niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział dwudziesty szósty.

Rok później...


~ Z punktu widzenia Anety:



                Związek z Nico, to najlepsze co mogło mnie spotkać. Jak mogłam go odrzucić i wrócić do przeszłości? Zapłaciłam za to sporo i już wiem, że to była najgorsza decyzja w moim życiu.
                Od naszego powrotu do siebie minął już równy rok. Nico przedłużył kontrakt ze SKRĄ na kolejne dwa lata z czego ja cieszyłam się chyba najbardziej. Wiele się zmieniło. Klaudia rozstała się z Jankiem. Sama do końca nie wiem dlaczego, ale nie chciałam wypytywać. W każdym razie, teraz jest z Wojtkiem Włodarczykiem i jeszcze tak szczęśliwej nigdy jej nie widziałam, Wiktoria z Damienem byli już po ślubie i oboje wyjechali do USA, a Justyna z Jakubem doczekali się ślicznej córeczki, Majeczki, i również byli już małżeństewem. U mnie z Nico przeważnie było dobrze, ale czasem bywało ciężko. Bardzo.
               Tego lata mój ukochany został powołany do reprezentacji Argentyny. Oboje ustaliliśmy, że lepiej będzie jeżeli ja zostanę w Polsce, ze względu na moją pracę. Nie do końca podobała mi się ta opcja, ale wiedziałam, że tak będzie lepiej. Cóż mogę zrobić...
Wiedziałam doskonale, że Polacy rozegrają z Argentyńczykami kilka spotkań, a czekanie na nie dłużyły się niesamowicie.
             Siedziałam na kanapie pochłonięta ''papierologią'', związana z nadchodzącymi występami Polaków w Lidze Światowej, a następnie w Mistrzostwach Świata. Czekała mnie niesamowita przygoda i wycieczka, a dzięki mojemu bratu, Mariuszowi, na każdy mecz miałam jechać razem z kadrą. A co się z tym wiąże? Spotkanie z Nowakowskim, wspólny hotel i inne atrakcje. Muszę odezwać się do Andrzeja, on mi pomoże.
          Kiedy wypełniałam już ostatnie formularze, usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę i przymrużyłam oczy. Pracuje, tak?!
- Otwarte! - krzyknęłam, kończąc wypełniać formularz.
- Cześć, Blondie! - ten głos rozpoznam wszędzie.
- Cześć, Włodi! A ty bez Klau...
- Hej, Deklu! - przerwała mi w połowie zdania.
- A jednak nie. No cześć, cześć. - podniosłam się z kanapy i przywitałam z nimi. - Czujcie się jak u siebie. Coś do picia?
- Nie, Blondie, siadaj. Jak trzeba będzie, to sami się obsłużymy, nie, Skarbie? - skierował do Klaudii, a jej kolana się ugięły. Przewróciłam oczami, zebrałam wszystko ze stołu, a po chwili wrócilam do nich.
- Co Was tu sprowadza?
- To już bez powodu przyjść nie możemy? No wiesz! - oburzyła się Klaudia.
- Jak ostatnim razem tutaj byliście, to akurat Włodi miał ochotę na ciasto i dziwnym trafem, na to, które upiekłam. I sam zjadł całą blachę!
- Hej, hej. Nie całą, zostawiłem wam po kawałku? No tak czy nie?
Spojrzałam na Klaudię, a ona na mnie, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem. W tym samym czasie poczułam, że jest mi niedobrze. Złapałam się szafki, po czym pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam. 

- Blondie, wszystko w porządku? - krzyknął Włodarczyk z salonu. 
- Jasne! Wymiotuję sobie dla rozrywki! - odkrzyknęłam, wycierając twarz ręcznikiem i wracając do przyjaciół. 
- Co ostatnio jadłaś, hm? - spytała Klaudia. Spojrzałam na nią, mrużąc oczy i wzruszyłam ramionami. 
- Chyba nic takiego, co mogłoby mi zaszkodzić. 
- Ja wiem, co to może być - odezwał się Wojtek. Spojrzałyśmy na niego z pytającymi minami. - A wy nie? 
- No gdybyśmy wiedziały, to byśmy coś z tym zrobiły, tak?! - krzyknęła Klaudia. 
- Dobra, dobra. Robiłaś może test? 
- Jaki test? 
- Gimnazjalny! To przecież, że ciążowy! 
- Zawsze wiedziałam, że jego pomysły są dziwne - mruknęłam, nalewając wodę do szklanki i wypijając ją duszkiem. 
- A może tym razem Wojtek ma rację? 
- Nie przesadzajcie, dobra? Nie jestem w ciąży, ok? To tylko jakaś niestrawność, już mi lepiej. 
- Tylko pamiętaj, Blondie. Jeśli okaże się, że moje słowa się sprawdziły, to wisisz mi obiad, ale taki porządny - wyszczerzył się Włodarczyk. 
- Powinnaś to odczytać, jako obiad dla pięcioosobowej rodziny - mruknęła Klaudia. 
- Dobra, ale tak się nie stanie, bo nie jestem w ciąży. Zobaczycie. 

 ~ Miesiąc później

                 
                 Zawroty głowy i wymiotowanie nie ustawało. Nachodziło o każdej porze dnia i nocy, oczywiście nie codziennie. Ale potrafiło zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie. Wtedy stwierdziłam, że to na pewno nie zatrucie pokarmowe i wzięłam sobie do serca słowa Włodarczyka. Udałam się do apteki po test ciążowy. Nie miałam odwagi jednak zrobić go od razu. Siedziałam w łazience na wannie i patrzyłam na niego kilkanaście minut. W końcu zebrałam się w garść i zrobiłam, co musiałam. Pozostało jedynie czekać. 
                 Patrzyłam na wynik testu i nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. Miałam kilka opcji do wyboru: 1) wyrzucić test do kosza, przeklinać świat i wyprzeć się wszystkiego, nie dopuszczając do siebie myśli, że jestem w ciąży; 2) odłożyć wynik i udawać, że nic się nie stało, dopóki ktoś nie zauważy, że brzuch mi się powiększa i nie uwierzy w bajkę o tym, że przytyłam; 3) zadzwonić do Klaudii, powiedzieć jej o wszystkim i liczyć na to, że znajdzie jakieś dobre rozwiązanie; 4) zadzwonić do Nico i słuchać, jak się denerwuje i nie jest z tego wszystkiego zadowolony; 5) wyskoczyć z okna piątego piętra i liczyć tylko na głupi sen. 
                 Opcja numer pięć była całkiem intrygująca. Przemyślę to przez noc. 
                
                 Wstałam dość wcześnie, żeby w spokoju móc przygotować się na dzisiejszy mecz Polaków z Argentyną. Musiałam psychicznie przygotować się do spotkania z Nico. Obiecałam sobie, że powiem mu o wszystkim dzisiaj, zaraz po tym, jak dowie się o tym Klaudia. 
                 Godzina meczu zbliżała się nieubłaganie. Byłam już gotowa do wyjścia, czekałam tylko na Klaudię, która razem z Wojtkiem miała po mnie przyjechać. Gdy tylko dała mi znać, że czekają już pod domem, niechętnie wyszłam z mieszkania. 
- Cześć - mruknęłam cicho, wsiadając do auta. 
- Blondie, uśmiechnij się! Piękny dzień mamy! 
- Jak dla kogo - mruknęłam. - Włodi, pamiętasz, jak mówiłeś, że mam ci postawić obiad wiadomo za co? 
- Pewnie, że pamiętam. Chcesz mi uświadomić już któryś raz z kolei, że nie mam na co liczyć? 
- Chciałam spytać, kiedy na niego idziemy... 
                Włodarczyk gwałtownie zahamował, a Klaudia parsknęła wodą, którą właśnie popijała z butelki prosto na chłopaka.
- No wielkie dzięki, nie mam przy sobie drugiej koszulki - mruknął, wycierając twarz.
- Wybacz. Ciepło jest, zaraz wyschnie. Ale do rzeczy. Czemu od miesiąca nic nie mówiłaś?! 
- Bo dowiedziałam się dopiero dzisiaj - powiedziałam, wpatrując się w aparat, który trzymałam w dłoniach. 
- Tego to się nie spodziewałem - mruknął chłopak i odpalił ponownie samochód. 
- Ja tym bardziej. Nie mam pojęcia, jak powiedzieć o tym Nico. I czy w ogóle mu powiedzieć. 
- Nie żartuj sobie. Musisz mu powiedzieć - powiedziała stanowczo Klaudia. 
- Ty mi nie powiedziałaś... - mruknął Włodarczyk. 
- Bo nie jestem w ciąży, Wojtek. 
- A szkoda. Gratulacje, Blondie. Będę czekał na wiadomość o płci dziecka - wyszczerzył się. 
- Będziesz pierwszy, który się dowie. 
- I pierwszy, który kupi mu prezent! Zobaczysz! 
- Trzymam cię za słowo, Włodi.

               Szczęście w nieszczęściu. Polacy przegrali mecz z Argentyną, pocieszeniem był jednak fakt, że w zwycięskiej drużynie grał mój chłopak. Powinnam cieszyć się z nim, czy podzielać smutek swoich rodaków?
               Wyłapałam Nico w tłumie i podeszłam do niego. 
- Gratuluję zwycięstwa - uśmiechnęłam się i musnęłam lekko jego usta. 
- Dzięki, twoje słowa dużo dla mnie znaczą. 
- To nie znaczy, że cieszę się, że moi przegrali - zaśmiałam się. Spojrzałam na Klaudię, która stała na trybunach razem z Wojtkiem. Gdy zobaczyła, że na nią patrzę, ponagliła mnie ręką, bym zebrała się w sobie i powiedziała Uriarte prawdę. Wzięłam głęboki oddech. 
- Widzimy się wieczorem, hm? - spytał, całując mnie w policzek. 
- Nico, czekaj. Masz jeszcze chwilę, muszę ci o czymś powiedzieć - powiedziałam. Miałam wrażenie, że serce zaraz wyskoczy z mojego wnętrza. 
- No dobra. Mów. 
- Co byś zrobił, gdybyś dowiedział się, że jestem w ciąży?
- Co? O czym ty mówisz? Nie żartuj sobie. Nie w głowie mi teraz dzieci. 
- Czy wyglądam jakbym żartowała? Mówię poważnie, Nico. 
- Zaraz idziemy z chłopakami świętować, przestać zawracać mi głowę takimi głupotami. 
- Ale to nie są głupoty, Nico! Będziesz ojcem, czy tego chcesz, czy nie, słyszysz?! 
- To niemożliwe, zrozum to. Powinnaś sprawdzić to kilka razy, zanim przyjdziesz do mnie z wiadomościami. Mam na głowie ważniejsze sprawy. Do później. Czy coś... - mruknął, machnął ręką i odszedł w stronę świętujących chłopaków. Stałam jak słup soli i patrzyłam w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał mój chłopak. Po chwili poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i spojrzałam na Klaudię, która stała przede mną z pytającą miną. 
- Ma ważniejsze sprawy - szepnęłam i wyminęłam ją, kierując się do wyjścia z hali. 
- Hej! Zaczekaj! - krzyknęła szatynka, ale jej nie posłuchałam. Zamiast tego wyrosło przede mną dwumetrowe drzewo. 
- Wojtek, odsuń się, proszę. Chcę jechać do domu. 
- Nie, dopóki wszystkiego nam nie powiesz - odezwał się. 
- Nie ma o czym mówić. On nie chce tego dziecka, nie chce być ojcem, nie wiem, czy chce, żebym nadal była jego dziewczyną, skoro oczekuję dziecka! Woli świętować niż wziąć na siebie trochę odpowiedzialności. A teraz mogę już iść? 
- Sama na pewno nigdzie nie pójdziesz. Jedziemy z tobą - powiedziała Klaudia i wyprowadziła mnie z hali. Wychodząc, widziałam jeszcze, jak posłała Uriarte spojrzenie pełne nienawiści. 

               Siedziałam skulona w fotelu. W dłoniach trzymałam kubek z sokiem. Ściskałam go tak mocno, że gdyby był plastikowy, nic by po nim już nie zostało. 
- Nico już mnie nie kocha - powiedziałam nagle, po czym jak grom z jasnego nieba, łzy zaczęły lecieć po moich policzkach i rozkleiłam się na dobre. 
- Przestań wygadywać takie głupoty! - krzyknęła Klaudia. - Nico cię kocha i bardzo dobrze o tym wiesz. Zapomniałaś już, jak zachował się, kiedy to wybrałaś Nowakowskiego? 
- To niczemu nie dowodzi - załkałam. 
- Dał ci wolną rękę, bylebyś tylko była szczęśliwa! I jestem pewna, że nie zostawi cię w takiej chwili, pomimo tego, jak zachował się dzisiaj na hali. 
- To były emocje, wygrali mecz, mógł nie w pełni kontrolować to, co mówi - powiedział Włodarczyk. 
- A ty skąd możesz to wiedzieć? - spytałam ironicznie i podciągnełam nosem. 
- Też jestem siatkarzem, gdybyś zapomniała. Po przegranym meczu zachowałby się na pewno inaczej. Jego mózg funkcjonowałby nieco spokojniej i przeanalizowałby całą sytuację rozważniej.
- "Funkcjonowałby"? "Przeanalizowałby"? Gdzieś ty się nauczył takich słów, co? - zdziwiła się Klaudia. 
- Tu i tam - wyszczerzył się. Zaśmiałam się pod nosem. - Tak czy siak, Blondie. Porozmawiaj z nim wtedy, kiedy nie będzie pod wpływem żadnych emocji i innych czynników zewnętrznych. 
- Zadziwiasz mnie, Włodarczyk. Z każdym kolejnym dniem, zadziwiasz mnie coraz bardziej - skomentowała szatynka. Chłopak jedynie się wyszczerzył. 
- Postaram się - mruknęłam i wypiłam cały kubek soku duszkiem. 

                Kilka dni później odbył się drugi mecz Biało-Czerwonych z Argentyńczykami. Od ostatniego spotkania z Nico nie miałam od niego żadnych wiadomości, sama również nawet nie próbowałam się do niego dodzwaniać. Wiedziałam, że i tak by nie chciał ze mną rozmawiać. Dał mi to do zrozumienia po ostatnim meczu i uszanowałam jego decyzję. 
                Tym razem również zabierałam się na mecz z Klaudią i Wojtkiem. Szatynka nie spuszczała mnie z oka przez ostatnie kilka dni, praktycznie zamieszkała u mnie w mieszkaniu, byle by tylko mieć pewność, że nie zrobię nic głupiego. Ale musiałam jeszcze raz porozmawiać z Nico i mecz był ku temu najlepszą okazją. 
                Rewanż udał się Polakom znakomicie. Tym razem to oni byli górą i mogli cieszyć się ze zwycięstwa nad Argentyńczykami. Wszyscy skandowali, ja starałam się uśmiechać i cieszyć razem z nimi, ale niepewność i stres, jaki czułam brał nade mną górę. W jednej chwili zobaczyłam, jak Mariusz zamaszystymi gestami rąk daje mi do zrozumienia, bym do niego podeszła. Znalazłam się przy nim niemalże od razu. 
- Hej, mała. Jak tam? - spytał od razu. 
- Gratulacje, to był naprawdę dobry mecz - powiedziałam i go przytuliłam. 
- Dobra. Co się dzieje? 
- Co się ma dziać? 
- Gdyby było w porządku, zareagowałabyś mniej więcej tak: Aaaa! Mariusz! To było genialne! Te ataki! Zagrywki! Obrony! Jesteście genialni! Wiedziałam, że dzisiaj wygracie! Mam tyle zdjęć, że nie będę mogła się zdecydować, które zostanie moim ulubionym! - mówił, próbując naśladować mój głos, ale mu to nie wyszło, bo brzmiał jak pusta dziewczyna Nowakowskiego. 
- Hej! Wcale nie mam takiego piskliwego głosu! 
- Chciałem to trochę podkoloryzować - wyszczerzył się. - A więc? Domyślam się, że chodzi o Nico. Od kilku dni nie mieliście ze sobą kontaktu. Widziałem go poza treningami. Zero kontaktu ze światem. 
- Przed tobą nic się nie ukryje? 
- Jeśli chodzi o ciebie, to nie. 
- Dobra. Pokłóciliśmy się podczas ostatniego meczu. Tyle. 
- Nie wmówisz mi. Wy się ot tak nie kłócicie. 
- Ech... Powiedziałam mu, że zostanie ojcem i... strasznie się wkurzył, nie chciał ze mną rozmawiać, no i poszedł świętować wygraną - mruknęłam, unikając wzroku Mariusza. 
- Słucham? Jesteś w ciąży? 
- Wybacz, że jeszcze nie widać - powiedział ironicznie. 
- Czemu mi nie powiedziałaś? Chyba jako twój brat powinienem wiedzieć pierwszy, tak? 
- Przepraszam, ale po reakcji Nico nie mówiłam o tym nikomu, a nie było okazji, żeby powiedzieć ci o tym wcześniej. 
- Ktoś wie? 
- Tylko Klaudia i Wojtek. Jesteś trzeci. 
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę! - krzyknął, biorąc mnie w swoje wielkie ramiona. 
- Cieszysz się? 
- No pewnie! Będę wujkiem! - wyszczerzył się.
- Cudownie, prawda? - krzyknęła nagle Klaudia, która razem z Wojtkiem znalazła się obok nas. 
- Już my kupimy mu coś genialnego - zaśmiał się Mariusz, przybijając z Włodarczykiem "żółwika". 
- Mu? - spytałyśmy razem z Klaudią. 
- Zobaczysz, że to będzie chłopiec i pójdzie w ślady wujków i zostanie siatkarzem - powiedział mój brat, wskazując na siebie i Włodiego. 
- Z pewnością! - odparłam z lekkim uśmiechem. - Przepraszam was teraz, ale muszę znaleźć Uriarte.
                Szukałam wzrokiem Nico, żeby móc złapać go jeszcze zanim uda się do szatni. Udało mi się to. Widziałam, jak podchodzi do jednego z komentatorów, chwilę z nimi rozmawia, po czym zabiera mikrofon, a speaker ogłasza wiadomość, która zmiotła mnie z powierzchni ziemi. 
- Na parkietach polskich hal mieliśmy już prawie wszystko! Czyżby kolejne zaręczyny? Nico Uriarte, mikrofon jest twój! 
                 Nie wiedziałam, czy mam stamtąd uciekać jak najszybciej się da, czy zostać i liczyć na to, że może jedynie chce podziękować kibicom za wspaniały doping. Byłam jednak tak zdezorientowana całą sytuacją, że nie mogłam się poruszyć. Czułam, jak Klaudia szarpała mnie za ramię z jednej strony, a Wojtek próbował złapać ze mną kontakt po mojej drugiej stronie. Na marne. 
- Dzięki za wsparcie, jesteście naprawdę wielcy! Gratulacje dla moich przyjaciół z Polski, to był naprawdę dobry mecz i zasłużone zwycięstwo dzisiaj. Oby więcej takich pojedynków! - zaśmiał się. - Jednak chciałbym powiedzieć dzisiaj coś jeszcze. Ostatnio zrobiłem coś, czego nie powinienem. Powiedziałem coś, czego nie chciałem. Zniszczyłem coś, co kochałem. Nie chcę się rozdrabniać w szczegółach, ale... spieprzyłem. Po całości. Aneta? Wiem, że tu jesteś i mnie teraz słuchasz. Chcę, żebyś wiedziała, że wcale nie chciałem powiedzieć tego, co powiedziałem. 
- Mówiłem... - szepnął Włodi, za co walnęłam go w ramię. 
- Nigdy nie wypowiedziałbym takich słów w twoją stronę. Jest mi strasznie głupio, przykro i przepraszam za wszystko. Powinienem zareagować zupełnie inaczej, a czemu zareagowałem tak, a nie inaczej? Myślę, że emocje wzięły górę. 
- To też mówiłem... - mruknął znowu. Walnęłam go drugi raz. 
- Gdziekolwiek jesteś, bo wiem, że tu jeszcze jesteś, przepraszam. Przepraszam, że sprawiłem, że poczułaś się źle, przepraszam, że zareagowałem nieodpowiednio, przepraszam, że usłyszałaś ode mnie te wszystkie słowa, przepraszam. Proszę, wybacz mi. Kocham cię najmocniej na świecie. Ciebie i nasze dziecko, które wkrótce przyjdzie na świat. Przepraszam raz jeszcze i mam nadzieję, że mi wybaczysz. Dziękuję - powiedział. Stałam i gapiłam się na środek boiska, na którym stał Uriarte. 
- Nie zaręczyny, a przeprosiny! Do tego wiadomość o ciąży wybranki serca Argentyńskiego rozgrywającego! Czy może być jeszcze piękniej?! Wszystkiego najlepszego dla pary! A tymczasem, żegnamy się już z kibicami i wspólnie wyczekujemy kolejnego spotkania Biało-Czerwonych! - wygłosił speaker. Krzyki i oklaski zebranych kibiców w hali nie ustępowały jeszcze przez kilka minut. Ja w tym czasie dochodziłam do siebie po słowach chłopaka.
- Hej! Nico! - krzyknął nagle Mariusz, machając rękami w stronę Argentyńczyka. Chłopak szybko podbiegł do mojego brata. - Chyba musicie sobie wyjaśnić co nieco - powiedział. Puścił mi "oczko", po czym oddalił się do kolegów z drużyny. 
- My też pójdziemy. Znajdziesz nas gdzieś przy wyjściu - dodała Klaudia i pociągnęła Włodarczyka w drugą stroną. 
- Nic nie trzeba wyjaśniać - stwierdziłam, po czym rzuciłam się Nico na szyję. Przytulił mnie do siebie mocno i schował twarz w mojej szyi.
- Też Cię kocham najmocniej na świecie - szepnęłam. - Was.