Obudziłem się około dziewiątej. Aneta jeszcze spała, wtulona w mój tors. Wyglądała pięknie i tak spokojnie. Zapowiadał się jeszcze lepszy dzień niż dnia poprzedniego.
Wczoraj obroniliśmy tytuł Mistrza Polski. Nie mogłem przestać się uśmiechać. Jak na razie, był to najlepszy dzień w moim życiu. Później spędziłem z Anetą cudowny wieczór i noc. Jest najwspanialszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Wiedziałem już, że to ta jedyna, której potrzebuję i pragnę. I byłem gotów oddać wszystko, żeby tylko spędziła ze mną resztę swojego życia. I nic nie mogło stanąć na drodze do naszego szczęścia. ''Ty nie widzisz, co Nowakowski chce osiągnąć? Właśnie on będzie robił wszystko, żebyście się rozstali!'' - syczała moja podświadomość. Cholerny Piotrek, nagle sobie o niej przypomniał. I teraz, kiedy jest naprawdę szczęśliwa, musi się wtrącać. Skrzywiłem się, jednocześnie mocniej obejmując Anetę. Schowałem nos w jej włosy i przymknąłem oczy. Nie wyobrażałem sobie tego, że mógłbym ją stracić. I co gorsza, bałem się, że Nowakowski mi ją odbierze. Nie mogę mu na to pozwolić. Nie jemu... Nikomu! Odetchnąłem głębiej i musnąłem ustami jej głowę. W tej samej chwili Aneta się obudziła.
- Długo już nie śpisz? - wyszeptała zaspana, tuląc się do mnie.
- Jakieś dwadzieścia minut. Tak słodko spałaś, że nie miałem serca Cię obudzić. Jak się czujesz?
- Czuję się bardzo dobrze, dziękuję. Może trochę zmęczona i obolała - uśmiechnęła się i mocniej we mnie wtuliła.
- Ale nie żałujesz tego? - spojrzałam na nią, głaszcząc ją po plecach.
- Nie. Nie żałuję. A Ty?
- Bynajmniej. - pocałowałem ją delikatnie i wciągnąłem ją na siebie.
- Co Ty wyprawiasz?
- Przytulam do siebie moją dziewczynę. Masz coś przeciwko...?
- Ależ nie - uśmiechnęła się do mnie i pocałowała czule. Odwzajemniłem to, gładząc ją delikatnie po policzku.
- Nie jesteś głodna? - głaskałem ją po pleckach.
- Jestem... Ale nie chciałam nic mówić...
- Ale po tyłku dostaniesz. Już idę i zrobię śniadanko.
- O nie. Ja dziś robię śniadanie. Przyzwyczaj się, skoro mam z Tobą mieszkać - uśmiechnęła się do mnie, cmoknęła w nos i wstała. Ubrała na siebie moją koszulę i wtedy mnie zamurowało. Wyglądała... Seksownie. Cholernie seksownie. Podparłem się na łokciu i wpatrywałem, jak zapinała po kolei każdy guzik w koszuli.
W pewnym momencie podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się delikatnie.
- Podobam Ci się?
- Oczywiście, ze tak. Jak zawsze - uśmiechnąłem się do niej. Ona podeszła do mnie i musnęła moje usta.
Jakiś czas później siedzieliśmy razem w kuchni i jedliśmy śniadanie. Uwielbiam, kiedy Aneta gotuje. Wychodzi jej to niesamowicie dobrze. Jak tak dalej pójdzie, to się z nią ożenię!
Wieczorem tego samego dnia, poszliśmy na imprezę do Karola. Nie mogłem napatrzeć się na Anetę. Cały czas się uśmiechała i widać było, że jest szczęśliwa. A może mi się tylko tak wydawało? Nie! Na pewno tak jest, jestem co do tego przekonany w stu procentach!
Świętowaliśmy nasze zwycięstwo z całą ekipą. Nie wyobrażałem sobie tego, że mogłoby kogoś dzisiaj zabraknąć. Zwłaszcza, że musieliśmy obgadać nasz wyjazd do Meksyku. Już nie mogłem się doczekać tego. W końcu mogłem trochę odpocząć.
Kiedy tańczyłem z Anetą, postanowiłem dyskretnie ją podpytać, czy myślała już o nas trochę bardziej poważnie...
- Kochanie? Cieszysz się, że za tydzień lecimy?
- Bardzo. Zawsze marzyłam o takim wyjeździe. A do tego lecę tam z chłopakiem i przyjaciółmi, cudownie!
- wtuliła się mocniej we mnie.
- Też mi się podoba ta wizja. A co byś powiedziała, gdybyś miała mnie już na zawsze?
- Sugerujesz coś? - szepnęła mi, patrząc w moje oczy.
- Całkiem możliwe... Ale nie teraz, nie w tej chwili. - pocałowałem ją delikatnie.
- Chcę Cię na reszte moje życia, Nico - szepnęła i mocniej się we mnie wtuliła. Podniosłem ją i pocałowałam namiętnie, obejmując z całej siły. Właśnie wstępnie zgodziła się na moje oświadczyny. Teraz tylko muszę działać. ŚWIĘTA! Tak, wtedy się jej oświadczę. Ale teraz przed nami wakacje. To będą najlepsze wakacje w moim życiu...
- Długo już nie śpisz? - wyszeptała zaspana, tuląc się do mnie.
- Jakieś dwadzieścia minut. Tak słodko spałaś, że nie miałem serca Cię obudzić. Jak się czujesz?
- Czuję się bardzo dobrze, dziękuję. Może trochę zmęczona i obolała - uśmiechnęła się i mocniej we mnie wtuliła.
- Ale nie żałujesz tego? - spojrzałam na nią, głaszcząc ją po plecach.
- Nie. Nie żałuję. A Ty?
- Bynajmniej. - pocałowałem ją delikatnie i wciągnąłem ją na siebie.
- Co Ty wyprawiasz?
- Przytulam do siebie moją dziewczynę. Masz coś przeciwko...?
- Ależ nie - uśmiechnęła się do mnie i pocałowała czule. Odwzajemniłem to, gładząc ją delikatnie po policzku.
- Nie jesteś głodna? - głaskałem ją po pleckach.
- Jestem... Ale nie chciałam nic mówić...
- Ale po tyłku dostaniesz. Już idę i zrobię śniadanko.
- O nie. Ja dziś robię śniadanie. Przyzwyczaj się, skoro mam z Tobą mieszkać - uśmiechnęła się do mnie, cmoknęła w nos i wstała. Ubrała na siebie moją koszulę i wtedy mnie zamurowało. Wyglądała... Seksownie. Cholernie seksownie. Podparłem się na łokciu i wpatrywałem, jak zapinała po kolei każdy guzik w koszuli.
W pewnym momencie podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się delikatnie.
- Podobam Ci się?
- Oczywiście, ze tak. Jak zawsze - uśmiechnąłem się do niej. Ona podeszła do mnie i musnęła moje usta.
Jakiś czas później siedzieliśmy razem w kuchni i jedliśmy śniadanie. Uwielbiam, kiedy Aneta gotuje. Wychodzi jej to niesamowicie dobrze. Jak tak dalej pójdzie, to się z nią ożenię!
Wieczorem tego samego dnia, poszliśmy na imprezę do Karola. Nie mogłem napatrzeć się na Anetę. Cały czas się uśmiechała i widać było, że jest szczęśliwa. A może mi się tylko tak wydawało? Nie! Na pewno tak jest, jestem co do tego przekonany w stu procentach!
Świętowaliśmy nasze zwycięstwo z całą ekipą. Nie wyobrażałem sobie tego, że mogłoby kogoś dzisiaj zabraknąć. Zwłaszcza, że musieliśmy obgadać nasz wyjazd do Meksyku. Już nie mogłem się doczekać tego. W końcu mogłem trochę odpocząć.
Kiedy tańczyłem z Anetą, postanowiłem dyskretnie ją podpytać, czy myślała już o nas trochę bardziej poważnie...
- Kochanie? Cieszysz się, że za tydzień lecimy?
- Bardzo. Zawsze marzyłam o takim wyjeździe. A do tego lecę tam z chłopakiem i przyjaciółmi, cudownie!
- wtuliła się mocniej we mnie.
- Też mi się podoba ta wizja. A co byś powiedziała, gdybyś miała mnie już na zawsze?
- Sugerujesz coś? - szepnęła mi, patrząc w moje oczy.
- Całkiem możliwe... Ale nie teraz, nie w tej chwili. - pocałowałem ją delikatnie.
- Chcę Cię na reszte moje życia, Nico - szepnęła i mocniej się we mnie wtuliła. Podniosłem ją i pocałowałam namiętnie, obejmując z całej siły. Właśnie wstępnie zgodziła się na moje oświadczyny. Teraz tylko muszę działać. ŚWIĘTA! Tak, wtedy się jej oświadczę. Ale teraz przed nami wakacje. To będą najlepsze wakacje w moim życiu...
~ Tydzień później....
~ Z punktu widzenia Anety:
Nico biegał po lotnisku, jak szalony. Mi za to kazał siedzieć z dziewczynami i cierpliwie czekać.
Nie mogłam tam siedzieć dłużej. Nico stał przy jakimś okienku i rozmawiał z jakąś kobietą. Chociaż ''rozmowa'' to zbyt miękko powiedziane.
- Ale jak to nie ma rezerwacji?! Proszę nie robić ze mnie idioty! Dzwoniłem przedwczoraj i wszystko się zgadzało! - syczał do kobiety Uriarte.
Podeszłam do niego i mocno przytuliłam się do jego pleców. I poczułam, że w tym momencie trochę się rozluźnił.
- Proszę sprawdzić jeszcze raz... Nicolas Uriarte. - położył dłoń na moich i delikatnie je zaczął gładzić.
- Nicolas Uriarte... Przez ''k'', czy ''c''? - zapytała tamta kobieta, a ja odruchowo mocniej objęłam Argentyńczyka.
- Przez ''c''... - syknął przez zaciśnięte zęby.
Stanęłam na palcach i delikatnie musnęłam jego kark. Nico mocniej ścisnął moje dłonie.
- Jest rezerwacja. Pan Nicolas Urairte. Przepraszam za wszelkie niedogodności...
- Super. Dziękuję za wyjaśnienie. - odsunął mnie od siebie i ruszył do reszty. Spojrzałam na niego zaskoczona, jednak po chwili spuściłam głowę.
Nico w tym czasie usiadł koło dziewczyn i zaczął im wszystko opowiadać.
- Nico... Nie to, żeby coś... Ale nie zapomniałeś czegoś, a raczej kogoś spod tego okienka? - Klaudia szturchnęła go łokciem i skazała głową na mnie.
- Matko, Aneta! - zerwał się na równe nogi i podszedł do mnie, natychmiast obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie. - Przepraszam, kochanie. Ale byłem wściekły...
- Rozumiem.
- Nie gniewaj się na mnie... Anetka, kochanie. - szepnął mi do ucha, delikatnie je przygryzając.
- Nico...
- To się więcej nie powtórzy. Nie opuszczę Cię na krok!
- Wariat mój - objęłam jego szyję i mocno sie przytuliłam.
- A Twój! - ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie czule. Odwzajemniłam natychmiast jego pocałunek i mocniej się w niego wtuliłam.
- Poczekaj aż będziemy w Meksyku - szepnęłam.
- Obiecujesz?
- Owszem. - musnęłam jego policzek. - A teraz chodźmy, bo wywołują nasz lot.
- Wreszcie! - wziął mnie za rękę i ruszyliśmy do odprawy.
W samolocie siedzieliśmy zaraz przy skrzydle. Trzymałam mocno dłoń Nico i za nic w świecie nie miałam zamiaru jej puścić. No co? Boję się.
Uriatre spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął, a później pocałował mnie w głowę.
- Boisz się?
- Bardzo... A Ty nie?
- Przyzwyczaiłem się - wzruszył ramionami. - Pamiętaj, masz tu mnie, nic Ci nie grozi - uśmiechnął się triumfalnie.
- Mój bohater! - zaśmiałam się cichutko i mocno wtuliłam w jego ramię.
Kilka minut później samolot ruszył, a następnie zaczęła się nasza podróż do Meksyku. Około dziewięciu godzin spędzonych w samolocie. No, z przesiadką, ale jednak. Nie pozostało mi nic innego, jak wtulić się w mojego chłopaka i zasnąć. I spać aż do przesiadki, a później aż do Meksyku .