czwartek, 31 października 2013

Rozdział szósty.

~ Z punktu widzenia Anety:

               Dzień moich urodzin nadszedł tak szybko, że nawet  nie zdążyłam się dobrze ogarnąć, co i jak, gdzie i z kim, i o której... Dobrze, że Nico wczoraj przyjechał i pomógł mi ze wszystkim, bo inaczej mogłabym niczego nie zrobić na czas. Nawet nie sądziłam, że Uriarte potrafi tak dobrze gotować...
               Od godziny szesnastej zaczynali się wszyscy zbierać. Nico był u mnie dużo wcześniej i postanowił zostać na noc. W sumie, dlaczego nie zaproponowałam mu, by przeprowadził się do mnie?  A, no tak. Od jego domu było bliżej na halę, a ode mnie... No cóż, spory kawałek.
Gdy zebrali się wszyscy, zaczęli wręczać mi prezenty, składać życzenia i śpiewać sto lat. To takie miłe, że wszyscy pamiętali... No prawie, bo mój brat nie przyjechał. Cudownie...
Impreza rozkręcała się z godziny na godzinę. Kto to wszystko rozkręcił? Oczywiście Karol i Andrzej!
Na nich można polegać i nigdy się nie zawodzi.
               Będąc zmęczona, odeszłam na bok i zaczęłam oglądać swoje prezenty urodzinowe. Były cudowne! Zaczynając od śmiesznych gadżetów, bo bilety, biżuterię. Wśród nich dostałam to, co oglądałam ostatnio w galerii. I dokładnie wiedziałam od kogo to. Podeszłam do Klaudii i przytuliłam ją mocno.
- Nie ma za co, Złomie! - zaśmiała się, przytulając mnie do siebie.
- Kocham Cię, Mała. Dziękuję, naprawdę. Masz gust - zaśmiałam się wesoło.
- Ha, mowa. Ale musiałam się kitrać, żebyś nie widziała, że Cię obserwowałam wtedy! Nawet sobie tego nie wyobrażasz!
- Nie jestem w stanie! - zaśmiałam się.
- Co dostałaś od Nico? - zerknęła na mnie, lekko uśmiechając się.
- A to. - pokazałam jej złotą bransoletkę. - Cudowna, prawda?
- Prześliczna! Ma chłopak gest...
- W końcu wiedziałam, kogo biorę, nie? - zerknęłam na nią, a po chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Chwilę później przy moim boku znalazł się Uriarte, prosząc byśmy odeszli na bok i porozmawiali. Wzięłam go za rękę i udaliśmy się do kuchni.
- O co chodzi, Skarbie? - spojrzałam na niego, siadając na blacie mebli.
- Jak Ci się podoba prezent? - zapytał, stając przede mną.
- Bransoletka jest przecudowna! Zakochałam się w niej.
- No, no... Żebyś o mnie nie zapomniała czasem - zaśmiał się, stając między moimi nogami, i obejmując w pasie.
- Nie zapomnę, na pewno - pocałowałam go w policzek.
- A wiesz, że to jeszcze nie koniec?
- No, impreza trwa i pewnie trwać będzie, mimo tego, że jutro macie mecz.
- Nie mówię o imprezie, kochanie. Poczekaj tu - musnął mój policzek i wyszedł z kuchni.
Po chwili wrócił do mnie, trzymając w ręce pudełko w ozdobnym papierze. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- A co to jest?
- Otwórz i zobacz - powiedział, stawiając paczkę na stole.
Zeskoczyłam z blatu, podeszłam do stołu i od razu zaczęłam odpakowywać.  Nawet nie odpakowywałam dalej, gdy ujrzałam na pudełku dwie pierwsze litery słowa ''Canon''. Rzuciłam się Nico na szyję i przytuliłam się do niego z całej siły. Ten tylko się zaśmiał i objął mnie mocno.
- Jeszcze raz, Kochanie, wszystkiego najlepszego. - szepnął mi do ucha, delikatnie je całując.
- Jesteś niesamowity, dziękuję - również szepnęłam, mocno się do niego tuląc.
- Skarbie, udusisz mnie - zaśmiał się cicho Uriarte.
- No już, już. - odsunęłam się od niego i szerokim uśmiechem.
- Więc, jutro testujesz sprzęt?
- Jak najbardziej. A Ty będziesz miał zdjęć najwięcej.
- Jak zwykle... - zaśmiał się.
Po chwili i ja zaczęłam się śmiać. Taka prawa, że mój Nico miał zawsze najwięcej zdjęć z meczów, czy treningów. Miłość, cóż zrobić?
Po jakiś 30 minutach usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Podeszłam tam i je otworzyłam a w nich przywitał mnie Mariusz z Dorotą.
- No, Paskudo, chyba nie myślałaś, że zapomniałem o Twoich urodzinach, co? - wyszczerzył się do mnie, wręczając mi bukiet róż.
- Szczerze? Ty nigdy nie pamiętałeś o moich urodzinach! - zaśmiałam się i przytuliłam do niego.
- Wiem, wiem, ale zawsze ktoś mi, prędzej, czy później przypominał. Najlepszego, Mała - uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek. - Ode mnie róże i mały dodatek - uśmiechnął się, a przy mnie znalazła się Dorota, która zaczęła składać mi życzenia i dając prezent.
             Około północy w domu zostałam tylko ja i Nico. Sprzątając salon uświadomiłam sobie, że to dziś mam spotkać się z Piotrkiem. Od razu się podłamałam i gdy tylko skończyłam sprzątać, wzięłam prysznic i udałam się do sypialni, by obejrzeć resztę prezentów. Nico w tym czasie brał prysznic, więc mogłam na spokojnie wszystko obejrzeć.
Pierwszy otworzyłam prezent od Mariusza. Znając Mariusz, to mogło być wszystko...
Otworzyłam torebkę, w której znajdowały się perfumy 'Bruno Banani' i jedno mniejsze, czerwone pudełko.
Trafił z perfumami, moje ulubione. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wzięłam do rąk pudełeczko, od razu je otwierając. Szczęka mi opadła... Mrugnęłam kilkakrotnie, patrząc na złoty zegarek z cyrkoniami wokół tarczy. Wyszczerzyłam się, jak głupia i pierwsze, co zrobiłam to napisałam do Mariusza, że mnie zatkało, a jutro podziękuję mu jeszcze raz osobiście. Jutro... Piotrek, spotkanie... Na pewno tego chcę?
Odłożyłam prezenty na bok, wsunęłam się pod kołdrę, wtuliłam głowę w poduszkę. Chwilę później czułam jak ugina się materac pod ciężarem Nico, a chwilę później poczułam na policzku jego usta i usłyszałam przy uchu 'Dobranoc, kochanie'. Wtuliłam się mocniej w poduszkę i zapadłam w niespokojny sen.



~ Z punktu widzenia Nico:
     
        Na urodzinach Anety było tyle osób, że z trudem mogłem znaleźć chwilę by z nią porozmawiać.
W końcu udało mi się wyciągnąć do kuchni. Dziwnym trafem usiadła na blacie mebli, tak jak chciałem.
Chwilę porozmawialiśmy, a w końcu powiedziałem jej, że mam jeszcze jeden prezent. Gdy postawiłem ten prezent na stole, a ona zaczęła go odpakowywać, czekałam zniecierpliwiony na jej reakcję. Nie zorientowałem się, kiedy Aneta znalazła się w moich ramionach, tuląc się do mnie z całej siły.
Uff, prezent się jej spodobał. Muszę postawić za Mariuszowi flaszkę, w końcu mi pomógł.  Mogłem się spodziewać, że najwięcej zdjęć z jutrzejszego meczu będę miał ja. Jak zawsze zresztą. Ale to takie fajne. Nie to, że lubię siebie oglądać, bo nie lubię. W każdym razie, nie mogłem doczekać się jutra. Zaraz, zaraz...
Czy czasem jutro Aneta nie ma się spotkać z Nowakowskim? Cholera, zapomniałem.
       W połowie imprezy pojawił się Mariusz z żoną - Dorotą. Tyle dobrze, bo będzie kolejna osoba do pogadania. Musimy zrobić porządną imprezę urodzinową dla Anety. Taką... Taką naprawdę porządną, a ja z Mariuszem już o to zadbam.
Usiadłem koło Mańka i zacząłem rozmowę. Jego siostry nie było nigdzie widać, więc mogliśmy na spokojnie wszystko ustalić. Zacząłem mu wszystko tłumaczyć.
- Ty, dobrze mówisz. Tylko, że teraz nie ma za bardzo kiedy.
- Wiem o tym. Może w tym całym Meksyku? A właśnie... Lecisz z nami?
- No właśnie nie mogę, mamy plany związane z moją rodzinką. Aneta już wie?
- Wie, że jeżeli nie dostanę powołania, lecimy. Ale tego, że go nie dostałem, jeszcze nie wie.
- Więc jej to jak najszybciej oznajmij, bo się wkurzy, wiesz.
- Tak, no wiem. To co z imprezą...?
- No ja Ci nie pomogę, bo z Wami nie lecimy. Ale dobry plan z tym Meksykiem - uśmiechnął się.
- Czyli tam trzeba wszystko ustalić... Mam nadzieję, że się uda.
- Oj, ja coś czuję, że się uda. I to bardzo dobrze. - wyszczerzył się do mnie, tym swoim wiele znaczącym uśmiechem. Oho, Wlazły ma plan...
       Gdy sprzątaliśmy dom, Aneta nagle zrobiła się cicha. Może była zmęczona? Rozważałem wiele opcji, ale nagłe mnie olśniło. Ona też się nie cieszy, że idzie na spotkanie z Piotrkiem.  Ulżyło mi troszkę, bo bałem się, że ona o nim jeszcze nie zapomniała. Obym się nie mylił...
Brałem prysznic, gdy Aneta siedziała w sypialni i oglądała prezenty. Może chociaż teraz poprawi się jej humor. Gdy wyszedłem z łazienki, Aneta już spała. A przynajmniej tak mi się wydawało. Pocałowałem ją w policzek, szepcząc jej do ucha 'dobranoc'. Delikatnie ją objąłem, wtulając głowę w poduszkę i zapadając w głęboki sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz