poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział dwunasty.

~ Z punktu widzenia Nico:
 


              Obudziłem się około dziewiątej. Aneta jeszcze spała, wtulona w mój tors. Wyglądała pięknie i tak spokojnie. Zapowiadał się jeszcze lepszy dzień niż dnia poprzedniego.
             Wczoraj obroniliśmy tytuł Mistrza Polski. Nie mogłem przestać się uśmiechać. Jak na razie, był to najlepszy dzień w moim życiu. Później spędziłem z Anetą cudowny wieczór i noc. Jest najwspanialszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Wiedziałem już, że to ta jedyna, której potrzebuję i pragnę. I byłem gotów oddać wszystko, żeby tylko spędziła ze mną resztę swojego życia. I nic nie mogło stanąć na drodze do naszego szczęścia. ''Ty nie widzisz, co Nowakowski chce osiągnąć? Właśnie on będzie robił wszystko, żebyście się rozstali!'' - syczała moja podświadomość. Cholerny Piotrek, nagle sobie o niej przypomniał.  I teraz, kiedy jest naprawdę szczęśliwa, musi się wtrącać. Skrzywiłem się, jednocześnie mocniej obejmując Anetę. Schowałem nos w jej włosy i przymknąłem oczy. Nie wyobrażałem sobie tego, że mógłbym ją stracić. I co gorsza, bałem się, że Nowakowski mi ją odbierze. Nie mogę mu na to pozwolić. Nie jemu... Nikomu! Odetchnąłem głębiej i musnąłem ustami jej głowę. W tej samej chwili Aneta się obudziła.
- Długo już nie śpisz? - wyszeptała zaspana, tuląc się do mnie.
- Jakieś dwadzieścia minut. Tak słodko spałaś, że nie miałem serca Cię obudzić. Jak się czujesz?
- Czuję się bardzo dobrze, dziękuję. Może trochę zmęczona i obolała - uśmiechnęła się i mocniej we mnie wtuliła.
- Ale nie żałujesz tego? - spojrzałam na nią, głaszcząc ją po plecach.
- Nie. Nie żałuję. A Ty?
- Bynajmniej. - pocałowałem ją delikatnie i wciągnąłem ją na siebie.
- Co Ty wyprawiasz?
- Przytulam do siebie moją dziewczynę. Masz coś przeciwko...?
- Ależ nie - uśmiechnęła się do mnie i pocałowała czule. Odwzajemniłem to, gładząc ją delikatnie po policzku.
- Nie jesteś głodna? - głaskałem ją po pleckach.
- Jestem... Ale nie chciałam nic mówić...
- Ale po tyłku dostaniesz. Już idę i zrobię śniadanko.
- O nie. Ja dziś robię śniadanie. Przyzwyczaj się, skoro mam z Tobą mieszkać - uśmiechnęła się do mnie, cmoknęła w nos i wstała. Ubrała na siebie moją koszulę i wtedy mnie zamurowało. Wyglądała... Seksownie. Cholernie seksownie. Podparłem się na łokciu i wpatrywałem, jak zapinała po kolei każdy guzik w koszuli.
W pewnym momencie podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się delikatnie.
- Podobam Ci się?

- Oczywiście, ze tak. Jak zawsze - uśmiechnąłem się do niej. Ona podeszła do mnie i musnęła moje usta. 
Jakiś czas później siedzieliśmy razem w kuchni i jedliśmy śniadanie. Uwielbiam, kiedy Aneta gotuje. Wychodzi jej to niesamowicie dobrze. Jak tak dalej pójdzie, to się z nią ożenię!
            Wieczorem tego samego dnia, poszliśmy na imprezę do Karola. Nie mogłem napatrzeć się na Anetę. Cały czas się uśmiechała i widać było, że jest szczęśliwa. A może mi się tylko tak wydawało? Nie! Na pewno tak jest, jestem co do tego przekonany w stu procentach!
            Świętowaliśmy nasze zwycięstwo z całą ekipą. Nie wyobrażałem sobie tego, że mogłoby kogoś dzisiaj zabraknąć. Zwłaszcza, że musieliśmy obgadać nasz wyjazd do Meksyku. Już nie mogłem się doczekać tego. W końcu mogłem trochę odpocząć. 

            Kiedy tańczyłem z Anetą, postanowiłem dyskretnie ją podpytać, czy myślała już o nas trochę bardziej poważnie...
- Kochanie? Cieszysz się, że za tydzień lecimy?
- Bardzo. Zawsze marzyłam o takim wyjeździe. A do tego lecę tam z chłopakiem i przyjaciółmi, cudownie!

- wtuliła się mocniej we mnie.
- Też mi się podoba ta wizja. A co byś powiedziała, gdybyś miała mnie już na zawsze?
- Sugerujesz coś? - szepnęła mi, patrząc w moje oczy.
- Całkiem możliwe... Ale nie teraz, nie w tej chwili. - pocałowałem ją delikatnie.
- Chcę Cię na reszte moje życia, Nico - szepnęła i mocniej się we mnie wtuliła. Podniosłem ją i pocałowałam namiętnie, obejmując z całej siły. Właśnie wstępnie zgodziła się na moje oświadczyny. Teraz tylko muszę działać. ŚWIĘTA! Tak, wtedy się jej oświadczę. Ale teraz przed nami wakacje. To będą najlepsze wakacje w moim życiu...


~ Tydzień później....


~ Z punktu widzenia Anety:


           Nico biegał po lotnisku, jak szalony. Mi za to kazał siedzieć z dziewczynami i cierpliwie czekać.
Nie mogłam tam siedzieć dłużej. Nico stał przy jakimś okienku i rozmawiał z jakąś kobietą. Chociaż ''rozmowa'' to zbyt miękko powiedziane.
- Ale jak to nie ma rezerwacji?! Proszę nie robić ze mnie idioty! Dzwoniłem przedwczoraj i wszystko się zgadzało! - syczał do kobiety Uriarte.
Podeszłam do niego i mocno przytuliłam się do jego pleców.  I poczułam, że w tym momencie trochę się rozluźnił.
- Proszę sprawdzić jeszcze raz... Nicolas Uriarte. - położył dłoń na moich i delikatnie je zaczął gładzić.
- Nicolas Uriarte... Przez ''k'', czy ''c''? - zapytała tamta kobieta, a ja odruchowo mocniej objęłam Argentyńczyka.
- Przez ''c''... - syknął przez zaciśnięte zęby.
Stanęłam na palcach i delikatnie musnęłam jego kark.  Nico mocniej ścisnął moje dłonie.
- Jest rezerwacja. Pan Nicolas Urairte. Przepraszam za wszelkie niedogodności...
- Super. Dziękuję za wyjaśnienie. -  odsunął mnie od siebie i ruszył do reszty. Spojrzałam na niego zaskoczona, jednak po chwili spuściłam głowę.
Nico w tym czasie usiadł koło dziewczyn i zaczął im wszystko opowiadać.
- Nico... Nie to, żeby coś... Ale nie zapomniałeś czegoś, a raczej kogoś spod tego okienka? - Klaudia szturchnęła go łokciem i skazała głową na mnie.
- Matko, Aneta! - zerwał się na równe nogi i podszedł do mnie, natychmiast obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie. - Przepraszam, kochanie. Ale byłem wściekły...
- Rozumiem.
- Nie gniewaj się na mnie... Anetka, kochanie. - szepnął mi do ucha, delikatnie je przygryzając.
- Nico...
- To się więcej nie powtórzy. Nie opuszczę Cię na krok!
- Wariat mój - objęłam jego szyję i mocno sie przytuliłam.
- A Twój! - ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie czule. Odwzajemniłam natychmiast jego pocałunek i mocniej się w niego wtuliłam.
- Poczekaj aż będziemy w Meksyku - szepnęłam.
- Obiecujesz?
- Owszem. - musnęłam jego policzek. - A teraz chodźmy, bo wywołują nasz lot.
- Wreszcie! - wziął mnie za rękę i ruszyliśmy do odprawy.
           W samolocie siedzieliśmy zaraz przy skrzydle.  Trzymałam mocno dłoń Nico i za nic w świecie nie miałam zamiaru jej puścić. No co? Boję się.
Uriatre spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął, a później pocałował mnie w głowę.
- Boisz się?
- Bardzo... A Ty nie?
- Przyzwyczaiłem się - wzruszył ramionami. - Pamiętaj, masz tu mnie, nic Ci nie grozi - uśmiechnął się triumfalnie.
- Mój bohater! - zaśmiałam się cichutko i mocno wtuliłam w jego ramię.
         Kilka minut później samolot ruszył, a następnie zaczęła się nasza podróż do Meksyku. Około dziewięciu godzin spędzonych w samolocie. No, z przesiadką, ale jednak. Nie pozostało mi nic innego, jak wtulić się w mojego chłopaka i zasnąć. I spać aż do przesiadki, a później aż do Meksyku .

środa, 27 listopada 2013

Rozdział jedenasty.

~ Z punktu widzenia Anety:

             Gdy tylko zabrzmiał ostatni gwizdek sędziego po zdobytym punkcie SKRY, wbiegłam na boisko i momentalnie znalazłam się w objęciach Nico. Wskoczyłam na niego, oplatając jego biodra nogami i mocno się do niego tuliłam. On co chwile szeptał mi do ucha, że mnie kocha i to jest najlepszy dzień w jego życiu.
Chwile później znalazł się przy Nas Mariusz. Jak zawsze popsuł atmosferę... Dzięki, bracie!
             Chłopaki rozeszli się do szatni, a ja zbierałam swoje rzeczy. Nie mogłam doczekać się godziny dwudziestej, kiedy miałam spotkać się z Nico. I to u niego w domu. Uwielbiam tam przebywać. Jest tak przytulnie... Chciałabym tam bardzo zamieszkać. Chyba poruszę dzisiaj ten temat z moim Uriarte...
Z rozmyślań wyrwała mnie czyjaś dłoń machająca mi przed oczami. Potrząsnęłam głową i spojrzałam. Przede mną stał Piotrek i próbowała się ze mną skontaktować. Mogłam się tego spodziewać...
- Halo? Ziemia do Anety!
- No przecież Cię widzę, w czym masz problem?
- Nie no, w niczym. Może anulujemy zakład...? - spojrzał na mnie, uśmiechając się smutno.
- Chyba oszalałeś. Zakładów się nie anuluje.
- Ale, jak mam wytrzymać bez kontaktu z Tobą tak długo? To nie realne...
- Nie? A może mam Ci przypomnieć, że nie odzywałeś się do mnie ponad pół roku? Bo tak bardzo zajęty byłeś tamtą.
- Aneta, przestań, proszę.
- Dlaczego mam przestać? Tu Cię zabolało, tak?
- Wiesz, że tak. Robisz to specjalnie... - spojrzał na mnie smutny.
- Bo sobie na to zasłużyłeś...  Tak więc, zakład jest aktualny, przegrałeś go i porozmawiamy dopiero na meczu reprezentacji.
- Dobrze. Przegrałem i muszę się z tym zmierzyć... Przytulisz mnie chociaż?
- To nie jest dobry pomysł... - spojrzałam na niego i przełknęłam ślinę. Przecież nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym znowu stracić z nim kontakt. I błagałam go w myślach, żeby tylko nie zrezygnował.
- Proszę? Nie zobaczę Cię tak długo... - wyciągnął do mnie nieśmiało dłoń.
Ujęłam odruchowo jego dłoń, i przytuliłam się mocno. Nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam. Ale, gdy tylko się do niego przytuliłam, poczułam to samo uczucie, które czułam, jak byliśmy parą.  Objęłam go mocniej, wtulając się w jego ciało. Piotrek jedną rękę wplótł w moje włosy, a drugą wciąż mnie obejmował.
- Nie wytrzymam bez Ciebie... - szepnął mi do ucha.
- Dasz radę. - przełknęłam ślinę. - Skup się na chwili wolnego, później treningach i meczach.
- Lecisz gdzieś na wakacje?
- Tak. Ale nie chcę mówić Ci, gdzie lecimy...
- Dobrze. - nachylił się i pocałował mnie w policzek. - Pójdę już. Do usłyszenia - ścisnął moją dłoń, a po chwili ją puścił i udał się do szatni.
Zebrałam swoje rzeczy, wyszłam z hali i udałam się do domu. Jak ja mogłam sądzić, że wytrzymam tyle bez Niego? Wyjęłam telefon i napisałam do niego szybkiego smsa: ''Szczerze? To nie wiem, czy sama wytrzymam...'' Wrzuciłam telefon do torby i wyłączyłam się całkowicie. Po 20 minutach byłam już w domu. Musiałam zacząć się szykować na spotkanie z Nico. Tylko... Po głowie wciąż chodził mi Nowakowski...
               Szłam spacerkiem do domu Nico, uważając, by się nie przewrócić. Ja w połączeniu z wysokimi szpilkami, to naprawdę marny pomysł. Ale chciałam wyglądać dla mojego Nico idealnie. Po prostu, chciałam się podobać. Mam tylko nadzieję, że nie skręcę sobie kostki i dotrę do niego cała i zdrowa.
              Piętnaście minut później byłam już pod domem Uriarte. Zadzwoniłam i czekałam cierpliwie aż mi otworzy. Nie trwało to długo, gdyż otworzył po dosłownie chwili.  Uśmiechnęłam się szerzej, gdy zobaczyłam go w koszuli i jeansach.
- Witam. Pięknie wyglądasz - objął mnie i pocałował w policzek. - Zapraszam - przepuścił mnie w drzwiach.
- Cześć, dziękuję - uśmiechnęłam się, wchodząc do środka. Od razu zdjęłam szpilki i założyłam balerinki.
- Pomóc Ci może w czymś? - podeszłam do Nico
- Nie, Skarbie. Poradzę sobie ze wszystkim. Rozgość się i czuj się, jak u siebie. Hej, jak tu wchodziłaś, nie byłaś wyższa? - spojrzał na mnie z cwaniackim uśmiechem.
Zmierzyłam go wzrokiem z góry na dół, stając naprzeciw niego z rękami na biodrach.
- Igrasz z ogniem, Uriarte...
- Oj, Aneta. Wiesz, że żartuję. Poza tym... Małe jest piękne, prawda? - uśmiechnął się do mnie, puszczając oko.
- Jakoś się pocieszać musisz, prawda? - wyszczerzyłam się do niego i musnęłam jego policzek.
- Teraz widzę, że jesteś siostrą z Mańkiem... Jesteś tak samo wredna, jak on! - powiedziała, szybko czmychając do kuchni i unikając tym samym uderzenia w głowę. Och, już ja mu pokaże jak bardzo wredna jestem. Uśmiechnęłam się sama do siebie i rozsiadłam się na kanapie. Ciekawa jestem, co ten Nico wymyślił...
             Po skończonej kolacji, siedzieliśmy na kanapie i popijaliśmy wino. Kupił moje ulubione. Do jedzenia zrobił moją ulubioną pieczeń. Przypadek? Nie sądzę.
Rozmawialiśmy o wszystkim. O dzisiejszym wygranym meczu,  o statystykach, o MVP spotkania, o naszych typach i wielu, wielu innych sprawach. W końcu postanowiłam zapytać się Uriarte, czy miał by coś przeciwko, bym zamieszkała u niego.
- Skarbie... Kochasz mnie?
- Oczywiście, że kocham. Co to za pytanie, co? - pocałował mnie w skroń.
- Pomyślałam sobie... Może być chciał zamieszkać ze mną?
- Oczywiście, że chcę. Tylko... Ja u Ciebie, czy Ty u mnie?
- A jak Ci lepiej?
- Hm... Ty u mnie, zdecydowanie. - odstawił swój i mój kieliszek, następnie ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie czule.
Nie odpowiedziałam. Odwzajemniłam jego pocałunek, obejmując jego szyję. Wsunęłam się na jego kolana, nadal go całując i znacznie mocniej obejmując. Nico zjechał dłońmi na moje pośladki i delikatnie mnie do siebie przesunął. Zaczęłam rozpinać jego koszulę, cały czas go przy tym całować. On delikatnie rozpiął moją sukienkę i zsunął ją z moich ramiona, całując je delikatnie. W pewnym momencie wstał, obejmując mnie mocno i wolnym krokiem ruszył do sypialni, składając delikatne pocałunki na moich pocałunkach.
W sypialni postawił mnie na podłodze i zsunął ze mnie sukienkę.  To samo zrobiłam z jego koszulą i spodniami. Przyciągnął mnie do siebie stanowczo i pocałował namiętnie. Odwzajemniłam jego pocałunek, wplatając palce w jego włosy. Położył mnie delikatnie na łóżku, zjeżdżając z pocałunkami na moją szyję. Mruknęłam cicho, czując jego wargi i delikatnie przejechałam paznokciami po jego plecach.  Chwilę później Nico zaczął całować mój dekolt, a jego dłoń zawędrowała pod moje plecy. Odnalazł zapięcie mojego stanika, odrywając się od mojego dekoltu, spojrzał mi w oczy.
- Chcesz tego? - szepnął.
- Tak. - szepnęłam, zagryzając swoją wargę.
Chwilę później byłam już bez stanika, a pocałunki Nico z dekoltu zawędrowały na moje piersi. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Przejechałam palcami po jego plecach i niepewnie zsunęłam z niego jego bokserki.
Spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął, a chwilę później zaczął całować mój brzuch. Zaśmiałam się cicho.
- Czy ja Cię śmieszę? - spojrzał na mnie, unosząc jedną brew.
- Nie, ale mam gilgotki. - uśmiechnęłam się.
- Ech, ten nieszczęsny brzuch - zaśmiał się i nadal go całował, lecz tym razem składał pocałunki lekkie jak piórko.
Chwilę później wsunął dłoń za gumkę moich majtek i ponownie spojrzał mi w oczy.
- Jesteś tego pewna?
- Jestem, Nico.
- Na pewno? Zawsze możemy zrezygnować...
- Jeżeli jeszcze raz mnie o to zapytasz, to nie wiem, co odpowiem...
Argentyńczyk tylko się uśmiechnął i zsunął moją bieliznę. Zagryzłam delikatnie wargę i spojrzałam mu w oczy.
- Ufasz mi, prawda? - zaczął całować okolice mojego ucha.
- Mm, ufam. Bardzo - odszepnęłam.
W odpowiedzi Uriarte pocałował mnie namiętnie, delikatnie rozchylając moje nogi i delikatnie wchodząc we mnie.
Objęłam go mocniej i przymknęłam oczy. Poczułam na czole jego pocałunek i to, że zaczął się poruszać.
Delikatnie, tak, by nie stała mi się żadna krzywda.
- W porządku? - pytał co chwilę.
- Tak - mruknęłam i wbiłam się w jego usta, wbijając paznokcie w jego plecy.
           Jakiś czas później leżeliśmy wtuleni w siebie, uspakajając nasze oddechy.  Kocham Go. Kocham Nico. Nie wyobrażałam sobie, że mógłby leżeć teraz inne facet koło mnie. ''Na pewno? A Nowakowski?'' - podsunęła mi moja świadomość. Odsunęłam od siebie szybko tę myśl i jeszcze mocniej wtuliłam się mojego chłopaka.
- Wszystko ok? Zimno Ci? - pogłaskał mnie po plecach.
- Wszystko jest dobrze, naprawdę. I nie jest mi zimno, bardziej się chciałam wtulić.
- Cieszę się. - pocałował mnie w czoło. - Więc, przytulaj się ile tylko chcesz. - uśmiechnął się.
Wtuliłam się do niego mocno i momentalnie zasnęłam.

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział dziesiąty.

~ Z punktu widzenia Anety:


               Dzień meczu nadszedł tak szybko, że nawet nie zorientowałam się, że jestem na hali i za chwilę rozpocznie się spotkanie.  I nie byłoby w tym meczu nic dziwnego, gdyby nie to, że dzisiaj rozstrzygnie się, kto zostanie Mistrzem Polski. A co gorsza... W Bełchatowie gra mój chłopak, a w drużynie przeciwnej były chłopak, któremu wybaczyłam i znów coś do niego poczułam. Tak. Sama przed sobą się przyznaje, czuję coś do Piotrka. Co ja wyprawiam... Przecież jestem z Nico. I go kocham... Piotrka też. Niee, to nie jest miłość. Chyba.
             Łapałam na sobie wzrok Nico. Chyba przeczuwał, że coś jest nie tak. Może nie? Nie wiem. Straszne jest to, że mogłabym go stracić. Nie wyobrażam sobie tego. Ale przecież z Piotrkiem też była fajnie, prawda? Aneta! Nie! Stop! Muszę przestać ich porównywać do siebie. Póki co, nic się nie działo, więc mogłam być spokojna. Po ostatniej rozmowie z Mariuszem i Klaudią, boję się nawet spojrzeć na Pita, a co dopiero do niego podejść. Ech, upartego mam brata i jeszcze bardziej upartą przyjaciółkę.
Czekałam grzecznie ma mecz, starając się utrzymać uwagę i skoncentrować się na moim chłopaku, Piotrku.
To znaczy, Nico! Nico! Gdyby któreś z nich to usłyszało, poćwiartowałoby mnie na miejscu....



~ Z punktu widzenia Mariusza:

          Rozgrzewaliśmy się na hali. Moja drużyna pojawiła się trochę szybciej niż ta z Rzeszowa. I całe szczęście. Odkąd dowiedziałem się, co Aneta wyprawia przez Nowakowskiego, to myślałem, że mnie rozniesie. Nie wierzyłem w to, co usłyszałem od Klaudii i Anety. Czy ją już do końca pojebało?
Jasna cholera, znowu będzie to samo, co wcześniej. Dobrze pamiętam, co się działo. Płakała mi w rękach bite pięć dni. I teraz chce powtórki z sytuacji. Wrr, co za baba jedna.
Niech tylko przed oczy napatoczy Nowakowski, to nie ręczę za siebie. No zabiję go, obiecuję. Pewnie tamta panna go zrobiła w balona i teraz leci do Anety. A ta durna za to, leci do niego! W kogo ona się wdała, to ja nie  mam pojęcia.
         Chwilę później na boisku zjawili się Resoviacy. I wśród nich on. Podszedłem do niego i poprosiłem na bok. O tak, teraz się szykuj Nowakowski, bo pożałujesz, że w ogóle pojawiłeś się w życiu mojej siostry.
- Mam nadzieję, że chwilę mogę Ci zająć?
- Biorąc pod uwagę to, że wy już w połowie rozgrzewki jesteście, a my jeszcze nie zaczęliśmy, to nie bardzo.
- O, dziękuję za pozwolenie. W co Ty w ogóle pogrywasz, Nowakowski, co? - zapytałem.
- Nie wiem, o co Ci chodzi.
- Nie wiesz? Co Ty, do cholery, chcesz jeszcze od mojej siostry, co? Nie widzisz, że kogoś ma?
- Widzę, doskonale to widzę. Tylko problem w tym, że to jej wybór, a nie wasz.
- Pierdolisz. Zostaw ją w spokoju.
- A to, co zrobię, to już jest tylko moja sprawa. I ani Ty, ani Klaudia, ani nikt inny w to się wtrącać nie będzie.
- Założymy się? Nowakowski...
- No co Wlazły? Już raz nic nie wskórałeś. Chciała ze mną być, to była. Jeżeli teraz będzie, to jej tego nie zabronisz, a ja się o to postaram.
- Słuchaj, trochę przeginasz...
-  Coś jeszcze masz mi do powiedzenia? Bo wypada się rozgrzać, by wygrać mecz.
- Jeden niewłaściwy krok, tylko jeden taki mały, a powyrywam Ci nogi z miejsca, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Śmiało. - rzucił do mnie przez plecy i poszedł do swojej drużyny.
- Co za typ. - syknąłem przez zaciśnięte zęby i wróciłem do swoich.
               Na meczu myślałem tylko o tym, jak dokopać Resoviakom. W polu ognia miałem oczywiście Piotra. Nie obchodziło mnie, czy wybije mu place, czy dostanie piłką po głowie, w danej chwili miałem to gdzieś.  Chciałem im pokazać, że Mistrz jest tylko jeden.  I tak właśnie wszystko się potoczyło.
Wbijałem siatkarskiego gwoździa za gwoździem. I nie ma, że boli. Mistrzostwa im nie oddamy. I tak właśnie się stało. Pokonaliśmy Rzeszów do zera i ponownie zostaliśmy Mistrzami Polski. Daliśmy się ponieść euforii. Na boisku znalazła się też moja siostra. Oczywiście w namiętnym uścisku Uriarte. I całe szczęście! Niech tamten się do niej nie zbliża. Po chwili ja podszedłem do zakochanych.
- Gołąbki! Dzisiaj świętujemy! - wyszczerzyłem się.
- Jutro świętujemy, Mario. Dzisiaj noc spędzam z Twoąj siostrzyczką, a moją dziewczyną.
- No proszę, to ja o tym nic nie wiem! - zaśmiała się Aneta.
- No to juz wiesz, maleńka - cmoknął ją w nos.
- Dobra, to sobie w domu poromansujecie, a teraz Młoda spadaj, bo uroczystość.
- Tak, tak. Do zobaczenia, Kochanie. - pocałowała go i wróciła na swoje miejsce.
Po wszystkim udaliśmy się do szatni. Jednak ja wróciłem po coś na halę. I co zobaczyłem? Anetę z Piotrem. Wiedziałem, ze cos się świeciło. Zmierzyłem ich wzorkiem i szybko wróciłem do szatni. Chyba będę musiał sam na sam z nią porozmawiać. Ale to jutro, na imprezie. Teraz cieszmy się z mistrzowstwa!



               

wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział dziewiąty.

~ Z punktu widzenia Klaudii:


                Gdy odczytałam wiadomość od Anety, myślałam, że nie wytrzymam, podejdę do niej i jej strzelę. I gdyby nie to, że był ze mną stażysta, zrobiłabym to bez zawahania. Widziałam jeszcze potem Wiktorię i znając ją, nagadała jej zdrowo. Sama muszę zareagować. Tylko, że mnie nie posłucha... Tu musi interweniować Mariusz.
                 Następnego dnia rano zadzwoniłam do Mariusza. Odebrał, jak zawsze szybko.
- Halo?
- Cześć. Z tej strony Klaudia.. Możemy pogadać?
- Siemano! Jasne,  że możemy pogadać. Moja siostrunia najukochańsza coś odwala?
- Strzał w dziesiątkę... Ale to nie na telefon. Słuchaj, zadzwonię jeszcze do Anety i powiem jej, że chcemy się spotkać... O czternastej w cukierni? Ja będę o trzynastej, dobrze byłoby, gdybyś też o trzynastej się pojawił.
- Jasne, jak dla mnie nie ma problemu. To ma związek z Pitem, zgadza się?
- Ponowny strzał w dziesiątkę, Panie Wlazły.
- No to chyba ją zabiję...
- Zabijemy ją razem, ale poczekaj aż Ci opowiem. Dobra, to do zobaczenia!
- No, na razie. - rozłączył się.
Uuu, Mariusz jest zły. Ale to dobrze, może on przemówi jej do rozsądku. Taką miałam nadzieję.
Chwilę później zadzwoniłam do Anety i powiedziałam jej o spotkaniu. Nie powiedziałam dokładnie, o co mi chodzi, ale w innym wypadku, ona nie zgodziła by się przyjść i cały plan poszedł by w las.
                Równo o trzynastej w kawiarni zjawił się Mariusz. Zajęliśmy stolik na dworze, bo nie było opcji, żeby w tak piękną pogodę siedzieć w środku. Zamówiliśmy desery lodowe i zaczęliśmy rozmawiać.
- Zanim Aneta do nas przyjdzie... Powiesz mi, co ta moja siostrunia wyprawia...? - zaczął Mariusz.
- A wyprawia, wyprawia. W sumie, zaczęło się od tego, że zgodziła się na spotkanie z nim...
- To kiedy oni się spotkali? Przepraszam, że przerywam.
- Nic się nie stało, ale daj mi dokończyć, bo to długa opowieść jest. Spotkali się wczoraj przed meczem.
I nie wiem, jak to tam wyszło, bo z Anetą się jeszcze nie widziałam, ale z tego, co mi pisała, to ona sama bawiła się bardzo dobrze w jego towarzystwie. Co lepsze, dostała od  niego kolczyki na 'spóźnione urodziny'.
- No to na razie nie jest tak źle, poza tymi kolczykami... Pokażesz mi te wiadomości, czy już je usunęłaś?
- Mam, mam. Już Ci je pokazuję. - wyjęłam telefon i pokazałam wiadomości od Anety.
- Ona chyba żartuje... - powiedział, kończąc czytać.
- Wydaje mi się, że nie żartuje. On chce do niego wrócić. I to jest chore, bo ma Nico, który lata za nią, jak głupi.
- No to jej coś na mózg padło. Zawsze tak było, pamiętasz? Leciała do niego, gdy on tyło zrobił maślane oczka. Kobieca logika... bez urazy, oczywiście.
- Nie ma problemu. Teraz Ty jej musisz przemówić do rozsądku, Ciebie posłucha, a mnie raczej nie.
- No właśnie polemizowałbym, kogo bardziej posłucha...
- Nie radzę. Jak wiesz, ukończyłam dziennikarstwo i śmiem twierdzić, iż zasób słów mam większy.
- A ja co? Matury nie mam, czy jak? - zaczął się śmiać Mariusz. Nie wytrzymałam i sama zaczęłam chichotać. Nie rozumiem jednego, Mariusz i Aneta to rodzeństwo, jedno jest przeciwieństwem drugiego...
Ech, takie życie.
            Kilka minut po czternastej zjawiła się Aneta. Widziałam zawahanie, kiedy podchodziła do naszego stolika. Jeżeli tylko by się odwróciła i postanowiła jednak do nas nie przyjść, wstałabym i pobiegła za nią. To nic, że jej dwa kroki, to moich dwadzieścia, ale pobiegłabym za nią i siłą zaciągnęła. Na szczęście, to nie było konieczne. Podeszła i usiadła na wolnym krzesełku przy stoliku.
- To wszystko było ustawione, prawda? - spytała, mierząc mnie wzrokiem.
- Jak ty mnie znasz... - wyszczerzyłam się do niej.
- Mam się zacząć Was bać, czy o co....
- Powinnaś się nas bać, odkąd nas zobaczyłaś przy tym stoliku. A zwłaszcza mnie. - przerwał jej Mariusz.
- Mhm, no to już wiem, o czym będziemy rozmawiać... - skrzywiła się Aneta.
- I dobrze. Co Ci do tej głowy strzeliło?
- Nic mi nie strzeliło. Po prostu... Jednak mi go brakowało.
- Jak Ci go mogło brakować? No jak?! Zrobił z Ciebie idiotkę, a teraz co?
- Czy to nie Ty mi zawsze powtarzałeś, że należy dawać drugą szansę...? - zapytała sarkastycznie blondynka.
- Aneta! W tej chwili jest mało ważne, co Mariusz kiedyś powiedział. Chcesz odejść od Nico i wrócić do Nowakowskiego? Z jakiej racji?
- Bo się za nim stęskniłam! Z takiej racji.
- Uznam Cię za durną, jeżeli do niego wrócisz - skomentował Mariusz.
- Ale dlaczego zakładacie, że do niego wrócę? Może nie wrócę...
- Może... - syknęłam.
- Spotykasz się z nim? - zapytał Wlazły.
- Nie. Na razie. Tylko do siebie piszemy. I czasem dzwonimy.
- Ty jednak jesteś naiwna, wiesz o tym?
- Dlaczego? Może faktycznie się zmienił?
- Ludzie się nie zmieniają, wbrew pozorom - powiedziałam to jednocześnie z Mariuszem, a chwilę później oboje się zaśmialiśmy.
- Jeżeli do siebie wrócicie, to skończy się tak samo, jak wcześniej.
- A może jednak nam wyjdzie, co?
- Nie wierzę w to, co słyszę... - syczałam przez zaciśnięte zęby.
- Powroty do byłych zazwyczaj nie wychodzą. A dlaczego? Bo tylko się nam wydaje, że ludzie się zmieniają.
- Mówcie, co chcecie.
- Dobra, Mariusz. To jest bez sensu. Niech robi, co chce, to jej życie. Pamiętaj tylko, że masz nas i cokolwiek będzie się działo, jakąkolwiek podejmiesz decyzję, informuj nas o tym.
- Macie to jak w banku. - uśmiechnęła się do na niepewnie.
- No to chociaż w tej kwestii się zgadzamy. Nie wiem jak Wy, laski, ale ja tam jeszcze zjadłbym coś słodkiego. Reflektujecie? - wyszczerzył się do nas.
- Jak Ty nas znasz! - krzyknęłyśmy obie w tym samym czasie.



~ Z punktu widzenia Anety:


            Ładną sobie na mnie zasadzkę zrobili. Moja przyjaciółka z moim rodzonym bratem. Wysłuchałam ich i przyjęłam wszelkie uwagi do wiadomości. Ale nie mogą za mnie decydować. Sama wybiorę, co jest dla mnie najlepsze. Tylko jeszcze niedawno najlepszym było dla związanie się z Nico. A teraz co? Wrócił Piotrek... I znów mnie do niego ciągnie. Teraz jeszcze bardziej. Ale pęka mi serce, kiedy sobie pomyślę o tym, że mogłabym już nigdy nie zobaczyć Nico. Przecież go kocham. Jego. Nie Piotrka... A może się mylę...
Nie, na razie nie mogę o tym myśleć. Nie teraz. Z Piotrkiem zobaczę się dopiero na meczach Reprezentacji.
Teraz muszę zająć się moim chłopakiem. I naszymi wspólnymi wakacjami w Meksyku! Nie mogłam się tego doczekać.  Szkoda tylko, że mój brat z nami nie poleci... Może innym razem.
       Siedziałam w domu i oglądałam jakiś film. Uriarte był u siebie w mieszkaniu, co mnie trochę zdziwiło. Chyba muszę mu zaproponować, żebym wprowadził się do mnie. Najlepiej zaraz po meczu. Będę go miała pod ręką. No właśnie, mecz! Toż to już za tydzień. Muszą wygrać, no muszą utrzeć nosa Resoviakom.
W tej właśnie chwili zaczął dzwonić mój telefon. Byłam święcie przekonana, że to Nico, a to... Piotrek.
I wbrew pozorom, mój entuzjazm nie opadł. Odebrałam bez zastanowienia.
- Halo?
- No cześć, Piękna! Co u Ciebie?
- Cześć, Piter. U mnie wszystko w porządku. U Ciebie?
- Też, ale byłoby lepiej, gdybyś tu była za mną.
- Piotrek...
- Tak, tak, ja wiem. Masz chłopaka... - westchnął do słuchawki.
- Mam i go kocham.
- Rozumiem. Ale jestem wypompowany po treningu...
- Chcecie wygrać, to trenujcie. Chociaż i tak nie macie szans.
- Dobra, dobra. Jeszcze się zdziwisz.
- Zakładamy się?
- Możemy. To ja mówię, że wygramy, a Ty, że przegramy.
- Zgadza się. A zakładamy się o co...?
- Jeżeli przegrasz, po meczu dasz mi się wyciągnąć na kolację. Może ze śniadaniem. A, jak ja przegram...
- A jeżeli Ty przegrasz, to dopiero pogadamy podczas meczów Reprezentacji.
- Co? Oszalałaś chyba...
- Wymiękasz?
- Nie. Ok, przyjmuję zakład.
- I to mi się podoba. - uśmiechnęłam się sama do siebie, bo bardzo dobrze wiedziałam, że SKRA wygra ten mecz. Jednak... Kolacja z Piotrkiem...? Nie! Żadnej kolacji, zwłaszcza ze śniadaniem.
- No to do zobaczenia w środę, Rybko. Tęsknie za Tobą.
Słysząc te słowa, przeszedł mnie dreszcz. Wiedział, co robi. Wiedział, jak na mnie działa, jak mówi do mnie 'rybko'.
- Dobranoc, Piotrek. - rozłączyłam się szybko. Po chwili jednak napisałam mu smsa: ''Tak szczerze, to ja za Tobą też..''.  Odłożyłam telefon na szafkę i opadłam na kanapę. Co ja najlepszego wyprawiam? Modliłam się, żeby SKRA wygrała ten mecz. Z drugiej strony, chciałam się spotkać z Piotrkiem. Ale nie na chwilę. Na dłużej. Znacznie dłużej. Ugh, nie koniec. Muszę zadzwonić do Nico.
Para minut później Argentyńczyk był u mnie w domu. I został do rana.  Przy nim czułam się pewnie. I zapominałam o wszystkim. Liczył się tylko on i nikt więcej. Ale... Czy nie tak samo czułam się na początku znajomości z Piotrkiem...?

wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział ósmy.

~ Z punktu widzenia Anety:

              Gdy tylko weszłam na halę, poczułam się jak w domu. Pełno ludzi, w żółto - czarnych koszulkach lub ubraniach. Sama nie mogłam odstawać, więc miałam na sobie kolorystycznie dobraną bluzkę i bluzę. Ach, pszczela rodzina. 
             Siedziałam już na swoim miejscu i przeglądałam zdjęcia, gdy podszedł do mnie mój chłopak. Spojrzałam na niego i szeroko się uśmiechnęłam, wstając z miejsca i podchodząc bliżej niego.
- Mogłem podjeść do Ciebie tylko pod jakimś pretekstem, więc nawet nie mogę Cię przytulić - skrzywił się. - Jak spotkanie z Nowakowskim?
Jasne, mogłam się spodziewać, że o to zapyta...
- Nie lubię tego, że nie możesz mnie przytulić... A spotkanie... Nic rewelacyjnego. Było grzecznie i nudno...
- Odbijemy sobie w domu, zobaczysz. No ja mam nadzieję. Niczego nie próbował?
- Nie.  Nie próbował niczego... Ale dał mi prezent.. - spojrzałam niepewnie na Nico i zauważyłam, że skrzywił się jeszcze bardziej.
- Co dostałaś? - rzucił oschle.
- Kolczyki. - odsłoniłam jedno ucho, pokazując srebrny kolczyki. Argentyńczyk przyjrzał się uważnie i tylko pokręcił głową.
- Gdyby to nie był prezent, prawdopodobnie urodzinowy, to byłbym wściekły, że go przyjęłaś. Zwłaszcza od niego. A tak... - westchnął ciężko. - Mogę się jedynie cieszyć, że one Ci się podobają. - uśmiechnął się do mnie lekko.
- Nie złość się... - chwyciłam go niepewnie za rękę. - To Ciebie kocham, pamiętaj. 
- Pamiętaj, ja Ciebie też kocham. Muszę lecieć, trzymaj za nas kciuki.
- Będę, na pewno - uśmiechnęłam się i wróciłam na miejsce.  Chwilę później na hali zjawiła się Klaudia. Napisałam jej szybko smsa, co się zdarzyło. Gdy podniosłam wzrok, ona niemalże zabiła mnie swoim spojrzeniem. No to lipa. Mam u niej przekichane... Kilka minut później obok mnie usiadła Wiktoria.
- I jak tam, Mała, poszło? - zapytała od razu.
- Szczerze? Cudownie! Tak naprawdę mi go brakowało...
- No Ty chyba oszalałaś... I co? I może jeszcze rozważasz opcję powrotu do niego? Klaudia o tym wie?
- Nie wiem. Może. Tak, wie.
- Pojebało Cię, tak? Do końca?
- No, ale Wika... Spróbuj mnie zrozumieć...
- FUCK, dziecko drogie, tu nie ma co zrozumieć.
- A może się mylisz? Może mam rację i będzie dobrze?
- Nie, nie masz racji. Nie popieram tego, dobrze wiesz. Nie powiem Ci, co masz zrobić, ale zastanów się. Masz coś fajnego, masz super faceta, który świata poza Tobą nie widzi, a gonisz za jakimś idiotą... Nie wiem, nie wierzę, po prostu nie wierzę.
Siedziałam ze wzrokiem wbitym w stolik i słuchałam, co Wiktoria miała mi do powiedzenia.
- Poza tym, nie pamiętasz, co Ci zrobił?
- Pamiętam - szepnęłam.
- I co? Mam rozumiem, że powtórka z rozrywki? On Cię zranił, a Ty chcesz do niego wrócić, tak?
- Ale może się zmienił... - wydukałam.
- Nie no, nie wierzę. Facet Cię zranił, nie pamiętasz? Kurwa, siedziałam wtedy z Tobą całą noc, jak smarkałaś mi w rękaw, a teraz w ogóle rozważasz opcję powrotu?
Wzruszyłam ramionami i westchnęłam ciężko. Nadal milczałam.
- A co z Nico? Co mu powiesz? Że koniec, bo tak o? Bo Piotruś powiedział 'wróć' i już do niego lecisz?
- Cholera, nie lecę do niego! Dopiero mam mu powiedzieć, czy mu odpuszczę, czy nie...
- To Twoje życie, Twoje decyzje. Tylko uważam, że dopiero przy Nico odżyłaś...
- Też tak czuję.
- Więc, co pierdolisz o powrocie do tamtego?! - syknęła.
- Nieważne już... Naprawdę. Poradzę sobie sama.
- Dobra. Pamiętaj, że zawsze masz mnie, Klaudię i Justynę. - przytuliła mnie mocno do siebie.
- Dziękuję.



~ Z punktu widzenia Nico:


          Gdy dowiedziałem się, że Aneta dostała od Nowakowskiego kolczyki myślałem, że mnie rozniesie. Ale to prezent urodzinowy, więc musiała go przyjąć. Mam nadzieję, że nic później się nie zdarzyło. Jeszcze przed meczem widziałem wkurzoną Wiktorię, która coś zamaszyście tłumaczyła Anecie. Może jednak coś się wydarzyło? Nie, niemożliwe. Skupiłem się na meczu. Poszła szybko.  Czysta wygrana do zera z Rzeszowem. I coraz bliżej do Mistrzostwa Polski. Teraz jedyne o czym myślałem, to powrót do domu z moją kobietą. Musiałem jej w końcu powiedzieć, że lecimy całą paczką do Meksyku na wakacje. Wiem, że czekała na tą informację i ciekaw byłem jej reakcji.
        Właśnie wychodziłem z szatni, gdy zauważyłem, że Aneta rozmawia z Piotrkiem. Cały się zagotowałem. Chwilę później Piotrek poszedł w storn wyjścia z wielkim uśmiechem na buzi. Od razu znalazłem się obok mojej dziewczyny.
- A co to było? 
- Ale co? - objęła mnie i spojrzała uważnie.
- Dlaczego Piter tak się szczerzył?
- Nie mam pojęcia, Skarbie. Czy to ważne?
- Tak, dla mnie tak. Więc?
- Jejku, nie wiem, dlaczego się cieszył. Nie bardzo mnie to interesuje. - spojrzała na mnie niepewnie i natychmiast się odsunęła.
A co to było? O nie, coś przede mną ukrywa. Tylko co? A może mi się tylko wydawało? Ona zawsze była skryta...
Objąłem ją natychmiast i spojrzałem jej w oczy.
- Hej, nie złość się. - pocałowałem ją w głowę. - Kocham Cię, a jego nie trawię. Zrozum.
-  Po prostu czasem mam wrażenie, że mi nie ufasz...
- Ufam, oczywiście, ze ufam. - pocałowałem ją w głowę. Ona się do mnie przytuliła i to mnie uspokoiło. Zawsze, gdy miałem ją w ramionach czułem się pewniej, stabilniej. Byłem po prostu spokojniejszy. O nią, o nas. Po chwili udaliśmy się do domu. Tak powiedziałem jej,że nie dostałem powołania i z całą ekipą lecimy do Meksyku. Myślałem, że mnie udusi, kiedy rzuciła mi się na szyje. Nigdy nie widziałem jej takiej szczęśliwej. A ja byłem uradowany, że to ja mogłam sprawić jej troszkę radości. 
         

Rozdział siódmy, część druga.

~ Z punktu widzenia Piotrka:

  
            Przed chwilą zadzwoniła do mnie Klaudia. I jak zwykle była na mnie cięta. Cholera, żeby to jeszcze chodziło o nią, a tu chodzi o Anetą. No, ale przecież ona się przyjaźnią, więc... To wszystko wyjaśnia. W ogień skoczy jedna za drugą. Ale teraz, to była moja sprawa, co zrobię. I nikt nie będzie mi mówił, co mam robić, czy robię to dobrze, czy źle.  
           Czekałem na Anetę w kawiarni na rynku. W tej samej, w której umówiliśmy się po naszym pierwszym spotkaniu. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Klaudia przeprowadzała ze mną wywiad, a Aneto robiła wtedy zdjęcia. Urzekło mnie w niej to, że robiła to tak na luzie... Nie spinała się, jak reszta ''aparaciarzy''... 
I później podszedłem do niej z pretekstem, czy możemy umówić się z na sesje. A później poszliśmy na kawę...
I tak wyszło. Wymieniliśmy się numerami telefonów i rozeszliśmy w swoje strony. Później kolejne spotkanie i kolejne, i kolejne dwa, trzy... I w końcu byliśmy parą. A potem wszystko trafił szlag. Z mojej winy, przyznaję się. Ale chcę to naprawić. I staram się. Bo staram, prawda? Dzwonię do niej, piszę... A ona? 
Ona mnie już nie chce. Chyba. Nie wiem. Ma faceta... Jasne cholera, tyle przegrać.
          Bawiłem się serwetką, co chwilę zerkając na zegarek.  Dochodziło południe. Wyjąłem z kieszeni pudełeczko z prezentem dla Anety.  Spóźniony, bo spóźniony, ale zawsze. Mam nadzieję, że będą się jej podobać. Prawie godzinę siedziałem u jubilera i wybierałam kolczyki... Więc się pochlastam, jeżeli się jej nie spodobają lub, co gorsza, nie przyjmie ich.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek przy drzwiach, sygnalizujący wejście lub wyjście kogoś z kawiarni. Spojrzałem w tamtą stronę i momentalnie mnie zamurowało. W drzwiach stała Aneta. Jak zawsze idealna. 
Wyglądała przepięknie w rozpuszczonych włosach, spódnicy. Już! Ogarnij się, Nowakowski!
Uśmiechnąłem się do niej, gdy podeszła do stolika i po chwili zajęła miejsce na przeciwko mnie.
- Cześć. Pięknie wyglądasz.
- Cześć. Dzięki - uśmiechnęła się niepewnie. - Zamówiłeś coś?
- Nie, wybacz mi. - Szlag! Jak mogłem zapomnieć?! - Zamówić?
- Nie, poradzę sobie sama, dzięki - skinęła na kelnera, a ten ledwo do niej podszedł i już pożerał ją wzrokiem. Och, myślałem, że zaraz się zagotuję, ale na szczęście facet szybko odszedł od stolika.
- Zdradzisz, co zamówiłaś? - dodałem ciszej.
- To, co zwykle: szarlotka i kawa latte. Standardowo - wzruszyła ramionami.
No to będzie ciężko. Widać, że nie przyszła pokojowo nastawiona. Muszę coś zrobić...
- Może napijesz się wina? - zapytałem, mając nadzieję, że się zgodzi.
- Poproszę, ale lampkę najwyżej, bo później muszę pracować. A Ty masz dziś mecz, więc nie powinieneś pić. - oznajmiła z tą przestrogą w głosie, którą dobrze pamiętam.
- Lampka wina mi nie zaszkodzi - puściłem jej oko i lekkim uśmiechem. Ona się zarumieniła i spuściła wzrok. No w końcu! Zamówiłem wino i po chwili postanowiłem działać.
- Słuchaj, Aneta... Wiem, że wczoraj miałaś urodziny... I wysyłałem Ci życzenia, ale to nie to samo, co osobiście. Więc, spóźnione: wszystkiego najlepszego! - wyjąłem pudełeczko z kieszenie i podałem jej, przesuwając je po stole. Spojrzała na mnie, a później na pudełeczko. I zauważyłem błysk w jej oku. Tak!
- Piotrek, to bardzo miłe i dziękuję za życzenia, ale nie mogę tego przyjąć...
- To jest prezent, nie możesz odmówić...
- Dobrze. Dziękuję - wzięła prezent i je otworzyła. Zobaczyłem szeroki uśmiech na jej twarzy. Tak, wszystko idzie zgodnie z planem.
- Matko, dziękuję Ci, Piotrek! - podeszła do mnie i się do mnie przytuliła. O, a to już było poza moim planem. Po chwili oderwała się ode mnie i wróciła na miejsce, ze spuszczoną głową.
- Rozumiem, że Ci się podobają?
- Bardzo - odpowiedziała szybko. Po chwili oboje dostaliśmy zamówienia. Rozmawialiśmy jak dawniej. Na luzie z uśmiechem. Aneta chyba poczuła się swobodniej w moim towarzystwie. Dobrze, już będzie teraz lepiej. Po jakimś czasie ponownie postanowiłem pogadać z nią o nas.
- Hej, Aneta... Chciałbym Cię przeprosić. Wiem, jak się zachowałem i co Ci zrobiłem. Ale chciałbym, żebyś dała mi drugą szansę...
- Piotrek, ale nie masz o co prosić, bo drugiej szansy nie dostaniesz. Ja jestem teraz z Nico i to jego kocham. Nie potrafiłabym Ci wybaczyć... Znowu.
- Ale Aneta... Proszę. Ja... Ja nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję. - spojrzałem w jej oczy.
- Nie zrobisz, bo szansy nie dostaniesz... - spojrzała w moje oczy. I wtedy zobaczyłem w jej oczach cały ból. I to wszystko przeze mnie. I co ja mam teraz zrobić? Ona musi mi wybaczyć.
Przyłożyłem dłoń do jej policzka, delikatnie gładząc go kciukiem. Zamarłem, gdy Aneta wtuliła twarz w moją dłoń. Ponownie spojrzała w moje oczy i tym razem, było w nich coś innego. Coś, co... Tak bardzo ciągnęło mnie do niej. Uśmiechnąłem się delikatnie i chwyciłem jej dłoń, spoczywającą na stolik. Przejechałem palcem po jej knykciach, nadal się uśmiechając.
- Chyba muszę się zbierać... - dodała po chwili.
- Ja też... Będziesz trzymać za nas kciuki? - zapytałam, zabierając dłoń z jej policzka, ale nie puszczając jej dłoni.
- Wybacz mi, ale jestem za moją drużyną, gdzie gra mój brat i chłopak...
- Rozumiem. - mocniej ścisnąłem jej dłoń. - Zbieramy się? - skinąłem na kelnera. Gdy ten podszedł, a ja regulowałem rachunek, Aneta akurat wstała i wzrok kelnera przeniósł się na nią. Tak, tak... Patrz sobie na nią, ale ona jest zajęta. I to, cholera, nie przeze mnie. Objąłem ją ramieniem i razem wyszliśmy z kawiarni.
- Może wpadniesz jeszcze do nas, do hotelu na chwilkę?
- Nie, dziękuję. Muszę się szykować na mecz. Tak nie pójdę...
- Idź. Rozproszysz chłopaka i może wygramy. - uśmiechnąłem się szeroko.
- Nie. Jestem za nim, całą sobą. - uśmiechnęła się do mnie takim uśmiechem, jak zapamiętałem.
Po jakimś czasie byliśmy pod jej domem. Chwilę porozmawialiśmy i wtedy znów postanowiłem spróbować.
- Wybaczysz mi? - spytałem, obejmując ją w pasie.
- Piotrek...
- Proszę? - przyciągnąłem ją do siebie i przejechałam dłonią po jej plecach.
- Daj mi czas... Dzisiaj, po meczu. - szepnęła.
- Dobrze - pocałowałem ją w policzek. - Do zobaczenia. - szepnąłem i udałem się w swoją stronę.



~ Z punktu widzenia Anety:


             Klaudii nie podobało się to, że się z nim spotykam. Cóż, nie dziwie się jej. Poszłam tam, by mu pokazać, że bez niego świetnie sobie radzę. Wystroiłam się, zrobiłam loki i zostawiłam je rozpuszczone, tak jak lubił. A co, nie ma, niech patrzy ile stracił, proszę bardzo.
            Wchodząc do kawiarni od razu pożałowałam tego, że tak się ubrałam. Stałam chwilę i przyglądałam się Nowakowskiemu, uświadamiając sobie, że do tej kawiarni poszliśmy na naszą pierwszą randkę. Jasne cholera, nienawidzę go! O nie, będzie miał ciężko.
Podeszłam do niego przywitałam się i usiadłam na przeciw niego. Ok, na początku mi wchodziło, byłam twarda, ale później... I jeszcze prezent od niego. Śliczne, srebrne kolczyki z małymi diamentami. Do tego wino... Moje ulubione... Pamiętał, jakie jest moje ulubione. I to mnie zmalało. Do tego, jego perfumy, dotyk jego dloni, jego wzrok... No to po mnie, przegrałam. To wlaśnie był ten czuły Piotrek, którego pamiętałam.
Gdy odprowadzał mnie do domu, cały czas trzymał mnie za rękę. Niby nic takiego, a cieszyłam sie jak mała dziewczynka. Co ja w ogóle robie? On mnie skrzywdził, a ja znów zaczynam za nim latać, jak nastolatka jakaś... Chyba muszę spotkać się z dziewczynami i przedyskutować to z nimi.
Gdy staliśmy pod moim domem, znów zaczął pytać się, czy mu wybaczę. Powiedziałam, ze odpowiem mu po meczu. Wtedy on pocałował mnie w policzek. Zamarłam. Odprowadziłam go wzrokiem i szybko weszłam do domu. Chciałam przestać o tym myśleć, ale nie mogłam. Musiałam mu odpowiedzieć. Szykując ubranie na mecz, myślałam o tym, co powiem Piotrkowi, jak wytłumaczę to wszystko Nico i dziewczynom. Ja zawsze w coś się wpakować, cholera!

niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział siódmy, część pierwsza.

 ~ Z punktu widzenia Nico:

     
               Obudziłem się około ósmej trzydzieści. Aneta spała obok mnie, wtulona w poduszkę. Musnąłem delikatnie jej głowę, wstałem ostrożnie z łóżka i udałem się do łazienki. Po porannej toalecie, zrobiłem sobie śniadanie i usiadłem przy stole, popijając kawę i rozmyślając od dzisiejszym dniu. I znów, Nowakowski przyjeżdża, moja luba się z nim spotyka. I miałem jakieś dziwne obawy, co do ich spotkania. Nie to, że nie ufam Anecie, bo bardzo jej ufam, ale z zaufaniem w stosunku do Nowakowskiego mogę mieć pewne obawy.
Nie,  nie mogę w sten sposób o tym myśleć. Kocham Anetę, ona kocha mnie i wszystko będzie, jak dawniej, a nawet lepiej, prawda?
Zerknąłem na zegarek. Jasna cholera, spóźnię się na trening! Dopiłem resztkę kawy, chwyciłem kluczyki od auta, torbę treningową i pognałem na trening.
Przez cały trening rozważałem, jak może wyglądać spotkanie Anety z Piotrem. Nie wiedziałem, czy strzeli mu w twarz, czy może zacznie się do niego tulić...? Nie, to niemożliwe. Nie po tym, co jej zrobił, prawda?
Musiałem przestać o tym myśleć, a przynajmniej zająć czymś innym myśli.
Schodząc z boiska, złapał mnie Mariusz. Z nim chyba też rozmawiała i znając ich, była kłótnia, która skończyła się tym, że oboje się przytulili. Najlepsze rodzeństwo jakie znam!
- Widzę, ze Ty tak samo zadowolony ze spotkania Młodej z Nowakowskim, jak ja, co?
- Nawet mi nie mów... Chyba dwie godziny jej tłumaczyłem, żeby dała sobie na wstrzymanie, to nie. Jest tak samo uparta, jak nasza mama. - skrzywił się Mariusz.
- Nie wiem, nie miałem okazji poznać Waszej mamy. Ale im bliżej tego całego spotkania, tym bardziej zaczynam panikować.
- Nie masz powodu do paniki. Przynajmniej jeśli chodzi o Anetę. Bo tamten kretyn...
- Niech tylko ją tknie...
- Tak, rozumiem Cię. Ale teraz już o tym nie myślmy, ogarniamy się i jedziesz ze mną do Meksykany i na piwo. Co Ty na to?
- Ha, zgadzam się! - uśmiechnąłem się szerzej. Chwilę później byliśmy z resztą chłopaków w restauracji, jedząc meksykańskie jedzenie i pijąc piwo. Mimo tego, ja i tak cały czas rozmyślałem o tym, po co Nowakowski chciał spotkać się z moją dziewczyną.



~ Z punktu widzenia Anety:

              Kiedy się obudziłam, Nico już nie było. Zerknęłam na zegarek - było kilka minut po dziesiątej. Trening mojego chłopaka trwał już jakieś pół godziny. Do spotkanie z Piotrkiem zostało mi jakieś dwie godziny... Cholerka, czy ja naprawdę chcę tam iść? Dobrze wiedziałam, że jak go zobaczę wszystko do mnie wróci. I nie mówię tu, o tych złych rzeczach... Tylko o tych dobrych. A w sumie było ich całkiem dużo... No bo na przykład...
Nie! Stop! Ogarnij się, Aneta, bo to się źle skończy. Zakryłam głowę poduszką, jednocześnie się krzywiąc.
Dlaczego on po prostu nie może dać sobie spokoju? Przecież to wszystko się skończyło dawno temu! Z jego winy zresztą. A może nie chciałam, by dawał sobie spokój? Odtrąciłam od siebie tę myśl, wstałam i udałam się do łazienki.
Pięćdziesiąt minut później siedziałam już w kuchni i jadłam tosty, popijając kawę i czytając gazetę.
Co chwilę czytałam o ostatecznym starciu SKRY  z Resovią.  Byłam przekonana, że SKRA zdobędzie mistrzostwo Polski. Przecież innej opcji nie ma, prawda?
Wychodząc z domu i udając się w kierunku kawiarni, w której miałam spotkać się z Nowakowskim, postanowiłam zadzwonić do Klaudii. Doskonale wiedziałam, jakie jest jej zdanie na ten temat, ale musiałam z kimś pogadać. Do Wiktorii nie dzwoniłam, bo znając ją to pewnie spędziła noc u swojego Damiena. Justyna miała ma głowie sesje, więc nie zamierzałam jej przeszkadzać. Wyjęłam telefon i wybrałam numer Klaudii. Odebrała po piątym sygnale.
- Cześć, Mała! Możesz rozmawiać?
- Cześć, cześć. Jasne. Idziesz na spotkanie z tamtym...?
- Aha, jak ty mnie znasz...
- Aneta, nie podoba mi się to, wiesz o tym. I wolałbym, żebyś tam nie szła...
- Klaudia, ja się idę tylko z nim spotkać. On wie, że tylko coś będzie nie tak, zrywamy kontakt.
- No dobrze, ale wiesz, jaki on jest. A co, jak będzie czegoś próbował? Och, nie daruje mu.
- Przestań. Będę się pilnować. Poza tym, ja mam Nico i to jego kocham.
- Wreszcie mądrze gadasz. A ja i tak myślę, że powinnaś zostać w domu. Pit to...
- Tak, wiem. - przerwałam jej w pół zdania. - Mała, będzie ok. O wszystkim dowiesz się pierwsza, jasne?
- Jasne. Informuj mnie na bieżąco. A teraz, wybacz, ale muszę trochę artykułów napisać... Powodzenia!
- Dobrze. Dzięki i wzajemnie. Cześć! - rozłączyłam się i schowałam telefon do torebki. Boże, dlaczego ona tak strasznie panikowała? No przecież nic głupiego nie zrobię. Ja... Ale on? Nie, tak myśleć nie będę. Wszystko będzie dobrze. Spotkamy się, chwile pogadamy i oboje rozejdziemy się w swoje strony. Proste, prawda?




~ Z punktu widzenia Klaudii: 


   Tak bardzo nie podoba mi się, że ona idzie na spotkanie ze swoim byłym. Ufam jej, ale nie jemu. Pamiętam, jak bardzo była w nim zakochana i ile potrafiła mu wybaczyć, kiedy on mówił jej słodkie słówka i nazywał ją ''rybko''. O jasna cholera! Przecież tak samo zachowuje się przy Uriarte, kiedy ten mówi do niej ''myszko''. O nie! Jeżeli Piotrek zacznie tak do niej mówić... Muszę interweniować. Wykopałam z torebki telefon i odnalazłam w nim numer Nowakowskiego.  Odebrał po dłuższej chwili.
- Klaudia?
- Cześć, Piotrek! Nie przeszkadzam?
- Cześć, cześć. Nie, nie przeszkadzasz, jestem w kawiarni, czekam na Anetę. Dzwonisz w jej sprawie?
- Tak, właśnie. Jak Ty mnie dobrze rozumiesz... - powiedziałam sarkastycznie, nie chcąc jednak, by wyczuł to w moim głosie.
- No więc słucham. Mam chwilę czasu.
- Domyśliłeś się, że chodzi o Anetę. Ale do rzeczy. Za chwilę się z nią zobaczysz. Chciałam Cię jedynie ostrzec.
- Ostrzec? Przed Anetą? Ma ze sobą jakąś broń, czy co? - zapytał z takim przejęciem w głosie, że walnęlam się otwartą dłonią w czoło, wywracając przy tym teatralnie oczami. On naprawdę był taki głupi czy płacili mu za to?
- Ciebie chcę ostrzec przede mną, debilu! - prawie krzyknęłam do słuchawki. - Jeden malutki, taki malusieńki kroczek za dużo wobec niej, a policzysz się wtedy ze mną, zrozumiano? Jeśli o czymkolwiek się dowiem, to znajdę Cię, gdziekolwiek będziesz i zrobię z Tobą taki porządek, że własna matka Cię nie pozna.
- Czy to ma być groźba? - zapytał.
- Zazdroszczę Ci tej bystrości, wiesz? Powiedz mi, leży obok Ciebie na stoliku cokolwiek?
- Filiżanka z kawą i flakonik z kwiatkami na środku, ale czekaj. Po co Ci to wiedzieć?
- Jeśli będziesz się pilnował, to nic Ci się nie stanie, ale jeśli nie, to wsadzę Ci ten flakonik głęboko w dupę, że wyjdzie Ci drugą stroną.
- Zaczynam się Ciebie bać - mruknął.
- Cieszę się. Wszyscy się mnie boją, nawet Aneta. Chcesz coś jeszcze dodać?
- W sumie... Nie obchodzi mnie to, co mówisz, bo i tak zrobię to, co będę uważał za słuszne - powiedział.
- Aneta ma chłopaka, rozumiesz to? Więc nawet jeśli Ty będziesz chciał posunąć się do przodu, to ona się cofnie, bo nie pozwoli, by taki idiota jak ty, zepsuł jej nowy związek, który jest o wiele lepszy niż ten, kiedy była z Tobą. Nico to wspaniały facet, w porównaniu z Ciebie jest, był i będzie chłopakiem, którego zawsze chciała mieć. Dałeś jej jedynie to, co chciała, a nie to, czego potrzebowała. Prawda jest bolesna, prawda?
- Nie obchodzi mnie to, czy jest w związku, czy nie. Dzisiaj spotyka się ze mną i to ze mną spędzi najbliższy czas, więc Uriarte niech spłynie, bo dzisiaj schodzi na dalszy plan, złotko.
- Nigdy nie lubiłam, jak tak mówiłeś i miałam co do Ciebie rację. Szkoda tylko, że Aneta obudziła się tak późno i zmarnowała z Tobą ten cały czas. Pamiętaj, że mam na Ciebie oko, Nowakowski - powiedziałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę na wyświetlaczu komórki.
Odetchnęłam głęboko i miałam jedynie nadzieję, że nie zrobi nic głupiego, bo nie zawaham się uprzykrzyć mu życia tak bardzo, że będzie żałował tego do końca swojego życia.










Rozdział podzieliłam na dwa z takich, a nie innych powodów.
Powstał on przy pomocy Klaudii! Dziękuję, Mała! Bardzo, bardzo mocno! Nikt tak dobrze nie umie ująć tego w słowa, jak ty!
Życzę miłego czytania. Pozdrawiam! ;*****