niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział dziesiąty.

~ Z punktu widzenia Anety:


               Dzień meczu nadszedł tak szybko, że nawet nie zorientowałam się, że jestem na hali i za chwilę rozpocznie się spotkanie.  I nie byłoby w tym meczu nic dziwnego, gdyby nie to, że dzisiaj rozstrzygnie się, kto zostanie Mistrzem Polski. A co gorsza... W Bełchatowie gra mój chłopak, a w drużynie przeciwnej były chłopak, któremu wybaczyłam i znów coś do niego poczułam. Tak. Sama przed sobą się przyznaje, czuję coś do Piotrka. Co ja wyprawiam... Przecież jestem z Nico. I go kocham... Piotrka też. Niee, to nie jest miłość. Chyba.
             Łapałam na sobie wzrok Nico. Chyba przeczuwał, że coś jest nie tak. Może nie? Nie wiem. Straszne jest to, że mogłabym go stracić. Nie wyobrażam sobie tego. Ale przecież z Piotrkiem też była fajnie, prawda? Aneta! Nie! Stop! Muszę przestać ich porównywać do siebie. Póki co, nic się nie działo, więc mogłam być spokojna. Po ostatniej rozmowie z Mariuszem i Klaudią, boję się nawet spojrzeć na Pita, a co dopiero do niego podejść. Ech, upartego mam brata i jeszcze bardziej upartą przyjaciółkę.
Czekałam grzecznie ma mecz, starając się utrzymać uwagę i skoncentrować się na moim chłopaku, Piotrku.
To znaczy, Nico! Nico! Gdyby któreś z nich to usłyszało, poćwiartowałoby mnie na miejscu....



~ Z punktu widzenia Mariusza:

          Rozgrzewaliśmy się na hali. Moja drużyna pojawiła się trochę szybciej niż ta z Rzeszowa. I całe szczęście. Odkąd dowiedziałem się, co Aneta wyprawia przez Nowakowskiego, to myślałem, że mnie rozniesie. Nie wierzyłem w to, co usłyszałem od Klaudii i Anety. Czy ją już do końca pojebało?
Jasna cholera, znowu będzie to samo, co wcześniej. Dobrze pamiętam, co się działo. Płakała mi w rękach bite pięć dni. I teraz chce powtórki z sytuacji. Wrr, co za baba jedna.
Niech tylko przed oczy napatoczy Nowakowski, to nie ręczę za siebie. No zabiję go, obiecuję. Pewnie tamta panna go zrobiła w balona i teraz leci do Anety. A ta durna za to, leci do niego! W kogo ona się wdała, to ja nie  mam pojęcia.
         Chwilę później na boisku zjawili się Resoviacy. I wśród nich on. Podszedłem do niego i poprosiłem na bok. O tak, teraz się szykuj Nowakowski, bo pożałujesz, że w ogóle pojawiłeś się w życiu mojej siostry.
- Mam nadzieję, że chwilę mogę Ci zająć?
- Biorąc pod uwagę to, że wy już w połowie rozgrzewki jesteście, a my jeszcze nie zaczęliśmy, to nie bardzo.
- O, dziękuję za pozwolenie. W co Ty w ogóle pogrywasz, Nowakowski, co? - zapytałem.
- Nie wiem, o co Ci chodzi.
- Nie wiesz? Co Ty, do cholery, chcesz jeszcze od mojej siostry, co? Nie widzisz, że kogoś ma?
- Widzę, doskonale to widzę. Tylko problem w tym, że to jej wybór, a nie wasz.
- Pierdolisz. Zostaw ją w spokoju.
- A to, co zrobię, to już jest tylko moja sprawa. I ani Ty, ani Klaudia, ani nikt inny w to się wtrącać nie będzie.
- Założymy się? Nowakowski...
- No co Wlazły? Już raz nic nie wskórałeś. Chciała ze mną być, to była. Jeżeli teraz będzie, to jej tego nie zabronisz, a ja się o to postaram.
- Słuchaj, trochę przeginasz...
-  Coś jeszcze masz mi do powiedzenia? Bo wypada się rozgrzać, by wygrać mecz.
- Jeden niewłaściwy krok, tylko jeden taki mały, a powyrywam Ci nogi z miejsca, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Śmiało. - rzucił do mnie przez plecy i poszedł do swojej drużyny.
- Co za typ. - syknąłem przez zaciśnięte zęby i wróciłem do swoich.
               Na meczu myślałem tylko o tym, jak dokopać Resoviakom. W polu ognia miałem oczywiście Piotra. Nie obchodziło mnie, czy wybije mu place, czy dostanie piłką po głowie, w danej chwili miałem to gdzieś.  Chciałem im pokazać, że Mistrz jest tylko jeden.  I tak właśnie wszystko się potoczyło.
Wbijałem siatkarskiego gwoździa za gwoździem. I nie ma, że boli. Mistrzostwa im nie oddamy. I tak właśnie się stało. Pokonaliśmy Rzeszów do zera i ponownie zostaliśmy Mistrzami Polski. Daliśmy się ponieść euforii. Na boisku znalazła się też moja siostra. Oczywiście w namiętnym uścisku Uriarte. I całe szczęście! Niech tamten się do niej nie zbliża. Po chwili ja podszedłem do zakochanych.
- Gołąbki! Dzisiaj świętujemy! - wyszczerzyłem się.
- Jutro świętujemy, Mario. Dzisiaj noc spędzam z Twoąj siostrzyczką, a moją dziewczyną.
- No proszę, to ja o tym nic nie wiem! - zaśmiała się Aneta.
- No to juz wiesz, maleńka - cmoknął ją w nos.
- Dobra, to sobie w domu poromansujecie, a teraz Młoda spadaj, bo uroczystość.
- Tak, tak. Do zobaczenia, Kochanie. - pocałowała go i wróciła na swoje miejsce.
Po wszystkim udaliśmy się do szatni. Jednak ja wróciłem po coś na halę. I co zobaczyłem? Anetę z Piotrem. Wiedziałem, ze cos się świeciło. Zmierzyłem ich wzorkiem i szybko wróciłem do szatni. Chyba będę musiał sam na sam z nią porozmawiać. Ale to jutro, na imprezie. Teraz cieszmy się z mistrzowstwa!



               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz