sobota, 24 maja 2014

Rozdział dwudziesty piąty.

~ Z punktu widzenia Anety


          Kiedy się obudziłam, fala uczuć zalała moje nagie ciało. Z jednej strony czułam się znowu tak, jak kiedyś i cieszyłam się z tego, że mogłam tu być ponownie z Nico, ale z drugiej obwiniałam się o to, że zdradziłam Piotrka, bo przecież wciąż z nim byłam. A sytuacja z Nico miała nie mieć miejsca, nie powinnam do tego dopuścić.
          Przewróciłam się na drugi bok i spojrzałam na Uriarte. Spał na brzuchu, a kołdra zakrywała jedynie jego biodra. Chciałam dotknąć jego nagich pleców, nachylić się nad jego głową i szepnąć mu do ucha kilka słów, jak z początków naszego związku. Powstrzymałam się jednak. Nie chciałabym robić mu kolejnej nadziei, na którą na razie i tak nie powinien liczyć.
          Sięgnęłam po stanik i majtki, które leżały na podłodze i szybko je na siebie włożyłam. Stanęłam przed szafą, by znaleźć jakieś odpowiednie ubrania, a potem wziąć szybki prysznic, ale przestraszył mnie głos Argentyńczyka.
- Wiesz, że zdecydowanie lepiej wyglądasz bez bielizny?
- Nico... Myślałam, że jeszcze śpisz. Obudziłam cię?
- Nie, chociaż nie pogardziłbym pobudką z twojej strony i takim widokiem z rana - wyszczerzył się, po czym wsunął na siebie bokserki i podszedł do mnie. Położył swoje dłonie na moich biodrach i przysunął mnie do siebie. Momentami brakowało mi tej jego delikatności, wrażliwości i czułości, której Nowakowski praktycznie nie posiadał. A mimo to, ciągnęło mnie do niego, jak ćmę do ognia.
- Czego życzysz sobie na śniadanie, hm? - zapytałam z uśmiechem.
- Ciebie - mruknął cicho i musnął moje usta.
- Mnie dzisiaj nie ma już w menu. Więc jak?
- Zdaję się na panią - zaśmiał się.
-Więc pan niech lepiej się już ubiera, bo mnie pan rozprasza - uśmiechnęłam się, przygryzając wargę.
- To chyba pozostanę tak, jak teraz!
- A idź ty! - zaśmiałam się i zabierając krótkie spodenki i bluzkę, udałam się do łazienki na szybki prysznic.

          Szłam na trening reprezentacji. Ciągle miałam wrażenie, że czegoś zapomniałam. Prawie przez całą drogę grzebałam w torebce i sprawdzałam, czy wszystko ze sobą zabrałam, ale na pierwszy rzut oka niczego mi nie brakowało. Mimo wszystko, dziwne uczucie nie ustępowało.
          Szybko znalazłam się w środku hali. Chłopcy już trenowali. Zajęłam jedno ze swoich ulubionych krzesełek i wyciągnęłam z torby aparat. Zrobiłam kilka zdjęć, ale jakoś mnie do siebie nie przekonywały. Może dlatego, że nie było na nich Nowakowskiego?
          Podskoczyłam, kiedy ktoś zaszedł mnie od tyłu i usiadł obok mnie. Mój poziom szczęścia osiągnął maksimum, kiedy miałam nadzieję, że to Piotrek. Wskazówka trochę spadła, gdy ujrzałam obok siebie Uriarte. Cmoknął mnie w policzek.
- Straszysz mnie, jak dziś rano. Nieładnie - uśmiechnęłam się lekko.
- Może tak już mam w zwyczaju - wyszczerzył się. - Rozmawiałaś już z Nowakowskim?
- Nie - odpowiedziałam cicho, wracając do robienia zdjęć.
- Chcesz być z nim, a dzisiejsza noc nie miała dla ciebie w ogóle znaczenia, prawda?
- Nie, Nico, to nie tak. Miała znaczenie, jasne, że tak, ale...
- Wciąż masz nadzieję.
- Właśnie - szepnęłam. Nie chciałam go ranić. Zależało mi na nim. Ale w głębi serca wierzyłam, że z Nowakowskim jeszcze będzie tak, jak dawniej. Że będę mogła poczuć jego gorące usta na swoich, że jego zimne dłonie znowu dotkną moich rozgrzanych pleców, że ponownie poczuję go w sobie. Nie mogłam ot tak wymazać tych uczuć ze swojej głowy. Wiązały się z mnóstwem wspomnień, o który zapomnieć nie chciałam.
- Chyba nie powinienem był przyjeżdżać. Stoję wam jedynie na przeszkodzie - powiedział i wstał, lecz go zatrzymałam.
- Nie, Nico, czekaj. Chciałam, żebyś tu przyjechał i naprawdę cieszę się, że tu jesteś teraz ze mną. Proszę cię, zostań.
- Wiesz, że cię kocham, prawda? I uszanuję twój wybór, ale nie będę mógł patrzeć na ciebie, jeśli nie będziesz szczęśliwa. Tego widoku nie zniosę.
- Obiecuję ci, że nie będziesz musiał na to patrzeć, bo tak się nie stanie, dobrze? - spytałam. Kiwnął jedynie głową, po czym znalazłam się w jego ramionach.


10 dni później...


         Nadszedł wyczekiwany przez wszystkich mecz z Brazylią. Jak na każdej imprezie tego typu siedziałam razem z Klaudią niedaleko kwadratu dla rezerwowych i pracowałyśmy. Szatynka miała pełne ręce roboty, gdyż co chwilę na boisku coś się działo i wszystko musiało zostać bardzo dokładnie zanotowane. Ja czekałam na odpowiednie momenty w grze chłopaków, by uwiecznić na fotografiach całą kwintesencję męskiej siatkówki.
         Mecz zakończył się po zaciekłej dogrywce, szczęśliwej jednak dla nas. Polacy mogli cieszyć się ze zwycięstwa 3:2. Pierwszy raz od bardzo dawna pokonali Brazylijczyków. Zwycięstwo więc było jeszcze słodsze. Robiłam zdjęcia cieszącym się zawodnikom po jednej stronie siatki i tym załamanym po drugiej. W pewnej chwili Klaudia złapała mnie za ramię i zmusiła mnie, bym na nią spojrzała.
- W normalnych warunkach bym cię stąd zabrała i nie pozwoliła na to, żebyś to oglądała, ale teraz muszę to zrobić. Musisz w końcu przejrzeć na oczy - powiedziała, po czym odwróciła mnie w drugą stronę. Nogi się pode mną ugięły, a do oczu napłynęło wiadro łez. Obraz zaczął mi się rozmazywać, ale musiałam otrzeć policzki i stawić czoła widokowi. Niedaleko trybun stał Nowakowski. Nie był sam. Towarzyszyła mu wysoka szczupła dziewczyna z długimi czarnymi włosami o ciemnej karnacji. Zacisnęłam pięść tak mocno, kiedy zobaczyłam, jak ją obejmuje, że paznokcie prawie przebiły skórę na wewnętrznej części mojej dłoni.
- Co za zdzira... - mruknęłam przez zęby.
- Hej, tylko spokojnie. Obie nie chcemy tutaj żadnego zamieszania. Poczekajmy chociaż do momentu, aż kamery się wyłączą. Poza tym... Pamiętasz, co ci mówiłam?
- Tak! Nie musisz mi tego wciąż powtarzać! Miałaś rację, ale co z tego?! Nie wygrało to z moimi uczuciami do niego! Ale już nie będzie tak kolorowo. Zaraz to wszystko się skończy. On się skończy. Już jest skończony! Mam gdzieś kamery - powiedziałam i udałam się szybkim krokiem w stronę Nowakowskiego. Odepchnęłam jego nową zdobycz i stanęłam przed siatkarzem, który uśmiechał się szelmowsko.
- Nic się nie zmieniłeś, nic! Ale na co ja liczyłam?! Żałuję tego, że wierzyłam, że może być inaczej. To koniec! - krzyknęłam, po czym z całej siły wymierzyłam mu w policzek. Sama zdziwiłam się swojej siły, kiedy Nowakowski się zachwiał i złapał za piekące miejsce.
- A tobie... - zwróciłam się do stojącej niedaleko zdziwionej brunetki. - ...współczuję, szczerze ci współczuję - powiedziałam, po czym wycierając łzy z policzków, wybiegłam z hali.
          Wpadłam do domu tak zapłakana, że praktycznie nic nie widziałam. Dziwiłam się, że trafiłam kluczem w dziurkę w drzwiach i weszłam do środka. Zaraz potem zorientowałam się, że zapomniałam z hali swojej torby. Całe szczęście, że klucze nosiłam w kieszeni spodni...
         Usiadłam na kanapie i rozpłakałam się na dobre. Miałam gdzieś to, że cały makijaż spływa po moich policzkach i zaraz znajdzie się też na bluzce. Chciałam jedynie zostać sama w zamkniętym mieszkaniu przy zasłoniętych zasłonach, położyć się i przez cały czas jeść lody śmietankowe, nie zważając na to, że zanikną mi mięśnie i nie będę mogła chodzić. Może to i dobrze? Przynajmniej nigdzie nie natknę się na Nowakowskiego.
         Mój spokój nie trwał długo, gdyż do mieszkania wparowała Klaudia z Nico.
- Zapomniałaś torby z hali, poza tym ile razy mówiłam ci, że masz tak nie znikać? Martwię się! - krzyknęła szatynka. - Całe szczęście, że Nico był na meczu i był autem, to szybko tu przyjechaliśmy. Nie wyobrażam sobie tego, że musiałabym tu biec z hali. Mam zadyszkę, jak wchodzę po schodach - mruknęła.
- Przepraszam - szepnęłam.
- Nico, gorące kakao, lody, koc. Już! - powiedziała Klaudia do chłopaka, po czym sama usiadła obok blondynki. - Wiesz, jakie miałam zdanie na ten temat i koniec końców cieszę się, że to już wszystko jest za tobą i więcej nie zobaczę tego idioty u twojego boku. Ale już nie płacz. Nie był ciebie wart. To idiota, kretyn...
- ...głupek, ścierwo, męska dziwka, potrafi jedynie wykorzystywać, nie ma uczuć, chce tylko przelecieć jak największą ilość lasek, zakochany w sobie, myśli, że jest królem, cyniczny, arogancki, chamski, debil nad debilami! - krzyknęłam.
- Lepiej? - spytał Nico, stawiając przede mną pudełko zimnych lodów i nakrywając mnie kocem.
- O dziwo, tak. Dziękuję, że tu jesteście. Dziękuję za wszystko. I przepraszam. Mieliście rację, nie powinnam... Jestem idiotką!
- Nie, nie jesteś! Po prostu byłaś zakochana. Liczyłaś, że się zmieni, ale tacy jak on się nie zmieniają.
- Wiem, teraz już to wiem. Przepraszam, że nie chciałam wam w to wcześniej wierzyć - załkałam.
- Już cicho. Nic już nie mów - powiedziała Klaudia i podała mi chusteczki. - Otrzyj twarz i się połóż. Odpocznij. Będzie lepiej, zaufaj mi.
- Ok - szepnęłam.
- W razie czego, będziemy w pokoju obok. Więc krzycz, obojętnie co. 'Lody się skończyły!' albo cokolwiek innego - powiedział Uriarte. Zaśmiałam się krótko i kiwnęłam głową na znak zgody, po czym położyłam głowę na poduszce i nakryłam się kocem.
                Jakąś godzinę później obudziłam się i rozejrzałam po salonie. Byłam sama. Przynajmniej tak podejrzewałam. Nie słyszałam żadnych dźwięków, dobiegających z innych pomieszczeń w mieszkaniu. Ech, widocznie woleli zostawić mnie samą.
         Podniosłam się i powolnym krokiem, okryta kocem, ruszyłam do kuchni, by zrobić sobie gorącą herbatę do picia.
- Już nie śpisz?
         Podskoczyłam ze strachu na dźwięk tego głosu. Myślałam, że dostanę zawału, kiedy zobaczyłam lekko roześmianego Argentyńczyka przed sobą.
- Już któryś raz mnie straszysz, Uriarte. Nie za dobrze ci?
- Ani trochę. Jak się czujesz?
- Jak zdechła kaczka - odpowiedziałam.
- Toś porównała... - mruknął.
- Bez życia. Lepiej? Pić mi się chce.
- Zagotuję wodę, a ty siadaj - powiedział i niemalże posadził mnie na krześle.
- Byłeś tu przez cały czas?
- Tak. Klaudia niedawno poszła, Janek dzwonił, narobił coś w mieszkaniu i musiała wracać. Jak to Janek. Kazała ci przekazać, jak się obudzisz, że dzisiaj już pewnie nie wróci, ale wpadnie jutro z samego rana.
- Z samego rana? Nie wierzę...
- Też jej nie uwierzyłem, że wstanie. Aż się z nią założyłem - zaśmiał się.
- Co robiłeś przez cały ten czas? Siedziałeś bezczynnie?
- Nie, grałem na telefonie. Tak się wciągnąłem, że przeszedłem kilkadziesiąt poziomów!
- Zawsze byłeś taki szalony - uśmiechnęłam się lekko.
- No pewnie. Hej, posłuchaj - zaczął i kucnął przede mną, łapiąc moje dłonie. - Nie chciałabyś spróbować od nowa? Może potrafilibyśmy odbudować to wszystko, co się między nami zepsuło, może przeszlibyśmy przez to, ale uda nam się, jeśli będziemy pracować na to wspólnie. W pojedynkę nie zdziałamy za wiele.
- Nico... Myślę, że to jeszcze trochę za wcześnie. Zrozum mnie, proszę.
- Rozumiem, jak najbardziej. Poczekam - uśmiechnął się lekko i musnął moje usta.
- Ale... zostaniesz na noc? - zapytałam. - Nie chcę być teraz sama.
- Pewnie, że zostanę. Zaraz przygotuję sobie kanapę.
- Nie musisz. Mam duże łóżko w sypialni, zapomniałeś?
- Wybacz.
         Musnął jeszcze raz moje usta, po czym postawił przede mną duży kubek gorącej malinowej herbaty.



2 tygodnie później...


         Zbierałam swoje rzeczy i wrzucałam je pospiesznie do torebki, po czym zamknąwszy mieszkanie, wsiadłam do samochodu i pojechałam prosto pod dom Uriarte. Stanęłam pod drzwiami i biorąc głęboki oddech, zaczęłam nerwowo pukać. Dopiero po kilku minutach usłyszałam dobiegający głos ze środka, że już idzie. Kiedy drzwi się otworzyły, oniemiałam z wrażenia. Miał na sobie jedynie bokserki i puchate kapcie, które chyba tylko jako jedyne zdążył założyć. Jego oczy były jeszcze lekko podkrążone, a włosy rozczochrane tak bardzo, jakby pokłócił się z grzebieniem. Wyglądał... tak seksownie i tak pociągająco.
- Obudziłam cię? - zapytałam cicho.
- Nie, biegałem - mruknął i otworzył drzwi szerzej, bym mogła wejść do środka.
- Ale żarcik ci się trzyma - zaśmiałam się.
- Komuś musi, kochanie - wyszczerzył się. - Spać nie możesz, że jesteś u mnie po ósmej rano?
- Musimy pogadać.
- Stało się coś?
- Nie, niekoniecznie. Czemu pytasz?
- Czy to nie mogło poczekać tak nie wiem... z kilka godzin? Wyspałbym się - mruknął.
- Och, nie przesadzaj. Taki piękny dzień mamy! A doszłam do pewnego wniosku i chciałam podzielić się nim z tobą już teraz. Nie chciałam czekać ani chwili dłużej.
- No więc słucham - powiedział, przecierając oczy.
- Zostawiam przeszłość w tyle, to, co było już się nie liczy. Liczy się tu i teraz. Chcę z tobą być, chcę widzieć nas razem przez miesiące i lata, chcę, byś był przy mnie na dobre i na złe, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Kocham cię, Nico.
- Wiesz, że zawsze cię kochałem i będę kochał - powiedział, podchodząc do mnie i obejmując mnie w pasie.
- To jak? Zgadzasz się?
- Byłbym głupcem, gdybym nie zgodził się być u twego boku, mała - szepnął mi do ucha.
- Wariat - zaśmiałam się.
- Ale twój - odparł, po czym złożył na moich ustach namiętny pocałunek.

Rozdział dwudziesty czwarty.

 ~ Z punktu widzenia Anety:

 - Dzwonisz zapewne żeby przeprosić?
Zatkało mnie. Dosłownie otworzyłam usta ze zdziwienia. Może się przesłyszałam?
- Halo, Aneta? Jesteś tam? - zapytał Piotrek.
- Tak, jestem. Odebrało mi mowę.
- Powiedz, że nie miałaś racji i po problemie - powiedział pewnym siebie tonem.
- Ja nie miałam racji?! Za co ja Cię mam w ogóle przepraszać?! - wykrzyknęłam zirytowana.
- No nie wiem za co ja miałbym przepraszać Ciebie - dodał jakby urażony.
- Wiesz co, Piotrek... Żałuję, że zadzwoniłam. Nawaliłeś pierwszym razem i wygląda na to, że sytuacja się powtarza - rozłączyłam się bez pożegnania. Nowakowski nie oddzwonił więc widać jak mu zależy... Dupek.


~ Z punktu widzenia Nico:

     Leżałem w łóżku i wpatrywałem się w sufit. Budzik na szafce wskazywał już 11, ale nie miałem ochoty się ruszać. Wolałem więc leżeć i rozpamiętywać to, co stało się wczoraj wieczorem. Mój samochód. Aneta. Jej dłoń na moim policzku i niewinne, łagodne spojrzenie pełne... no właśnie, czego? Miłości? Teraz, kiedy jest z Piotrkiem? No ale ta ich kłótnia... Z rozważań wyrwał mnie dzwonek telefonu. Wziąłem go do ręki i spojrzałem na ekran - ANETA. Serce zabiło mi szybciej.
- Cześć.
- Cześć - odpowiedziałem.
- Wczorajszy wieczór był bardzo ... sympatyczny - powiedziała niepewnie. Sympatyczny?!
- Też tak uważam, ale...
- Dzisiaj ja zapraszam Cię na kolację. Do mnie. O 20. Możesz przynieść wino. Do zobaczenia - rzuciła jednym tchem i się rozłączyła, a mnie odebrało mowę. "Albo śnię albo... albo nie wiem co" - pomyślałem mocno zdezorientowany. Odłożyłem telefon na szafkę i opadłem na poduszkę, przymykając oczy i uśmiechając się od ucha do ucha.

~ Z punktu widzenia Anety:

- Nie wierzę! Nie wierzę, że to zrobiłaś! - Klaudia krzyczała do słuchawki.
- Ja też nie, okej?! Chciałam powiedzieć coś w stylu ''wczorajszy wieczór był miły, ale to sytuacja w aucie nie powinna mieć miejsca blabla" ale przypomniała mi się rozmowa z Nowakowskim no i tak wyszło nooo - powiedziałam zrezygnowana.
- Wróć do niego - rzuciła.
- Klaudia!
- No co?! Wiesz, że nie lubię Piotrka. ''Nie lubię'' to właściwie mało powiedziane - wcale nie przejęła się moim pełnym wyrzutów tonem.
- Echhh dobra. Idę lepiej wymyślić jakieś menu na dzisiejszą kolacją. Trzymaj się, złomie - powiedziałam.
- Idź, cieciu. Popięknij się, nie wiadomo jak się dzisiejszy wieczór skończy! - rzuciła na pożegnanie.

       Wieczór zbliżał się nieubłaganie, a moje mieszkanie zaczynały wypełniać coraz to rozmaitsze zapachy. Spojrzałam na zegarek, po czym wyłączyłam piekarnik i pobiegłam wziąć prysznic. Stałam i pozwalałam, aby strumienie spływały mi po twarzy. Co ja tak właściwie robię? Pokłóciłam się z chłopakiem i umówiłam na randkę z moim ex. Tak, randkę. Zaprosiłam go do siebie na kolację. Szansa na dokończenie tego, co zaczęło się wczoraj wzrasta. Czy się waham? Oczywiście. Czy tego chcę? Tak. Koniec okłamywania samej siebie - coraz bardziej żałuję zerwania z Nico...
      Wyszłam spod prysznica i zawinąwszy się w ręcznik podreptałam do garderoby. Sukienka z czarną górą i jeansowym dołem - urocza, ale niezbyt szykowna. Idealnie. Im bliżej na zegarze do 20 tym bardziej męczyły mnie wyrzuty sumienia. Było nie było, Piotrek jest moim chłopakiem. Koniec, dzisiaj nic się pomiędzy mną  a Nico nie wydarzy, nie dopuszczę do tego. Wyjaśnimy sobie wszystko, zjemy pieczeń i spędzimy wieczór jak normalna dwójka przyjaciół. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Dotknęłam włosów, bo przecież nie podłączyłam nawet suszarki do prądu, ale na szczęście prawie wyschły w trakcie moich rozmyślań.

~ Z punktu widzenia Nico:

       Otworzyła mi drzwi z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie mogłem się powstrzymać i zmierzyłem ją z góry na dół - wyglądała tak ślicznie i dziewczęco.
- Przyniosłem wino, czerwone półwytrawne, może być? - zapytałem, przechodząc przez próg mieszkania.
- Jasne! Będzie pasowało do pieczeni - odpowiedziała Aneta.
Kiedy zjedliśmy kolację i siedzieliśmy, sącząc wino, zaczęła temat wczorajszego wieczoru.
- Nico... to co stało się wczoraj w aucie, nie powinno mieć miejsca. Jestem z Piotrkiem i ..
- Chcesz z nim być? - rzuciłem nagle. Zatkało ją.
- T-tak - odpowiedziała, wyraźnie się wahając.
- Czyżbym wyczuwał nutę zwątpienia? - zapytałem trochę bardziej ironicznie niż planowałem.
- Dobra, wiesz co... Nieważne - wstała od stołu, zabierając swój talerz i poszła do kuchni. Podążyłem za nią.
- Hej, mała. Czekaj, no. Nie gniewaj się na mnie - Stała twarzą do ściany, uporczywie opłukując talerz z resztek jedzenia. - Naprawdę mi na Tobie zależy, cholernie, wiesz o tym! I boli mnie kiedy widzę Cię z nim, ale jeszcze bardziej kiedy widzę jak Cię rani i że nie jesteś szczęśliwa. Znam Cię lepiej niż Ci się wydaje. A wczoraj w aucie... Wczoraj w aucie poczułem się tak, jakbyśmy nigdy nie zerwali. Patrzyłaś na mnie tak jak wtedy, przed Meksykiem. I przeklinam siebie, że wymyśliłem cały ten wyjazd, bo to wtedy wszystko się zjebało. Kocham Cię, Aneta... - dokończyłem szeptem. Odwróciła się tak, że teraz staliśmy niemal twarzą w twarz.
- Nico... - wyszeptała, po czym wspięła się na palce i pocałowała mnie. Objąłem jej twarz, a ona wplątała palce w moje włosy. Odsunąłem się, aby spojrzeć jej w oczy.
- Jesteś tego pewna? - zapytałem.
- Tak, w tej chwili tak - odpowiedziała, po czym znowu mnie pocałowała.
Podniosłem ją i posadziłem na kuchennym blacie. Dłońmi sunąłem w górę i w dół jej smukłych ud. Tak bardzo za nią tęskniłem, pragnąłem dotykać i całować każdy centymetr jej ciała. Zszedłem z pocałunkami na jej szyję, a ona cicho zamruczała i zaczęła rozpinać moją koszulę, potem pasek. Odnalazłem zamek z tyłu jej sukienki i przesunąłem go na dół, aby zaraz potem zsunąć ją z jej ramion i zacząć je całować.
- Tęskniłem za Tobą - powiedziałem, pomiędzy pocałunkami i nie odrywając się od niej zdjąłem koszulę i spodnie, zostając w samych bokserkach.
- Sypialnia - rzuciła tylko, więc wziąłem ją na ręce, a ona oplotła mnie nogami w pasie. Szliśmy tak do jej pokoju, nie przestając się całować. Na miejscu postawiłem ją i patrzyłem jak zsuwa z siebie sukienkę. Czarny stanik i pasujące stringi podkreślały piękno jej ciała. Lekko falowane, blond włosy opadały delikatnie na ramiona.
- Jesteś piękna - powiedziałem, kładąc dłonie na jej biodrach i całując jej szyję. Wbiła paznokcie w moja plecy. Przesunąłem ręce w górę jej pleców i już po chwili jej stanik wylądował na podłodze. Sama zaczęła zdejmować stringi. W tym momencie straciłem jakiekolwiek resztki samokontroli - pchnąłem ją na łóżko i podążyłem zaraz za nią, tak jak chciałem - delektując się każdym centymetrem jej ciała, a ona mruczała i jęczała, coraz mocniej drapiąc moje plecy, aż w końcu zasnęliśmy w swoich objęciach.