Gdy tylko weszłam na halę, poczułam się jak w domu. Pełno ludzi, w żółto - czarnych koszulkach lub ubraniach. Sama nie mogłam odstawać, więc miałam na sobie kolorystycznie dobraną bluzkę i bluzę. Ach, pszczela rodzina.
Siedziałam już na swoim miejscu i przeglądałam zdjęcia, gdy podszedł do mnie mój chłopak. Spojrzałam na niego i szeroko się uśmiechnęłam, wstając z miejsca i podchodząc bliżej niego.
- Mogłem podjeść do Ciebie tylko pod jakimś pretekstem, więc nawet nie mogę Cię przytulić - skrzywił się. - Jak spotkanie z Nowakowskim?
Jasne, mogłam się spodziewać, że o to zapyta...
- Nie lubię tego, że nie możesz mnie przytulić... A spotkanie... Nic rewelacyjnego. Było grzecznie i nudno...
- Mogłem podjeść do Ciebie tylko pod jakimś pretekstem, więc nawet nie mogę Cię przytulić - skrzywił się. - Jak spotkanie z Nowakowskim?
Jasne, mogłam się spodziewać, że o to zapyta...
- Nie lubię tego, że nie możesz mnie przytulić... A spotkanie... Nic rewelacyjnego. Było grzecznie i nudno...
- Odbijemy sobie w domu, zobaczysz. No ja mam nadzieję. Niczego nie próbował?
- Nie. Nie próbował niczego... Ale dał mi prezent.. - spojrzałam niepewnie na Nico i zauważyłam, że skrzywił się jeszcze bardziej.
- Co dostałaś? - rzucił oschle.
- Kolczyki. - odsłoniłam jedno ucho, pokazując srebrny kolczyki. Argentyńczyk przyjrzał się uważnie i tylko pokręcił głową.
- Gdyby to nie był prezent, prawdopodobnie urodzinowy, to byłbym wściekły, że go przyjęłaś. Zwłaszcza od niego. A tak... - westchnął ciężko. - Mogę się jedynie cieszyć, że one Ci się podobają. - uśmiechnął się do mnie lekko.
- Nie złość się... - chwyciłam go niepewnie za rękę. - To Ciebie kocham, pamiętaj.
- Nie. Nie próbował niczego... Ale dał mi prezent.. - spojrzałam niepewnie na Nico i zauważyłam, że skrzywił się jeszcze bardziej.
- Co dostałaś? - rzucił oschle.
- Kolczyki. - odsłoniłam jedno ucho, pokazując srebrny kolczyki. Argentyńczyk przyjrzał się uważnie i tylko pokręcił głową.
- Gdyby to nie był prezent, prawdopodobnie urodzinowy, to byłbym wściekły, że go przyjęłaś. Zwłaszcza od niego. A tak... - westchnął ciężko. - Mogę się jedynie cieszyć, że one Ci się podobają. - uśmiechnął się do mnie lekko.
- Nie złość się... - chwyciłam go niepewnie za rękę. - To Ciebie kocham, pamiętaj.
- Pamiętaj, ja Ciebie też kocham. Muszę lecieć, trzymaj za nas kciuki.
- Będę, na pewno - uśmiechnęłam się i wróciłam na miejsce. Chwilę później na hali zjawiła się Klaudia. Napisałam jej szybko smsa, co się zdarzyło. Gdy podniosłam wzrok, ona niemalże zabiła mnie swoim spojrzeniem. No to lipa. Mam u niej przekichane... Kilka minut później obok mnie usiadła Wiktoria.
- I jak tam, Mała, poszło? - zapytała od razu.
- Szczerze? Cudownie! Tak naprawdę mi go brakowało...
- No Ty chyba oszalałaś... I co? I może jeszcze rozważasz opcję powrotu do niego? Klaudia o tym wie?
- Nie wiem. Może. Tak, wie.
- Pojebało Cię, tak? Do końca?
- No, ale Wika... Spróbuj mnie zrozumieć...
- Będę, na pewno - uśmiechnęłam się i wróciłam na miejsce. Chwilę później na hali zjawiła się Klaudia. Napisałam jej szybko smsa, co się zdarzyło. Gdy podniosłam wzrok, ona niemalże zabiła mnie swoim spojrzeniem. No to lipa. Mam u niej przekichane... Kilka minut później obok mnie usiadła Wiktoria.
- I jak tam, Mała, poszło? - zapytała od razu.
- Szczerze? Cudownie! Tak naprawdę mi go brakowało...
- No Ty chyba oszalałaś... I co? I może jeszcze rozważasz opcję powrotu do niego? Klaudia o tym wie?
- Nie wiem. Może. Tak, wie.
- Pojebało Cię, tak? Do końca?
- No, ale Wika... Spróbuj mnie zrozumieć...
- FUCK, dziecko drogie, tu nie ma co zrozumieć.
- A może się mylisz? Może mam rację i będzie dobrze?
- Nie, nie masz racji. Nie popieram tego, dobrze wiesz. Nie powiem Ci, co masz zrobić, ale zastanów się. Masz coś fajnego, masz super faceta, który świata poza Tobą nie widzi, a gonisz za jakimś idiotą... Nie wiem, nie wierzę, po prostu nie wierzę.
Siedziałam ze wzrokiem wbitym w stolik i słuchałam, co Wiktoria miała mi do powiedzenia.
- Poza tym, nie pamiętasz, co Ci zrobił?
- Pamiętam - szepnęłam.
- I co? Mam rozumiem, że powtórka z rozrywki? On Cię zranił, a Ty chcesz do niego wrócić, tak?
- Nie, nie masz racji. Nie popieram tego, dobrze wiesz. Nie powiem Ci, co masz zrobić, ale zastanów się. Masz coś fajnego, masz super faceta, który świata poza Tobą nie widzi, a gonisz za jakimś idiotą... Nie wiem, nie wierzę, po prostu nie wierzę.
Siedziałam ze wzrokiem wbitym w stolik i słuchałam, co Wiktoria miała mi do powiedzenia.
- Poza tym, nie pamiętasz, co Ci zrobił?
- Pamiętam - szepnęłam.
- I co? Mam rozumiem, że powtórka z rozrywki? On Cię zranił, a Ty chcesz do niego wrócić, tak?
- Ale może się zmienił... - wydukałam.
- Nie no, nie wierzę. Facet Cię zranił, nie pamiętasz? Kurwa, siedziałam wtedy z Tobą całą noc, jak smarkałaś mi w rękaw, a teraz w ogóle rozważasz opcję powrotu?
- Nie no, nie wierzę. Facet Cię zranił, nie pamiętasz? Kurwa, siedziałam wtedy z Tobą całą noc, jak smarkałaś mi w rękaw, a teraz w ogóle rozważasz opcję powrotu?
Wzruszyłam ramionami i westchnęłam ciężko. Nadal milczałam.
- A co z Nico? Co mu powiesz? Że koniec, bo tak o? Bo Piotruś powiedział 'wróć' i już do niego lecisz?
- Cholera, nie lecę do niego! Dopiero mam mu powiedzieć, czy mu odpuszczę, czy nie...
- A co z Nico? Co mu powiesz? Że koniec, bo tak o? Bo Piotruś powiedział 'wróć' i już do niego lecisz?
- Cholera, nie lecę do niego! Dopiero mam mu powiedzieć, czy mu odpuszczę, czy nie...
- To Twoje życie, Twoje decyzje. Tylko uważam, że dopiero przy Nico odżyłaś...
- Też tak czuję.
- Więc, co pierdolisz o powrocie do tamtego?! - syknęła.
- Nieważne już... Naprawdę. Poradzę sobie sama.
- Dobra. Pamiętaj, że zawsze masz mnie, Klaudię i Justynę. - przytuliła mnie mocno do siebie.
- Też tak czuję.
- Więc, co pierdolisz o powrocie do tamtego?! - syknęła.
- Nieważne już... Naprawdę. Poradzę sobie sama.
- Dobra. Pamiętaj, że zawsze masz mnie, Klaudię i Justynę. - przytuliła mnie mocno do siebie.
- Dziękuję.
~ Z punktu widzenia Nico:
Gdy dowiedziałem się, że Aneta dostała od Nowakowskiego kolczyki myślałem, że mnie rozniesie. Ale to prezent urodzinowy, więc musiała go przyjąć. Mam nadzieję, że nic później się nie zdarzyło. Jeszcze przed meczem widziałem wkurzoną Wiktorię, która coś zamaszyście tłumaczyła Anecie. Może jednak coś się wydarzyło? Nie, niemożliwe. Skupiłem się na meczu. Poszła szybko. Czysta wygrana do zera z Rzeszowem. I coraz bliżej do Mistrzostwa Polski. Teraz jedyne o czym myślałem, to powrót do domu z moją kobietą. Musiałem jej w końcu powiedzieć, że lecimy całą paczką do Meksyku na wakacje. Wiem, że czekała na tą informację i ciekaw byłem jej reakcji.
Właśnie wychodziłem z szatni, gdy zauważyłem, że Aneta rozmawia z Piotrkiem. Cały się zagotowałem. Chwilę później Piotrek poszedł w storn wyjścia z wielkim uśmiechem na buzi. Od razu znalazłem się obok mojej dziewczyny.
- A co to było?
Właśnie wychodziłem z szatni, gdy zauważyłem, że Aneta rozmawia z Piotrkiem. Cały się zagotowałem. Chwilę później Piotrek poszedł w storn wyjścia z wielkim uśmiechem na buzi. Od razu znalazłem się obok mojej dziewczyny.
- A co to było?
- Ale co? - objęła mnie i spojrzała uważnie.
- Dlaczego Piter tak się szczerzył?
- Nie mam pojęcia, Skarbie. Czy to ważne?
- Tak, dla mnie tak. Więc?
- Jejku, nie wiem, dlaczego się cieszył. Nie bardzo mnie to interesuje. - spojrzała na mnie niepewnie i natychmiast się odsunęła.
A co to było? O nie, coś przede mną ukrywa. Tylko co? A może mi się tylko wydawało? Ona zawsze była skryta...
Objąłem ją natychmiast i spojrzałem jej w oczy.
- Hej, nie złość się. - pocałowałem ją w głowę. - Kocham Cię, a jego nie trawię. Zrozum.
- Po prostu czasem mam wrażenie, że mi nie ufasz...
- Ufam, oczywiście, ze ufam. - pocałowałem ją w głowę. Ona się do mnie przytuliła i to mnie uspokoiło. Zawsze, gdy miałem ją w ramionach czułem się pewniej, stabilniej. Byłem po prostu spokojniejszy. O nią, o nas. Po chwili udaliśmy się do domu. Tak powiedziałem jej,że nie dostałem powołania i z całą ekipą lecimy do Meksyku. Myślałem, że mnie udusi, kiedy rzuciła mi się na szyje. Nigdy nie widziałem jej takiej szczęśliwej. A ja byłem uradowany, że to ja mogłam sprawić jej troszkę radości.
- Dlaczego Piter tak się szczerzył?
- Nie mam pojęcia, Skarbie. Czy to ważne?
- Tak, dla mnie tak. Więc?
- Jejku, nie wiem, dlaczego się cieszył. Nie bardzo mnie to interesuje. - spojrzała na mnie niepewnie i natychmiast się odsunęła.
A co to było? O nie, coś przede mną ukrywa. Tylko co? A może mi się tylko wydawało? Ona zawsze była skryta...
Objąłem ją natychmiast i spojrzałem jej w oczy.
- Hej, nie złość się. - pocałowałem ją w głowę. - Kocham Cię, a jego nie trawię. Zrozum.
- Po prostu czasem mam wrażenie, że mi nie ufasz...
- Ufam, oczywiście, ze ufam. - pocałowałem ją w głowę. Ona się do mnie przytuliła i to mnie uspokoiło. Zawsze, gdy miałem ją w ramionach czułem się pewniej, stabilniej. Byłem po prostu spokojniejszy. O nią, o nas. Po chwili udaliśmy się do domu. Tak powiedziałem jej,że nie dostałem powołania i z całą ekipą lecimy do Meksyku. Myślałem, że mnie udusi, kiedy rzuciła mi się na szyje. Nigdy nie widziałem jej takiej szczęśliwej. A ja byłem uradowany, że to ja mogłam sprawić jej troszkę radości.
Wiktoria dobrze gada, polać jej!
OdpowiedzUsuń