łosoś. - uśmiechnął się do mnie, ukazując szereg białych zębów.
- Wiesz, jak zaimponować dziewczynie - uśmiechnęłam się do niego.
- Cóż... Wszystko, co najlepsze dla mojej wybranki - puścił mi oko. - Przepięknie wyglądasz.
Czułam, jak moje policzki robiły się różowe. Och, dlaczego ten facet tak na mnie działa? A, tak. Włosy w nieładzie, czekoladowe oczy, umięśnione ciało, trzydniowy zarost... I jest mój.
Jedząc kolację, zastanawiałam się, jaki jest konkretny cel, dla którego Damien mnie tu przyprowadził. Nie było dziś naszej rocznicy, nie miałam urodzin, ani imienin... Dziwne. Nawet bardzo. Ale mój chłopak własnie taki był. Lubił mnie zaskakiwać na każdym kroku. To chyba jedna z wiele rzeczy, dzięki którym się w nim zakochałam.
Po skończonej kolacji, siedzieliśmy i rozmawialiśmy, popijając moje ulubione, półsłodkie wino - Merlot. Coraz bardziej podobał mi się dzisiejszy wieczór. Moje ulubione danie, ulubione wino i kwiaty. Idealnie!
- Zdradzisz mi, o czym tak myślisz, Kochanie? - szepnął chłopak, chwytając moją dłoń, która leżała na stole.
- Hmm... O tym wieczorze. Jest idealnie - uśmiechnęłam się.
- Starałem się, jak tylko mogłem. Ale to jeszcze nie koniec.
- Przygotowałeś coś jeszcze? - spytałam zbyt wysokim głosem.
- Tak... Mam tylko nadzieję, że nie ośmieszę się... - powiedział, wstając z krzesła i zapinając marynarkę.
Spojrzałam na niego, gdy stanął tuż obok mnie. Odruchowo wstałam z krzesła, niepewnie patrząc w jego oczy.
- Wiktorio... Już tyle lat jesteśmy razem. Mam tylko nadzieję, że ten czas, który spędziliśmy razem, był tak samo cudowny dla Ciebie, jak i dla mnie. Chciałbym, aby nasze wspólne chwile nadal trwały, abyśmy dzielili ze sobą każdą możliwą chwilę. Chcę dzielić z Tobą Twoje smutki i radości. Pomagać w realizacji Twoich wszelkich marzeń. Kocham Cię. Dlatego... - klęknął przede mną na jedno kolano, wyciągając z kieszeni pudełeczko, a następnie je otworzył. - ... Chcę spędzić z Tobą resztę mojego życia. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Zaniemówiłam. Czułam, jak po moich policzkach spływają pojedyncze łzy. Uśmiechnęłam się do niego szeroko po chwili.
- Kocham Cię. Tak, zostanę Twoją żoną.
Ujął delikatnie moją drżącą dłoń i wsunął na nią pierścionek. Następnie wstał i mocno mnie do siebie przytulił.
- Uczyniłaś mnie najszczęśliwszym mężczyzną na Ziemi. - szepnął mi do ucha, a następnie delikatnie je pocałował.
- Nie masz pojęcia, jak czuję się teraz ja. - odszepnęłam.
Spacerkiem wróciliśmy do naszego pokoju. Co chwilę spoglądałam na mój pierścionek - prosty, srebrny pierścionek z diamentem. Idealny.
Damien podszedł do mnie, gdy zdejmowałam naszyjnik. Objął i delikatnie przyciągnął do siebie.
- Jesteś cudowna, wiesz o tym, prawda?
- Chyba mi o tym wspominałeś... Wiele razy - uśmiechnęłam się.
- Ale bez tej cudownej sukni... Będziesz wyglądać jeszcze piękniej. - delikatnie zaczął rozpinać moją suknie.
Gdy po chwili opadała swobodnie na ziemie, Damien podał mi rękę, bym z niej wyszła. Tak też uczyniłam.
- Miałem rację, jest... nieziemsko. - szepnął mi do ucha, a wzdłuż mojego kręgosłupa przebiegł przyjemny dreszcz.
- Jak zwykle przesadzasz.
- Maleńka, już ja wiem, co mówię. - szelmowsko się do mnie uśmiechnął, przyciągnął mnie do siebie stanowczo i wpił w moje usta.
Odwzajemniałam jego każdy pocałunek. Zsunęłam rozpiętą już koszulkę z jego ramion, a następnie przejechałam dłońmi do jego paska od spodni. Po chwili i one znalazły miejsce na koszuli.
Wziął mnie na ręce, a ja oplotłam nogami jego biodra. Usta Damiena, dotknęły mojej szyi, na co ja odpowiedziałam jęknięciem.
Położył mnie delikatnie na łóżku, nakrywając sobą, ręce natomiast, kładąc po obu stronach mojej głowy.
Nawet jakbym chciała, to i tak nie mogłam się ruszyć. Spojrzałam w jego oczy i lekko zagryzłam wargę.
- Jesteś piękna. - szepnął, delikatnie mnie całując.
- Przesadzasz - szepnęłam. Objęłam go mocniej, lekko drapiąc jego plecy.
Gdy moja klatka piersiowa uniosła się, kolejny raz, w geście podniecenia, Damien wsunął pod nią dłoń i jednym zgrabnym ruchem zdjął ze mnie stanik i rzucił go gdzieś za siebie. Zszedł z pocałunkami na mój dekolt, a następnie na piersi, całując je i lekko podgryzając.
Mój oddech momentalnie przyśpieszy i stał się płytszy. Jęczałam co chwilę, czując jego usta. Jego dłonie błądziły po moim ciele, a moje biodra, ochoczo wychodziły mu na spotkanie. Gdy uniosły się po raz kolejny, mój narzeczony wykorzystał to i pozbył się reszty mojej bielizny. Nie byłam mu dłużna. Natychmiast pozbyłam się jego bokserek i rzuciłam je na podłogę. Damien położył się na mnie i delikatnie uśmiechnął.
- Nie wiem, który raz Ci to dziś mówię, ale kocham Cię. - szepnął, rozsuwając moje nogi swoim udem.
- Ze wzajemnością, Kochanie. Ze wzajemnością. - wpiłam się mocno w jego usta, gdy on w tym czasie wszedł we mnie. Wbiłam paznokcie w jego plecy i mruknęłam cicho.
Całował mnie mocno i żarliwie, cały czas się poruszając. Jęczałam mu w usta, czując coraz mocniejsze i pewniejsze pchnięcia. Ponownie oplotłam jego jego biodra nogami i przycisnęłam go do siebie.
Damien uśmiechnął się szelmowsko i dłonią zaczął masować mój biust. Tego było za wiele.
Wiłam się pod nim, dając się ponieść doznaniom, jakie w tym momencie czułam. Wzbierała we mnie coraz większa rozkosz. W pewnej chwili, Damien odwrócił się na plecy, pociągając mnie za sobą.
Spojrzałam na niego, ciężka dysząc. Jego zamiary były oczywiste - teraz to ja miałam przejąć kontrolę.
- Według życzenia, Kochanie - uśmiechnęłam się zawadiacko i opierając dłonie o jego klatkę piersiową, zaczęłam przejmować kontrolę.
Kompletnie straciłam rachubę czasu. Nie myślałam o tym. Nie to się liczyło w tamtej chwili. Liczył się tylko On. We mnie, na mnie, obok... Wszystko jedno. Po prostu BYŁ.
Nie pamiętam kiedy dokładnie zasnęliśmy. Pamiętam tylko cichy śmiech Damiena i słowa: 'Jutro nie ruszam się z łóżka, nie dam rady.'' Jest taki kochany... Najlepszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz