niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział siódmy, część pierwsza.

 ~ Z punktu widzenia Nico:

     
               Obudziłem się około ósmej trzydzieści. Aneta spała obok mnie, wtulona w poduszkę. Musnąłem delikatnie jej głowę, wstałem ostrożnie z łóżka i udałem się do łazienki. Po porannej toalecie, zrobiłem sobie śniadanie i usiadłem przy stole, popijając kawę i rozmyślając od dzisiejszym dniu. I znów, Nowakowski przyjeżdża, moja luba się z nim spotyka. I miałem jakieś dziwne obawy, co do ich spotkania. Nie to, że nie ufam Anecie, bo bardzo jej ufam, ale z zaufaniem w stosunku do Nowakowskiego mogę mieć pewne obawy.
Nie,  nie mogę w sten sposób o tym myśleć. Kocham Anetę, ona kocha mnie i wszystko będzie, jak dawniej, a nawet lepiej, prawda?
Zerknąłem na zegarek. Jasna cholera, spóźnię się na trening! Dopiłem resztkę kawy, chwyciłem kluczyki od auta, torbę treningową i pognałem na trening.
Przez cały trening rozważałem, jak może wyglądać spotkanie Anety z Piotrem. Nie wiedziałem, czy strzeli mu w twarz, czy może zacznie się do niego tulić...? Nie, to niemożliwe. Nie po tym, co jej zrobił, prawda?
Musiałem przestać o tym myśleć, a przynajmniej zająć czymś innym myśli.
Schodząc z boiska, złapał mnie Mariusz. Z nim chyba też rozmawiała i znając ich, była kłótnia, która skończyła się tym, że oboje się przytulili. Najlepsze rodzeństwo jakie znam!
- Widzę, ze Ty tak samo zadowolony ze spotkania Młodej z Nowakowskim, jak ja, co?
- Nawet mi nie mów... Chyba dwie godziny jej tłumaczyłem, żeby dała sobie na wstrzymanie, to nie. Jest tak samo uparta, jak nasza mama. - skrzywił się Mariusz.
- Nie wiem, nie miałem okazji poznać Waszej mamy. Ale im bliżej tego całego spotkania, tym bardziej zaczynam panikować.
- Nie masz powodu do paniki. Przynajmniej jeśli chodzi o Anetę. Bo tamten kretyn...
- Niech tylko ją tknie...
- Tak, rozumiem Cię. Ale teraz już o tym nie myślmy, ogarniamy się i jedziesz ze mną do Meksykany i na piwo. Co Ty na to?
- Ha, zgadzam się! - uśmiechnąłem się szerzej. Chwilę później byliśmy z resztą chłopaków w restauracji, jedząc meksykańskie jedzenie i pijąc piwo. Mimo tego, ja i tak cały czas rozmyślałem o tym, po co Nowakowski chciał spotkać się z moją dziewczyną.



~ Z punktu widzenia Anety:

              Kiedy się obudziłam, Nico już nie było. Zerknęłam na zegarek - było kilka minut po dziesiątej. Trening mojego chłopaka trwał już jakieś pół godziny. Do spotkanie z Piotrkiem zostało mi jakieś dwie godziny... Cholerka, czy ja naprawdę chcę tam iść? Dobrze wiedziałam, że jak go zobaczę wszystko do mnie wróci. I nie mówię tu, o tych złych rzeczach... Tylko o tych dobrych. A w sumie było ich całkiem dużo... No bo na przykład...
Nie! Stop! Ogarnij się, Aneta, bo to się źle skończy. Zakryłam głowę poduszką, jednocześnie się krzywiąc.
Dlaczego on po prostu nie może dać sobie spokoju? Przecież to wszystko się skończyło dawno temu! Z jego winy zresztą. A może nie chciałam, by dawał sobie spokój? Odtrąciłam od siebie tę myśl, wstałam i udałam się do łazienki.
Pięćdziesiąt minut później siedziałam już w kuchni i jadłam tosty, popijając kawę i czytając gazetę.
Co chwilę czytałam o ostatecznym starciu SKRY  z Resovią.  Byłam przekonana, że SKRA zdobędzie mistrzostwo Polski. Przecież innej opcji nie ma, prawda?
Wychodząc z domu i udając się w kierunku kawiarni, w której miałam spotkać się z Nowakowskim, postanowiłam zadzwonić do Klaudii. Doskonale wiedziałam, jakie jest jej zdanie na ten temat, ale musiałam z kimś pogadać. Do Wiktorii nie dzwoniłam, bo znając ją to pewnie spędziła noc u swojego Damiena. Justyna miała ma głowie sesje, więc nie zamierzałam jej przeszkadzać. Wyjęłam telefon i wybrałam numer Klaudii. Odebrała po piątym sygnale.
- Cześć, Mała! Możesz rozmawiać?
- Cześć, cześć. Jasne. Idziesz na spotkanie z tamtym...?
- Aha, jak ty mnie znasz...
- Aneta, nie podoba mi się to, wiesz o tym. I wolałbym, żebyś tam nie szła...
- Klaudia, ja się idę tylko z nim spotkać. On wie, że tylko coś będzie nie tak, zrywamy kontakt.
- No dobrze, ale wiesz, jaki on jest. A co, jak będzie czegoś próbował? Och, nie daruje mu.
- Przestań. Będę się pilnować. Poza tym, ja mam Nico i to jego kocham.
- Wreszcie mądrze gadasz. A ja i tak myślę, że powinnaś zostać w domu. Pit to...
- Tak, wiem. - przerwałam jej w pół zdania. - Mała, będzie ok. O wszystkim dowiesz się pierwsza, jasne?
- Jasne. Informuj mnie na bieżąco. A teraz, wybacz, ale muszę trochę artykułów napisać... Powodzenia!
- Dobrze. Dzięki i wzajemnie. Cześć! - rozłączyłam się i schowałam telefon do torebki. Boże, dlaczego ona tak strasznie panikowała? No przecież nic głupiego nie zrobię. Ja... Ale on? Nie, tak myśleć nie będę. Wszystko będzie dobrze. Spotkamy się, chwile pogadamy i oboje rozejdziemy się w swoje strony. Proste, prawda?




~ Z punktu widzenia Klaudii: 


   Tak bardzo nie podoba mi się, że ona idzie na spotkanie ze swoim byłym. Ufam jej, ale nie jemu. Pamiętam, jak bardzo była w nim zakochana i ile potrafiła mu wybaczyć, kiedy on mówił jej słodkie słówka i nazywał ją ''rybko''. O jasna cholera! Przecież tak samo zachowuje się przy Uriarte, kiedy ten mówi do niej ''myszko''. O nie! Jeżeli Piotrek zacznie tak do niej mówić... Muszę interweniować. Wykopałam z torebki telefon i odnalazłam w nim numer Nowakowskiego.  Odebrał po dłuższej chwili.
- Klaudia?
- Cześć, Piotrek! Nie przeszkadzam?
- Cześć, cześć. Nie, nie przeszkadzasz, jestem w kawiarni, czekam na Anetę. Dzwonisz w jej sprawie?
- Tak, właśnie. Jak Ty mnie dobrze rozumiesz... - powiedziałam sarkastycznie, nie chcąc jednak, by wyczuł to w moim głosie.
- No więc słucham. Mam chwilę czasu.
- Domyśliłeś się, że chodzi o Anetę. Ale do rzeczy. Za chwilę się z nią zobaczysz. Chciałam Cię jedynie ostrzec.
- Ostrzec? Przed Anetą? Ma ze sobą jakąś broń, czy co? - zapytał z takim przejęciem w głosie, że walnęlam się otwartą dłonią w czoło, wywracając przy tym teatralnie oczami. On naprawdę był taki głupi czy płacili mu za to?
- Ciebie chcę ostrzec przede mną, debilu! - prawie krzyknęłam do słuchawki. - Jeden malutki, taki malusieńki kroczek za dużo wobec niej, a policzysz się wtedy ze mną, zrozumiano? Jeśli o czymkolwiek się dowiem, to znajdę Cię, gdziekolwiek będziesz i zrobię z Tobą taki porządek, że własna matka Cię nie pozna.
- Czy to ma być groźba? - zapytał.
- Zazdroszczę Ci tej bystrości, wiesz? Powiedz mi, leży obok Ciebie na stoliku cokolwiek?
- Filiżanka z kawą i flakonik z kwiatkami na środku, ale czekaj. Po co Ci to wiedzieć?
- Jeśli będziesz się pilnował, to nic Ci się nie stanie, ale jeśli nie, to wsadzę Ci ten flakonik głęboko w dupę, że wyjdzie Ci drugą stroną.
- Zaczynam się Ciebie bać - mruknął.
- Cieszę się. Wszyscy się mnie boją, nawet Aneta. Chcesz coś jeszcze dodać?
- W sumie... Nie obchodzi mnie to, co mówisz, bo i tak zrobię to, co będę uważał za słuszne - powiedział.
- Aneta ma chłopaka, rozumiesz to? Więc nawet jeśli Ty będziesz chciał posunąć się do przodu, to ona się cofnie, bo nie pozwoli, by taki idiota jak ty, zepsuł jej nowy związek, który jest o wiele lepszy niż ten, kiedy była z Tobą. Nico to wspaniały facet, w porównaniu z Ciebie jest, był i będzie chłopakiem, którego zawsze chciała mieć. Dałeś jej jedynie to, co chciała, a nie to, czego potrzebowała. Prawda jest bolesna, prawda?
- Nie obchodzi mnie to, czy jest w związku, czy nie. Dzisiaj spotyka się ze mną i to ze mną spędzi najbliższy czas, więc Uriarte niech spłynie, bo dzisiaj schodzi na dalszy plan, złotko.
- Nigdy nie lubiłam, jak tak mówiłeś i miałam co do Ciebie rację. Szkoda tylko, że Aneta obudziła się tak późno i zmarnowała z Tobą ten cały czas. Pamiętaj, że mam na Ciebie oko, Nowakowski - powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę na wyświetlaczu komórki.
Odetchnęłam głęboko i miałam jedynie nadzieję, że nie zrobi nic głupiego, bo nie zawaham się uprzykrzyć mu życia tak bardzo, że będzie żałował tego do końca swojego życia.










Rozdział podzieliłam na dwa z takich, a nie innych powodów.
Powstał on przy pomocy Klaudii! Dziękuję, Mała! Bardzo, bardzo mocno! Nikt tak dobrze nie umie ująć tego w słowa, jak ty!
Życzę miłego czytania. Pozdrawiam! ;*****

           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz