Przed chwilą zadzwoniła do mnie Klaudia. I jak zwykle była na mnie cięta. Cholera, żeby to jeszcze chodziło o nią, a tu chodzi o Anetą. No, ale przecież ona się przyjaźnią, więc... To wszystko wyjaśnia. W ogień skoczy jedna za drugą. Ale teraz, to była moja sprawa, co zrobię. I nikt nie będzie mi mówił, co mam robić, czy robię to dobrze, czy źle.
Czekałem na Anetę w kawiarni na rynku. W tej samej, w której umówiliśmy się po naszym pierwszym spotkaniu. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Klaudia przeprowadzała ze mną wywiad, a Aneto robiła wtedy zdjęcia. Urzekło mnie w niej to, że robiła to tak na luzie... Nie spinała się, jak reszta ''aparaciarzy''...
I później podszedłem do niej z pretekstem, czy możemy umówić się z na sesje. A później poszliśmy na kawę...
I tak wyszło. Wymieniliśmy się numerami telefonów i rozeszliśmy w swoje strony. Później kolejne spotkanie i kolejne, i kolejne dwa, trzy... I w końcu byliśmy parą. A potem wszystko trafił szlag. Z mojej winy, przyznaję się. Ale chcę to naprawić. I staram się. Bo staram, prawda? Dzwonię do niej, piszę... A ona?
Ona mnie już nie chce. Chyba. Nie wiem. Ma faceta... Jasne cholera, tyle przegrać.
Bawiłem się serwetką, co chwilę zerkając na zegarek. Dochodziło południe. Wyjąłem z kieszeni pudełeczko z prezentem dla Anety. Spóźniony, bo spóźniony, ale zawsze. Mam nadzieję, że będą się jej podobać. Prawie godzinę siedziałem u jubilera i wybierałam kolczyki... Więc się pochlastam, jeżeli się jej nie spodobają lub, co gorsza, nie przyjmie ich.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek przy drzwiach, sygnalizujący wejście lub wyjście kogoś z kawiarni. Spojrzałem w tamtą stronę i momentalnie mnie zamurowało. W drzwiach stała Aneta. Jak zawsze idealna.
Bawiłem się serwetką, co chwilę zerkając na zegarek. Dochodziło południe. Wyjąłem z kieszeni pudełeczko z prezentem dla Anety. Spóźniony, bo spóźniony, ale zawsze. Mam nadzieję, że będą się jej podobać. Prawie godzinę siedziałem u jubilera i wybierałam kolczyki... Więc się pochlastam, jeżeli się jej nie spodobają lub, co gorsza, nie przyjmie ich.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek przy drzwiach, sygnalizujący wejście lub wyjście kogoś z kawiarni. Spojrzałem w tamtą stronę i momentalnie mnie zamurowało. W drzwiach stała Aneta. Jak zawsze idealna.
Wyglądała przepięknie w rozpuszczonych włosach, spódnicy. Już! Ogarnij się, Nowakowski!
Uśmiechnąłem się do niej, gdy podeszła do stolika i po chwili zajęła miejsce na przeciwko mnie.
- Cześć. Pięknie wyglądasz.
- Cześć. Dzięki - uśmiechnęła się niepewnie. - Zamówiłeś coś?
- Nie, wybacz mi. - Szlag! Jak mogłem zapomnieć?! - Zamówić?
- Nie, poradzę sobie sama, dzięki - skinęła na kelnera, a ten ledwo do niej podszedł i już pożerał ją wzrokiem. Och, myślałem, że zaraz się zagotuję, ale na szczęście facet szybko odszedł od stolika.
- Zdradzisz, co zamówiłaś? - dodałem ciszej.
- To, co zwykle: szarlotka i kawa latte. Standardowo - wzruszyła ramionami.
No to będzie ciężko. Widać, że nie przyszła pokojowo nastawiona. Muszę coś zrobić...
- Może napijesz się wina? - zapytałem, mając nadzieję, że się zgodzi.
- Poproszę, ale lampkę najwyżej, bo później muszę pracować. A Ty masz dziś mecz, więc nie powinieneś pić. - oznajmiła z tą przestrogą w głosie, którą dobrze pamiętam.
- Lampka wina mi nie zaszkodzi - puściłem jej oko i lekkim uśmiechem. Ona się zarumieniła i spuściła wzrok. No w końcu! Zamówiłem wino i po chwili postanowiłem działać.
- Słuchaj, Aneta... Wiem, że wczoraj miałaś urodziny... I wysyłałem Ci życzenia, ale to nie to samo, co osobiście. Więc, spóźnione: wszystkiego najlepszego! - wyjąłem pudełeczko z kieszenie i podałem jej, przesuwając je po stole. Spojrzała na mnie, a później na pudełeczko. I zauważyłem błysk w jej oku. Tak!
- Piotrek, to bardzo miłe i dziękuję za życzenia, ale nie mogę tego przyjąć...
- To jest prezent, nie możesz odmówić...
- Dobrze. Dziękuję - wzięła prezent i je otworzyła. Zobaczyłem szeroki uśmiech na jej twarzy. Tak, wszystko idzie zgodnie z planem.
Uśmiechnąłem się do niej, gdy podeszła do stolika i po chwili zajęła miejsce na przeciwko mnie.
- Cześć. Pięknie wyglądasz.
- Cześć. Dzięki - uśmiechnęła się niepewnie. - Zamówiłeś coś?
- Nie, wybacz mi. - Szlag! Jak mogłem zapomnieć?! - Zamówić?
- Nie, poradzę sobie sama, dzięki - skinęła na kelnera, a ten ledwo do niej podszedł i już pożerał ją wzrokiem. Och, myślałem, że zaraz się zagotuję, ale na szczęście facet szybko odszedł od stolika.
- Zdradzisz, co zamówiłaś? - dodałem ciszej.
- To, co zwykle: szarlotka i kawa latte. Standardowo - wzruszyła ramionami.
No to będzie ciężko. Widać, że nie przyszła pokojowo nastawiona. Muszę coś zrobić...
- Może napijesz się wina? - zapytałem, mając nadzieję, że się zgodzi.
- Poproszę, ale lampkę najwyżej, bo później muszę pracować. A Ty masz dziś mecz, więc nie powinieneś pić. - oznajmiła z tą przestrogą w głosie, którą dobrze pamiętam.
- Lampka wina mi nie zaszkodzi - puściłem jej oko i lekkim uśmiechem. Ona się zarumieniła i spuściła wzrok. No w końcu! Zamówiłem wino i po chwili postanowiłem działać.
- Słuchaj, Aneta... Wiem, że wczoraj miałaś urodziny... I wysyłałem Ci życzenia, ale to nie to samo, co osobiście. Więc, spóźnione: wszystkiego najlepszego! - wyjąłem pudełeczko z kieszenie i podałem jej, przesuwając je po stole. Spojrzała na mnie, a później na pudełeczko. I zauważyłem błysk w jej oku. Tak!
- Piotrek, to bardzo miłe i dziękuję za życzenia, ale nie mogę tego przyjąć...
- To jest prezent, nie możesz odmówić...
- Dobrze. Dziękuję - wzięła prezent i je otworzyła. Zobaczyłem szeroki uśmiech na jej twarzy. Tak, wszystko idzie zgodnie z planem.
- Matko, dziękuję Ci, Piotrek! - podeszła do mnie i się do mnie przytuliła. O, a to już było poza moim planem. Po chwili oderwała się ode mnie i wróciła na miejsce, ze spuszczoną głową.
- Rozumiem, że Ci się podobają?
- Bardzo - odpowiedziała szybko. Po chwili oboje dostaliśmy zamówienia. Rozmawialiśmy jak dawniej. Na luzie z uśmiechem. Aneta chyba poczuła się swobodniej w moim towarzystwie. Dobrze, już będzie teraz lepiej. Po jakimś czasie ponownie postanowiłem pogadać z nią o nas.
- Hej, Aneta... Chciałbym Cię przeprosić. Wiem, jak się zachowałem i co Ci zrobiłem. Ale chciałbym, żebyś dała mi drugą szansę...
- Piotrek, ale nie masz o co prosić, bo drugiej szansy nie dostaniesz. Ja jestem teraz z Nico i to jego kocham. Nie potrafiłabym Ci wybaczyć... Znowu.
- Ale Aneta... Proszę. Ja... Ja nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję. - spojrzałem w jej oczy.
- Nie zrobisz, bo szansy nie dostaniesz... - spojrzała w moje oczy. I wtedy zobaczyłem w jej oczach cały ból. I to wszystko przeze mnie. I co ja mam teraz zrobić? Ona musi mi wybaczyć.
Przyłożyłem dłoń do jej policzka, delikatnie gładząc go kciukiem. Zamarłem, gdy Aneta wtuliła twarz w moją dłoń. Ponownie spojrzała w moje oczy i tym razem, było w nich coś innego. Coś, co... Tak bardzo ciągnęło mnie do niej. Uśmiechnąłem się delikatnie i chwyciłem jej dłoń, spoczywającą na stolik. Przejechałem palcem po jej knykciach, nadal się uśmiechając.
- Chyba muszę się zbierać... - dodała po chwili.
- Ja też... Będziesz trzymać za nas kciuki? - zapytałam, zabierając dłoń z jej policzka, ale nie puszczając jej dłoni.
- Rozumiem, że Ci się podobają?
- Bardzo - odpowiedziała szybko. Po chwili oboje dostaliśmy zamówienia. Rozmawialiśmy jak dawniej. Na luzie z uśmiechem. Aneta chyba poczuła się swobodniej w moim towarzystwie. Dobrze, już będzie teraz lepiej. Po jakimś czasie ponownie postanowiłem pogadać z nią o nas.
- Hej, Aneta... Chciałbym Cię przeprosić. Wiem, jak się zachowałem i co Ci zrobiłem. Ale chciałbym, żebyś dała mi drugą szansę...
- Piotrek, ale nie masz o co prosić, bo drugiej szansy nie dostaniesz. Ja jestem teraz z Nico i to jego kocham. Nie potrafiłabym Ci wybaczyć... Znowu.
- Ale Aneta... Proszę. Ja... Ja nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję. - spojrzałem w jej oczy.
- Nie zrobisz, bo szansy nie dostaniesz... - spojrzała w moje oczy. I wtedy zobaczyłem w jej oczach cały ból. I to wszystko przeze mnie. I co ja mam teraz zrobić? Ona musi mi wybaczyć.
Przyłożyłem dłoń do jej policzka, delikatnie gładząc go kciukiem. Zamarłem, gdy Aneta wtuliła twarz w moją dłoń. Ponownie spojrzała w moje oczy i tym razem, było w nich coś innego. Coś, co... Tak bardzo ciągnęło mnie do niej. Uśmiechnąłem się delikatnie i chwyciłem jej dłoń, spoczywającą na stolik. Przejechałem palcem po jej knykciach, nadal się uśmiechając.
- Chyba muszę się zbierać... - dodała po chwili.
- Ja też... Będziesz trzymać za nas kciuki? - zapytałam, zabierając dłoń z jej policzka, ale nie puszczając jej dłoni.
- Wybacz mi, ale jestem za moją drużyną, gdzie gra mój brat i chłopak...
- Rozumiem. - mocniej ścisnąłem jej dłoń. - Zbieramy się? - skinąłem na kelnera. Gdy ten podszedł, a ja regulowałem rachunek, Aneta akurat wstała i wzrok kelnera przeniósł się na nią. Tak, tak... Patrz sobie na nią, ale ona jest zajęta. I to, cholera, nie przeze mnie. Objąłem ją ramieniem i razem wyszliśmy z kawiarni.
- Może wpadniesz jeszcze do nas, do hotelu na chwilkę?
- Nie, dziękuję. Muszę się szykować na mecz. Tak nie pójdę...
- Idź. Rozproszysz chłopaka i może wygramy. - uśmiechnąłem się szeroko.
- Nie. Jestem za nim, całą sobą. - uśmiechnęła się do mnie takim uśmiechem, jak zapamiętałem.
Po jakimś czasie byliśmy pod jej domem. Chwilę porozmawialiśmy i wtedy znów postanowiłem spróbować.
- Wybaczysz mi? - spytałem, obejmując ją w pasie.
- Piotrek...
- Proszę? - przyciągnąłem ją do siebie i przejechałam dłonią po jej plecach.
- Daj mi czas... Dzisiaj, po meczu. - szepnęła.
- Dobrze - pocałowałem ją w policzek. - Do zobaczenia. - szepnąłem i udałem się w swoją stronę.
- Może wpadniesz jeszcze do nas, do hotelu na chwilkę?
- Nie, dziękuję. Muszę się szykować na mecz. Tak nie pójdę...
- Idź. Rozproszysz chłopaka i może wygramy. - uśmiechnąłem się szeroko.
- Nie. Jestem za nim, całą sobą. - uśmiechnęła się do mnie takim uśmiechem, jak zapamiętałem.
Po jakimś czasie byliśmy pod jej domem. Chwilę porozmawialiśmy i wtedy znów postanowiłem spróbować.
- Wybaczysz mi? - spytałem, obejmując ją w pasie.
- Piotrek...
- Proszę? - przyciągnąłem ją do siebie i przejechałam dłonią po jej plecach.
- Daj mi czas... Dzisiaj, po meczu. - szepnęła.
- Dobrze - pocałowałem ją w policzek. - Do zobaczenia. - szepnąłem i udałem się w swoją stronę.
~ Z punktu widzenia Anety:
Klaudii nie podobało się to, że się z nim spotykam. Cóż, nie dziwie się jej. Poszłam tam, by mu pokazać, że bez niego świetnie sobie radzę. Wystroiłam się, zrobiłam loki i zostawiłam je rozpuszczone, tak jak lubił. A co, nie ma, niech patrzy ile stracił, proszę bardzo.
Wchodząc do kawiarni od razu pożałowałam tego, że tak się ubrałam. Stałam chwilę i przyglądałam się Nowakowskiemu, uświadamiając sobie, że do tej kawiarni poszliśmy na naszą pierwszą randkę. Jasne cholera, nienawidzę go! O nie, będzie miał ciężko.
Podeszłam do niego przywitałam się i usiadłam na przeciw niego. Ok, na początku mi wchodziło, byłam twarda, ale później... I jeszcze prezent od niego. Śliczne, srebrne kolczyki z małymi diamentami. Do tego wino... Moje ulubione... Pamiętał, jakie jest moje ulubione. I to mnie zmalało. Do tego, jego perfumy, dotyk jego dloni, jego wzrok... No to po mnie, przegrałam. To wlaśnie był ten czuły Piotrek, którego pamiętałam.
Gdy odprowadzał mnie do domu, cały czas trzymał mnie za rękę. Niby nic takiego, a cieszyłam sie jak mała dziewczynka. Co ja w ogóle robie? On mnie skrzywdził, a ja znów zaczynam za nim latać, jak nastolatka jakaś... Chyba muszę spotkać się z dziewczynami i przedyskutować to z nimi.
Gdy staliśmy pod moim domem, znów zaczął pytać się, czy mu wybaczę. Powiedziałam, ze odpowiem mu po meczu. Wtedy on pocałował mnie w policzek. Zamarłam. Odprowadziłam go wzrokiem i szybko weszłam do domu. Chciałam przestać o tym myśleć, ale nie mogłam. Musiałam mu odpowiedzieć. Szykując ubranie na mecz, myślałam o tym, co powiem Piotrkowi, jak wytłumaczę to wszystko Nico i dziewczynom. Ja zawsze w coś się wpakować, cholera!
Podeszłam do niego przywitałam się i usiadłam na przeciw niego. Ok, na początku mi wchodziło, byłam twarda, ale później... I jeszcze prezent od niego. Śliczne, srebrne kolczyki z małymi diamentami. Do tego wino... Moje ulubione... Pamiętał, jakie jest moje ulubione. I to mnie zmalało. Do tego, jego perfumy, dotyk jego dloni, jego wzrok... No to po mnie, przegrałam. To wlaśnie był ten czuły Piotrek, którego pamiętałam.
Gdy odprowadzał mnie do domu, cały czas trzymał mnie za rękę. Niby nic takiego, a cieszyłam sie jak mała dziewczynka. Co ja w ogóle robie? On mnie skrzywdził, a ja znów zaczynam za nim latać, jak nastolatka jakaś... Chyba muszę spotkać się z dziewczynami i przedyskutować to z nimi.
Gdy staliśmy pod moim domem, znów zaczął pytać się, czy mu wybaczę. Powiedziałam, ze odpowiem mu po meczu. Wtedy on pocałował mnie w policzek. Zamarłam. Odprowadziłam go wzrokiem i szybko weszłam do domu. Chciałam przestać o tym myśleć, ale nie mogłam. Musiałam mu odpowiedzieć. Szykując ubranie na mecz, myślałam o tym, co powiem Piotrkowi, jak wytłumaczę to wszystko Nico i dziewczynom. Ja zawsze w coś się wpakować, cholera!
Podoba mi się bardzo!
OdpowiedzUsuńps wal się Piotrek
:D