~ Z punktu widzenia Anety:
- Na pewno nie chcesz już tańczyć? Kochanie... - prosił Nico, gdy próbowałam wrócić na nasze miejsce i uniknąć jakiegokolwiek kontaktu z innymi.
- Na pewno. Chcę sobie posiedzieć. A wy się bawcie - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- No... Ale jak to tak? Posiedzę z Tobą.
- Nie. Ty się baw, dobrze się baw. Ale nie za dobrze - pocałowałam do delikatnie i udałam się do naszego stolika. Dlaczego ja się w ogóle zgodziłam? Przecież to miejsce, w ogóle do mnie nie pasuje? Ja? Impreza? Takie połączenia nawet nie istnieje. No, ale dobrze. Przyszłam, potańczyłam i teraz mogę siedzieć i przyglądać się przyjaciołom, jak balują. Dlaczego ja tak nie potrafię...?
Siedziałam na kanapie i popijałam drinka, co chwilę zerkając na całą paczkę bawiących się przyjaciół. Dobrze, że chociaż oni świetnie spędzają czas. Nawet Justyna z Kubą, którzy jeszcze wczoraj nie mogli się dogadać, dziś znów nie mogą od siebie rąk odlepić. I bardzo dobrze, bo w końcu zostaną rodzicami. A ja ciocią! Cudownie, prawda?
Sama nie wiem, jak to się stało, że piłam kolejnego drinka. Rozejrzałam się wokół i napotkałam na sobie wzrok jednego z kelnerów. Uśmiechnęłam się niepewnie do niego i w ten sposób, uświadomiłam sobie, jak kolejny drinka znalazł się na moim stoliku, a później w moim posiadaniu. ''Raz się żyje'' - pomyślałam i upiłam spory łyk drinka, kiedy przy moim boku znalazła się Klaudia.
- Czy Ty czasem nie przesadzasz z tymi drinkami? - spojrzała na mnie wymownie.
- Sugerujesz coś, przepraszam? - spojrzałam na nią, unosząc brew.
- Mam Ci przypomnieć, że głowę, to Ty masz słabą?
- To jest akurat... kłamstwo!
- A może moje urodziny coś Ci przypomną? I imię ''Ewa''?
- Nie przypominaj, błagam... - odstawiłam szklankę z drinkiem i potrząsnęłam głową.
- I o to mi chodziło - wzięła drinka ze stoliki i wypiła go do dna.
- Ty podstępna mała żmijo! - dźgnęłam ją w bok i zaczęłam się śmiać.
- Jesteś taka przewidywalna! Ale dobrze, że wypiłam tego drinka, bo jeszcze chwila, a spałabyś pod stołem.
- Przeginasz, Mała. Coraz bardziej przeginasz... - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Za coś mnie musisz kochać, prawda? A teraz, wybacz, ale muszę wracać do ekipy, pilnować Janka i Twojego chłopaka, bo laski do nich lgną, jak misie do miodu! - zaśmiała się, musnęła mój policzek i wróciła na parkiet. Nienawidzę tej małej, podstępnej, wrednej, małej, upierdliwej i małej Klaudii!
Gdy brunetka wróciła na parkiet w głośnikach rozbrzmiała piosenka, którą za wszelką cenę unikałam, od pewnego czasu. Czy oni wszyscy oszaleli na punkcie tej piosenki? Ja rozumiem, to wakacyjny hit, no ale ciągle? Rano podczas animacji, w południe, po południu, wieczorem na animacjach i w nocy na imprezie! Jeszcze, żeby chociaż dobrze mi się kojarzyła, a ona tym czasem przypominała mi o Nowakowskim. ''Jeszcze tylko brakuje tego, żeby teraz on się tu zjawił'' - pomyślałam i momentalnie się skrzywiłam. ''Jasne, nie udawaj, że nie ucieszyłabyś się, bo od dawna Cię korci, żeby do niego napisać!'' - Podsunęła moja podświadomość, a ja przyznałam jej rację. To prawda, tęskniłam za nim i chciałam z nim zamienić kilka słów. Jednak dobrze wiedziałam, że on się nie odezwie, bo przegrał zakład, a ja? Jakbym się odezwała, to by było... Upokorzenie? W końcu sama to wymyśliłam...
Nie wiedząc czemu, skierowałam swój wzrok w stronę wejścia do klubu. Panowało tam straszne zamieszanie, dlatego byłam ciekawa, co się tam dzieje. Siedziałam wpatrzona w całą zaistniałą sytuację i jeszcze wtedy nie wiedziałam, kogo tam zobaczę.
W pierwszej chwili, gdy go ujrzałam, myślałam, że śnię. Tak, na pewno mi się wydawało, w końcu troszkę za dużo wypiłam. Potrząsnęłam głową i jeszcze raz spojrzałam w stronę wejścia. Jasna cholera! Co on tutaj robi?! Nie wierzyłam, że był w stanie zrobić coś takiego. Tylko skąd on...? Już ja się z Tobą policzę, Paweł! Niech tylko wrócę!
Z rozmyślań wyrwał mnie ON, stojący przede mną. Uniosłam wzrok i napotkałam jego wzrok.
- Aneta... Cóż za miła niespodzianka.
- Miła? Niespodzianka? Co Ty tu, do cholery, robisz?!
- Dostałem trochę wolnego, to postanowiłem to jakoś wykorzystać. A, że oferta z Meksyku była bardzo atrakcyjna, to postanowiłem to wykorzystać.
- Dobrze wiedziałeś, że tu jestem. I łamiesz zasady naszego zakładu, Piotrek.
- A czy zasady nie właśnie po to są? By je łamać? - spytał z tym swoim szelmowskim uśmiechem, któremu zawsze ulegałam, mimo wszystko.
- Ale tych zasad się nie łamie. A teraz, przepraszam, ja się będę wracać. - wstałam i ruszyłam do wyjścia.
Dobrze wiedziałam, że Nowakowski i tak pójdzie za mną. Co za uparty, namolny, kochany dziad!
Zaraz, zaraz... Jaki kochany!? Skrzywiłam się i wyszłam z klubu.
- Aneta, poczekaj! - krzyczał za mną Piotrek, starając się mnie dogonić.
- Nie mam na co czekać! - rzuciłam przez ramię.
- Tak, czy siak Cię złapię! - powiedział i zanim się obejrzałam złapał mnie za biodra i przyciągnął do siebie.
- Puść mnie.
- Pogadajmy. Proszę.
- Mieliśmy ze sobą nie rozmawiać aż do pierwszego meczu reprezentacji...
- Nie wytrzymałem. Wysłuchaj mnie, proszę.
- Dobrze. Ale daj mi się odwrócić, chyba, że nadal chcesz mówić do tyłu mojej głowy. - powiedziałam sarkastycznie. W tym samym momencie, Piotrek odwrócił mnie do siebie przodem i spojrzał w moje oczy.
- Posłuchaj, Aneta. Nie mogłem wytrzymać. Tego samego dnia miałem ochotę do Ciebie zadzwonić. Nawet tylko po to, by usłyszeć, jak mówisz 'halo', bo prawdopodobnie później, byś się rozłączyła. Ale to nic. Cholernie za Tobą tęsknie. Wiem, że Ty też. Nie ukryjesz tego przede mną.
- Skąd Ty możesz wiedzieć, co ja teraz czuję? - patrzyłam w jego oczy. - Po tym, co się stało?
- Widzę. Widzę, jak się zachowujesz, patrzysz... Też za mną tęsknisz.
- Jeżeli nawet to prawda, to co to zmieni? Nic. Ja mam chłopaka.
- Nadal coś do mnie czujesz? - spytał, zupełnie zmieniając temat.
- Co? Skąd Ci to...
- Nie udawaj. Przyznaj się sama przed sobą, Aneta. - położył dłoń na moim policzku.
- Piotrek, ale ja...
- Wiem. Masz kogoś. Nikt od nich mnie nie toleruje.
- A dlaczego tak jest? - szepnęłam, patrząc w jego oczy.
- Bo wtedy schrzaniłem. - odszepnął. - Przepraszam.
- Dobrze.
Spojrzał na mnie, nie wiedząc, o co mi dokładnie chodzi. Spojrzał głębiej w moje oczy.
- Na razie... - odetchnęłam głębiej. - Szansy nie dostaniesz. Wybaczam Ci, wszystko.
- Boże, Aneta! - przytulił mnie do siebie mocno.
Wtuliłam się w jego ciało najmocniej, jak tylko potrafiłam. Tak cholernie mi tego brakowało, teraz mogłam to przed sobą przyznać.
Pit oderwał się ode mnie i ponownie spojrzał w moje oczy. Objęłam jego szyję i delikatnie się uśmiechnęłam.
On w tym momencie nachylił się i delikatnie mnie pocałował. Przymknęłam oczy, lecz po chwili się odsunęłam.
- Przepraszam. Chciałem sprawdzić Twoją... - nie dokończył. Pocałowałam go czule, mocno do niego przylegając. Podniósł mnie, bym mogła opleść jego biodra nogami. Tak też zrobiłam. Nie przestawałam go całować. Podszedł kawałek dalej i ostrożnie położył mnie na jednym z leżaków przy basie. Nachylił się nade mną i namiętnie pocałował, wsuwając ostrożnie dłoń pod moją bluzkę.
- Piotrek... - szepnęłam.
Oderwał się ode mnie i uważnie przyjrzał. Pokręciłam głową i odetchnęłam ciężko. On wstał i pomógł mi.
- Wracasz do klubu, czy do pokoju? - zapytał, obejmując mnie w tali i uśmiechając się do mnie.
- Do pokoju... Mam za dużo do ogarnięcia...
- Dasz sobie radę, ja w Ciebie zawsze wierzę! - wyszczerzył się i pocałował mnie w policzek.
- To miłe. Baw się dobrze, a ja uciekam. - musnęłam jego brodę i ruszyłam do hotelu.
Gdy tylko weszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i skuliłam w kłębek. Co ja wyprawiam? Znowu chcę być zraniona? Znów chcę dać mu szansę? Gdzie mam chłopaka i jest mi z nim dobrze?
''Jasne, Nico Nickiem, a Piotrek tylko Ci w głowie'' - syczała moja podświadomość, a ja przyznawałam jej rację. Nie wiedziałam, co w tej chwili mam robić. Być z Nico i zapomnieć o Piotrku? Teraz? Po tym, co przed chwilą się wydarzyło? Jednego byłam pewna... Nikt nie mógł się dowiedzieć, co się wydarzyło. Jutro pewnie będę miała przekichane, ale to nic. Poradzę sobie, jakoś się wytłumaczę. Teraz muszę wszystko poukładać. Chwilę później już spałam. Spałam niespokojnie do rana...
czwartek, 2 stycznia 2014
sobota, 21 grudnia 2013
Rozdział trzynasty.
~ Z punktu widzenia Anety:
Wybiły późne godzinny nocne, kiedy dostaliśmy się do hotelu. Dlatego, kiedy tylko nas zakwaterowali, udaliśmy się do swoich pokoi. Byłam tak padnięta, że jedyne, co zrobiłam, to zdjęłam koszulkę i spodenki, i chwilę później spałam jak zabita. Podejrzewam, że Nico też, bo torby, które ustawił przy szafie, stały nieruszone. Nie dziwię się wcale...
Obudziłam się około dziewiątej. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że nasze walizki zostały rozpakowane, materac, który wieźliśmy z Polki, był już nadmuchany. Wstałam z łóżka i rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju. Nico nigdzie nie było. Podeszłam do drzwi balkonowych i znalazłam moją zgubę.
Wyszłam na zewnątrz i przytuliłam się do jego nagich pleców. Wspominałam już, że Nico był w samych kąpielówkach...?
- Dzień dobry, Skarbie - szepnęłam, tuląc się do niego.
- Dzień dobry, Kochanie - położył dłoń na moich. - Dawno nie śpisz?
- Jakieś dziesięć może piętnaście minut. A Ty? I dlaczego mnie nie obudziłeś?
- Ja nie śpię od siódmej, Maleńka. Nie miałam serca Cię budzić, słodko spałaś - odwrócił się do mnie przodem i pocałował w czoło.
- Jesteś kochany - wtuliłam się w niego mocno. - Widzę, że jesteś gotowy, by pójść na basen?
- A pewnie, że jestem, nawet materac już nadmuchałem. Mówię Ci, płuca na agrafce! - zaśmiał się, patrząc na mnie.
- A widziałam właśnie. Dobrze, ale najpierw idziemy na śniadanie, bo umieram z głodu. - musnęłam jego usta i weszłam do pokoju. Wygrzebałam swoje bikini i poszłam się przebrać.
Jakiś czas później szliśmy na śniadanie. Rozglądałam się, będąc pod wrażeniem hotelu, jak i tego, co znajduje się na zewnątrz. Fajne było to, że chcąc się dostać do restauracji, trzeba zjechać na poziom minus jeden, przejść przez hol, w którym ustawione były stoły do bilarda, ping-ponga, wyjść na zewnątrz, skręcić w lewo i było się w restauracji. A przynajmniej w tej części, która była na dworze. Cudo!
Gdy jedliśmy śniadanie, dosiadła się do nas Justynka z Kubą. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Zazwyczaj nie mogli od siebie rąk oderwać, a teraz? Może byli zmęczeni? Muszę o tym z nią porozmawiać. Najlepiej w drodze na basen, bo kawałek drogi było...
- A wy już po śniadaniu? - zaczął Nico, uśmiechając się szeroko.
- Tak. - uciął szybko Kuba, a nam od razy zrzedły miny. Okay, to już nie było zabawne...
- Justyna, wszystko dobrze? - szepnęłam do niej, odkładając talerzyk.
Ona tylko spojrzała na Kubę, później na mnie i spuściła wzrok. Już wiedziałam, co trzeba zrobić.
Kopnęłam Nico pod stołem, a ten cicho syknął i spojrzał na mnie zdziwiony. Spojrzałam na niego wymownie i przymrużyłam oczy.
- Ee, Kuba, chodź. Pójdziemy zając leżaki... - obaj panowie wstali i ruszyli w stronę basenu.
- Dobra, młoda. To móc, co się dzieje, co? - zapytałam, opierając się wygodnie na krześle.
- Nic takiego.
- Raczej coś poważnego. Najczęściej nie możecie od siebie rąk oderwać, a dziś, co to było?
- Oj no bo...
- No bo co?
- Chodź, powiem Ci w drodze.
Skinęłam tylko głową, wzięłam torbę na ramię i obie ruszyłyśmy w kierunku basenu.
- Więc?
- Jestem w ciąży.
- Naprawdę? No to cudownie! Dlaczego się nie cieszysz? - objęłam ją ramieniem.
- Jeszcze nie powiedziałam Kubie...
- Przecież on chciał tego dziecka... Chyba się nie boisz?
- Trochę... Dobrze, że studia skończyliśmy...
- No to masz mu powiedzieć, jasne? - spojrzałam.
- Ale...
- Nie ma żadnego ''ale''. Mówisz i już.
- Dobrze. - szepnęła.
- A swoją drogą, to baaardzo się cieszę i gratuluję! - przytuliłam ją do siebie.
- Dziękuję - przytuliła się do mnie.
Chwilę później leżałyśmy już na leżakach i opalałyśmy się. Nasi panowie pływali sobie w basenie i jeszcze wtedy nie myślałam, że coś knują. Za to, co zrobili... Och!
W pewnym momencie na mnie i Justynę chlusnęła woda. Nie wyobrażacie sobie, jak my się darłyśmy. Swoją drogą, bardzo mądrze, Panowie! Na rozgrzane ciała... Ech.
- Nico, nie żyjesz! - wstałam z leżaka i spojrzałam na niego, kładąc ręce na biodrach.
- Kocham Cię! - pocałował mnie i chwilę później wskoczył do basenu.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na Justynę, która wpatrywała się w Kubę.
- Ekhem, Justyna, to do dzieła, a ja idę się rozliczyć z Panem Uriarte. - puściłam jej oczko i wskoczyłam do basenu ''na główkę''.
- Nie wiedziałem, że umiesz tak skakać... - podpłynął do mnie Argentyńczyk, gdy tylko się wynurzyłam.
- Jeszcze mało rzeczy o mnie wiesz, Skarbie... - objęłam go za szyję i oplotłam nogami w pasie.
- Co nie zmienia faktu, że serce mi stanęło, jak zobaczyłem, co wyrabiasz. Nie rób tak, więcej dobrze?
- Serce mówisz? - poruszyłam zabawnie brwiami. - Kochanie, tato mnie odpowiednio wyszkolił, więc bądź spokojny. Swoją drogą, jest tu tak głęboko, że nawet nie dotknęłam dna rękami.
- Tak, serce, Skarbie! - zaśmiał się. - Naprawdę? No nie wierzę, że nawet nie dotykasz dna palcami tutaj. Spróbujemy? - wyszczerzył się do mnie.
- Nawet nie próbuj! - objęłam go jeszcze mocniej. - Nie wybaczyłabym Ci tego.
- Uuu, to nawet się do tego nie przymierzam. Kocham Cię, wspominałem? - szepnął, wtulając mnie w siebie.
- Coś mi się tam o uszy obiło... Ja Ciebie też kocham - szepnęłam.
W tym momencie usłyszeliśmy pisk Justyny. Oboje spojrzeliśmy w jej stronę i zobaczyliśmy, jak Kuba kręci kółka z Justyną na rękach. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Czyli mu powiedziała... No czego się miała bać? - powiedziałam do siebie.
- Powiedziała mu o czym? - spytał zdziwiony Nico.
- Że zostaną rodzicami. - uśmiechnęłam się, spoglądając na mojego chłopaka.
- Serio? Oo, to jutro pijemy z Jakubem! - zaśmiał się.
- No, no, no... Tylko, żebyście nie przesadzili.
- My? No kochanie... - zaśmiał się, a chwilę później musnął moje usta.
- Już ja Was znam. - zaśmiałam się i mocniej wtuliłam. - Czyli, impreza w klubie? Cudownie, nie pasuję tam.
- Oszalałaś? Znowu zaczynasz?
- Tak. Za dużo ludzi... Zdecydowanie. Zostanę w pokoju.
- O nie, nie, moja droga! Idziesz ze mną i świętujemy razem z przyszłymi rodzicami.
- Ale no...
Zdanie przerwał mi pocalunek Nico. Odwzajemniłam go czule, wplatając palce w jego włosy.
- Niezmiernie mi miło, że się ze mną zgadzasz! - poruszył zabawnie brwiami i wybuchnął śmiechem.
- Nienawidzę Cię, Uriarte... Swoją drogą, nie widziałeś dziś Klaudii, Wiktorii, Janka i Damiena?
- Widziałem. Poszli na plaże. Rąk od siebie nie odklejają. To oburzające! - nie przestawał się śmiać.
- Odezwał się. - pokazałam mu język.
- Nie mów, że tego nie lubisz... - mruknął i dłońmi zjechał na moje pośladki.
- Nicolas! - zaśmiałam się. - Jesteśmy w miejscu publicznym.
- Zawsze jakaś adrenalina...
- Nienawidzę Cię, wspominałam?
- Owszem. - pocałował mnie czule.
- I tego się trzymajmy. -odwzajemniłam jego pocałunek, mocno go obejmując.
Resztę dnia spędziliśmy całą paczką nad basenem, wygłupiając się i grając w waterpolo. Dziewczyny kontra chłopaki? No cóż... Tak mi przykro, że Panowie przegrali i w ramach tego, musieli przynieść nam pizze.
Kolejny dzień, a właściwie noc, nie do końca była dla mnie ciekawa. Impreza w klubie = wiele ludzi, OBCYCH LUDZI, pijani, namolni faceci, laski startujące do naszych chłopaków... Nie. To nie dla mnie. Obrałam plan, że zatańczę dwa razy z Nico, raz z Kubą i resztę imprezy przesiedzę w boksie, obserwując imprezowiczów i sącząc drink za drinkiem. Zapowiadała się długa i nudna, przynajmniej dla mnie, noc. Musiałam przeżyć dzień i powiedzieć o moich zamiarach Nico. Ten oczywiście przekonywał mnie, żebym bawiła się ze wszystkimi, ale ja nadal twierdziłam, że to nie dla mnie, i że wolę posiedzieć boksie. Tylko jeszcze wtedy nie wiedziałam, że siedzenie w boksie stworzy mi tyle kłopotu.
Obudziłam się około dziewiątej. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że nasze walizki zostały rozpakowane, materac, który wieźliśmy z Polki, był już nadmuchany. Wstałam z łóżka i rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju. Nico nigdzie nie było. Podeszłam do drzwi balkonowych i znalazłam moją zgubę.
Wyszłam na zewnątrz i przytuliłam się do jego nagich pleców. Wspominałam już, że Nico był w samych kąpielówkach...?
- Dzień dobry, Skarbie - szepnęłam, tuląc się do niego.
- Dzień dobry, Kochanie - położył dłoń na moich. - Dawno nie śpisz?
- Jakieś dziesięć może piętnaście minut. A Ty? I dlaczego mnie nie obudziłeś?
- Ja nie śpię od siódmej, Maleńka. Nie miałam serca Cię budzić, słodko spałaś - odwrócił się do mnie przodem i pocałował w czoło.
- Jesteś kochany - wtuliłam się w niego mocno. - Widzę, że jesteś gotowy, by pójść na basen?
- A pewnie, że jestem, nawet materac już nadmuchałem. Mówię Ci, płuca na agrafce! - zaśmiał się, patrząc na mnie.
- A widziałam właśnie. Dobrze, ale najpierw idziemy na śniadanie, bo umieram z głodu. - musnęłam jego usta i weszłam do pokoju. Wygrzebałam swoje bikini i poszłam się przebrać.
Jakiś czas później szliśmy na śniadanie. Rozglądałam się, będąc pod wrażeniem hotelu, jak i tego, co znajduje się na zewnątrz. Fajne było to, że chcąc się dostać do restauracji, trzeba zjechać na poziom minus jeden, przejść przez hol, w którym ustawione były stoły do bilarda, ping-ponga, wyjść na zewnątrz, skręcić w lewo i było się w restauracji. A przynajmniej w tej części, która była na dworze. Cudo!
Gdy jedliśmy śniadanie, dosiadła się do nas Justynka z Kubą. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Zazwyczaj nie mogli od siebie rąk oderwać, a teraz? Może byli zmęczeni? Muszę o tym z nią porozmawiać. Najlepiej w drodze na basen, bo kawałek drogi było...
- A wy już po śniadaniu? - zaczął Nico, uśmiechając się szeroko.
- Tak. - uciął szybko Kuba, a nam od razy zrzedły miny. Okay, to już nie było zabawne...
- Justyna, wszystko dobrze? - szepnęłam do niej, odkładając talerzyk.
Ona tylko spojrzała na Kubę, później na mnie i spuściła wzrok. Już wiedziałam, co trzeba zrobić.
Kopnęłam Nico pod stołem, a ten cicho syknął i spojrzał na mnie zdziwiony. Spojrzałam na niego wymownie i przymrużyłam oczy.
- Ee, Kuba, chodź. Pójdziemy zając leżaki... - obaj panowie wstali i ruszyli w stronę basenu.
- Dobra, młoda. To móc, co się dzieje, co? - zapytałam, opierając się wygodnie na krześle.
- Nic takiego.
- Raczej coś poważnego. Najczęściej nie możecie od siebie rąk oderwać, a dziś, co to było?
- Oj no bo...
- No bo co?
- Chodź, powiem Ci w drodze.
Skinęłam tylko głową, wzięłam torbę na ramię i obie ruszyłyśmy w kierunku basenu.
- Więc?
- Jestem w ciąży.
- Naprawdę? No to cudownie! Dlaczego się nie cieszysz? - objęłam ją ramieniem.
- Jeszcze nie powiedziałam Kubie...
- Przecież on chciał tego dziecka... Chyba się nie boisz?
- Trochę... Dobrze, że studia skończyliśmy...
- No to masz mu powiedzieć, jasne? - spojrzałam.
- Ale...
- Nie ma żadnego ''ale''. Mówisz i już.
- Dobrze. - szepnęła.
- A swoją drogą, to baaardzo się cieszę i gratuluję! - przytuliłam ją do siebie.
- Dziękuję - przytuliła się do mnie.
Chwilę później leżałyśmy już na leżakach i opalałyśmy się. Nasi panowie pływali sobie w basenie i jeszcze wtedy nie myślałam, że coś knują. Za to, co zrobili... Och!
W pewnym momencie na mnie i Justynę chlusnęła woda. Nie wyobrażacie sobie, jak my się darłyśmy. Swoją drogą, bardzo mądrze, Panowie! Na rozgrzane ciała... Ech.
- Nico, nie żyjesz! - wstałam z leżaka i spojrzałam na niego, kładąc ręce na biodrach.
- Kocham Cię! - pocałował mnie i chwilę później wskoczył do basenu.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na Justynę, która wpatrywała się w Kubę.
- Ekhem, Justyna, to do dzieła, a ja idę się rozliczyć z Panem Uriarte. - puściłam jej oczko i wskoczyłam do basenu ''na główkę''.
- Nie wiedziałem, że umiesz tak skakać... - podpłynął do mnie Argentyńczyk, gdy tylko się wynurzyłam.
- Jeszcze mało rzeczy o mnie wiesz, Skarbie... - objęłam go za szyję i oplotłam nogami w pasie.
- Co nie zmienia faktu, że serce mi stanęło, jak zobaczyłem, co wyrabiasz. Nie rób tak, więcej dobrze?
- Serce mówisz? - poruszyłam zabawnie brwiami. - Kochanie, tato mnie odpowiednio wyszkolił, więc bądź spokojny. Swoją drogą, jest tu tak głęboko, że nawet nie dotknęłam dna rękami.
- Tak, serce, Skarbie! - zaśmiał się. - Naprawdę? No nie wierzę, że nawet nie dotykasz dna palcami tutaj. Spróbujemy? - wyszczerzył się do mnie.
- Nawet nie próbuj! - objęłam go jeszcze mocniej. - Nie wybaczyłabym Ci tego.
- Uuu, to nawet się do tego nie przymierzam. Kocham Cię, wspominałem? - szepnął, wtulając mnie w siebie.
- Coś mi się tam o uszy obiło... Ja Ciebie też kocham - szepnęłam.
W tym momencie usłyszeliśmy pisk Justyny. Oboje spojrzeliśmy w jej stronę i zobaczyliśmy, jak Kuba kręci kółka z Justyną na rękach. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Czyli mu powiedziała... No czego się miała bać? - powiedziałam do siebie.
- Powiedziała mu o czym? - spytał zdziwiony Nico.
- Że zostaną rodzicami. - uśmiechnęłam się, spoglądając na mojego chłopaka.
- Serio? Oo, to jutro pijemy z Jakubem! - zaśmiał się.
- No, no, no... Tylko, żebyście nie przesadzili.
- My? No kochanie... - zaśmiał się, a chwilę później musnął moje usta.
- Już ja Was znam. - zaśmiałam się i mocniej wtuliłam. - Czyli, impreza w klubie? Cudownie, nie pasuję tam.
- Oszalałaś? Znowu zaczynasz?
- Tak. Za dużo ludzi... Zdecydowanie. Zostanę w pokoju.
- O nie, nie, moja droga! Idziesz ze mną i świętujemy razem z przyszłymi rodzicami.
- Ale no...
Zdanie przerwał mi pocalunek Nico. Odwzajemniłam go czule, wplatając palce w jego włosy.
- Niezmiernie mi miło, że się ze mną zgadzasz! - poruszył zabawnie brwiami i wybuchnął śmiechem.
- Nienawidzę Cię, Uriarte... Swoją drogą, nie widziałeś dziś Klaudii, Wiktorii, Janka i Damiena?
- Widziałem. Poszli na plaże. Rąk od siebie nie odklejają. To oburzające! - nie przestawał się śmiać.
- Odezwał się. - pokazałam mu język.
- Nie mów, że tego nie lubisz... - mruknął i dłońmi zjechał na moje pośladki.
- Nicolas! - zaśmiałam się. - Jesteśmy w miejscu publicznym.
- Zawsze jakaś adrenalina...
- Nienawidzę Cię, wspominałam?
- Owszem. - pocałował mnie czule.
- I tego się trzymajmy. -odwzajemniłam jego pocałunek, mocno go obejmując.
Resztę dnia spędziliśmy całą paczką nad basenem, wygłupiając się i grając w waterpolo. Dziewczyny kontra chłopaki? No cóż... Tak mi przykro, że Panowie przegrali i w ramach tego, musieli przynieść nam pizze.
Kolejny dzień, a właściwie noc, nie do końca była dla mnie ciekawa. Impreza w klubie = wiele ludzi, OBCYCH LUDZI, pijani, namolni faceci, laski startujące do naszych chłopaków... Nie. To nie dla mnie. Obrałam plan, że zatańczę dwa razy z Nico, raz z Kubą i resztę imprezy przesiedzę w boksie, obserwując imprezowiczów i sącząc drink za drinkiem. Zapowiadała się długa i nudna, przynajmniej dla mnie, noc. Musiałam przeżyć dzień i powiedzieć o moich zamiarach Nico. Ten oczywiście przekonywał mnie, żebym bawiła się ze wszystkimi, ale ja nadal twierdziłam, że to nie dla mnie, i że wolę posiedzieć boksie. Tylko jeszcze wtedy nie wiedziałam, że siedzenie w boksie stworzy mi tyle kłopotu.
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Rozdział dwunasty.
~ Z punktu widzenia Nico:
~ Tydzień później....
~ Z punktu widzenia Anety:
Nico biegał po lotnisku, jak szalony. Mi za to kazał siedzieć z dziewczynami i cierpliwie czekać.
Nie mogłam tam siedzieć dłużej. Nico stał przy jakimś okienku i rozmawiał z jakąś kobietą. Chociaż ''rozmowa'' to zbyt miękko powiedziane.
- Ale jak to nie ma rezerwacji?! Proszę nie robić ze mnie idioty! Dzwoniłem przedwczoraj i wszystko się zgadzało! - syczał do kobiety Uriarte.
Podeszłam do niego i mocno przytuliłam się do jego pleców. I poczułam, że w tym momencie trochę się rozluźnił.
- Proszę sprawdzić jeszcze raz... Nicolas Uriarte. - położył dłoń na moich i delikatnie je zaczął gładzić.
- Nicolas Uriarte... Przez ''k'', czy ''c''? - zapytała tamta kobieta, a ja odruchowo mocniej objęłam Argentyńczyka.
- Przez ''c''... - syknął przez zaciśnięte zęby.
Stanęłam na palcach i delikatnie musnęłam jego kark. Nico mocniej ścisnął moje dłonie.
- Jest rezerwacja. Pan Nicolas Urairte. Przepraszam za wszelkie niedogodności...
- Super. Dziękuję za wyjaśnienie. - odsunął mnie od siebie i ruszył do reszty. Spojrzałam na niego zaskoczona, jednak po chwili spuściłam głowę.
Nico w tym czasie usiadł koło dziewczyn i zaczął im wszystko opowiadać.
- Nico... Nie to, żeby coś... Ale nie zapomniałeś czegoś, a raczej kogoś spod tego okienka? - Klaudia szturchnęła go łokciem i skazała głową na mnie.
- Matko, Aneta! - zerwał się na równe nogi i podszedł do mnie, natychmiast obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie. - Przepraszam, kochanie. Ale byłem wściekły...
- Rozumiem.
- Nie gniewaj się na mnie... Anetka, kochanie. - szepnął mi do ucha, delikatnie je przygryzając.
- Nico...
- To się więcej nie powtórzy. Nie opuszczę Cię na krok!
- Wariat mój - objęłam jego szyję i mocno sie przytuliłam.
- A Twój! - ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie czule. Odwzajemniłam natychmiast jego pocałunek i mocniej się w niego wtuliłam.
- Poczekaj aż będziemy w Meksyku - szepnęłam.
- Obiecujesz?
- Owszem. - musnęłam jego policzek. - A teraz chodźmy, bo wywołują nasz lot.
- Wreszcie! - wziął mnie za rękę i ruszyliśmy do odprawy.
W samolocie siedzieliśmy zaraz przy skrzydle. Trzymałam mocno dłoń Nico i za nic w świecie nie miałam zamiaru jej puścić. No co? Boję się.
Uriatre spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął, a później pocałował mnie w głowę.
- Boisz się?
- Bardzo... A Ty nie?
- Przyzwyczaiłem się - wzruszył ramionami. - Pamiętaj, masz tu mnie, nic Ci nie grozi - uśmiechnął się triumfalnie.
- Mój bohater! - zaśmiałam się cichutko i mocno wtuliłam w jego ramię.
Kilka minut później samolot ruszył, a następnie zaczęła się nasza podróż do Meksyku. Około dziewięciu godzin spędzonych w samolocie. No, z przesiadką, ale jednak. Nie pozostało mi nic innego, jak wtulić się w mojego chłopaka i zasnąć. I spać aż do przesiadki, a później aż do Meksyku .
Obudziłem się około dziewiątej. Aneta jeszcze spała, wtulona w mój tors. Wyglądała pięknie i tak spokojnie. Zapowiadał się jeszcze lepszy dzień niż dnia poprzedniego.
Wczoraj obroniliśmy tytuł Mistrza Polski. Nie mogłem przestać się uśmiechać. Jak na razie, był to najlepszy dzień w moim życiu. Później spędziłem z Anetą cudowny wieczór i noc. Jest najwspanialszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Wiedziałem już, że to ta jedyna, której potrzebuję i pragnę. I byłem gotów oddać wszystko, żeby tylko spędziła ze mną resztę swojego życia. I nic nie mogło stanąć na drodze do naszego szczęścia. ''Ty nie widzisz, co Nowakowski chce osiągnąć? Właśnie on będzie robił wszystko, żebyście się rozstali!'' - syczała moja podświadomość. Cholerny Piotrek, nagle sobie o niej przypomniał. I teraz, kiedy jest naprawdę szczęśliwa, musi się wtrącać. Skrzywiłem się, jednocześnie mocniej obejmując Anetę. Schowałem nos w jej włosy i przymknąłem oczy. Nie wyobrażałem sobie tego, że mógłbym ją stracić. I co gorsza, bałem się, że Nowakowski mi ją odbierze. Nie mogę mu na to pozwolić. Nie jemu... Nikomu! Odetchnąłem głębiej i musnąłem ustami jej głowę. W tej samej chwili Aneta się obudziła.
- Długo już nie śpisz? - wyszeptała zaspana, tuląc się do mnie.
- Jakieś dwadzieścia minut. Tak słodko spałaś, że nie miałem serca Cię obudzić. Jak się czujesz?
- Czuję się bardzo dobrze, dziękuję. Może trochę zmęczona i obolała - uśmiechnęła się i mocniej we mnie wtuliła.
- Ale nie żałujesz tego? - spojrzałam na nią, głaszcząc ją po plecach.
- Nie. Nie żałuję. A Ty?
- Bynajmniej. - pocałowałem ją delikatnie i wciągnąłem ją na siebie.
- Co Ty wyprawiasz?
- Przytulam do siebie moją dziewczynę. Masz coś przeciwko...?
- Ależ nie - uśmiechnęła się do mnie i pocałowała czule. Odwzajemniłem to, gładząc ją delikatnie po policzku.
- Nie jesteś głodna? - głaskałem ją po pleckach.
- Jestem... Ale nie chciałam nic mówić...
- Ale po tyłku dostaniesz. Już idę i zrobię śniadanko.
- O nie. Ja dziś robię śniadanie. Przyzwyczaj się, skoro mam z Tobą mieszkać - uśmiechnęła się do mnie, cmoknęła w nos i wstała. Ubrała na siebie moją koszulę i wtedy mnie zamurowało. Wyglądała... Seksownie. Cholernie seksownie. Podparłem się na łokciu i wpatrywałem, jak zapinała po kolei każdy guzik w koszuli.
W pewnym momencie podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się delikatnie.
- Podobam Ci się?
- Oczywiście, ze tak. Jak zawsze - uśmiechnąłem się do niej. Ona podeszła do mnie i musnęła moje usta.
Jakiś czas później siedzieliśmy razem w kuchni i jedliśmy śniadanie. Uwielbiam, kiedy Aneta gotuje. Wychodzi jej to niesamowicie dobrze. Jak tak dalej pójdzie, to się z nią ożenię!
Wieczorem tego samego dnia, poszliśmy na imprezę do Karola. Nie mogłem napatrzeć się na Anetę. Cały czas się uśmiechała i widać było, że jest szczęśliwa. A może mi się tylko tak wydawało? Nie! Na pewno tak jest, jestem co do tego przekonany w stu procentach!
Świętowaliśmy nasze zwycięstwo z całą ekipą. Nie wyobrażałem sobie tego, że mogłoby kogoś dzisiaj zabraknąć. Zwłaszcza, że musieliśmy obgadać nasz wyjazd do Meksyku. Już nie mogłem się doczekać tego. W końcu mogłem trochę odpocząć.
Kiedy tańczyłem z Anetą, postanowiłem dyskretnie ją podpytać, czy myślała już o nas trochę bardziej poważnie...
- Kochanie? Cieszysz się, że za tydzień lecimy?
- Bardzo. Zawsze marzyłam o takim wyjeździe. A do tego lecę tam z chłopakiem i przyjaciółmi, cudownie!
- wtuliła się mocniej we mnie.
- Też mi się podoba ta wizja. A co byś powiedziała, gdybyś miała mnie już na zawsze?
- Sugerujesz coś? - szepnęła mi, patrząc w moje oczy.
- Całkiem możliwe... Ale nie teraz, nie w tej chwili. - pocałowałem ją delikatnie.
- Chcę Cię na reszte moje życia, Nico - szepnęła i mocniej się we mnie wtuliła. Podniosłem ją i pocałowałam namiętnie, obejmując z całej siły. Właśnie wstępnie zgodziła się na moje oświadczyny. Teraz tylko muszę działać. ŚWIĘTA! Tak, wtedy się jej oświadczę. Ale teraz przed nami wakacje. To będą najlepsze wakacje w moim życiu...
- Długo już nie śpisz? - wyszeptała zaspana, tuląc się do mnie.
- Jakieś dwadzieścia minut. Tak słodko spałaś, że nie miałem serca Cię obudzić. Jak się czujesz?
- Czuję się bardzo dobrze, dziękuję. Może trochę zmęczona i obolała - uśmiechnęła się i mocniej we mnie wtuliła.
- Ale nie żałujesz tego? - spojrzałam na nią, głaszcząc ją po plecach.
- Nie. Nie żałuję. A Ty?
- Bynajmniej. - pocałowałem ją delikatnie i wciągnąłem ją na siebie.
- Co Ty wyprawiasz?
- Przytulam do siebie moją dziewczynę. Masz coś przeciwko...?
- Ależ nie - uśmiechnęła się do mnie i pocałowała czule. Odwzajemniłem to, gładząc ją delikatnie po policzku.
- Nie jesteś głodna? - głaskałem ją po pleckach.
- Jestem... Ale nie chciałam nic mówić...
- Ale po tyłku dostaniesz. Już idę i zrobię śniadanko.
- O nie. Ja dziś robię śniadanie. Przyzwyczaj się, skoro mam z Tobą mieszkać - uśmiechnęła się do mnie, cmoknęła w nos i wstała. Ubrała na siebie moją koszulę i wtedy mnie zamurowało. Wyglądała... Seksownie. Cholernie seksownie. Podparłem się na łokciu i wpatrywałem, jak zapinała po kolei każdy guzik w koszuli.
W pewnym momencie podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się delikatnie.
- Podobam Ci się?
- Oczywiście, ze tak. Jak zawsze - uśmiechnąłem się do niej. Ona podeszła do mnie i musnęła moje usta.
Jakiś czas później siedzieliśmy razem w kuchni i jedliśmy śniadanie. Uwielbiam, kiedy Aneta gotuje. Wychodzi jej to niesamowicie dobrze. Jak tak dalej pójdzie, to się z nią ożenię!
Wieczorem tego samego dnia, poszliśmy na imprezę do Karola. Nie mogłem napatrzeć się na Anetę. Cały czas się uśmiechała i widać było, że jest szczęśliwa. A może mi się tylko tak wydawało? Nie! Na pewno tak jest, jestem co do tego przekonany w stu procentach!
Świętowaliśmy nasze zwycięstwo z całą ekipą. Nie wyobrażałem sobie tego, że mogłoby kogoś dzisiaj zabraknąć. Zwłaszcza, że musieliśmy obgadać nasz wyjazd do Meksyku. Już nie mogłem się doczekać tego. W końcu mogłem trochę odpocząć.
Kiedy tańczyłem z Anetą, postanowiłem dyskretnie ją podpytać, czy myślała już o nas trochę bardziej poważnie...
- Kochanie? Cieszysz się, że za tydzień lecimy?
- Bardzo. Zawsze marzyłam o takim wyjeździe. A do tego lecę tam z chłopakiem i przyjaciółmi, cudownie!
- wtuliła się mocniej we mnie.
- Też mi się podoba ta wizja. A co byś powiedziała, gdybyś miała mnie już na zawsze?
- Sugerujesz coś? - szepnęła mi, patrząc w moje oczy.
- Całkiem możliwe... Ale nie teraz, nie w tej chwili. - pocałowałem ją delikatnie.
- Chcę Cię na reszte moje życia, Nico - szepnęła i mocniej się we mnie wtuliła. Podniosłem ją i pocałowałam namiętnie, obejmując z całej siły. Właśnie wstępnie zgodziła się na moje oświadczyny. Teraz tylko muszę działać. ŚWIĘTA! Tak, wtedy się jej oświadczę. Ale teraz przed nami wakacje. To będą najlepsze wakacje w moim życiu...
~ Tydzień później....
~ Z punktu widzenia Anety:
Nico biegał po lotnisku, jak szalony. Mi za to kazał siedzieć z dziewczynami i cierpliwie czekać.
Nie mogłam tam siedzieć dłużej. Nico stał przy jakimś okienku i rozmawiał z jakąś kobietą. Chociaż ''rozmowa'' to zbyt miękko powiedziane.
- Ale jak to nie ma rezerwacji?! Proszę nie robić ze mnie idioty! Dzwoniłem przedwczoraj i wszystko się zgadzało! - syczał do kobiety Uriarte.
Podeszłam do niego i mocno przytuliłam się do jego pleców. I poczułam, że w tym momencie trochę się rozluźnił.
- Proszę sprawdzić jeszcze raz... Nicolas Uriarte. - położył dłoń na moich i delikatnie je zaczął gładzić.
- Nicolas Uriarte... Przez ''k'', czy ''c''? - zapytała tamta kobieta, a ja odruchowo mocniej objęłam Argentyńczyka.
- Przez ''c''... - syknął przez zaciśnięte zęby.
Stanęłam na palcach i delikatnie musnęłam jego kark. Nico mocniej ścisnął moje dłonie.
- Jest rezerwacja. Pan Nicolas Urairte. Przepraszam za wszelkie niedogodności...
- Super. Dziękuję za wyjaśnienie. - odsunął mnie od siebie i ruszył do reszty. Spojrzałam na niego zaskoczona, jednak po chwili spuściłam głowę.
Nico w tym czasie usiadł koło dziewczyn i zaczął im wszystko opowiadać.
- Nico... Nie to, żeby coś... Ale nie zapomniałeś czegoś, a raczej kogoś spod tego okienka? - Klaudia szturchnęła go łokciem i skazała głową na mnie.
- Matko, Aneta! - zerwał się na równe nogi i podszedł do mnie, natychmiast obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie. - Przepraszam, kochanie. Ale byłem wściekły...
- Rozumiem.
- Nie gniewaj się na mnie... Anetka, kochanie. - szepnął mi do ucha, delikatnie je przygryzając.
- Nico...
- To się więcej nie powtórzy. Nie opuszczę Cię na krok!
- Wariat mój - objęłam jego szyję i mocno sie przytuliłam.
- A Twój! - ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie czule. Odwzajemniłam natychmiast jego pocałunek i mocniej się w niego wtuliłam.
- Poczekaj aż będziemy w Meksyku - szepnęłam.
- Obiecujesz?
- Owszem. - musnęłam jego policzek. - A teraz chodźmy, bo wywołują nasz lot.
- Wreszcie! - wziął mnie za rękę i ruszyliśmy do odprawy.
W samolocie siedzieliśmy zaraz przy skrzydle. Trzymałam mocno dłoń Nico i za nic w świecie nie miałam zamiaru jej puścić. No co? Boję się.
Uriatre spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął, a później pocałował mnie w głowę.
- Boisz się?
- Bardzo... A Ty nie?
- Przyzwyczaiłem się - wzruszył ramionami. - Pamiętaj, masz tu mnie, nic Ci nie grozi - uśmiechnął się triumfalnie.
- Mój bohater! - zaśmiałam się cichutko i mocno wtuliłam w jego ramię.
Kilka minut później samolot ruszył, a następnie zaczęła się nasza podróż do Meksyku. Około dziewięciu godzin spędzonych w samolocie. No, z przesiadką, ale jednak. Nie pozostało mi nic innego, jak wtulić się w mojego chłopaka i zasnąć. I spać aż do przesiadki, a później aż do Meksyku .
środa, 27 listopada 2013
Rozdział jedenasty.
~ Z punktu widzenia Anety:
Gdy tylko zabrzmiał ostatni gwizdek sędziego po zdobytym punkcie SKRY, wbiegłam na boisko i momentalnie znalazłam się w objęciach Nico. Wskoczyłam na niego, oplatając jego biodra nogami i mocno się do niego tuliłam. On co chwile szeptał mi do ucha, że mnie kocha i to jest najlepszy dzień w jego życiu.
Chwile później znalazł się przy Nas Mariusz. Jak zawsze popsuł atmosferę... Dzięki, bracie!
Chłopaki rozeszli się do szatni, a ja zbierałam swoje rzeczy. Nie mogłam doczekać się godziny dwudziestej, kiedy miałam spotkać się z Nico. I to u niego w domu. Uwielbiam tam przebywać. Jest tak przytulnie... Chciałabym tam bardzo zamieszkać. Chyba poruszę dzisiaj ten temat z moim Uriarte...
Z rozmyślań wyrwała mnie czyjaś dłoń machająca mi przed oczami. Potrząsnęłam głową i spojrzałam. Przede mną stał Piotrek i próbowała się ze mną skontaktować. Mogłam się tego spodziewać...
- Halo? Ziemia do Anety!
- No przecież Cię widzę, w czym masz problem?
- Nie no, w niczym. Może anulujemy zakład...? - spojrzał na mnie, uśmiechając się smutno.
- Chyba oszalałeś. Zakładów się nie anuluje.
- Ale, jak mam wytrzymać bez kontaktu z Tobą tak długo? To nie realne...
- Nie? A może mam Ci przypomnieć, że nie odzywałeś się do mnie ponad pół roku? Bo tak bardzo zajęty byłeś tamtą.
- Aneta, przestań, proszę.
- Dlaczego mam przestać? Tu Cię zabolało, tak?
- Wiesz, że tak. Robisz to specjalnie... - spojrzał na mnie smutny.
- Bo sobie na to zasłużyłeś... Tak więc, zakład jest aktualny, przegrałeś go i porozmawiamy dopiero na meczu reprezentacji.
- Dobrze. Przegrałem i muszę się z tym zmierzyć... Przytulisz mnie chociaż?
- To nie jest dobry pomysł... - spojrzałam na niego i przełknęłam ślinę. Przecież nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym znowu stracić z nim kontakt. I błagałam go w myślach, żeby tylko nie zrezygnował.
- Proszę? Nie zobaczę Cię tak długo... - wyciągnął do mnie nieśmiało dłoń.
Ujęłam odruchowo jego dłoń, i przytuliłam się mocno. Nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam. Ale, gdy tylko się do niego przytuliłam, poczułam to samo uczucie, które czułam, jak byliśmy parą. Objęłam go mocniej, wtulając się w jego ciało. Piotrek jedną rękę wplótł w moje włosy, a drugą wciąż mnie obejmował.
- Nie wytrzymam bez Ciebie... - szepnął mi do ucha.
- Dasz radę. - przełknęłam ślinę. - Skup się na chwili wolnego, później treningach i meczach.
- Lecisz gdzieś na wakacje?
- Tak. Ale nie chcę mówić Ci, gdzie lecimy...
- Dobrze. - nachylił się i pocałował mnie w policzek. - Pójdę już. Do usłyszenia - ścisnął moją dłoń, a po chwili ją puścił i udał się do szatni.
Zebrałam swoje rzeczy, wyszłam z hali i udałam się do domu. Jak ja mogłam sądzić, że wytrzymam tyle bez Niego? Wyjęłam telefon i napisałam do niego szybkiego smsa: ''Szczerze? To nie wiem, czy sama wytrzymam...'' Wrzuciłam telefon do torby i wyłączyłam się całkowicie. Po 20 minutach byłam już w domu. Musiałam zacząć się szykować na spotkanie z Nico. Tylko... Po głowie wciąż chodził mi Nowakowski...
Szłam spacerkiem do domu Nico, uważając, by się nie przewrócić. Ja w połączeniu z wysokimi szpilkami, to naprawdę marny pomysł. Ale chciałam wyglądać dla mojego Nico idealnie. Po prostu, chciałam się podobać. Mam tylko nadzieję, że nie skręcę sobie kostki i dotrę do niego cała i zdrowa.
Piętnaście minut później byłam już pod domem Uriarte. Zadzwoniłam i czekałam cierpliwie aż mi otworzy. Nie trwało to długo, gdyż otworzył po dosłownie chwili. Uśmiechnęłam się szerzej, gdy zobaczyłam go w koszuli i jeansach.
- Witam. Pięknie wyglądasz - objął mnie i pocałował w policzek. - Zapraszam - przepuścił mnie w drzwiach.
- Cześć, dziękuję - uśmiechnęłam się, wchodząc do środka. Od razu zdjęłam szpilki i założyłam balerinki.
- Pomóc Ci może w czymś? - podeszłam do Nico
- Nie, Skarbie. Poradzę sobie ze wszystkim. Rozgość się i czuj się, jak u siebie. Hej, jak tu wchodziłaś, nie byłaś wyższa? - spojrzał na mnie z cwaniackim uśmiechem.
Zmierzyłam go wzrokiem z góry na dół, stając naprzeciw niego z rękami na biodrach.
- Igrasz z ogniem, Uriarte...
- Oj, Aneta. Wiesz, że żartuję. Poza tym... Małe jest piękne, prawda? - uśmiechnął się do mnie, puszczając oko.
- Jakoś się pocieszać musisz, prawda? - wyszczerzyłam się do niego i musnęłam jego policzek.
- Teraz widzę, że jesteś siostrą z Mańkiem... Jesteś tak samo wredna, jak on! - powiedziała, szybko czmychając do kuchni i unikając tym samym uderzenia w głowę. Och, już ja mu pokaże jak bardzo wredna jestem. Uśmiechnęłam się sama do siebie i rozsiadłam się na kanapie. Ciekawa jestem, co ten Nico wymyślił...
Po skończonej kolacji, siedzieliśmy na kanapie i popijaliśmy wino. Kupił moje ulubione. Do jedzenia zrobił moją ulubioną pieczeń. Przypadek? Nie sądzę.
Rozmawialiśmy o wszystkim. O dzisiejszym wygranym meczu, o statystykach, o MVP spotkania, o naszych typach i wielu, wielu innych sprawach. W końcu postanowiłam zapytać się Uriarte, czy miał by coś przeciwko, bym zamieszkała u niego.
- Skarbie... Kochasz mnie?
- Oczywiście, że kocham. Co to za pytanie, co? - pocałował mnie w skroń.
- Pomyślałam sobie... Może być chciał zamieszkać ze mną?
- Oczywiście, że chcę. Tylko... Ja u Ciebie, czy Ty u mnie?
- A jak Ci lepiej?
- Hm... Ty u mnie, zdecydowanie. - odstawił swój i mój kieliszek, następnie ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie czule.
Nie odpowiedziałam. Odwzajemniłam jego pocałunek, obejmując jego szyję. Wsunęłam się na jego kolana, nadal go całując i znacznie mocniej obejmując. Nico zjechał dłońmi na moje pośladki i delikatnie mnie do siebie przesunął. Zaczęłam rozpinać jego koszulę, cały czas go przy tym całować. On delikatnie rozpiął moją sukienkę i zsunął ją z moich ramiona, całując je delikatnie. W pewnym momencie wstał, obejmując mnie mocno i wolnym krokiem ruszył do sypialni, składając delikatne pocałunki na moich pocałunkach.
W sypialni postawił mnie na podłodze i zsunął ze mnie sukienkę. To samo zrobiłam z jego koszulą i spodniami. Przyciągnął mnie do siebie stanowczo i pocałował namiętnie. Odwzajemniłam jego pocałunek, wplatając palce w jego włosy. Położył mnie delikatnie na łóżku, zjeżdżając z pocałunkami na moją szyję. Mruknęłam cicho, czując jego wargi i delikatnie przejechałam paznokciami po jego plecach. Chwilę później Nico zaczął całować mój dekolt, a jego dłoń zawędrowała pod moje plecy. Odnalazł zapięcie mojego stanika, odrywając się od mojego dekoltu, spojrzał mi w oczy.
- Chcesz tego? - szepnął.
- Tak. - szepnęłam, zagryzając swoją wargę.
Chwilę później byłam już bez stanika, a pocałunki Nico z dekoltu zawędrowały na moje piersi. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Przejechałam palcami po jego plecach i niepewnie zsunęłam z niego jego bokserki.
Spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął, a chwilę później zaczął całować mój brzuch. Zaśmiałam się cicho.
- Czy ja Cię śmieszę? - spojrzał na mnie, unosząc jedną brew.
- Nie, ale mam gilgotki. - uśmiechnęłam się.
- Ech, ten nieszczęsny brzuch - zaśmiał się i nadal go całował, lecz tym razem składał pocałunki lekkie jak piórko.
Chwilę później wsunął dłoń za gumkę moich majtek i ponownie spojrzał mi w oczy.
- Jesteś tego pewna?
- Jestem, Nico.
- Na pewno? Zawsze możemy zrezygnować...
- Jeżeli jeszcze raz mnie o to zapytasz, to nie wiem, co odpowiem...
Argentyńczyk tylko się uśmiechnął i zsunął moją bieliznę. Zagryzłam delikatnie wargę i spojrzałam mu w oczy.
- Ufasz mi, prawda? - zaczął całować okolice mojego ucha.
- Mm, ufam. Bardzo - odszepnęłam.
W odpowiedzi Uriarte pocałował mnie namiętnie, delikatnie rozchylając moje nogi i delikatnie wchodząc we mnie.
Objęłam go mocniej i przymknęłam oczy. Poczułam na czole jego pocałunek i to, że zaczął się poruszać.
Delikatnie, tak, by nie stała mi się żadna krzywda.
- W porządku? - pytał co chwilę.
- Tak - mruknęłam i wbiłam się w jego usta, wbijając paznokcie w jego plecy.
Jakiś czas później leżeliśmy wtuleni w siebie, uspakajając nasze oddechy. Kocham Go. Kocham Nico. Nie wyobrażałam sobie, że mógłby leżeć teraz inne facet koło mnie. ''Na pewno? A Nowakowski?'' - podsunęła mi moja świadomość. Odsunęłam od siebie szybko tę myśl i jeszcze mocniej wtuliłam się mojego chłopaka.
- Wszystko ok? Zimno Ci? - pogłaskał mnie po plecach.
- Wszystko jest dobrze, naprawdę. I nie jest mi zimno, bardziej się chciałam wtulić.
- Cieszę się. - pocałował mnie w czoło. - Więc, przytulaj się ile tylko chcesz. - uśmiechnął się.
Wtuliłam się do niego mocno i momentalnie zasnęłam.
Gdy tylko zabrzmiał ostatni gwizdek sędziego po zdobytym punkcie SKRY, wbiegłam na boisko i momentalnie znalazłam się w objęciach Nico. Wskoczyłam na niego, oplatając jego biodra nogami i mocno się do niego tuliłam. On co chwile szeptał mi do ucha, że mnie kocha i to jest najlepszy dzień w jego życiu.
Chwile później znalazł się przy Nas Mariusz. Jak zawsze popsuł atmosferę... Dzięki, bracie!
Chłopaki rozeszli się do szatni, a ja zbierałam swoje rzeczy. Nie mogłam doczekać się godziny dwudziestej, kiedy miałam spotkać się z Nico. I to u niego w domu. Uwielbiam tam przebywać. Jest tak przytulnie... Chciałabym tam bardzo zamieszkać. Chyba poruszę dzisiaj ten temat z moim Uriarte...
Z rozmyślań wyrwała mnie czyjaś dłoń machająca mi przed oczami. Potrząsnęłam głową i spojrzałam. Przede mną stał Piotrek i próbowała się ze mną skontaktować. Mogłam się tego spodziewać...
- Halo? Ziemia do Anety!
- No przecież Cię widzę, w czym masz problem?
- Nie no, w niczym. Może anulujemy zakład...? - spojrzał na mnie, uśmiechając się smutno.
- Chyba oszalałeś. Zakładów się nie anuluje.
- Ale, jak mam wytrzymać bez kontaktu z Tobą tak długo? To nie realne...
- Nie? A może mam Ci przypomnieć, że nie odzywałeś się do mnie ponad pół roku? Bo tak bardzo zajęty byłeś tamtą.
- Aneta, przestań, proszę.
- Dlaczego mam przestać? Tu Cię zabolało, tak?
- Wiesz, że tak. Robisz to specjalnie... - spojrzał na mnie smutny.
- Bo sobie na to zasłużyłeś... Tak więc, zakład jest aktualny, przegrałeś go i porozmawiamy dopiero na meczu reprezentacji.
- Dobrze. Przegrałem i muszę się z tym zmierzyć... Przytulisz mnie chociaż?
- To nie jest dobry pomysł... - spojrzałam na niego i przełknęłam ślinę. Przecież nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym znowu stracić z nim kontakt. I błagałam go w myślach, żeby tylko nie zrezygnował.
- Proszę? Nie zobaczę Cię tak długo... - wyciągnął do mnie nieśmiało dłoń.
Ujęłam odruchowo jego dłoń, i przytuliłam się mocno. Nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam. Ale, gdy tylko się do niego przytuliłam, poczułam to samo uczucie, które czułam, jak byliśmy parą. Objęłam go mocniej, wtulając się w jego ciało. Piotrek jedną rękę wplótł w moje włosy, a drugą wciąż mnie obejmował.
- Nie wytrzymam bez Ciebie... - szepnął mi do ucha.
- Dasz radę. - przełknęłam ślinę. - Skup się na chwili wolnego, później treningach i meczach.
- Lecisz gdzieś na wakacje?
- Tak. Ale nie chcę mówić Ci, gdzie lecimy...
- Dobrze. - nachylił się i pocałował mnie w policzek. - Pójdę już. Do usłyszenia - ścisnął moją dłoń, a po chwili ją puścił i udał się do szatni.
Zebrałam swoje rzeczy, wyszłam z hali i udałam się do domu. Jak ja mogłam sądzić, że wytrzymam tyle bez Niego? Wyjęłam telefon i napisałam do niego szybkiego smsa: ''Szczerze? To nie wiem, czy sama wytrzymam...'' Wrzuciłam telefon do torby i wyłączyłam się całkowicie. Po 20 minutach byłam już w domu. Musiałam zacząć się szykować na spotkanie z Nico. Tylko... Po głowie wciąż chodził mi Nowakowski...
Szłam spacerkiem do domu Nico, uważając, by się nie przewrócić. Ja w połączeniu z wysokimi szpilkami, to naprawdę marny pomysł. Ale chciałam wyglądać dla mojego Nico idealnie. Po prostu, chciałam się podobać. Mam tylko nadzieję, że nie skręcę sobie kostki i dotrę do niego cała i zdrowa.
Piętnaście minut później byłam już pod domem Uriarte. Zadzwoniłam i czekałam cierpliwie aż mi otworzy. Nie trwało to długo, gdyż otworzył po dosłownie chwili. Uśmiechnęłam się szerzej, gdy zobaczyłam go w koszuli i jeansach.
- Witam. Pięknie wyglądasz - objął mnie i pocałował w policzek. - Zapraszam - przepuścił mnie w drzwiach.
- Cześć, dziękuję - uśmiechnęłam się, wchodząc do środka. Od razu zdjęłam szpilki i założyłam balerinki.
- Pomóc Ci może w czymś? - podeszłam do Nico
- Nie, Skarbie. Poradzę sobie ze wszystkim. Rozgość się i czuj się, jak u siebie. Hej, jak tu wchodziłaś, nie byłaś wyższa? - spojrzał na mnie z cwaniackim uśmiechem.
Zmierzyłam go wzrokiem z góry na dół, stając naprzeciw niego z rękami na biodrach.
- Igrasz z ogniem, Uriarte...
- Oj, Aneta. Wiesz, że żartuję. Poza tym... Małe jest piękne, prawda? - uśmiechnął się do mnie, puszczając oko.
- Jakoś się pocieszać musisz, prawda? - wyszczerzyłam się do niego i musnęłam jego policzek.
- Teraz widzę, że jesteś siostrą z Mańkiem... Jesteś tak samo wredna, jak on! - powiedziała, szybko czmychając do kuchni i unikając tym samym uderzenia w głowę. Och, już ja mu pokaże jak bardzo wredna jestem. Uśmiechnęłam się sama do siebie i rozsiadłam się na kanapie. Ciekawa jestem, co ten Nico wymyślił...
Po skończonej kolacji, siedzieliśmy na kanapie i popijaliśmy wino. Kupił moje ulubione. Do jedzenia zrobił moją ulubioną pieczeń. Przypadek? Nie sądzę.
Rozmawialiśmy o wszystkim. O dzisiejszym wygranym meczu, o statystykach, o MVP spotkania, o naszych typach i wielu, wielu innych sprawach. W końcu postanowiłam zapytać się Uriarte, czy miał by coś przeciwko, bym zamieszkała u niego.
- Skarbie... Kochasz mnie?
- Oczywiście, że kocham. Co to za pytanie, co? - pocałował mnie w skroń.
- Pomyślałam sobie... Może być chciał zamieszkać ze mną?
- Oczywiście, że chcę. Tylko... Ja u Ciebie, czy Ty u mnie?
- A jak Ci lepiej?
- Hm... Ty u mnie, zdecydowanie. - odstawił swój i mój kieliszek, następnie ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie czule.
Nie odpowiedziałam. Odwzajemniłam jego pocałunek, obejmując jego szyję. Wsunęłam się na jego kolana, nadal go całując i znacznie mocniej obejmując. Nico zjechał dłońmi na moje pośladki i delikatnie mnie do siebie przesunął. Zaczęłam rozpinać jego koszulę, cały czas go przy tym całować. On delikatnie rozpiął moją sukienkę i zsunął ją z moich ramiona, całując je delikatnie. W pewnym momencie wstał, obejmując mnie mocno i wolnym krokiem ruszył do sypialni, składając delikatne pocałunki na moich pocałunkach.
W sypialni postawił mnie na podłodze i zsunął ze mnie sukienkę. To samo zrobiłam z jego koszulą i spodniami. Przyciągnął mnie do siebie stanowczo i pocałował namiętnie. Odwzajemniłam jego pocałunek, wplatając palce w jego włosy. Położył mnie delikatnie na łóżku, zjeżdżając z pocałunkami na moją szyję. Mruknęłam cicho, czując jego wargi i delikatnie przejechałam paznokciami po jego plecach. Chwilę później Nico zaczął całować mój dekolt, a jego dłoń zawędrowała pod moje plecy. Odnalazł zapięcie mojego stanika, odrywając się od mojego dekoltu, spojrzał mi w oczy.
- Chcesz tego? - szepnął.
- Tak. - szepnęłam, zagryzając swoją wargę.
Chwilę później byłam już bez stanika, a pocałunki Nico z dekoltu zawędrowały na moje piersi. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Przejechałam palcami po jego plecach i niepewnie zsunęłam z niego jego bokserki.
Spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął, a chwilę później zaczął całować mój brzuch. Zaśmiałam się cicho.
- Czy ja Cię śmieszę? - spojrzał na mnie, unosząc jedną brew.
- Nie, ale mam gilgotki. - uśmiechnęłam się.
- Ech, ten nieszczęsny brzuch - zaśmiał się i nadal go całował, lecz tym razem składał pocałunki lekkie jak piórko.
Chwilę później wsunął dłoń za gumkę moich majtek i ponownie spojrzał mi w oczy.
- Jesteś tego pewna?
- Jestem, Nico.
- Na pewno? Zawsze możemy zrezygnować...
- Jeżeli jeszcze raz mnie o to zapytasz, to nie wiem, co odpowiem...
Argentyńczyk tylko się uśmiechnął i zsunął moją bieliznę. Zagryzłam delikatnie wargę i spojrzałam mu w oczy.
- Ufasz mi, prawda? - zaczął całować okolice mojego ucha.
- Mm, ufam. Bardzo - odszepnęłam.
W odpowiedzi Uriarte pocałował mnie namiętnie, delikatnie rozchylając moje nogi i delikatnie wchodząc we mnie.
Objęłam go mocniej i przymknęłam oczy. Poczułam na czole jego pocałunek i to, że zaczął się poruszać.
Delikatnie, tak, by nie stała mi się żadna krzywda.
- W porządku? - pytał co chwilę.
- Tak - mruknęłam i wbiłam się w jego usta, wbijając paznokcie w jego plecy.
Jakiś czas później leżeliśmy wtuleni w siebie, uspakajając nasze oddechy. Kocham Go. Kocham Nico. Nie wyobrażałam sobie, że mógłby leżeć teraz inne facet koło mnie. ''Na pewno? A Nowakowski?'' - podsunęła mi moja świadomość. Odsunęłam od siebie szybko tę myśl i jeszcze mocniej wtuliłam się mojego chłopaka.
- Wszystko ok? Zimno Ci? - pogłaskał mnie po plecach.
- Wszystko jest dobrze, naprawdę. I nie jest mi zimno, bardziej się chciałam wtulić.
- Cieszę się. - pocałował mnie w czoło. - Więc, przytulaj się ile tylko chcesz. - uśmiechnął się.
Wtuliłam się do niego mocno i momentalnie zasnęłam.
niedziela, 24 listopada 2013
Rozdział dziesiąty.
~ Z punktu widzenia Anety:
Dzień meczu nadszedł tak szybko, że nawet nie zorientowałam się, że jestem na hali i za chwilę rozpocznie się spotkanie. I nie byłoby w tym meczu nic dziwnego, gdyby nie to, że dzisiaj rozstrzygnie się, kto zostanie Mistrzem Polski. A co gorsza... W Bełchatowie gra mój chłopak, a w drużynie przeciwnej były chłopak, któremu wybaczyłam i znów coś do niego poczułam. Tak. Sama przed sobą się przyznaje, czuję coś do Piotrka. Co ja wyprawiam... Przecież jestem z Nico. I go kocham... Piotrka też. Niee, to nie jest miłość. Chyba.
Łapałam na sobie wzrok Nico. Chyba przeczuwał, że coś jest nie tak. Może nie? Nie wiem. Straszne jest to, że mogłabym go stracić. Nie wyobrażam sobie tego. Ale przecież z Piotrkiem też była fajnie, prawda? Aneta! Nie! Stop! Muszę przestać ich porównywać do siebie. Póki co, nic się nie działo, więc mogłam być spokojna. Po ostatniej rozmowie z Mariuszem i Klaudią, boję się nawet spojrzeć na Pita, a co dopiero do niego podejść. Ech, upartego mam brata i jeszcze bardziej upartą przyjaciółkę.
Czekałam grzecznie ma mecz, starając się utrzymać uwagę i skoncentrować się na moim chłopaku, Piotrku.
Dzień meczu nadszedł tak szybko, że nawet nie zorientowałam się, że jestem na hali i za chwilę rozpocznie się spotkanie. I nie byłoby w tym meczu nic dziwnego, gdyby nie to, że dzisiaj rozstrzygnie się, kto zostanie Mistrzem Polski. A co gorsza... W Bełchatowie gra mój chłopak, a w drużynie przeciwnej były chłopak, któremu wybaczyłam i znów coś do niego poczułam. Tak. Sama przed sobą się przyznaje, czuję coś do Piotrka. Co ja wyprawiam... Przecież jestem z Nico. I go kocham... Piotrka też. Niee, to nie jest miłość. Chyba.
Łapałam na sobie wzrok Nico. Chyba przeczuwał, że coś jest nie tak. Może nie? Nie wiem. Straszne jest to, że mogłabym go stracić. Nie wyobrażam sobie tego. Ale przecież z Piotrkiem też była fajnie, prawda? Aneta! Nie! Stop! Muszę przestać ich porównywać do siebie. Póki co, nic się nie działo, więc mogłam być spokojna. Po ostatniej rozmowie z Mariuszem i Klaudią, boję się nawet spojrzeć na Pita, a co dopiero do niego podejść. Ech, upartego mam brata i jeszcze bardziej upartą przyjaciółkę.
Czekałam grzecznie ma mecz, starając się utrzymać uwagę i skoncentrować się na moim chłopaku, Piotrku.
To znaczy, Nico! Nico! Gdyby któreś z nich to usłyszało, poćwiartowałoby mnie na miejscu....
~ Z punktu widzenia Mariusza:
Rozgrzewaliśmy się na hali. Moja drużyna pojawiła się trochę szybciej niż ta z Rzeszowa. I całe szczęście. Odkąd dowiedziałem się, co Aneta wyprawia przez Nowakowskiego, to myślałem, że mnie rozniesie. Nie wierzyłem w to, co usłyszałem od Klaudii i Anety. Czy ją już do końca pojebało?
Jasna cholera, znowu będzie to samo, co wcześniej. Dobrze pamiętam, co się działo. Płakała mi w rękach bite pięć dni. I teraz chce powtórki z sytuacji. Wrr, co za baba jedna.
Niech tylko przed oczy napatoczy Nowakowski, to nie ręczę za siebie. No zabiję go, obiecuję. Pewnie tamta panna go zrobiła w balona i teraz leci do Anety. A ta durna za to, leci do niego! W kogo ona się wdała, to ja nie mam pojęcia.
Chwilę później na boisku zjawili się Resoviacy. I wśród nich on. Podszedłem do niego i poprosiłem na bok. O tak, teraz się szykuj Nowakowski, bo pożałujesz, że w ogóle pojawiłeś się w życiu mojej siostry.
- Mam nadzieję, że chwilę mogę Ci zająć?
- Biorąc pod uwagę to, że wy już w połowie rozgrzewki jesteście, a my jeszcze nie zaczęliśmy, to nie bardzo.
- O, dziękuję za pozwolenie. W co Ty w ogóle pogrywasz, Nowakowski, co? - zapytałem.
- Nie wiem, o co Ci chodzi.
- Nie wiesz? Co Ty, do cholery, chcesz jeszcze od mojej siostry, co? Nie widzisz, że kogoś ma?
- Widzę, doskonale to widzę. Tylko problem w tym, że to jej wybór, a nie wasz.
- Pierdolisz. Zostaw ją w spokoju.
- A to, co zrobię, to już jest tylko moja sprawa. I ani Ty, ani Klaudia, ani nikt inny w to się wtrącać nie będzie.
- Założymy się? Nowakowski...
- No co Wlazły? Już raz nic nie wskórałeś. Chciała ze mną być, to była. Jeżeli teraz będzie, to jej tego nie zabronisz, a ja się o to postaram.
- Słuchaj, trochę przeginasz...
- Coś jeszcze masz mi do powiedzenia? Bo wypada się rozgrzać, by wygrać mecz.
- Jeden niewłaściwy krok, tylko jeden taki mały, a powyrywam Ci nogi z miejsca, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Śmiało. - rzucił do mnie przez plecy i poszedł do swojej drużyny.
- Co za typ. - syknąłem przez zaciśnięte zęby i wróciłem do swoich.
Na meczu myślałem tylko o tym, jak dokopać Resoviakom. W polu ognia miałem oczywiście Piotra. Nie obchodziło mnie, czy wybije mu place, czy dostanie piłką po głowie, w danej chwili miałem to gdzieś. Chciałem im pokazać, że Mistrz jest tylko jeden. I tak właśnie wszystko się potoczyło.
Wbijałem siatkarskiego gwoździa za gwoździem. I nie ma, że boli. Mistrzostwa im nie oddamy. I tak właśnie się stało. Pokonaliśmy Rzeszów do zera i ponownie zostaliśmy Mistrzami Polski. Daliśmy się ponieść euforii. Na boisku znalazła się też moja siostra. Oczywiście w namiętnym uścisku Uriarte. I całe szczęście! Niech tamten się do niej nie zbliża. Po chwili ja podszedłem do zakochanych.
- Gołąbki! Dzisiaj świętujemy! - wyszczerzyłem się.
- Jutro świętujemy, Mario. Dzisiaj noc spędzam z Twoąj siostrzyczką, a moją dziewczyną.
- No proszę, to ja o tym nic nie wiem! - zaśmiała się Aneta.
- No to juz wiesz, maleńka - cmoknął ją w nos.
- Dobra, to sobie w domu poromansujecie, a teraz Młoda spadaj, bo uroczystość.
- Tak, tak. Do zobaczenia, Kochanie. - pocałowała go i wróciła na swoje miejsce.
Po wszystkim udaliśmy się do szatni. Jednak ja wróciłem po coś na halę. I co zobaczyłem? Anetę z Piotrem. Wiedziałem, ze cos się świeciło. Zmierzyłem ich wzorkiem i szybko wróciłem do szatni. Chyba będę musiał sam na sam z nią porozmawiać. Ale to jutro, na imprezie. Teraz cieszmy się z mistrzowstwa!
~ Z punktu widzenia Mariusza:
Rozgrzewaliśmy się na hali. Moja drużyna pojawiła się trochę szybciej niż ta z Rzeszowa. I całe szczęście. Odkąd dowiedziałem się, co Aneta wyprawia przez Nowakowskiego, to myślałem, że mnie rozniesie. Nie wierzyłem w to, co usłyszałem od Klaudii i Anety. Czy ją już do końca pojebało?
Jasna cholera, znowu będzie to samo, co wcześniej. Dobrze pamiętam, co się działo. Płakała mi w rękach bite pięć dni. I teraz chce powtórki z sytuacji. Wrr, co za baba jedna.
Niech tylko przed oczy napatoczy Nowakowski, to nie ręczę za siebie. No zabiję go, obiecuję. Pewnie tamta panna go zrobiła w balona i teraz leci do Anety. A ta durna za to, leci do niego! W kogo ona się wdała, to ja nie mam pojęcia.
Chwilę później na boisku zjawili się Resoviacy. I wśród nich on. Podszedłem do niego i poprosiłem na bok. O tak, teraz się szykuj Nowakowski, bo pożałujesz, że w ogóle pojawiłeś się w życiu mojej siostry.
- Mam nadzieję, że chwilę mogę Ci zająć?
- Biorąc pod uwagę to, że wy już w połowie rozgrzewki jesteście, a my jeszcze nie zaczęliśmy, to nie bardzo.
- O, dziękuję za pozwolenie. W co Ty w ogóle pogrywasz, Nowakowski, co? - zapytałem.
- Nie wiem, o co Ci chodzi.
- Nie wiesz? Co Ty, do cholery, chcesz jeszcze od mojej siostry, co? Nie widzisz, że kogoś ma?
- Widzę, doskonale to widzę. Tylko problem w tym, że to jej wybór, a nie wasz.
- Pierdolisz. Zostaw ją w spokoju.
- A to, co zrobię, to już jest tylko moja sprawa. I ani Ty, ani Klaudia, ani nikt inny w to się wtrącać nie będzie.
- Założymy się? Nowakowski...
- No co Wlazły? Już raz nic nie wskórałeś. Chciała ze mną być, to była. Jeżeli teraz będzie, to jej tego nie zabronisz, a ja się o to postaram.
- Słuchaj, trochę przeginasz...
- Coś jeszcze masz mi do powiedzenia? Bo wypada się rozgrzać, by wygrać mecz.
- Jeden niewłaściwy krok, tylko jeden taki mały, a powyrywam Ci nogi z miejsca, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Śmiało. - rzucił do mnie przez plecy i poszedł do swojej drużyny.
- Co za typ. - syknąłem przez zaciśnięte zęby i wróciłem do swoich.
Na meczu myślałem tylko o tym, jak dokopać Resoviakom. W polu ognia miałem oczywiście Piotra. Nie obchodziło mnie, czy wybije mu place, czy dostanie piłką po głowie, w danej chwili miałem to gdzieś. Chciałem im pokazać, że Mistrz jest tylko jeden. I tak właśnie wszystko się potoczyło.
Wbijałem siatkarskiego gwoździa za gwoździem. I nie ma, że boli. Mistrzostwa im nie oddamy. I tak właśnie się stało. Pokonaliśmy Rzeszów do zera i ponownie zostaliśmy Mistrzami Polski. Daliśmy się ponieść euforii. Na boisku znalazła się też moja siostra. Oczywiście w namiętnym uścisku Uriarte. I całe szczęście! Niech tamten się do niej nie zbliża. Po chwili ja podszedłem do zakochanych.
- Gołąbki! Dzisiaj świętujemy! - wyszczerzyłem się.
- Jutro świętujemy, Mario. Dzisiaj noc spędzam z Twoąj siostrzyczką, a moją dziewczyną.
- No proszę, to ja o tym nic nie wiem! - zaśmiała się Aneta.
- No to juz wiesz, maleńka - cmoknął ją w nos.
- Dobra, to sobie w domu poromansujecie, a teraz Młoda spadaj, bo uroczystość.
- Tak, tak. Do zobaczenia, Kochanie. - pocałowała go i wróciła na swoje miejsce.
Po wszystkim udaliśmy się do szatni. Jednak ja wróciłem po coś na halę. I co zobaczyłem? Anetę z Piotrem. Wiedziałem, ze cos się świeciło. Zmierzyłem ich wzorkiem i szybko wróciłem do szatni. Chyba będę musiał sam na sam z nią porozmawiać. Ale to jutro, na imprezie. Teraz cieszmy się z mistrzowstwa!
wtorek, 19 listopada 2013
Rozdział dziewiąty.
~ Z punktu widzenia Klaudii:
Gdy odczytałam wiadomość od Anety, myślałam, że nie wytrzymam, podejdę do niej i jej strzelę. I gdyby nie to, że był ze mną stażysta, zrobiłabym to bez zawahania. Widziałam jeszcze potem Wiktorię i znając ją, nagadała jej zdrowo. Sama muszę zareagować. Tylko, że mnie nie posłucha... Tu musi interweniować Mariusz.
Następnego dnia rano zadzwoniłam do Mariusza. Odebrał, jak zawsze szybko.
- Halo?
- Cześć. Z tej strony Klaudia.. Możemy pogadać?
- Siemano! Jasne, że możemy pogadać. Moja siostrunia najukochańsza coś odwala?
- Strzał w dziesiątkę... Ale to nie na telefon. Słuchaj, zadzwonię jeszcze do Anety i powiem jej, że chcemy się spotkać... O czternastej w cukierni? Ja będę o trzynastej, dobrze byłoby, gdybyś też o trzynastej się pojawił.
- Jasne, jak dla mnie nie ma problemu. To ma związek z Pitem, zgadza się?
- Ponowny strzał w dziesiątkę, Panie Wlazły.
- No to chyba ją zabiję...
- Zabijemy ją razem, ale poczekaj aż Ci opowiem. Dobra, to do zobaczenia!
- No, na razie. - rozłączył się.
Uuu, Mariusz jest zły. Ale to dobrze, może on przemówi jej do rozsądku. Taką miałam nadzieję.
Chwilę później zadzwoniłam do Anety i powiedziałam jej o spotkaniu. Nie powiedziałam dokładnie, o co mi chodzi, ale w innym wypadku, ona nie zgodziła by się przyjść i cały plan poszedł by w las.
Równo o trzynastej w kawiarni zjawił się Mariusz. Zajęliśmy stolik na dworze, bo nie było opcji, żeby w tak piękną pogodę siedzieć w środku. Zamówiliśmy desery lodowe i zaczęliśmy rozmawiać.
- Zanim Aneta do nas przyjdzie... Powiesz mi, co ta moja siostrunia wyprawia...? - zaczął Mariusz.
- A wyprawia, wyprawia. W sumie, zaczęło się od tego, że zgodziła się na spotkanie z nim...
- To kiedy oni się spotkali? Przepraszam, że przerywam.
- Nic się nie stało, ale daj mi dokończyć, bo to długa opowieść jest. Spotkali się wczoraj przed meczem.
I nie wiem, jak to tam wyszło, bo z Anetą się jeszcze nie widziałam, ale z tego, co mi pisała, to ona sama bawiła się bardzo dobrze w jego towarzystwie. Co lepsze, dostała od niego kolczyki na 'spóźnione urodziny'.
- No to na razie nie jest tak źle, poza tymi kolczykami... Pokażesz mi te wiadomości, czy już je usunęłaś?
- Mam, mam. Już Ci je pokazuję. - wyjęłam telefon i pokazałam wiadomości od Anety.
- Ona chyba żartuje... - powiedział, kończąc czytać.
- Wydaje mi się, że nie żartuje. On chce do niego wrócić. I to jest chore, bo ma Nico, który lata za nią, jak głupi.
- No to jej coś na mózg padło. Zawsze tak było, pamiętasz? Leciała do niego, gdy on tyło zrobił maślane oczka. Kobieca logika... bez urazy, oczywiście.
- Nie ma problemu. Teraz Ty jej musisz przemówić do rozsądku, Ciebie posłucha, a mnie raczej nie.
- No właśnie polemizowałbym, kogo bardziej posłucha...
- Nie radzę. Jak wiesz, ukończyłam dziennikarstwo i śmiem twierdzić, iż zasób słów mam większy.
- A ja co? Matury nie mam, czy jak? - zaczął się śmiać Mariusz. Nie wytrzymałam i sama zaczęłam chichotać. Nie rozumiem jednego, Mariusz i Aneta to rodzeństwo, jedno jest przeciwieństwem drugiego...
Ech, takie życie.
Kilka minut po czternastej zjawiła się Aneta. Widziałam zawahanie, kiedy podchodziła do naszego stolika. Jeżeli tylko by się odwróciła i postanowiła jednak do nas nie przyjść, wstałabym i pobiegła za nią. To nic, że jej dwa kroki, to moich dwadzieścia, ale pobiegłabym za nią i siłą zaciągnęła. Na szczęście, to nie było konieczne. Podeszła i usiadła na wolnym krzesełku przy stoliku.
- To wszystko było ustawione, prawda? - spytała, mierząc mnie wzrokiem.
- Jak ty mnie znasz... - wyszczerzyłam się do niej.
- Mam się zacząć Was bać, czy o co....
- Powinnaś się nas bać, odkąd nas zobaczyłaś przy tym stoliku. A zwłaszcza mnie. - przerwał jej Mariusz.
- Mhm, no to już wiem, o czym będziemy rozmawiać... - skrzywiła się Aneta.
- I dobrze. Co Ci do tej głowy strzeliło?
- Nic mi nie strzeliło. Po prostu... Jednak mi go brakowało.
- Jak Ci go mogło brakować? No jak?! Zrobił z Ciebie idiotkę, a teraz co?
- Czy to nie Ty mi zawsze powtarzałeś, że należy dawać drugą szansę...? - zapytała sarkastycznie blondynka.
- Aneta! W tej chwili jest mało ważne, co Mariusz kiedyś powiedział. Chcesz odejść od Nico i wrócić do Nowakowskiego? Z jakiej racji?
- Bo się za nim stęskniłam! Z takiej racji.
- Uznam Cię za durną, jeżeli do niego wrócisz - skomentował Mariusz.
- Ale dlaczego zakładacie, że do niego wrócę? Może nie wrócę...
- Może... - syknęłam.
- Spotykasz się z nim? - zapytał Wlazły.
- Nie. Na razie. Tylko do siebie piszemy. I czasem dzwonimy.
- Ty jednak jesteś naiwna, wiesz o tym?
- Dlaczego? Może faktycznie się zmienił?
- Ludzie się nie zmieniają, wbrew pozorom - powiedziałam to jednocześnie z Mariuszem, a chwilę później oboje się zaśmialiśmy.
- Jeżeli do siebie wrócicie, to skończy się tak samo, jak wcześniej.
- A może jednak nam wyjdzie, co?
- Nie wierzę w to, co słyszę... - syczałam przez zaciśnięte zęby.
- Powroty do byłych zazwyczaj nie wychodzą. A dlaczego? Bo tylko się nam wydaje, że ludzie się zmieniają.
- Mówcie, co chcecie.
- Dobra, Mariusz. To jest bez sensu. Niech robi, co chce, to jej życie. Pamiętaj tylko, że masz nas i cokolwiek będzie się działo, jakąkolwiek podejmiesz decyzję, informuj nas o tym.
- Macie to jak w banku. - uśmiechnęła się do na niepewnie.
- No to chociaż w tej kwestii się zgadzamy. Nie wiem jak Wy, laski, ale ja tam jeszcze zjadłbym coś słodkiego. Reflektujecie? - wyszczerzył się do nas.
- Jak Ty nas znasz! - krzyknęłyśmy obie w tym samym czasie.
~ Z punktu widzenia Anety:
Ładną sobie na mnie zasadzkę zrobili. Moja przyjaciółka z moim rodzonym bratem. Wysłuchałam ich i przyjęłam wszelkie uwagi do wiadomości. Ale nie mogą za mnie decydować. Sama wybiorę, co jest dla mnie najlepsze. Tylko jeszcze niedawno najlepszym było dla związanie się z Nico. A teraz co? Wrócił Piotrek... I znów mnie do niego ciągnie. Teraz jeszcze bardziej. Ale pęka mi serce, kiedy sobie pomyślę o tym, że mogłabym już nigdy nie zobaczyć Nico. Przecież go kocham. Jego. Nie Piotrka... A może się mylę...
Nie, na razie nie mogę o tym myśleć. Nie teraz. Z Piotrkiem zobaczę się dopiero na meczach Reprezentacji.
Teraz muszę zająć się moim chłopakiem. I naszymi wspólnymi wakacjami w Meksyku! Nie mogłam się tego doczekać. Szkoda tylko, że mój brat z nami nie poleci... Może innym razem.
Siedziałam w domu i oglądałam jakiś film. Uriarte był u siebie w mieszkaniu, co mnie trochę zdziwiło. Chyba muszę mu zaproponować, żebym wprowadził się do mnie. Najlepiej zaraz po meczu. Będę go miała pod ręką. No właśnie, mecz! Toż to już za tydzień. Muszą wygrać, no muszą utrzeć nosa Resoviakom.
W tej właśnie chwili zaczął dzwonić mój telefon. Byłam święcie przekonana, że to Nico, a to... Piotrek.
I wbrew pozorom, mój entuzjazm nie opadł. Odebrałam bez zastanowienia.
- Halo?
- No cześć, Piękna! Co u Ciebie?
- Cześć, Piter. U mnie wszystko w porządku. U Ciebie?
- Też, ale byłoby lepiej, gdybyś tu była za mną.
- Piotrek...
- Tak, tak, ja wiem. Masz chłopaka... - westchnął do słuchawki.
- Mam i go kocham.
- Rozumiem. Ale jestem wypompowany po treningu...
- Chcecie wygrać, to trenujcie. Chociaż i tak nie macie szans.
- Dobra, dobra. Jeszcze się zdziwisz.
- Zakładamy się?
- Możemy. To ja mówię, że wygramy, a Ty, że przegramy.
- Zgadza się. A zakładamy się o co...?
- Jeżeli przegrasz, po meczu dasz mi się wyciągnąć na kolację. Może ze śniadaniem. A, jak ja przegram...
- A jeżeli Ty przegrasz, to dopiero pogadamy podczas meczów Reprezentacji.
- Co? Oszalałaś chyba...
- Wymiękasz?
- Nie. Ok, przyjmuję zakład.
- I to mi się podoba. - uśmiechnęłam się sama do siebie, bo bardzo dobrze wiedziałam, że SKRA wygra ten mecz. Jednak... Kolacja z Piotrkiem...? Nie! Żadnej kolacji, zwłaszcza ze śniadaniem.
- No to do zobaczenia w środę, Rybko. Tęsknie za Tobą.
Słysząc te słowa, przeszedł mnie dreszcz. Wiedział, co robi. Wiedział, jak na mnie działa, jak mówi do mnie 'rybko'.
- Dobranoc, Piotrek. - rozłączyłam się szybko. Po chwili jednak napisałam mu smsa: ''Tak szczerze, to ja za Tobą też..''. Odłożyłam telefon na szafkę i opadłam na kanapę. Co ja najlepszego wyprawiam? Modliłam się, żeby SKRA wygrała ten mecz. Z drugiej strony, chciałam się spotkać z Piotrkiem. Ale nie na chwilę. Na dłużej. Znacznie dłużej. Ugh, nie koniec. Muszę zadzwonić do Nico.
Para minut później Argentyńczyk był u mnie w domu. I został do rana. Przy nim czułam się pewnie. I zapominałam o wszystkim. Liczył się tylko on i nikt więcej. Ale... Czy nie tak samo czułam się na początku znajomości z Piotrkiem...?
Gdy odczytałam wiadomość od Anety, myślałam, że nie wytrzymam, podejdę do niej i jej strzelę. I gdyby nie to, że był ze mną stażysta, zrobiłabym to bez zawahania. Widziałam jeszcze potem Wiktorię i znając ją, nagadała jej zdrowo. Sama muszę zareagować. Tylko, że mnie nie posłucha... Tu musi interweniować Mariusz.
Następnego dnia rano zadzwoniłam do Mariusza. Odebrał, jak zawsze szybko.
- Halo?
- Cześć. Z tej strony Klaudia.. Możemy pogadać?
- Siemano! Jasne, że możemy pogadać. Moja siostrunia najukochańsza coś odwala?
- Strzał w dziesiątkę... Ale to nie na telefon. Słuchaj, zadzwonię jeszcze do Anety i powiem jej, że chcemy się spotkać... O czternastej w cukierni? Ja będę o trzynastej, dobrze byłoby, gdybyś też o trzynastej się pojawił.
- Jasne, jak dla mnie nie ma problemu. To ma związek z Pitem, zgadza się?
- Ponowny strzał w dziesiątkę, Panie Wlazły.
- No to chyba ją zabiję...
- Zabijemy ją razem, ale poczekaj aż Ci opowiem. Dobra, to do zobaczenia!
- No, na razie. - rozłączył się.
Uuu, Mariusz jest zły. Ale to dobrze, może on przemówi jej do rozsądku. Taką miałam nadzieję.
Chwilę później zadzwoniłam do Anety i powiedziałam jej o spotkaniu. Nie powiedziałam dokładnie, o co mi chodzi, ale w innym wypadku, ona nie zgodziła by się przyjść i cały plan poszedł by w las.
Równo o trzynastej w kawiarni zjawił się Mariusz. Zajęliśmy stolik na dworze, bo nie było opcji, żeby w tak piękną pogodę siedzieć w środku. Zamówiliśmy desery lodowe i zaczęliśmy rozmawiać.
- Zanim Aneta do nas przyjdzie... Powiesz mi, co ta moja siostrunia wyprawia...? - zaczął Mariusz.
- A wyprawia, wyprawia. W sumie, zaczęło się od tego, że zgodziła się na spotkanie z nim...
- To kiedy oni się spotkali? Przepraszam, że przerywam.
- Nic się nie stało, ale daj mi dokończyć, bo to długa opowieść jest. Spotkali się wczoraj przed meczem.
I nie wiem, jak to tam wyszło, bo z Anetą się jeszcze nie widziałam, ale z tego, co mi pisała, to ona sama bawiła się bardzo dobrze w jego towarzystwie. Co lepsze, dostała od niego kolczyki na 'spóźnione urodziny'.
- No to na razie nie jest tak źle, poza tymi kolczykami... Pokażesz mi te wiadomości, czy już je usunęłaś?
- Mam, mam. Już Ci je pokazuję. - wyjęłam telefon i pokazałam wiadomości od Anety.
- Ona chyba żartuje... - powiedział, kończąc czytać.
- Wydaje mi się, że nie żartuje. On chce do niego wrócić. I to jest chore, bo ma Nico, który lata za nią, jak głupi.
- No to jej coś na mózg padło. Zawsze tak było, pamiętasz? Leciała do niego, gdy on tyło zrobił maślane oczka. Kobieca logika... bez urazy, oczywiście.
- Nie ma problemu. Teraz Ty jej musisz przemówić do rozsądku, Ciebie posłucha, a mnie raczej nie.
- No właśnie polemizowałbym, kogo bardziej posłucha...
- Nie radzę. Jak wiesz, ukończyłam dziennikarstwo i śmiem twierdzić, iż zasób słów mam większy.
- A ja co? Matury nie mam, czy jak? - zaczął się śmiać Mariusz. Nie wytrzymałam i sama zaczęłam chichotać. Nie rozumiem jednego, Mariusz i Aneta to rodzeństwo, jedno jest przeciwieństwem drugiego...
Ech, takie życie.
Kilka minut po czternastej zjawiła się Aneta. Widziałam zawahanie, kiedy podchodziła do naszego stolika. Jeżeli tylko by się odwróciła i postanowiła jednak do nas nie przyjść, wstałabym i pobiegła za nią. To nic, że jej dwa kroki, to moich dwadzieścia, ale pobiegłabym za nią i siłą zaciągnęła. Na szczęście, to nie było konieczne. Podeszła i usiadła na wolnym krzesełku przy stoliku.
- To wszystko było ustawione, prawda? - spytała, mierząc mnie wzrokiem.
- Jak ty mnie znasz... - wyszczerzyłam się do niej.
- Mam się zacząć Was bać, czy o co....
- Powinnaś się nas bać, odkąd nas zobaczyłaś przy tym stoliku. A zwłaszcza mnie. - przerwał jej Mariusz.
- Mhm, no to już wiem, o czym będziemy rozmawiać... - skrzywiła się Aneta.
- I dobrze. Co Ci do tej głowy strzeliło?
- Nic mi nie strzeliło. Po prostu... Jednak mi go brakowało.
- Jak Ci go mogło brakować? No jak?! Zrobił z Ciebie idiotkę, a teraz co?
- Czy to nie Ty mi zawsze powtarzałeś, że należy dawać drugą szansę...? - zapytała sarkastycznie blondynka.
- Aneta! W tej chwili jest mało ważne, co Mariusz kiedyś powiedział. Chcesz odejść od Nico i wrócić do Nowakowskiego? Z jakiej racji?
- Bo się za nim stęskniłam! Z takiej racji.
- Uznam Cię za durną, jeżeli do niego wrócisz - skomentował Mariusz.
- Ale dlaczego zakładacie, że do niego wrócę? Może nie wrócę...
- Może... - syknęłam.
- Spotykasz się z nim? - zapytał Wlazły.
- Nie. Na razie. Tylko do siebie piszemy. I czasem dzwonimy.
- Ty jednak jesteś naiwna, wiesz o tym?
- Dlaczego? Może faktycznie się zmienił?
- Ludzie się nie zmieniają, wbrew pozorom - powiedziałam to jednocześnie z Mariuszem, a chwilę później oboje się zaśmialiśmy.
- Jeżeli do siebie wrócicie, to skończy się tak samo, jak wcześniej.
- A może jednak nam wyjdzie, co?
- Nie wierzę w to, co słyszę... - syczałam przez zaciśnięte zęby.
- Powroty do byłych zazwyczaj nie wychodzą. A dlaczego? Bo tylko się nam wydaje, że ludzie się zmieniają.
- Mówcie, co chcecie.
- Dobra, Mariusz. To jest bez sensu. Niech robi, co chce, to jej życie. Pamiętaj tylko, że masz nas i cokolwiek będzie się działo, jakąkolwiek podejmiesz decyzję, informuj nas o tym.
- Macie to jak w banku. - uśmiechnęła się do na niepewnie.
- No to chociaż w tej kwestii się zgadzamy. Nie wiem jak Wy, laski, ale ja tam jeszcze zjadłbym coś słodkiego. Reflektujecie? - wyszczerzył się do nas.
- Jak Ty nas znasz! - krzyknęłyśmy obie w tym samym czasie.
~ Z punktu widzenia Anety:
Ładną sobie na mnie zasadzkę zrobili. Moja przyjaciółka z moim rodzonym bratem. Wysłuchałam ich i przyjęłam wszelkie uwagi do wiadomości. Ale nie mogą za mnie decydować. Sama wybiorę, co jest dla mnie najlepsze. Tylko jeszcze niedawno najlepszym było dla związanie się z Nico. A teraz co? Wrócił Piotrek... I znów mnie do niego ciągnie. Teraz jeszcze bardziej. Ale pęka mi serce, kiedy sobie pomyślę o tym, że mogłabym już nigdy nie zobaczyć Nico. Przecież go kocham. Jego. Nie Piotrka... A może się mylę...
Nie, na razie nie mogę o tym myśleć. Nie teraz. Z Piotrkiem zobaczę się dopiero na meczach Reprezentacji.
Teraz muszę zająć się moim chłopakiem. I naszymi wspólnymi wakacjami w Meksyku! Nie mogłam się tego doczekać. Szkoda tylko, że mój brat z nami nie poleci... Może innym razem.
Siedziałam w domu i oglądałam jakiś film. Uriarte był u siebie w mieszkaniu, co mnie trochę zdziwiło. Chyba muszę mu zaproponować, żebym wprowadził się do mnie. Najlepiej zaraz po meczu. Będę go miała pod ręką. No właśnie, mecz! Toż to już za tydzień. Muszą wygrać, no muszą utrzeć nosa Resoviakom.
W tej właśnie chwili zaczął dzwonić mój telefon. Byłam święcie przekonana, że to Nico, a to... Piotrek.
I wbrew pozorom, mój entuzjazm nie opadł. Odebrałam bez zastanowienia.
- Halo?
- No cześć, Piękna! Co u Ciebie?
- Cześć, Piter. U mnie wszystko w porządku. U Ciebie?
- Też, ale byłoby lepiej, gdybyś tu była za mną.
- Piotrek...
- Tak, tak, ja wiem. Masz chłopaka... - westchnął do słuchawki.
- Mam i go kocham.
- Rozumiem. Ale jestem wypompowany po treningu...
- Chcecie wygrać, to trenujcie. Chociaż i tak nie macie szans.
- Dobra, dobra. Jeszcze się zdziwisz.
- Zakładamy się?
- Możemy. To ja mówię, że wygramy, a Ty, że przegramy.
- Zgadza się. A zakładamy się o co...?
- Jeżeli przegrasz, po meczu dasz mi się wyciągnąć na kolację. Może ze śniadaniem. A, jak ja przegram...
- A jeżeli Ty przegrasz, to dopiero pogadamy podczas meczów Reprezentacji.
- Co? Oszalałaś chyba...
- Wymiękasz?
- Nie. Ok, przyjmuję zakład.
- I to mi się podoba. - uśmiechnęłam się sama do siebie, bo bardzo dobrze wiedziałam, że SKRA wygra ten mecz. Jednak... Kolacja z Piotrkiem...? Nie! Żadnej kolacji, zwłaszcza ze śniadaniem.
- No to do zobaczenia w środę, Rybko. Tęsknie za Tobą.
Słysząc te słowa, przeszedł mnie dreszcz. Wiedział, co robi. Wiedział, jak na mnie działa, jak mówi do mnie 'rybko'.
- Dobranoc, Piotrek. - rozłączyłam się szybko. Po chwili jednak napisałam mu smsa: ''Tak szczerze, to ja za Tobą też..''. Odłożyłam telefon na szafkę i opadłam na kanapę. Co ja najlepszego wyprawiam? Modliłam się, żeby SKRA wygrała ten mecz. Z drugiej strony, chciałam się spotkać z Piotrkiem. Ale nie na chwilę. Na dłużej. Znacznie dłużej. Ugh, nie koniec. Muszę zadzwonić do Nico.
Para minut później Argentyńczyk był u mnie w domu. I został do rana. Przy nim czułam się pewnie. I zapominałam o wszystkim. Liczył się tylko on i nikt więcej. Ale... Czy nie tak samo czułam się na początku znajomości z Piotrkiem...?
wtorek, 12 listopada 2013
Rozdział ósmy.
~ Z punktu widzenia Anety:
Gdy tylko weszłam na halę, poczułam się jak w domu. Pełno ludzi, w żółto - czarnych koszulkach lub ubraniach. Sama nie mogłam odstawać, więc miałam na sobie kolorystycznie dobraną bluzkę i bluzę. Ach, pszczela rodzina.
Siedziałam już na swoim miejscu i przeglądałam zdjęcia, gdy podszedł do mnie mój chłopak. Spojrzałam na niego i szeroko się uśmiechnęłam, wstając z miejsca i podchodząc bliżej niego.
- Mogłem podjeść do Ciebie tylko pod jakimś pretekstem, więc nawet nie mogę Cię przytulić - skrzywił się. - Jak spotkanie z Nowakowskim?
Jasne, mogłam się spodziewać, że o to zapyta...
- Nie lubię tego, że nie możesz mnie przytulić... A spotkanie... Nic rewelacyjnego. Było grzecznie i nudno...
- Mogłem podjeść do Ciebie tylko pod jakimś pretekstem, więc nawet nie mogę Cię przytulić - skrzywił się. - Jak spotkanie z Nowakowskim?
Jasne, mogłam się spodziewać, że o to zapyta...
- Nie lubię tego, że nie możesz mnie przytulić... A spotkanie... Nic rewelacyjnego. Było grzecznie i nudno...
- Odbijemy sobie w domu, zobaczysz. No ja mam nadzieję. Niczego nie próbował?
- Nie. Nie próbował niczego... Ale dał mi prezent.. - spojrzałam niepewnie na Nico i zauważyłam, że skrzywił się jeszcze bardziej.
- Co dostałaś? - rzucił oschle.
- Kolczyki. - odsłoniłam jedno ucho, pokazując srebrny kolczyki. Argentyńczyk przyjrzał się uważnie i tylko pokręcił głową.
- Gdyby to nie był prezent, prawdopodobnie urodzinowy, to byłbym wściekły, że go przyjęłaś. Zwłaszcza od niego. A tak... - westchnął ciężko. - Mogę się jedynie cieszyć, że one Ci się podobają. - uśmiechnął się do mnie lekko.
- Nie złość się... - chwyciłam go niepewnie za rękę. - To Ciebie kocham, pamiętaj.
- Nie. Nie próbował niczego... Ale dał mi prezent.. - spojrzałam niepewnie na Nico i zauważyłam, że skrzywił się jeszcze bardziej.
- Co dostałaś? - rzucił oschle.
- Kolczyki. - odsłoniłam jedno ucho, pokazując srebrny kolczyki. Argentyńczyk przyjrzał się uważnie i tylko pokręcił głową.
- Gdyby to nie był prezent, prawdopodobnie urodzinowy, to byłbym wściekły, że go przyjęłaś. Zwłaszcza od niego. A tak... - westchnął ciężko. - Mogę się jedynie cieszyć, że one Ci się podobają. - uśmiechnął się do mnie lekko.
- Nie złość się... - chwyciłam go niepewnie za rękę. - To Ciebie kocham, pamiętaj.
- Pamiętaj, ja Ciebie też kocham. Muszę lecieć, trzymaj za nas kciuki.
- Będę, na pewno - uśmiechnęłam się i wróciłam na miejsce. Chwilę później na hali zjawiła się Klaudia. Napisałam jej szybko smsa, co się zdarzyło. Gdy podniosłam wzrok, ona niemalże zabiła mnie swoim spojrzeniem. No to lipa. Mam u niej przekichane... Kilka minut później obok mnie usiadła Wiktoria.
- I jak tam, Mała, poszło? - zapytała od razu.
- Szczerze? Cudownie! Tak naprawdę mi go brakowało...
- No Ty chyba oszalałaś... I co? I może jeszcze rozważasz opcję powrotu do niego? Klaudia o tym wie?
- Nie wiem. Może. Tak, wie.
- Pojebało Cię, tak? Do końca?
- No, ale Wika... Spróbuj mnie zrozumieć...
- Będę, na pewno - uśmiechnęłam się i wróciłam na miejsce. Chwilę później na hali zjawiła się Klaudia. Napisałam jej szybko smsa, co się zdarzyło. Gdy podniosłam wzrok, ona niemalże zabiła mnie swoim spojrzeniem. No to lipa. Mam u niej przekichane... Kilka minut później obok mnie usiadła Wiktoria.
- I jak tam, Mała, poszło? - zapytała od razu.
- Szczerze? Cudownie! Tak naprawdę mi go brakowało...
- No Ty chyba oszalałaś... I co? I może jeszcze rozważasz opcję powrotu do niego? Klaudia o tym wie?
- Nie wiem. Może. Tak, wie.
- Pojebało Cię, tak? Do końca?
- No, ale Wika... Spróbuj mnie zrozumieć...
- FUCK, dziecko drogie, tu nie ma co zrozumieć.
- A może się mylisz? Może mam rację i będzie dobrze?
- Nie, nie masz racji. Nie popieram tego, dobrze wiesz. Nie powiem Ci, co masz zrobić, ale zastanów się. Masz coś fajnego, masz super faceta, który świata poza Tobą nie widzi, a gonisz za jakimś idiotą... Nie wiem, nie wierzę, po prostu nie wierzę.
Siedziałam ze wzrokiem wbitym w stolik i słuchałam, co Wiktoria miała mi do powiedzenia.
- Poza tym, nie pamiętasz, co Ci zrobił?
- Pamiętam - szepnęłam.
- I co? Mam rozumiem, że powtórka z rozrywki? On Cię zranił, a Ty chcesz do niego wrócić, tak?
- Nie, nie masz racji. Nie popieram tego, dobrze wiesz. Nie powiem Ci, co masz zrobić, ale zastanów się. Masz coś fajnego, masz super faceta, który świata poza Tobą nie widzi, a gonisz za jakimś idiotą... Nie wiem, nie wierzę, po prostu nie wierzę.
Siedziałam ze wzrokiem wbitym w stolik i słuchałam, co Wiktoria miała mi do powiedzenia.
- Poza tym, nie pamiętasz, co Ci zrobił?
- Pamiętam - szepnęłam.
- I co? Mam rozumiem, że powtórka z rozrywki? On Cię zranił, a Ty chcesz do niego wrócić, tak?
- Ale może się zmienił... - wydukałam.
- Nie no, nie wierzę. Facet Cię zranił, nie pamiętasz? Kurwa, siedziałam wtedy z Tobą całą noc, jak smarkałaś mi w rękaw, a teraz w ogóle rozważasz opcję powrotu?
- Nie no, nie wierzę. Facet Cię zranił, nie pamiętasz? Kurwa, siedziałam wtedy z Tobą całą noc, jak smarkałaś mi w rękaw, a teraz w ogóle rozważasz opcję powrotu?
Wzruszyłam ramionami i westchnęłam ciężko. Nadal milczałam.
- A co z Nico? Co mu powiesz? Że koniec, bo tak o? Bo Piotruś powiedział 'wróć' i już do niego lecisz?
- Cholera, nie lecę do niego! Dopiero mam mu powiedzieć, czy mu odpuszczę, czy nie...
- A co z Nico? Co mu powiesz? Że koniec, bo tak o? Bo Piotruś powiedział 'wróć' i już do niego lecisz?
- Cholera, nie lecę do niego! Dopiero mam mu powiedzieć, czy mu odpuszczę, czy nie...
- To Twoje życie, Twoje decyzje. Tylko uważam, że dopiero przy Nico odżyłaś...
- Też tak czuję.
- Więc, co pierdolisz o powrocie do tamtego?! - syknęła.
- Nieważne już... Naprawdę. Poradzę sobie sama.
- Dobra. Pamiętaj, że zawsze masz mnie, Klaudię i Justynę. - przytuliła mnie mocno do siebie.
- Też tak czuję.
- Więc, co pierdolisz o powrocie do tamtego?! - syknęła.
- Nieważne już... Naprawdę. Poradzę sobie sama.
- Dobra. Pamiętaj, że zawsze masz mnie, Klaudię i Justynę. - przytuliła mnie mocno do siebie.
- Dziękuję.
~ Z punktu widzenia Nico:
Gdy dowiedziałem się, że Aneta dostała od Nowakowskiego kolczyki myślałem, że mnie rozniesie. Ale to prezent urodzinowy, więc musiała go przyjąć. Mam nadzieję, że nic później się nie zdarzyło. Jeszcze przed meczem widziałem wkurzoną Wiktorię, która coś zamaszyście tłumaczyła Anecie. Może jednak coś się wydarzyło? Nie, niemożliwe. Skupiłem się na meczu. Poszła szybko. Czysta wygrana do zera z Rzeszowem. I coraz bliżej do Mistrzostwa Polski. Teraz jedyne o czym myślałem, to powrót do domu z moją kobietą. Musiałem jej w końcu powiedzieć, że lecimy całą paczką do Meksyku na wakacje. Wiem, że czekała na tą informację i ciekaw byłem jej reakcji.
Właśnie wychodziłem z szatni, gdy zauważyłem, że Aneta rozmawia z Piotrkiem. Cały się zagotowałem. Chwilę później Piotrek poszedł w storn wyjścia z wielkim uśmiechem na buzi. Od razu znalazłem się obok mojej dziewczyny.
- A co to było?
Właśnie wychodziłem z szatni, gdy zauważyłem, że Aneta rozmawia z Piotrkiem. Cały się zagotowałem. Chwilę później Piotrek poszedł w storn wyjścia z wielkim uśmiechem na buzi. Od razu znalazłem się obok mojej dziewczyny.
- A co to było?
- Ale co? - objęła mnie i spojrzała uważnie.
- Dlaczego Piter tak się szczerzył?
- Nie mam pojęcia, Skarbie. Czy to ważne?
- Tak, dla mnie tak. Więc?
- Jejku, nie wiem, dlaczego się cieszył. Nie bardzo mnie to interesuje. - spojrzała na mnie niepewnie i natychmiast się odsunęła.
A co to było? O nie, coś przede mną ukrywa. Tylko co? A może mi się tylko wydawało? Ona zawsze była skryta...
Objąłem ją natychmiast i spojrzałem jej w oczy.
- Hej, nie złość się. - pocałowałem ją w głowę. - Kocham Cię, a jego nie trawię. Zrozum.
- Po prostu czasem mam wrażenie, że mi nie ufasz...
- Ufam, oczywiście, ze ufam. - pocałowałem ją w głowę. Ona się do mnie przytuliła i to mnie uspokoiło. Zawsze, gdy miałem ją w ramionach czułem się pewniej, stabilniej. Byłem po prostu spokojniejszy. O nią, o nas. Po chwili udaliśmy się do domu. Tak powiedziałem jej,że nie dostałem powołania i z całą ekipą lecimy do Meksyku. Myślałem, że mnie udusi, kiedy rzuciła mi się na szyje. Nigdy nie widziałem jej takiej szczęśliwej. A ja byłem uradowany, że to ja mogłam sprawić jej troszkę radości.
- Dlaczego Piter tak się szczerzył?
- Nie mam pojęcia, Skarbie. Czy to ważne?
- Tak, dla mnie tak. Więc?
- Jejku, nie wiem, dlaczego się cieszył. Nie bardzo mnie to interesuje. - spojrzała na mnie niepewnie i natychmiast się odsunęła.
A co to było? O nie, coś przede mną ukrywa. Tylko co? A może mi się tylko wydawało? Ona zawsze była skryta...
Objąłem ją natychmiast i spojrzałem jej w oczy.
- Hej, nie złość się. - pocałowałem ją w głowę. - Kocham Cię, a jego nie trawię. Zrozum.
- Po prostu czasem mam wrażenie, że mi nie ufasz...
- Ufam, oczywiście, ze ufam. - pocałowałem ją w głowę. Ona się do mnie przytuliła i to mnie uspokoiło. Zawsze, gdy miałem ją w ramionach czułem się pewniej, stabilniej. Byłem po prostu spokojniejszy. O nią, o nas. Po chwili udaliśmy się do domu. Tak powiedziałem jej,że nie dostałem powołania i z całą ekipą lecimy do Meksyku. Myślałem, że mnie udusi, kiedy rzuciła mi się na szyje. Nigdy nie widziałem jej takiej szczęśliwej. A ja byłem uradowany, że to ja mogłam sprawić jej troszkę radości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)