wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział dziewiąty.

~ Z punktu widzenia Klaudii:


                Gdy odczytałam wiadomość od Anety, myślałam, że nie wytrzymam, podejdę do niej i jej strzelę. I gdyby nie to, że był ze mną stażysta, zrobiłabym to bez zawahania. Widziałam jeszcze potem Wiktorię i znając ją, nagadała jej zdrowo. Sama muszę zareagować. Tylko, że mnie nie posłucha... Tu musi interweniować Mariusz.
                 Następnego dnia rano zadzwoniłam do Mariusza. Odebrał, jak zawsze szybko.
- Halo?
- Cześć. Z tej strony Klaudia.. Możemy pogadać?
- Siemano! Jasne,  że możemy pogadać. Moja siostrunia najukochańsza coś odwala?
- Strzał w dziesiątkę... Ale to nie na telefon. Słuchaj, zadzwonię jeszcze do Anety i powiem jej, że chcemy się spotkać... O czternastej w cukierni? Ja będę o trzynastej, dobrze byłoby, gdybyś też o trzynastej się pojawił.
- Jasne, jak dla mnie nie ma problemu. To ma związek z Pitem, zgadza się?
- Ponowny strzał w dziesiątkę, Panie Wlazły.
- No to chyba ją zabiję...
- Zabijemy ją razem, ale poczekaj aż Ci opowiem. Dobra, to do zobaczenia!
- No, na razie. - rozłączył się.
Uuu, Mariusz jest zły. Ale to dobrze, może on przemówi jej do rozsądku. Taką miałam nadzieję.
Chwilę później zadzwoniłam do Anety i powiedziałam jej o spotkaniu. Nie powiedziałam dokładnie, o co mi chodzi, ale w innym wypadku, ona nie zgodziła by się przyjść i cały plan poszedł by w las.
                Równo o trzynastej w kawiarni zjawił się Mariusz. Zajęliśmy stolik na dworze, bo nie było opcji, żeby w tak piękną pogodę siedzieć w środku. Zamówiliśmy desery lodowe i zaczęliśmy rozmawiać.
- Zanim Aneta do nas przyjdzie... Powiesz mi, co ta moja siostrunia wyprawia...? - zaczął Mariusz.
- A wyprawia, wyprawia. W sumie, zaczęło się od tego, że zgodziła się na spotkanie z nim...
- To kiedy oni się spotkali? Przepraszam, że przerywam.
- Nic się nie stało, ale daj mi dokończyć, bo to długa opowieść jest. Spotkali się wczoraj przed meczem.
I nie wiem, jak to tam wyszło, bo z Anetą się jeszcze nie widziałam, ale z tego, co mi pisała, to ona sama bawiła się bardzo dobrze w jego towarzystwie. Co lepsze, dostała od  niego kolczyki na 'spóźnione urodziny'.
- No to na razie nie jest tak źle, poza tymi kolczykami... Pokażesz mi te wiadomości, czy już je usunęłaś?
- Mam, mam. Już Ci je pokazuję. - wyjęłam telefon i pokazałam wiadomości od Anety.
- Ona chyba żartuje... - powiedział, kończąc czytać.
- Wydaje mi się, że nie żartuje. On chce do niego wrócić. I to jest chore, bo ma Nico, który lata za nią, jak głupi.
- No to jej coś na mózg padło. Zawsze tak było, pamiętasz? Leciała do niego, gdy on tyło zrobił maślane oczka. Kobieca logika... bez urazy, oczywiście.
- Nie ma problemu. Teraz Ty jej musisz przemówić do rozsądku, Ciebie posłucha, a mnie raczej nie.
- No właśnie polemizowałbym, kogo bardziej posłucha...
- Nie radzę. Jak wiesz, ukończyłam dziennikarstwo i śmiem twierdzić, iż zasób słów mam większy.
- A ja co? Matury nie mam, czy jak? - zaczął się śmiać Mariusz. Nie wytrzymałam i sama zaczęłam chichotać. Nie rozumiem jednego, Mariusz i Aneta to rodzeństwo, jedno jest przeciwieństwem drugiego...
Ech, takie życie.
            Kilka minut po czternastej zjawiła się Aneta. Widziałam zawahanie, kiedy podchodziła do naszego stolika. Jeżeli tylko by się odwróciła i postanowiła jednak do nas nie przyjść, wstałabym i pobiegła za nią. To nic, że jej dwa kroki, to moich dwadzieścia, ale pobiegłabym za nią i siłą zaciągnęła. Na szczęście, to nie było konieczne. Podeszła i usiadła na wolnym krzesełku przy stoliku.
- To wszystko było ustawione, prawda? - spytała, mierząc mnie wzrokiem.
- Jak ty mnie znasz... - wyszczerzyłam się do niej.
- Mam się zacząć Was bać, czy o co....
- Powinnaś się nas bać, odkąd nas zobaczyłaś przy tym stoliku. A zwłaszcza mnie. - przerwał jej Mariusz.
- Mhm, no to już wiem, o czym będziemy rozmawiać... - skrzywiła się Aneta.
- I dobrze. Co Ci do tej głowy strzeliło?
- Nic mi nie strzeliło. Po prostu... Jednak mi go brakowało.
- Jak Ci go mogło brakować? No jak?! Zrobił z Ciebie idiotkę, a teraz co?
- Czy to nie Ty mi zawsze powtarzałeś, że należy dawać drugą szansę...? - zapytała sarkastycznie blondynka.
- Aneta! W tej chwili jest mało ważne, co Mariusz kiedyś powiedział. Chcesz odejść od Nico i wrócić do Nowakowskiego? Z jakiej racji?
- Bo się za nim stęskniłam! Z takiej racji.
- Uznam Cię za durną, jeżeli do niego wrócisz - skomentował Mariusz.
- Ale dlaczego zakładacie, że do niego wrócę? Może nie wrócę...
- Może... - syknęłam.
- Spotykasz się z nim? - zapytał Wlazły.
- Nie. Na razie. Tylko do siebie piszemy. I czasem dzwonimy.
- Ty jednak jesteś naiwna, wiesz o tym?
- Dlaczego? Może faktycznie się zmienił?
- Ludzie się nie zmieniają, wbrew pozorom - powiedziałam to jednocześnie z Mariuszem, a chwilę później oboje się zaśmialiśmy.
- Jeżeli do siebie wrócicie, to skończy się tak samo, jak wcześniej.
- A może jednak nam wyjdzie, co?
- Nie wierzę w to, co słyszę... - syczałam przez zaciśnięte zęby.
- Powroty do byłych zazwyczaj nie wychodzą. A dlaczego? Bo tylko się nam wydaje, że ludzie się zmieniają.
- Mówcie, co chcecie.
- Dobra, Mariusz. To jest bez sensu. Niech robi, co chce, to jej życie. Pamiętaj tylko, że masz nas i cokolwiek będzie się działo, jakąkolwiek podejmiesz decyzję, informuj nas o tym.
- Macie to jak w banku. - uśmiechnęła się do na niepewnie.
- No to chociaż w tej kwestii się zgadzamy. Nie wiem jak Wy, laski, ale ja tam jeszcze zjadłbym coś słodkiego. Reflektujecie? - wyszczerzył się do nas.
- Jak Ty nas znasz! - krzyknęłyśmy obie w tym samym czasie.



~ Z punktu widzenia Anety:


            Ładną sobie na mnie zasadzkę zrobili. Moja przyjaciółka z moim rodzonym bratem. Wysłuchałam ich i przyjęłam wszelkie uwagi do wiadomości. Ale nie mogą za mnie decydować. Sama wybiorę, co jest dla mnie najlepsze. Tylko jeszcze niedawno najlepszym było dla związanie się z Nico. A teraz co? Wrócił Piotrek... I znów mnie do niego ciągnie. Teraz jeszcze bardziej. Ale pęka mi serce, kiedy sobie pomyślę o tym, że mogłabym już nigdy nie zobaczyć Nico. Przecież go kocham. Jego. Nie Piotrka... A może się mylę...
Nie, na razie nie mogę o tym myśleć. Nie teraz. Z Piotrkiem zobaczę się dopiero na meczach Reprezentacji.
Teraz muszę zająć się moim chłopakiem. I naszymi wspólnymi wakacjami w Meksyku! Nie mogłam się tego doczekać.  Szkoda tylko, że mój brat z nami nie poleci... Może innym razem.
       Siedziałam w domu i oglądałam jakiś film. Uriarte był u siebie w mieszkaniu, co mnie trochę zdziwiło. Chyba muszę mu zaproponować, żebym wprowadził się do mnie. Najlepiej zaraz po meczu. Będę go miała pod ręką. No właśnie, mecz! Toż to już za tydzień. Muszą wygrać, no muszą utrzeć nosa Resoviakom.
W tej właśnie chwili zaczął dzwonić mój telefon. Byłam święcie przekonana, że to Nico, a to... Piotrek.
I wbrew pozorom, mój entuzjazm nie opadł. Odebrałam bez zastanowienia.
- Halo?
- No cześć, Piękna! Co u Ciebie?
- Cześć, Piter. U mnie wszystko w porządku. U Ciebie?
- Też, ale byłoby lepiej, gdybyś tu była za mną.
- Piotrek...
- Tak, tak, ja wiem. Masz chłopaka... - westchnął do słuchawki.
- Mam i go kocham.
- Rozumiem. Ale jestem wypompowany po treningu...
- Chcecie wygrać, to trenujcie. Chociaż i tak nie macie szans.
- Dobra, dobra. Jeszcze się zdziwisz.
- Zakładamy się?
- Możemy. To ja mówię, że wygramy, a Ty, że przegramy.
- Zgadza się. A zakładamy się o co...?
- Jeżeli przegrasz, po meczu dasz mi się wyciągnąć na kolację. Może ze śniadaniem. A, jak ja przegram...
- A jeżeli Ty przegrasz, to dopiero pogadamy podczas meczów Reprezentacji.
- Co? Oszalałaś chyba...
- Wymiękasz?
- Nie. Ok, przyjmuję zakład.
- I to mi się podoba. - uśmiechnęłam się sama do siebie, bo bardzo dobrze wiedziałam, że SKRA wygra ten mecz. Jednak... Kolacja z Piotrkiem...? Nie! Żadnej kolacji, zwłaszcza ze śniadaniem.
- No to do zobaczenia w środę, Rybko. Tęsknie za Tobą.
Słysząc te słowa, przeszedł mnie dreszcz. Wiedział, co robi. Wiedział, jak na mnie działa, jak mówi do mnie 'rybko'.
- Dobranoc, Piotrek. - rozłączyłam się szybko. Po chwili jednak napisałam mu smsa: ''Tak szczerze, to ja za Tobą też..''.  Odłożyłam telefon na szafkę i opadłam na kanapę. Co ja najlepszego wyprawiam? Modliłam się, żeby SKRA wygrała ten mecz. Z drugiej strony, chciałam się spotkać z Piotrkiem. Ale nie na chwilę. Na dłużej. Znacznie dłużej. Ugh, nie koniec. Muszę zadzwonić do Nico.
Para minut później Argentyńczyk był u mnie w domu. I został do rana.  Przy nim czułam się pewnie. I zapominałam o wszystkim. Liczył się tylko on i nikt więcej. Ale... Czy nie tak samo czułam się na początku znajomości z Piotrkiem...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz