poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział osiemnasty.

~ Z punktu widzenia Anety:      



            Po chwili postanowiłam zmienić pozycję; otworzyłam oczy i usiadłam na leżaku. Po drugiej stronie basenu zauważyłam Klaudię z Jankiem i Wiktorię z Damienem. Kiedy i oni mnie dostrzegli, Damien pomachał w moją stronę i widziałam, że Janek lekko pociągnął Klaudię ku mnie, ta jednak oparła mu się delikatnie. No to super... Podniosłam się z leżaka i zawinąwszy się w ręcznik ruszyłam w stronę baru. Kiedy zamówiłam sok i usiadłam przy oknie, do baru weszli Wiktoria z Damienem.
- Czego się napijesz? - spytał Damien.
- Kawę poproszę! Dużą latte, mmm...
- Standard. - zaśmiał się i poszedł złożyć zamówienie. Ku mojemu zdziwieniu Wiktoria dosiadła się do mnie.
- Hej... myślałam, że jesteś na mnie zła...  - zaczęłam.
- Bo jestem. Ale chyba nie aż tak jak Klaudia - odpowiedziała.
- Słuchaj, naprawdę jest mi źle i nie chce żeby cała ta sytuacja wpłynęła na naszą przyjaźń.
- Wiem, ale zrozum nas - powiedziała Wiktoria. - Oboje jesteście naszymi przyjaciółmi, a wychodzi na to, że Nico jest bardziej poszkodowany.
           Milczałam, wpatrzona w szklankę soku pomarańczowego. Kurde, czemu ona musi mieć rację? Ciężko mi to przyznać przed sobą... Damien przyniósł dwie kawy, podał jedną Wice i dosiadł się do nas.
- No panienki, chyba musimy porozmawiać. Właściwie Aneta, to ty musisz porozmawiać. Z Nico - powiedział wysoki brunet, tym swoim rzeczowym tonem. Pan biznesmen, kurde.
- Tak, wiem, ale z tego co mi się wydaje to on nawet nie chce mnie widzieć - odparłam.
- Dziwisz mu się? Jakbyś się czuła gdybyś była na jego miejscu? - zapytała Wiktoria lekko poirytowana. Niby tego nie okazywała, ale po tylu latach przyjaźni znam ją jak własną kieszeń.
- Zerwał ze mną. To koniec. Nie chce mnie znać - ta myśl uderzyła mnie teraz ze zdwojoną siłą.
- Nie byłbym taki pewien... - mruknął Damien.
- Słucham? - spytałam.
- Nic, nic. Uważam, że powinnaś z nim porozmawiać.
- Zanim cokolwiek zrobisz. Pochopnie - dodała Wiktoria.
- Ta, zanim coś zrobię .... - zaczęłam obracać szklankę.
- Aneta? Co ty chcesz przez to powiedzieć? Czy ty...? - otworzyła szerzej oczy.
- Tak! W efekcie chwili. No i nie miałam gdzie spać - dodałam.
- Ja pieprzę ... - westchnęła Wiktoria, zamknęła oczy i głęboko wciągnęła powietrze. - Teraz to naprawdę musisz z nim porozmawiać.
- Wiem, naprawdę, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu. Póki co siedzę tu w stroju, bo nie mam odwagi wrócić po swoje rzeczy, okej? - powiedziałam.
- Dobra, idziemy - zarządziła moja przyjaciółka wstając od stołu. - My idziemy do naszego pokoju. Weźmiesz prysznic, porozmawiamy, dam Ci coś do ubrania. A Ty przystojniaku idź do Klaudii i Janka - klepnęła Damiena w cztery litery i pocałowała go. Odpowiedział jej na to pełnym żaru spojrzeniem.
- Okeeeeeej, czuję się trochę niezręcznie - powiedziałam ruszając w stronę wyjścia. Wiktoria zaśmiała się i ruszyła za mną.
    Kiedy wyszłyśmy z baru spojrzałam na nią. Odwróciła się w moją stronę, zapewne czując na sobie mój wzrok.
- Co jest, bździągwo? - jak ona uwielbia tak do mnie mówić.
- Nic, nic. Cieszę się, że ze mną rozmawiasz, wiesz? Tylko Klaudia.... - urwałam.
- Hej, jest zła. Też byłam. Pardon, nadal jestem, ale to nie zmienia faktu, że obie Cię kochamy. I jej też przejdzie, daj jej chwilę na poukładanie wszystkiego. Dla nas też nie jest to przyjemna sytuacja - odpowiedziała.
- Rozumiem. Kurde, zepsułam wszystkim urlop ...
- No teraz już trudno. Najważniejsze żeby wszystko się poukładało - powiedziała. po czym weszłyśmy do pokoju jej i Damiena.
- Wow, porządku to tu raczej nie macie - zauważyłam, starając się ogarnąć wzrokiem porozrzucane wszędzie ubrania.
- No tak... Wiesz... Yyyy... No nie chciało nam się sprzątać - zaczęła kręcić Wiktoria.
- Mhmm, rozumiem, kogoś tu poniósł szał namiętności? - zapytałam i zaczęłam się śmiać.
- Dobra, weź już idź do łazienki, a ja przyszykuję Ci jakieś ubrania, co? Chyba, że chcesz znać szczegóły, to...
- Idę do łazienki! - przerwałam jej w połowie zdania i udałam się do pomieszczenia po lewej stronie korytarza ich apartamentu.
             Wyszłam po około 40 minutach. Zdążyłam wziąć prysznic i podsuszyć włosy. Czułam się znacznie lepiej. Wiktoria ogarniała pokój, kręcąc się w kółko. Na łóżku zauważyłam jeansowe szorty i koszulę w kratkę. Wreszcie coś innego niż bikini.
- Idziesz z nami na kolację? - zapytała rozczochrana, dysząca istota, wyłaniając się z nad walizki.
- Boże, weź się trochę ogarnij. Co ty tu robiłaś jak mnie nie było? - rzuciłam pół żartem.
- Bałagan Cię strasznie w oczy raził więc sprzątałam, niewdzięcznico. Poza tym, muszę mieć gdzie rozrzucać kolejne ubrania - mrugnęła porozumiewawczo, a ja tylko przewróciłam oczami. - W każdym może razie, idziesz z nami, czy jak? - dodała.
- Właściwie to... - nie wiedziałam jak jej to powiedzieć, bałam się, że się wkurzy. - Okej, Piotrek zabiera mnie dzisiaj na kolację.
Wiktoria przyjrzała mi się. Przeczesała ręką włosy.
- Rozważasz powrót do niego, prawda? Słuchaj - nie dała mi odpowiedzieć - cokolwiek zrobisz, nie zmieni to naszej relacji, mimo iż dobrze wiesz, że jestem temu całkowicie przeciwna i nigdy ale to nigdy go nie polubię choćby nie wiem co. Ale twoje życie, twoje wybory. Tylko żebyś znowu nie płakała. I pamiętaj, że sprawa Nico cały czas wisi nad Tobą i im szybciej to załatwisz tym lepiej dla was obojga.
- Ja póki co sama nie wiem co robię. Ale dziękuję - powiedziałam i wstałam z łóżka żeby ją objąć.
- Spoko loko. Pogadam z Czarą, powiem jej co i jak i spróbuję trochę udobruchać, okej?
- O rany, tak, byłoby super! Jesteś kochana - odpowiedziałam, szczerze zadowolona z takiej perspektywy.
- Tak, wiem. A teraz, wyskakuj z szortów. Jak już musisz koniecznie iść z nim na tę kolację to łap to - powiedziała, wyjmując z szafy śliczną, bladoróżową sukienkę.
- Nie za krótka?  - spytałam, oglądając  ciuch z każdej strony.
- Nie. Jak chcesz to weź któreś szpilki, a ja lecę pod prysznic - odpowiedziała i zniknęła za drzwiami.
            Po dość długiej chwili wynurzyła się z łazienki. Włosy miała lekko pofalowane. Zrzuciła ręcznik, a moim oczom ukazała się bardzo seksowna, czarna bielizna.
- Wow, takie niespodzianki to zostaw dla Damiena! - powiedziałam, teatralnie zasłaniając oczy dłońmi.
- No właśnie tak się składa, że kazał mi sie ładnie ubrać, a "reszta to niespodzianka", czyli zapewne też porywa mnie na kolację. Szczerze? Mam nadzieję, że nie spotkam ciebie z Piotrem - zaśmiała się lekko ironicznie, a ja westchnęłam. Kiedy otworzyłam oczy miała na sobie długą, czarną sukienkę bez ramiączek.
- No, no. Czy to kolacja zaręczynowa?  - spytałam z uśmieszkiem.
- A weź ty spadaj. O której wychodzicie?
- O 20, a wy?
- Też. Mamy jeszcze trochę czasu więc chodźmy na drinka do baru, napiszę do Damiena, że pokój i łazienka wolne - powiedziała wyjmując z kopertówki telefon.
- Dobry pomysł. I jeszcze raz, dzięki za sukienkę. I buty! Jak się nie zabiję to będzie dobrze, ale są genialne- powiedziałam, oglądając czarne koturny po raz kolejny.
            Zeszłyśmy na dół. Przy wejściu do baru natknęłyśmy się na Piotrka, zmierzającego w kierunku swojego pokoju, zapewne.
- Ooo, cóż to za piękne damy - powiedział, patrząc mi w oczy. Przestań się rumienić, Aneta do cholery! Krzyczała moja podświadomość.
- Ughhhrrrr - Wiktoria wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk i poszła w stronę stolika.
- Kolejna, która nigdy mnie nie polubi? - zapytał Piotrek.
- Na to wygląda. Widzimy się za godzinę? - uśmiechnęłam się do niego.
- Tak jest. Będę punktualnie, nie uciekaj nigdzie - odpowiedział olśniewającym uśmiechem, cmoknął mnie w policzek i poszedł na górę.
          Zdążyłyśmy dopić nasze margerity,  kiedy zjawił się wysoki, idealnie zbudowany brunet w czarnym smokingu. Włosy w artystycznym nieładzie idealnie współgrały z trzydniowy zarostem i tym figlarnym spojrzeniem. A do tego bogaty i kilka lat starszy. Wiktoria niezłą sztukę upolowała.
- Okej, Mała. Na mnie pora. Baw się dobrze - objęła mnie na pożegnanie i ruszyła w jego stronę.
' Dobra, Piotrek, mógłbyś już przyjść ' - pomyślałam. I jak na zawołanie, usłyszałam jego głos za sobą.
- Cześć, Piękna. Mam dla Ciebie niespodziankę - powiedział, po czym założył mi na oczy chustkę.
- Hej, co Ty... Nie... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Ciiii... daj rękę i uważaj, pójdziemy powoli - powiedział cicho.
            Z przepaską na oczach trochę straciłam orientację w terenie. Kiedy po chwili zdjął mi chustkę, zamarłam z wrażenia. Byliśmy na dachu hotelu. Roztaczał się stąd wspaniały widok, ale nie to najbardziej mnie zszokowało. Tu i ówdzie paliły się świeczki, a mniej więcej na środku stał stolik dla dwojga.
- Piotrek, ja... - zaczęłam oniemiała. - Nie wiem, co powiedzieć. To jest... Tu jest niesamowicie. Jakim cudem udostępnili Ci wejście na dach?
- Urok osobisty - uśmiechnął się szelmowsko. - A tak serio. Chciałem jakoś Ci wynagrodzić całą tą sytuację, wiem, że jest ciężko, a to... No pomyślałem, że to będzie coś innego niż zwykła kolacja w restauracji.
- Jesteś wspaniały - objęłam go i pocałowałam namiętnie. Wplótł palce w moje włosy, a ja lekko przygryzłam mu wargę. Zjechał ręką w dół moich pleców, ale zaraz ją cofnął.
- Proponuję zjeść zanim spaghetti carbonara nam wystygnie - przerwał tę cudowną chwilę.
- Carbonara, moje ulubione. Pamiętałeś - powiedziałam cicho.
- Oczywiście. Zapraszam do stołu, madame - odsunął mi krzesło.
           Jedliśmy, na przemian podziwiając piękny pejzaż i patrząc sobie w oczy. Kiedy skończyliśmy, Nowakowski odezwał się pierwszy.
- Cieszę się, że tu jesteś. Że jesteśmy tu razem.
- Ja również - odpowiedziałam. Jednak od dłuższej chwili miałam w głowie Nico i to co powiedziała Wiktoria. Sprawa ciągle wisi nade mną. Poczułam, że muszę z nim natychmiast porozmawiać.
- Masz ochotę na deser? W pokoju mam też butelkę sauvignon cabernet gdybyś....
- Piotrek, było naprawdę miło, ale muszę już iść.
- Wszystko w porządku?
- Tak, tak. Dziękuję za wspaniałą kolację - odpowiedziałam, wstając od stołu.
- Może Cię odprowadzę? - spytał, najwyraźniej zdezorientowany moją nagłą ucieczką.
- Nie, nie trzeba. Przepraszam, że tak uciekam, ale muszę coś zrobić. Do zobaczenia - powiedziałam.
- Tak, do zobaczenia. Dobrej nocy.
          Szybko zeszłam po schodach i pobiegłam w stronę pokoju mojego i Nico. Nie myślałam, że umiem tak szybko przemieszczać się w butach na tak wysokim obcasie. Zapukałam do drzwi i po chwili otworzył.
- Aneta.... - uśmiechnął się delikatnie.
- Możemy porozmawiać? - spytałam.
- Jasne - odsunął się, pozwalając mi wejść.
         I rozmawialiśmy. Powiedziałam mu wszystko, jak bardzo zagubiona się czuję, co czuję do Piotrka, co czuję do niego. Słuchał mnie uważnie. Kiedy skończyłam swój monolog, Nico zaczął mówić.
- Aneta, kocham Cię. Zaczęliśmy od przyjaźni i nawet jeśli zdecydujesz się być z Piotrkiem, to z tej przyjaźni nie zrezygnuję. Chcę żebyś była szczęśliwa, choćbym ja miał przez to cierpieć. Trudno. Nie zaakceptuję go, nie chcę go nawet widzieć, ale Ciebie.... Ciebie nie mógłbym wyrzucić z mojego życia. I zawsze będę przy Tobie choćby nie wiem co.
- Boże, Nico... Tak bardzo Cię przepraszam... - zaczęłam szlochać.
- Ciiiiii, nie płacz mała. No chodź tu - objął mnie i nie było w tym żadnego podtekstu, żadnego "dreszczyka". Zasnęłam, sama nie wiem kiedy, w ramionach mojego przyjaciela.
        Obudziliśmy się około 8. Wzięłam prysznic i przebrałam się w swoje ubrania. Po 9 zeszliśmy z Nico na śniadanie. Wczorajsza napięta sytuacja po rozmowie poszła w niepamięć. Wiem, że Nico nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, ale jak sam powiedział "takie życie".
Kiedy weszliśmy razem do restauracji, reszta naszych przyjaciół zamarła. Klaudia jak na zawołanie zaczęła kaszleć, dławiąc się swoim jedzeniem. Damien zaczął się śmiać.
- Czyli co? Jesteście ra... - zaczął Kuba, ale Nico mu przerwał.
- Jesteśmy przyjaciółmi.
- No nie wierzę! Czyli ty do tego idioty... - zaczęła Klaudia, ale widząc spojrzenie Wiktorii i Justyny zamilkła i kontynuowała jedzenie.
- Przyniosę nam jedzenie - powiedział Nico, kładąc rękę na moich plecach, jednak szybko ją cofnął z lekko zakłopotaną miną. No tak, nowa, nieco dziwna sytuacja, nie dziwię mu się.
Usiadłam przy stole i spojrzałam na najmniejszą z towarzystwa.
- Porozmawiamy sobie później, nie myśl sobie, że Cię to ominie, moja droga - rzuciła nieźle wkurzona.
Ech, dzień jak codzień....

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział siedemnasty.

~ Z punktu widzenia Anety:
  


              Obudziłam się około dziewiątej rano. Słońce delikatnie przebijało się przez szpary w roletach. Przeciągnęłam się i wbiłam wzrok w sufit. Naprawdę to zrobiłam? Zdradziłam Nico z Piotrkiem?
'' Nico z Tobą zerwał'' - podsunęła moja podświadomość. Westchnęłam smutno i zakryłam twarz ramieniem. Tego właśnie chciałam?
              W mojej głowie cały czas wirowały słowa Nowakowskiego: ''Jesteś taka piękna, tak bardzo Cię kocham.'' Mogę mieć pewność, że mówi to szczerze? A nie tylko po to, by wzbudzić moje zaufanie, zabawić się mną i zostawić? Tego chyba najbardziej się obawiałam. Ale wybaczając mu wszystko i spędzając z nim noc, musiałam wziąć tą złą opcję pod uwagę. A może wcale tak nie będzie? Będzie?
               Wstałam ostrożnie, uwalniając się z objęć Piotrka. Pozbierałam swoje rzeczy, szybko się ubrałam i przysiadłam na skraju łóżka. Spojrzałam na Niego i delikatnie się uśmiechnęłam. Pamiętam, że uwielbiałam patrzeć, jak spał. Wyglądał wtedy tak spokojnie, uroczo, beztrosko i nadal... idealnie. I to, między innymi, mnie w nim urzekło. Nachyliłam się ostrożnie nad nim i złożyłam na jego czole delikatny pocałunek. Uśmiechnęłam się i po cichu wymknęłam się z jego pokoju.
               Idąc w kierunku swojego pokoju, uświadomiłam sobie, że tak naprawdę on już nie jest mój. Jedyne, co mi z niego pozostało, to moje rzeczy. Będę musiała je jakoś odebrać. I znaleźć pokój, w którym będę mogła spędzić resztę wakacji. ''Ten blondyn, o przepięknych niebieskich oczach, z idealnym ciałem, u którego spędziłaś noc, z wielką ochotą Cię przyjmie'' - ponownie odezwała się moja świadomość i znowu miała rację. Widziałam już co mam robić. Mimo wszystko, nie chciałam tracić kontaktu z Nico, bo to naprawdę wspaniały facet, z czekoladowymi oczami, doskonałym ciałem...
''Aneta, stop! Przestań w tej chwili! Tak nie można!'' - tym razem moja podświadomość nie miała najmniejszych szans z moimi odczuciami. Tak, Nico jest cudowny.
               Nie wiedząc, jak to się stało, znalazłam się pod pokojem Justyny i Kuby. Widziałam, że właśnie na tym etapie, mogę liczyć tylko na nich. I na Piotrka. Nie, nie. W tej sytuacji, tylko na nich.
Zapukałam niepewnie i czekałam aż ktoś mi otworzy. Chwilę później drzwi otworzyła mi Justyna. Uśmiechnęłam się do niej niepewnie.
- Hej. Nie obudziłam Was?
- Cześć. Nie, nie. Dawno nie śpimy. Wchodź. - przepuściła mnie w drzwiach, a ja szybko weszłam do środka.
- Cześć, Kuba. - powiedziałam, uśmiechając się do bruneta.
- Cześć, Mała. I jak tam?
- Nawet nie pytaj...
- Gdzie spałaś? U siebie? To chyba raczej niemożliwe. W recepcji? Nie było z tym problemów? - zaczęła wypytywać Justyna.
Uniosłam ręce w geście obrony i usiadłam na kanapie.
- Noc spędziłam... z Piotrkiem. - dodałam ciszej.
Justyna z Jakubem spojrzeli na siebie,  a następnie przenieśli wzrok na mnie.
- Co z Nico? - zapytał niepewnie Kuba.
- To koniec... Nie wiecie o tym?
- Wiemy tylko, że była ostra afera...
- I Uriarte ze mną zerwał. - spuściłam głowę.
- Hej... - Justyna usiadła obok i mocno mnie przytuliła. - Kochanie, teraz jedyne, co Wam pozostało to... Koleżeństwo? Może przyjaźń?
- Jeżeli będzie chciał mnie jeszcze widzieć...
- Nico? - prychnął Kuba. - Oczywiście, że będzie chciał! Nie znasz go?
- Znam i wiem, jak bardzo potrafi się starać... Ale po tym wszystkim?
- Spokojnie, nic się nie zmieni, zapewniam Cię. - puścił mi oko.
Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało do niego i pogrążyłam w rozmowie z Justyną. Dobrze, że chociaż oni zostali ze mną.
              Siedząc w restauracji i jedząc śniadanie, cały czas miałam w głowie to, że straciłam przyjaciół. Nigdy nie przypuszczałabym, że to wszystko tak się skończy. Oni teraz siedzieli kilka stolików dalej i rozmawiali z ożywieniem na jakiś temat. Pewnie o mnie... Naprawdę, chciałabym ich odzyskać. Ale dobrze wiedziałam, że dopóki trzymam stronę Nowakowskiego nie mam na to najmniejszych szans. Tylko, dlaczego... Justynę z Kubą traktowali normalnie, a mnie już nie? Niczego nie rozumiem.
               Opalałam się nad basenem, gdy ktoś stanął przede mną i przysłonił mi słońce. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na osobę, która to zrobiła. Mogłam się tego spodziewać.
- Czy mógłbyś, Piotrze, się odsunąć? Utrudniasz mi opalanie...
- I jesteś już pięknie opalona. Wiem, co mówię - uśmiechnął się do mnie szelmowsko i usiadł na wolnym leżaku obok mnie. - Ekipa nadal wkurzona na Ciebie?
- Tak - westchnęłam. - Spodziewałeś się, że będzie inaczej? - położyłam się na boku, podpierając się na łokciu.
- Nie wiem, czego się spodziewałem. Dzisiaj na śniadaniu, Klaudia o mały włos przeze się nie udławiła, więc...
- Jej przychylności nigdy nie zdobędziesz...
- Nikogo przychylności nie zdobędę od nich.  Nie oszukujmy się...
Wzruszyłam ramionami i wbiłam wzrok w płytki. Doskonale wiedziałam, że tak właśnie będzie. A przez to wszystko, ja ich stracę. I nie będzie mowy  o powrocie.
- Hej, Mała... - usłyszałam. - Nie smuć się. Wczorajsza noc... była niesamowita. Dziękuję Ci - szepnął, delikatnie gładząc mnie po boku.
- Też mi się podobało... - szepnęłam cicho.
- Ale? Żałujesz?
- Piotrek... - westchnęłam. Położyłam się na plecach, zakrywając twarz dłońmi.
 Czy żałuję? Nie. Tego, że spędziłam z Nim noc, nie żałuję. Żałuję tego, że moi przyjaciele się ode mnie odsunęli. Myślałam, że zawsze mogę na nich liczyć, a okazało się, że jest zupełnie inaczej.
- Nie martw się, z nimi wszystko wróci do normy. - powiedział Piotrek, delikatnie głaszcząc mój brzuch.
- Może...
- Na pewno. Kochają Cie. A teraz, dasz się wyciągnąć do zacisznego jacuzzi? Albo po prostu chodźmy do wody, bo nie chcę, żebyś się spaliła na skwarkę. - puścił mi oko.
- Chodźmy do basenu. Tłoku nie ma więc...
Nim się obejrzałam, wziął mnie na ręce i ostrożnie zaczął wchodzić po schodkach do basenu.
- Co byś mi zrobiła, jakbym wrzucił Cię teraz do wody?
- Wykastrowała. - spojrzałam na niego, tuląc się mocno.
- Uuu, to chyba wolę nie ryzykować - wyszczerzył się do mnie. Kiedy weszliśmy do basenu, puścił mnie i stanął przede mną. Woda sięgała mi do szyi, Piotrkowi nieco niżej, z tego względu, że był ode mnie wyższy. Tacy to mają dobrze...
- Nie boisz się, że ktoś z twoich przyjaciół cię tutaj ze mną zobaczy?
- Nie, raczej nie, z tego, co wiem, to poszli na plażę, poza tym pewnie by się nie przejęli...
- Za to ja przejmuję się tym, że jesteś taka smutna. Uśmiechnij się, proszę. Dla mnie - powiedział, obejmując mnie delikatnie w pasie i schylając głowę, by złapać ze mną bezpośredni kontakt wzrokowy. Widząc jego uniesione kąciki ust i błagalny wzrok, nie mogłam się nie uśmiechnąć. Jakby tego było mało, czułam, jak moje policzki robią się różowe.
- Czy ty się rumienisz? - zapytał, śmiejąc się.
- Nie, to od tego słońca - odpowiedziałam szybko z uśmiechem. Musnął lekko mój nos, po czym pociągnął kawałek dalej, na podwodną ławeczkę, na której usiedliśmy.
- W taki razie mamy siebie tylko dla siebie - szepnął mi do ucha. Moje serce zaczęło szybciej bić, a mój oddech stawał się coraz bardziej płytki, kiedy jego nos muskał moją skroń. Wsunął jedną dłoń za moje plecy i zaczął je masować, schodząc coraz niżej. Uśmiechnęłam się szelmowsko, po czym usiadłam na jego biodrach i objęłam jego szyję. Jego dłonie złapały moje pośladki.
- Pamiętam, że ostatnio ci się to podobało - szepnął znowu i zacisnął swoje dłonie w miejscu, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę.
- Hm, a tobie co się najbardziej podobało? - zapytałam.
- Pomyślmy... Ty. Nago. W moim łóżku. Ja obok ciebie - odparł niemalże bez wahania i dotknął mojej szyi, na której miałam przywiązane bikini. Szybko pociągnął za sznureczek, który opadł na moje ramiona.
- Ale nie jesteśmy w twoim łóżku - szepnęłam mu w usta.
- Jakoś mi to nie przeszkadza - odpowiedział i chciał mnie pocałować, ale się cofnęłam, przytykając mu swój palec do jego ust.
- Nie spiesz się tak, mamy sporo czasu - mruknęłam i zaczęłam drapać lekko jego klatkę piersiową. Złapał mnie w pasie i sunął swoimi dłońmi w górę, aż doszedł do stanika, chcąc rozwiązać drugi sznureczek na moich plecach, ale mu przeszkodziłam. Pokręciłam lekko głową z szelmowskim uśmiechem, przygryzając dolną wargę. Przeniósł zatem swoje dłonie do przodu i zacisnął je na moich piersiach. Przybliżyłam się do niego, obejmując jego szyję i kręcąc lekko biodrami, z zamiarem jeszcze większego jego podniecenia. Jęknął cicho i wsunął swoje dłonie za moje bikini, pieszcząc teraz moje nagie piersi. Cmoknęłam go tylko w kącik jego ust i zabrałam jego dłonie, zawiązując sznureczek na szyi mojego stanika. Nie dawał jednak za wygraną i wsunął swoje dłonie za moje majtki, zaciskając je ponownie na moich pośladkach.
- Pozwól mi to zrobić - szepnął błagalnie.
- Jeszcze nie teraz...
          Kiedy pieścił moje ciało, czułam, jak się podnieca. Jego klatka piersiowa unosiła się co chwilę z rozkoszy, jęczał cicho, oddech miał tak płytki, jak basenik dla dzieci po drugiej stronie baru.
          Palec wskazujący jego prawej dłoni dotknął mojego mostka. Zjechał w dół, aż do pępka. Zatoczył kilka kręgów wokół niego i zszedł jeszcze niżej. Włożył go za gumkę moich majtek i pociągnął w swoją stronę. Widząc, że go to podnieca, pozwoliłam zrobić mu to kilkakrotnie. Zaraz po tym nabrałam powietrza, po czym zanurkowałam. Zaczęłam masować jego uda od kolan po sam pas. Widziałam, jak jego klatka piersiowa lekko się unosi i słyszałam jego ciche jęknięcia, do których go doprowadzałam. Czując brak powietrza w płucach, wynurzyłam się.
- Czemu przestałaś? - zapytał, oddychając płytko.
- Tak szybko można cię podniecić - skomentowałam, uśmiechając się lekko. - Co za dużo, to niezdrowo - szepnęłam mu do ucha, po czym znowu nabrałam powietrza i zanurkowałam, ale tym razem odpływając.
          Wynurzyłam się dopiero przy drugim brzegu. Oparłam się o niego i spojrzałam w stronę Nowakowskiego. Przyglądał się z tym swoim szelmowskim uśmieszkiem. Uśmiechnęłam się szerzej, poprawiłam stanik i ponownie spojrzałam w jego stronę Piotrka.  Ten pokręcił tylko głową. Pogratulowałam sobie w duchu i powoli wyszłam z basenu, wracając na swój leżak. Położyłam się na brzuchu i oddałam się cudownej kąpieli słonecznej, marząc o tym, co by się stało, gdybym pozwoliła Piotrkowi na dalsze działania.
Mmm... Może następnym razem?
           Opalając się, czułam na sobie coś zimnego. Czyjaś dłoń... Delikatnie wodziła po moich plecach.
- Panno Wlazły, spali się Pani i nie będę mógł Cię dotykać.
- Hmm...
- Dobrze Ci radzę. Pora zmienić pozycję, jakkolwiek to brzmi.
- Ale mi tak dobrze...
- Skoro tak - rozwiązał sznureczki od mojego stanika, na moich plecach. - Jak już się opalać, to wszędzie. - jego dłoń zawędrowała do mojego biodra.
- Zostaw... Nie tu.
- Dziś porywam Cię na kolację. O dwudziestej jestem u Ciebie. Na razie, Mała. - szepnął mi na ucha i lekko klepnął w pupę.
Mruknęłam zadowolona i odprowadziłam go wzrokiem. Randka? Randeczka? Z Piotrkiem? To się skończy śniadaniem, jestem tego przekonana..

środa, 12 lutego 2014

Rozdział szesnasty.

 
~ Z punktu widzenia Nico:

     

                Wpadłem do pokoju niesamowicie wściekły. Nie docierało do mnie to, co właśnie się wydarzyło.
Aneta? Z Nowakowskim? Nie, to absurd... Oni nie mogą być razem, prawda? Oby.
                Leżałem na łóżku, gapiąc się w sufit i myśląc... Nie myśląc. Nie chciałam niczym zaprzątać sobie głowy. Nie wyszło. W mojej głowie wciąż miałem Anetę. Tak bardzo ją kocham. A ona? Kocha mnie, czy Piotra?
                Rozważania przerwało pukanie do drzwi. Zerwałem się na równe nogi i szybko poszedłem je otworzyć, mając nadzieję, że to Aneta. Że mimo wszystko wróciła. Miliłem się. Za drzwiami ujrzałem Damiena i Janka. Uśmiechnąłem się do nich blado i wpuściłem do środka.
- I jak, stary? - zaczął Janek.
- Nieciekawie... - usiadłem na łóżku. - Myślałem, że będzie jakoś... inaczej.
- Inaczej?
- Tak. Jak zobaczyłem ich... razem. Było dla mnie jasne, że to koniec. A teraz... Sam nie wiem. Tęsknie za nią.
- A wiesz, gdzie ona jest? - zapytał Damien.
- Nie mam najmniejszego pojęcia... Zostawiłem ją tam.
- Czy Wy ślepi jesteście? Po tym, co jej powiedziałeś, Nico, jestem w stu procentach pewny, że jest u Nowakowskiego! - krzyknął Janek.
- Co ja takiego powiedziałem? - zapytałem.
- Że ma nie wracać do pokoju, i że w ogóle może nie wracać. Jeżeli to, według Ciebie nie brzmi, jak zerwanie, to ja nie wiem.
- Ale ja nie... Nie zerwałem z nią.
- Wszyscy odebrali to inaczej. A Piotrek, to już na pewno. Więc... Tak jakby, przegrałeś.
Schowałem twarz w dłoniach i jęknąłem cicho. Jasne cholera, co ja najlepszego zrobiłem! Przecież nie chciałem z nią zerwać. Nigdy! Opadłem na łóżko, nadal skrywając twarz w dłoniach.
- Nico, słuchaj. Możemy Ci pomóc - zaczął Damien.
- A da się?
- Pewnie! - uśmiechnął szeroko Janek. - Plan jest taki...
Obaj zaczęli opowiadać o planie, jaki wymyślili. Podobał mi się bardzo, bo mimo wszystko miałem mieć kontakt z Aneta. Modliłem się, żeby tylko wszystko wyszło, jak należy.
             Gdy chłopaki opuścili mój pokój, wziąłem szybki prysznic i położyłem się do łóżka. Zerknąłem na puste miejsce obok i westchnąłem głośno. Przesunąłem się na Jej stronę łóżka. Czułem jej zapach, czułem ją. Anetę. Wtuliłem głowę w poduszkę i momentalnie zasnąłem.



~ Z punktu widzenia Anety:


             Rzucił mnie na łóżko. Podparłam się na łokciach i uważnie obserwowałam jego ruchy. Stał chwilę nade mną uśmiechając się szelmowsko. Jego oczy wręcz iskrzyły się na mój widok. To był chyba jeden z tych powodów, dla których się w nim zakochałam. Uwielbiałam ten wzrok, uwielbiałam sposób, w jaki na mnie patrzył. Potrafił adorować mnie jedynie samym wzrokiem, sprawiać, że czułam się jedyną najważniejszą kobietą u jego boku. Błękit jego oczu wprawiał mnie w totalny obłęd, z którego momentami nie potrafiłam wyjść. Najzwyczajniej w świecie tonęłam w tym nie znanym mi oceanie, a on był  moim ratownikiem, który przytrzymywał mnie przy życiu.
            Wszedł powoli na łóżko, siadając na mnie okrakiem. Położył swoje dłonie obok moich bioder i nachylił się nade mną tak, że stykaliśmy się nosami. Przygryzłam wargę i odwróciłam głowę w druga stronę.
- Nie wmówisz mi, że tego nie chcesz. Widzę to w twoich oczach, słyszę bicie twojego serca - szepnął mi do ucha tak aksamitnym głosem, że łokcie ugięły mi się na tyle, że musiałam się położyć.
- Doskonale wiesz, że...
- Ćśśś... Nic nie mów - powiedział, powoli kładąc się na mnie.
- Piotrek, ja mam Nico! - krzyknęłam i chciałam go odepchnąć, ale był za ciężki.
- Po tym, co widziałem, nie wydaje mi się - odparł, podnosząc się, wciąż jednak siedząc na mnie. Podparłam się znowu na łokciach i wbiłam wzrok w sufit.
- Ja też nie - powiedziałam cicho ze łzami w oczami. - Ale to nie znaczy, że możemy załatwić to w ten sposób - dodałam.
- Masz na myśli dziki i gorący seks na tym wielkim łożu, przy świetle lampek nocnym, które będą delikatnie oświetlać nasze nagie ciała i potęgować nastrój tej chwili? - zapytał. Zaparło mi dech w piersi. Nie dość, że działał na mnie swoim szelmowskim uśmiechem, tajemniczymi oczami i idealnym ciałem, to jeszcze musiał wypowiadać słowa, które całkiem wyprowadzały mnie z równowagi i sprawiały, że po prostu mu się oddam, zapominając o wszystkim. 
- Czy to była propozycja? - zapytałam trochę nieśmiało z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Nie do odrzucenia - odparł, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów i ponownie się na mnie położył. Swoimi ustami dotknął mojej szyi i pocałunkami zszedł aż do obojczyka. Uwielbiałam, kiedy to robił! Zachichotałam z rozkoszy i objęłam jego szyję swoimi rękami, delikatnie drapiąc jego plecy. Jego jedna dłoń rozwiązała sznureczek na mojej szyi, po czym szybkim ruchem zdjął ze mnie bluzkę. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała. Naparł na mnie mocniej swoim ciałem i zbliżył twarz ku mojej.
- Nie chcę, żebyś później żałowała - szepnął, oddychając ciężko.
- Moje życie, moje wybory - odparłam cicho z lekką zadyszką, po czym wpiłam się w jego usta tak zachłannie, jak kiedyś. Nie był mi dłużny. Oddawał moje pocałunki ze zdwojoną siłą, a jego zwinne ręce w międzyczasie pozbywały się kolejno moich spodenek i stanika. Kiedy po raz kolejny już uniosłam biodra w geście podniecenia, włożył pod nie swoje dłonie i zacisnął je na moich pośladkach. Jęknęłam, dając mu tym samym do zrozumienia, by nie przestawał, a zrobił to jeszcze raz i kolejny, i kolejny.
            Chcąc przejąć inicjatywę, podniosłam się lekko i go pchnęłam. Położył się na plecach i teraz to ja usiadłam na jego biodrach. Przejechałam swoimi dłońmi po jego klatce piersiowej, zatrzymując się w okolicach pępka. Jego mina mówiła jedno: 'Błagam, zrób to!'. Uśmiechnęłam się jedynie szelmowsko i położyłam na nim, zaczynając całować jego szyję. Jęczał coraz bardziej, kiedy pocałunkami zaczęłam obdarowywać jego klatkę piersiową, a potem podbrzusze. Włożyłam palec za gumkę jego bokserek, ale jedynie uniosłam ją do góry, po czym puściłam, uśmiechając się szeroko.
- Ej, ej! Nie pozwalaj sobie! - powiedział, śmiejąc się i znowu zmieniliśmy pozycję. Podniosłam swoje biodra, a on zdjął moje majtki. Zaraz potem i ja pozbyłam się jego bokserek.
            Ciepło jego ciała tak bardzo przypominało mi Piotrka, w którym się zakochałam, że zaczęłam wybaczać mu wszystko, co zrobił. Teraz to było nieważne. Bo on był tutaj ze mną, podczas gdy moi przyjaciele i mój, już chyba były, chłopak mnie zostawili. Pomógł mi i mnie wspierał. Jak dawniej.
             Jęknęłam tak głośno, jak jeszcze nigdy dotąd, kiedy wszedł we mnie. Jego delikatność, uwaga, skupienie, ostrożność, nieśmiałość były tak urocze, że roześmiałam się pod nosem, oddając jednocześnie rozkoszy i podnieceniu.
            Kiedy poruszał się we mnie, na myśl przyszedł mi, zupełnie niespodziewanie, Nico. To z nim przeżyłam swój pierwszy raz, nie z Nowakowskim, którego końcem końców jednak wciąż kochałam. To nie było to samo uczucie, co z Uriarte. Co wcale nie znaczy, że lepsze. Pierwszy raz ma jednak swój urok, którego się nie zapomina. Wszystkie emocje, których wtedy doznawałam były dwa razy silniejsze niż teraz i właśnie to było w tym piękniejsze.
            Zacisnęłam dłonie na kołdrze, kiedy zatrzymał się we mnie, kręcąc jedynie swoimi biodrami. Moja klatka piersiowa uniosła się automatycznie, a ja przygryzłam jedynie dolną wargę. Kiedy opuścił moje ciało, opadł na łóżko, bym to teraz ja przejęłam inicjatywę. Tak też zrobiłam.
            Sama nie pamiętałam, kiedy oboje zasnęliśmy wtuleni w siebie. Pamiętałam jedynie moment, kiedy Piotrek szeptał mi do ucha: 'Jesteś taka piękna, tak bardzo cię kocham'. To jedno zdanie wirowało w mojej głowie i nie chciało przestać. A może to ja nie chciałam go z niej wyrzucić?





Dziękuję za pomoc ten małej wzrostem, ale wielkiej duchem ;3

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział piętnasty.

~ Z punktu widzenia Anety...



               Kiedy się obudziłam, Nico leżał obok mnie, odwrócony do mnie plecami.  Podejrzewałam, że może być na mnie zły, więc pierwsze, co zrobiłam, to wtuliłam się w jego plecy najmocniej, jak tylko potrafiłam. Ten tylko się poruszył, ale spał dalej. Musnęłam lekko jego kark i nadal się do niego tuliłam.
- Aneta, to nic nie da... - usłyszałam i nie byłam w stanie uwierzyć.
- Słucham?
- Jestem na Ciebie wściekły, Twoje przytulanie nic nie da.
- Aha. Czyli rozumiem, że najlepiej mam Ci teraz zejść z pola widzenia? - odsunęłam się od niego natychmiast i wstałam.
- Tak, to będzie najlepszym rozwiązaniem - spojrzał na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Wedle życzenia. - rzuciłam przez ramię i zniknęłam w łazience. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i wyszłam z łazienki, i zaczęłam pakować rzeczy na basen.
- I nie masz mi nic do powiedzenia? - usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i spotkałam na sobie wzrok Nico.
- A co Ci mam teraz powiedzieć, skoro kazałeś mi zejść z pola widzenia? - spojrzałam na niego niepewnie. - Przepraszam. Powinnam powiedzieć, że wychodzę.
- Ta, chociaż tyle. - powiedział beznamiętnie i wróciła do łóżka.
- Widzisz? Lepiej, żebym milczała. Wiesz, gdzie mnie szukać. - założyłam torbę plażową przez ramię i udałam się do wyjścia. Przekraczając próg pokoju, jeszcze się odwróciłam. Interesowała mnie jeszcze jedna rzecz.
- Kiedy zauważyłeś, że mnie nie ma?
- A czy to ważne? - rzucił szybko. - O pierwszej, a co?
- Kwadrans po 12 wyszłam z klubu... - szepnęłam i odetchnęłam głębiej. Nico zamarł. Spojrzałam na niego, a on opadł na łóżko i zakrył twarz dłońmi.  Wyszłam z pokoju. Nie miałam więcej pytań. Własny chłopak, nie zauważył, o której wyszłam z klubu. ''Gdybyś mu powiedziała, nie byłoby teraz żadnego problemu'' - podsumowywała mi moja podświadomość. A ja... Przyznawałam jej rację, to nadal była moja wina.
           Siedząc nad basenem i zażywając kąpieli słonecznej, długo myślałam o tym, co stało się wczoraj w nocy. Z jednej strony, cały czas byłam zła na Piotra. Wiedziałam od razy, gdy zobaczyłam go w klubie, że będą z nim same kłopoty. Ale z drugiej strony? Z tej właśnie strony, jestem niesamowicie szczęśliwa, ze tu jest. Że mogę z nim porozmawiać, nawet się spotkać. Oczywiście, wyglądałoby to jak na koloniach w podstawówce. Latanie z po cichu z jednego pokoju do drugiego, by tylko nikt nas nie przyłapał. Fajnie...
            Z moich rozmyślań wyrwało mnie równoczesne wypowiedzenie ''cześć'' przez trójkę chłopaków.
Odwróciłam się w tamtą stronę i dostrzegłam Kubę, Damiena i Janka. Uśmiechnęłam się do nich, a chwilę później, oni dosiedli się do mnie.
- To... Co tam, Aneta? - Zaczął Damien.
- Szczerze? Kijowo... I nie stabilnie, Janek.
- Szlag, a już myślałem... Laski są na Ciebie wściekłe. No może Justyna nie, bo on coś Twoją stronę trzyma.
- Tak. Nie tylko one. Nico też. A wy?
- A my co? - zapytał zaskoczony Kuba.
- Ogarnij... Też jesteście na mnie wściekli?
- My...? Cóż... Nie wiedzieliśmy, o której wyszłaś. Jak zobaczyliśmy, że nie ma Cię w boksie, pomyśleliśmy, że poszłaś do toalety. A potem... Tak wyszło. Przepraszamy.
- Nie, dajcie spokój, to i tak jest moja wina...
- Daj już spokój. - przytulił mnie Janek z uśmiechem.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się niepewnie i wtuliłam w niego.
           Chlopaki nie byli na mnie źli. No, przynajmniej ta trójka, bo Nico nie chciał mnie widzieć na oczy. I to było najgorsze w tym wszystkim... Brakowało mi jego obecności, bardzo.
- Nie wierzę! - syknął Damien, gdy wszyscy wariowaliśmy w basenie.
- O co chodzi? Ateistą jesteś?
- To swoją drogą... Nowakowski.
           Zdębiałam. Do jasnej cholery, żeby tylko nie połączyli wątków.
- Co? Kto? - spojrzałam na niego, udając zaskoczenie.
- Piotr, kurwa, Nowakowski.. - syczał przez zaciśnięte zęby. - Co on tu robi?
- Skąd mam wiedzieć? Jakoś niespecjalnie mnie to, wiesz...
- Tak, no wiem.
- Dobra, niech on sobie tutaj będzie, a my idziemy po coś do picia. Ktoś chętny? - spytał Janek, wychodząc z basenu.
           Jakiś czas później na basenie pojawiły się dziewczyny. Doskonale wiedziałam, co mnie czeka. Odetchnęlam głęboko i zamknęłam oczy, wracając do kąpieli słonecznej.
- Aneta, chodź na bajerę - szturchnęła mnie w ramię Justyna.
Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na nią dość niepewnie.
- Naprawdę muszę? Doskonale wiem, co mnie czeka...
- Kochanie, Klaudia z Wiktorią trochę ponarzekają i im przejdzie... A ja... No cóż, cokolwiek zrobisz, ja i Kuba będziemy po Twojej stronie, pamiętaj.
- Dzięki, naprawdę, dziękuję kochana. A powiedz mi, jak się czujesz? - delikatnie pogłaskałam jej brzuszek.
- Już coraz lepiej - uśmechnęla się szeroko.
Obie weszłyśmy do basenu. Spojrzałam na dziewczyny, który patrzyły na mnie, wzrokiem mówiącym: Jesteś martwa, Wlazły. Westchnęłam ciężko i spuściłam wzrok.
- Dobra, zaczniemy trochę inaczej - zaczęła Klaudia. - Też zawaliliśmy, że nie zainteresowaliśmy się wcześniej, że Ciebie nie ma. Przepraszamy.  Ale też mogłaś powiedzieć, źe wychodzisz.
- Nic się nie stało i przepraszam... Także.
- Wkurzyłyśmy się, ale nam przeszło - dodała Wiktoria. - Justynka próbowała się złościć, ale jej nie wyszło. - zaśmiała się.
- Ja tam się moje dziecko troszczę, to denerwować się nie mogłam, ale się martwiłam, kuzyneczko.
- Wiem. Przepraszam, jeszcze raz.
- No już, dobrze. A gdzie nasi panowie? - Zapytała Klaudia rozglądając się.
- Pewnie w barze, bo indziej? No chyba, ze na zjeżdżalniach. Halo...? Klaudia. Klaudia.
W tym własnie momencie, Klaudia przestała kontaktować. Wzrok wbiła w jedno konkretnie miejsce, a dokładniej w jedną osobę. O nie, zobaczyła Piotrka.
- Co on tutaj, do cholery, robi?!
- Ale kto? - spytałam lekko zdezorientowana.
- Ty już nie udawaj, że nie wiesz! Odwróć się, a zobaczysz! - krzyknęła.
Spojrzałam za siebie i wtedy ujrzałam Jego. Szedł w stronę baru.Miał na sobie tylko kąpielówki. A jakże inaczej mogło inaczej, w końcu byliśmy na basenie. Jego ciało pokrywały krople wody, który spływały po jego twarzy, szyi, torsie, nogach... Mokre włosy przeczesał ręką i usiadł na jednym ze stołków przy barze. Poprosił o coś do picia i całą zawartość szklanki wypił jednym duszkiem. Jego widok sprawiał mi taką przyjemność, że miałam ochotę podejść do niego i wtulić się w jego klatkę piersiową, by znów poczuć to ciepło bijące od jego ciała... Nie! Stop, Aneta! Dziewczyny na Ciebie patrzą, a Ty ślinisz się w nieodpowiednią stronę!
- Coś Ci mowę odebrało... - mruknęła Wiktoria, krzyżując ręce na piersi.
O nie, zaraz się zacznie.
- Raz, dwa, trzy... - powiedziała Justyna, po czym wybuch był Czary był ogłuszający.
- Czy się kiedykolwiek w końcu ogarniesz?! To nie jest chłopak dla Ciebie! Ilekroć spojrzysz na niego, to masz mokro w gaciach, jak dobrze, że siedzimy w basenie! Po co on w ogóle tutaj przyjechał, co?!
- Nie mam pojęcia... - skłamałam.
- Nie? Naprawdę? A co powiesz na to, że za każdym razem, kiedy on się pojawia w naszym towarzystwie, nie wróży to nic dobrego? I zawsze masz z tym jakiś związek! Nie zdziwię się, jak tu zaraz podejdzie i będzie udawał, jak to wspaniale jest się znowu, całkiem przypadkowo spotkać. - warknęła.
Tylko wywróciłam oczami. Może i miała rację, ale nic nie poradzę na to, co do niego czuję. Zanurzyłam się na chwilę, by trochę ochłonąć i zaraz się wyłoniłam spod wody. Jak na zawołanie, obok stał już Piotrek.
- Kogo ja tu widzę? Świetna niespodzianka, nie uważacie? - zapytał z udawaną radością.
Widziałam, że Klaudii prawie się zwróciło.
- Tak, fantastyczna! - krzyknęła - Powiedz nam, co tutaj robisz? Tak calkiem przypadkiem w miejscu, w którym znajduje się Aneta, co?
- To miejsce jest idealne, żeby odpocząć, co właściwie Was również dotyczy. Genialnie tutaj jest, prawda? - uśmiechnął się i skoczył do basenu, od razu zajmując miejsce obok mnie.
Klaudia odsunęla się o jakieś dwa metry i zmierzyła go wzrokiem.
- Jesteś taki ślepy i naprawdę tego nie widzisz, czy naprawdę udajesz takiego głupiego, na jakiego wyglądasz? - warknęła.
- Ale co? - zapytał rozglądając się wokół.
- Że Cię tutaj wcale nie chcemy! Przyszedłeś i liczysz na naszą akceptację? Na moja nie masz nawet co liczyć! Nawet w snach!
- Może mi masz rację, dlatego już się pożegnam i sobie pójdę - uśmiechnął się lekko. - Jeszcze Cię znajdę. - szepnął do mnie cicho, ale to i tak, nie umknęło uwadze Klaudii.
- Ty jej lepiej nie szukaj, bo nie znajdziesz, a na pewno nie samą! Będziemy przy niej cały czas, więc powodzenia.
- Dzięki, na pewno się przyda. - puścił oko dziewczynie i opuścił basen, udając się w kierunku wejścia na plażę.
Spojrzałam za nim i westchnęłam smutno. Ja chyba naprawdę wolę kiedy jest obok... Prawda?
- No ja pierdolę, ty chyba zwariowałaś!
- Uspokój się, pro...
- Nie! Żadne, kurwa, uspokój się! - krzyczała Wiktoria, przerywając mi w połowie zdania, podczas, gdy ta druga rzucała mi gniewne spojrzenia. Justyna stanęła trochę dalej i przyglądała się całej sytuacji.
- Drzesz twarz na pół hotelu, proszę Cię!a
- Nie mam siły do Ciebie, przysięgam. Wynoszę się stąd. - powiedziała Wiktoria.
- Mhm, ja również! - dodała Klaudia, po czym obie udaly się stronę baru.
- Nie martw się - przy moim boki znalazła się Justyna. - Wszystko się ustatkuje.
- Oby, Mała, oby. Tylko Ty i Kuba mnie wspieracie...
- Och, chodź tu.  - przytuliła mnie do siebie.



~ Z punktu widzenia Wiktorii...

         Wpadłyśmy do baru, gorączkowo rozmawiając i wymachując rękami. Podeszłyśmy do naszych chłopaków, nadal dyskutując.
- Hej, hej, chodź tu, co jest? - spytał Damien, obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie.
- Co ma być? Nowakowski! A ta... ta... Ona się ślini za nim! Po tym wszystkim, rozumiesz?! - wrzasnęła.
Klaudia siedziała przy barze i popijała drinka.
- Co dla Ciebie, Wika? - spytała. - Bo ja się muszę upić. O tak, zdecydowanie, upić.
- Whiskey. Whiskey poproszę.
- Okaj, w takim tempie za godzinę, będziemy mieli tutaj dwie ładnie nawalone delikwentki. - Janek zwrócił się do Damiena.
- Wydaje mi się, że dobrze to im zrobi. - szepnął do niego, a on tylko kiwnął głową.
Kompletnie straciłśmy poczucie czasu i tego, ale drinków wypiłyśmy. Ale, to na nas dobrze podziałało, nawet bardzo dobrze.



~ Z punktu widzenia Anety...

           Było późne popołudnie, kiedy razem z Nico poszliśmy coś zjeść. Szliśmy w milczeniu. Ale szliśmy razem, a to było ważne. Nico nadal się do mnie nie odzywał, ale chyba było lepiej niż rano.
W pewnym momencie zobaczyłam Wiktorię i Klaudię, który szły chwiejnym krokiem z baru. Oczywiście, pod asystą Janka i Damiena. Inaczej nie byłoby tak kolorowo.
- Och, patrzcie kto idzie! - powiedziała Klaudia, w tym samym momencie potykając się.
- Wow, kochanie, uważaj.  - powiedział Janek, mocniej ją obejmując.
- Cześć, Wam! - powiedział Nico do reszty bandy.
- No witam, witam! - zawołała Wiktoria. - Szczerze, to nie spodziewałam się Anety z Tobą. - podkreśliła dobitnie ostatnie słowo.
- A z kim miałaby być? - zapytał.
- No wiesz...
- No, wydaje mi się, ale on nie wiem... - szepnął jej do ucha Damien.
Ale Wiktoria nie musiała już nic mówić. Zza rogu wyłonił się wysoki, prześladujący mnie blondyn. Chciałam szybko udać się w przeciwnym kierunku, ale spojrzałam na Nico i już wiedziałam, że i on go zauważył.
- No to będzie akcja.... - podsumował Janek.
- Ty sukinsynie! - krzyknął Nico.
- Nie, proszę! - zawołałam, ale było już za późno. Pięście mojego chłopaka trafiały raz za razem w mojego... w Piotrka. Stałam, jak wryta i nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
           Po chwili Jankowi i Damienowi udało się rozdzielić walczących ze sobą siatkarzy. Obaj byli nieźle poobijani.
- Nic... Nic Ci nie jest? - spytałam niepewnie Nowakowskiego, zwracając na siebie tym samym uwagę moich bliskich. Chyba powinnam zadać to pytanie Nico. Kurwa!
- Czy Ty sobie, do jasnej cholery, żartujesz?! Nim się przejmujesz? Nim?! - naskoczyła na mnie Klaudia.
- Ja... Ale...
Nico milczał. Reszta chłopaków też. Klaudia sapała groźniej, a Wiktoria rzucała mi gniewne spojrzenia spode łba, podając Nico chusteczkę. Nowakowski... Nowakowski i ten jego seksowny uśmiech cwaniaczka.
- No bardzo ciekawy urlop - rzekł. Chciał chyba coś jeszcze dodać, ale przerwał mu Nico.
- Wczoraj, jak zniknęłaś z imprezy, Aneta... Ja pierdziele... Nie...
- Obawiam się, ze tak - odpowiedział zawadiacko Nowakowski.
- Możesz nie wracać do pokoju. W ogóle możesz nie wracać. - rzucił oschle, odwórcił się na pięcie i ruszył w stronę schodów, prowadzących do hotelu.
- Nico, czekaj! To wcale nie... - powiedziałam, ale przerwała mi Wiktoria.
- Wiesz co? Nie spodziewałam się tego...
- Wika, przecież ja z nim nie...
- Nie wiem, nie obchodzi mnie to, co robiliście, czego nie robiliście, ale ta cała sytuacja, nie powinna mieć w ogóle miejsca. - powiedziała, jakby w ogóle nie była pijana. Niemożliwe, by tak szybko wytrzeźwiała.
- Nic tu po mnie. - rzuciła ta druga.
Janek i Damien spojrzeli na mnie z nutą wyrozumiałości, ale dobrze wiedziałam, że obaj są niesamowicie wkurzeni. Im też się trochę oberwało.
- Lepiej, żebyśmy Cię czasem nie spotkali, Piotrek. - rzucił Damien na odchodne.
Wszyscy odeszli, a ja usiadłam na krawężniku i zaczęłam płakać. Wszyscy, poza NIM.
- Hej... Możesz przenocować u mnie... - powiedział, ale tylko na niego spojrzałam, będąc poirytowana.
To właśnie przez niego moje przyjaciółki są na mnie wściekłe, a mój chłopak nie chce mnie znać. Nawet nie wiem, czy nadal mogę Go tak nazywać...
- Sorry, ale wolę przekimać się w recepcji. Cześć - rzuciłam i szybko udałam się do hotelu.
Połozyłam się na jednej z kanap i natychmiast zasnęłam.
           Po jakiejś godzinie przebudziłam się i poczułam się strasznie samotna. 2345. Pokój numer 2345. Nie powinnam. Wiem, że nie powinnam, ale było to silniejsze ode mnie.
Po chwili zastukałam delikatnie do drzwi. Otworzył natychmiast. Stał w progu w samych bokserkach, a mnie aż przeszedł dreszcz. Dlaczego ten idiota, tak na mnie działa?!
- Piotrek, ja...
- Ciii... Żyjesz tylko raz. Liczy się tylko chwila, Mała. - szepnął, po czym znalazłam się w jego ramionach, a on zaczął mnie całować.
- Jesteś piękna, wiesz? - szepnął mi do ust.
- Nie powinno mnie... tu... być... - nie mogłam mówić, bo jego pocalunki nie ustawały.
 - Ale wiesz, że tego chcesz. - szepnął mi do ucha i pchnął na łóżko. Przestałam protestować.













Witam, po mega przerwie. Coś nie miałam ani siły, ani ochoty, o wenie nie wspomnę... Dziś coś mnie naszło i powstał o to rozdział. Oczywiście, przy pomocy Klaudii i Wiktorii. :) Dzięki, Laski!|
Miłego czytania ;*















czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział czternasty.

~ Z punktu widzenia Anety:


              - Na pewno nie chcesz już tańczyć? Kochanie... - prosił Nico, gdy próbowałam wrócić na nasze miejsce i uniknąć jakiegokolwiek kontaktu z innymi.
- Na pewno. Chcę sobie posiedzieć. A wy się bawcie - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- No... Ale jak to tak? Posiedzę z Tobą.
- Nie. Ty się baw, dobrze się baw. Ale nie za dobrze - pocałowałam do delikatnie i udałam się do naszego stolika. Dlaczego ja się w ogóle zgodziłam? Przecież to miejsce, w ogóle do mnie nie pasuje? Ja? Impreza? Takie połączenia nawet nie istnieje. No, ale dobrze. Przyszłam, potańczyłam i teraz mogę siedzieć i przyglądać się przyjaciołom, jak balują. Dlaczego ja tak nie potrafię...?
             Siedziałam na kanapie i popijałam drinka, co chwilę zerkając na całą paczkę bawiących się przyjaciół. Dobrze, że chociaż oni świetnie spędzają czas. Nawet Justyna z Kubą, którzy jeszcze wczoraj nie mogli się dogadać, dziś znów nie mogą od siebie rąk odlepić. I bardzo dobrze, bo w końcu zostaną rodzicami. A ja ciocią! Cudownie, prawda?
             Sama nie wiem, jak to się stało, że piłam kolejnego drinka. Rozejrzałam się wokół i napotkałam na sobie wzrok jednego z kelnerów. Uśmiechnęłam się niepewnie do niego i w ten sposób, uświadomiłam sobie, jak kolejny drinka znalazł się na moim stoliku, a później w moim posiadaniu. ''Raz się żyje'' - pomyślałam i upiłam spory łyk drinka, kiedy przy moim boku znalazła się Klaudia.
- Czy Ty czasem nie przesadzasz z tymi drinkami? - spojrzała na mnie wymownie.
- Sugerujesz coś, przepraszam? - spojrzałam na nią, unosząc brew.
- Mam Ci przypomnieć, że głowę, to Ty masz słabą?
- To jest akurat... kłamstwo!
- A może moje urodziny coś Ci przypomną? I imię ''Ewa''?
- Nie przypominaj, błagam... - odstawiłam szklankę z drinkiem i potrząsnęłam głową.
- I o to mi chodziło - wzięła drinka ze stoliki i wypiła go do dna.
- Ty podstępna mała żmijo! - dźgnęłam ją w bok i zaczęłam się śmiać.
- Jesteś taka przewidywalna! Ale dobrze, że wypiłam tego drinka, bo jeszcze chwila, a spałabyś pod stołem.
- Przeginasz, Mała. Coraz bardziej przeginasz... - syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Za coś mnie musisz kochać, prawda? A teraz, wybacz, ale muszę wracać do ekipy, pilnować Janka i Twojego chłopaka, bo laski do nich lgną, jak misie do miodu! - zaśmiała się, musnęła mój policzek i wróciła na parkiet. Nienawidzę tej małej, podstępnej, wrednej, małej, upierdliwej i małej Klaudii!
            Gdy brunetka wróciła na parkiet w głośnikach rozbrzmiała piosenka,  którą za wszelką cenę unikałam, od pewnego czasu. Czy oni wszyscy oszaleli na punkcie tej piosenki? Ja rozumiem, to wakacyjny hit, no ale ciągle? Rano podczas animacji, w południe, po południu, wieczorem na animacjach i w nocy na imprezie! Jeszcze, żeby chociaż dobrze mi się kojarzyła, a ona tym czasem przypominała mi o Nowakowskim. ''Jeszcze tylko brakuje tego, żeby teraz on się tu zjawił'' - pomyślałam i momentalnie się skrzywiłam. ''Jasne, nie udawaj, że nie ucieszyłabyś się, bo od dawna Cię korci, żeby do niego napisać!'' - Podsunęła moja podświadomość, a ja przyznałam jej rację. To prawda, tęskniłam za nim i chciałam z nim zamienić kilka słów. Jednak dobrze wiedziałam, że on się nie odezwie, bo przegrał zakład, a ja? Jakbym się odezwała, to by było... Upokorzenie? W końcu sama to wymyśliłam...
Nie wiedząc czemu, skierowałam swój wzrok w stronę wejścia do klubu. Panowało tam straszne zamieszanie, dlatego byłam ciekawa, co się tam dzieje. Siedziałam wpatrzona w całą zaistniałą sytuację i jeszcze wtedy nie wiedziałam, kogo tam zobaczę.
           W pierwszej chwili, gdy go ujrzałam, myślałam, że śnię. Tak, na pewno mi się wydawało, w końcu troszkę za dużo wypiłam. Potrząsnęłam głową i jeszcze raz spojrzałam w stronę wejścia. Jasna cholera! Co on tutaj robi?! Nie wierzyłam, że był w stanie zrobić coś takiego. Tylko skąd on...? Już ja się z Tobą policzę, Paweł! Niech tylko wrócę!
Z rozmyślań wyrwał mnie ON, stojący przede mną. Uniosłam wzrok i napotkałam jego wzrok.
- Aneta... Cóż za miła niespodzianka.
- Miła? Niespodzianka? Co Ty tu, do cholery, robisz?!
- Dostałem trochę wolnego, to postanowiłem to jakoś wykorzystać. A, że oferta z Meksyku była bardzo atrakcyjna, to postanowiłem to wykorzystać.
- Dobrze wiedziałeś, że tu jestem. I łamiesz zasady naszego zakładu, Piotrek.
- A czy zasady nie właśnie po to są? By je łamać? - spytał z tym swoim szelmowskim uśmiechem, któremu zawsze ulegałam, mimo wszystko.
- Ale tych zasad się nie łamie. A teraz, przepraszam, ja się będę wracać. - wstałam i ruszyłam do wyjścia.
Dobrze wiedziałam, że Nowakowski i tak pójdzie za mną. Co za uparty, namolny, kochany dziad!
Zaraz, zaraz... Jaki kochany!? Skrzywiłam się i wyszłam z klubu.
- Aneta, poczekaj! - krzyczał za mną Piotrek, starając się mnie dogonić.
- Nie mam na co czekać! - rzuciłam przez ramię.
- Tak, czy siak Cię złapię! - powiedział i zanim się obejrzałam złapał mnie za biodra i przyciągnął do siebie.
- Puść mnie.
- Pogadajmy. Proszę.
- Mieliśmy ze sobą nie rozmawiać aż do pierwszego meczu reprezentacji...
- Nie wytrzymałem. Wysłuchaj mnie, proszę.
- Dobrze. Ale daj mi się odwrócić, chyba, że nadal chcesz mówić do tyłu mojej głowy. - powiedziałam sarkastycznie. W tym samym momencie, Piotrek odwrócił mnie do siebie przodem i spojrzał w moje oczy.
- Posłuchaj, Aneta. Nie mogłem wytrzymać. Tego samego dnia miałem ochotę do Ciebie zadzwonić. Nawet tylko po to, by usłyszeć, jak mówisz 'halo', bo prawdopodobnie później, byś się rozłączyła. Ale to nic. Cholernie za Tobą tęsknie. Wiem, że Ty też. Nie ukryjesz tego przede mną.
- Skąd Ty możesz wiedzieć, co ja teraz czuję? - patrzyłam w jego oczy. - Po tym, co się stało?
- Widzę. Widzę, jak się zachowujesz, patrzysz... Też za mną tęsknisz.
- Jeżeli nawet to prawda, to co to zmieni? Nic. Ja mam chłopaka.
- Nadal coś do mnie czujesz? - spytał, zupełnie zmieniając temat.
- Co? Skąd Ci to...
- Nie udawaj. Przyznaj się sama przed sobą, Aneta. - położył dłoń na moim policzku.
- Piotrek, ale ja...
- Wiem. Masz kogoś. Nikt od nich mnie nie toleruje.
- A dlaczego tak jest? - szepnęłam, patrząc w jego oczy.
- Bo wtedy schrzaniłem. - odszepnął. - Przepraszam.
- Dobrze.
Spojrzał na mnie, nie wiedząc, o co mi dokładnie chodzi. Spojrzał głębiej w moje oczy.
- Na razie... - odetchnęłam głębiej. - Szansy nie dostaniesz. Wybaczam Ci, wszystko.
- Boże, Aneta! - przytulił mnie do siebie mocno.
Wtuliłam się w jego ciało najmocniej, jak tylko potrafiłam. Tak cholernie mi tego brakowało, teraz mogłam to przed sobą przyznać.
Pit oderwał się ode mnie i ponownie spojrzał w moje oczy. Objęłam jego szyję i delikatnie się uśmiechnęłam.
On w tym momencie nachylił się i delikatnie mnie pocałował. Przymknęłam oczy, lecz po chwili się odsunęłam.
- Przepraszam. Chciałem sprawdzić Twoją... - nie dokończył. Pocałowałam go czule, mocno do niego przylegając.  Podniósł mnie, bym mogła opleść jego biodra nogami. Tak też zrobiłam. Nie przestawałam go całować. Podszedł kawałek dalej i ostrożnie położył mnie na jednym z leżaków przy basie. Nachylił się nade mną i namiętnie pocałował, wsuwając ostrożnie dłoń pod moją bluzkę.
- Piotrek... - szepnęłam.
Oderwał się ode mnie i uważnie przyjrzał. Pokręciłam głową i odetchnęłam ciężko. On wstał i pomógł mi.
- Wracasz do klubu, czy do pokoju? - zapytał, obejmując mnie w tali i uśmiechając się do mnie.
- Do pokoju... Mam za dużo do ogarnięcia...
- Dasz sobie radę, ja w Ciebie zawsze wierzę! - wyszczerzył się i pocałował mnie w policzek.
- To miłe. Baw się dobrze, a ja uciekam. - musnęłam jego brodę i ruszyłam do hotelu.
            Gdy tylko weszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i skuliłam w kłębek. Co ja wyprawiam? Znowu chcę być zraniona? Znów chcę dać mu szansę? Gdzie mam chłopaka i jest mi z nim dobrze?
''Jasne, Nico Nickiem, a Piotrek tylko Ci w głowie'' - syczała moja podświadomość, a ja przyznawałam jej rację. Nie wiedziałam, co w tej chwili mam robić. Być z Nico i zapomnieć o Piotrku? Teraz? Po tym, co przed chwilą się wydarzyło? Jednego byłam pewna... Nikt nie mógł się dowiedzieć, co się wydarzyło. Jutro pewnie będę miała przekichane, ale to nic. Poradzę sobie, jakoś się wytłumaczę. Teraz muszę wszystko poukładać. Chwilę później już spałam. Spałam niespokojnie do rana...
 

     
           

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział trzynasty.

~ Z punktu widzenia Anety:

              Wybiły późne godzinny nocne, kiedy dostaliśmy się do hotelu. Dlatego, kiedy tylko nas zakwaterowali, udaliśmy się do swoich pokoi. Byłam tak padnięta, że jedyne, co zrobiłam, to zdjęłam koszulkę i spodenki, i chwilę później spałam jak zabita. Podejrzewam, że Nico też, bo  torby, które ustawił przy szafie, stały nieruszone.  Nie dziwię się wcale...
              Obudziłam się około dziewiątej. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że nasze walizki zostały rozpakowane, materac, który wieźliśmy z Polki, był już nadmuchany. Wstałam z łóżka i rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju. Nico nigdzie nie było. Podeszłam do drzwi balkonowych i znalazłam moją zgubę.
Wyszłam na zewnątrz i przytuliłam się do jego nagich pleców. Wspominałam już, że Nico był w samych kąpielówkach...?
- Dzień dobry, Skarbie - szepnęłam, tuląc się do niego.
- Dzień dobry, Kochanie - położył dłoń na moich. - Dawno nie śpisz?
- Jakieś dziesięć może piętnaście minut. A Ty? I dlaczego mnie nie obudziłeś?
- Ja nie śpię od siódmej, Maleńka. Nie miałam serca Cię budzić, słodko spałaś - odwrócił się do mnie przodem i pocałował w czoło.
- Jesteś kochany - wtuliłam się w niego mocno. - Widzę, że jesteś gotowy, by pójść na basen?
- A pewnie, że jestem, nawet materac już nadmuchałem. Mówię Ci, płuca na agrafce! - zaśmiał się, patrząc na mnie.
- A widziałam właśnie. Dobrze, ale najpierw idziemy na śniadanie, bo umieram z głodu. - musnęłam jego usta i weszłam do pokoju. Wygrzebałam swoje bikini i poszłam się przebrać.
Jakiś czas później szliśmy na śniadanie. Rozglądałam się, będąc pod wrażeniem hotelu, jak i tego, co znajduje się na zewnątrz. Fajne było to, że chcąc się dostać do restauracji, trzeba zjechać na poziom minus jeden, przejść przez hol, w którym ustawione były stoły do bilarda, ping-ponga, wyjść na zewnątrz, skręcić w lewo i było się w restauracji. A przynajmniej w tej części, która była na dworze. Cudo!
              Gdy jedliśmy śniadanie, dosiadła się do nas Justynka z Kubą. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Zazwyczaj nie mogli od siebie rąk oderwać, a teraz? Może byli zmęczeni? Muszę o tym z nią porozmawiać. Najlepiej w drodze na basen, bo kawałek drogi było...
- A wy już po śniadaniu? - zaczął Nico, uśmiechając się szeroko.
- Tak. - uciął szybko Kuba, a nam od razy zrzedły miny.  Okay, to już nie było zabawne...
- Justyna, wszystko dobrze? - szepnęłam do niej, odkładając talerzyk.
Ona tylko spojrzała na Kubę, później na mnie i spuściła wzrok. Już wiedziałam, co trzeba zrobić.
Kopnęłam Nico pod stołem, a ten cicho syknął i spojrzał na mnie zdziwiony. Spojrzałam na niego wymownie i przymrużyłam oczy.
- Ee, Kuba, chodź. Pójdziemy zając leżaki... - obaj panowie wstali i ruszyli w stronę basenu.
- Dobra, młoda. To móc, co się dzieje, co? - zapytałam, opierając się wygodnie na krześle.
- Nic takiego.
- Raczej coś poważnego. Najczęściej nie możecie od siebie rąk oderwać, a dziś, co to było?
- Oj no bo...
- No bo co?
- Chodź, powiem Ci w drodze.
Skinęłam tylko głową, wzięłam torbę na ramię i obie ruszyłyśmy w kierunku basenu.
- Więc?
- Jestem w ciąży.
- Naprawdę? No to cudownie! Dlaczego się nie cieszysz? - objęłam ją ramieniem.
- Jeszcze nie powiedziałam Kubie...
- Przecież on chciał tego dziecka... Chyba się nie boisz?
- Trochę... Dobrze, że studia skończyliśmy...
- No to masz mu powiedzieć, jasne? - spojrzałam.
- Ale...
- Nie ma żadnego ''ale''. Mówisz i już.
- Dobrze. - szepnęła.
- A swoją drogą, to baaardzo się cieszę i gratuluję! - przytuliłam ją do siebie.
- Dziękuję - przytuliła się do mnie.
Chwilę później leżałyśmy już na leżakach i opalałyśmy się. Nasi panowie pływali sobie w basenie i jeszcze wtedy nie myślałam, że coś knują.  Za to, co zrobili... Och!
W pewnym momencie na mnie i Justynę chlusnęła woda. Nie wyobrażacie sobie, jak my się darłyśmy. Swoją drogą, bardzo mądrze, Panowie! Na rozgrzane ciała... Ech.
- Nico, nie żyjesz! - wstałam z leżaka i spojrzałam na niego,  kładąc ręce na biodrach.
- Kocham Cię! - pocałował mnie i chwilę później wskoczył do basenu.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na Justynę, która wpatrywała się w Kubę.
- Ekhem, Justyna, to do dzieła, a ja idę się rozliczyć z Panem Uriarte. - puściłam jej oczko i wskoczyłam do basenu ''na główkę''.
- Nie wiedziałem, że umiesz tak skakać... - podpłynął do mnie Argentyńczyk, gdy tylko się wynurzyłam.
- Jeszcze mało rzeczy o mnie wiesz, Skarbie... - objęłam go za szyję i oplotłam nogami w pasie.
- Co nie zmienia faktu, że serce mi stanęło, jak zobaczyłem, co wyrabiasz. Nie rób tak, więcej dobrze?
- Serce mówisz? - poruszyłam zabawnie brwiami. - Kochanie, tato mnie odpowiednio wyszkolił, więc bądź spokojny. Swoją drogą, jest tu tak głęboko, że nawet nie dotknęłam dna rękami.
- Tak, serce, Skarbie! - zaśmiał się. - Naprawdę? No nie wierzę, że nawet nie dotykasz dna palcami tutaj. Spróbujemy? - wyszczerzył się do mnie.
- Nawet nie próbuj! - objęłam go jeszcze mocniej. -  Nie wybaczyłabym Ci tego.
- Uuu, to nawet się do tego nie przymierzam. Kocham Cię, wspominałem? - szepnął, wtulając mnie w siebie.
- Coś mi się tam o uszy obiło... Ja Ciebie też kocham - szepnęłam.
W tym momencie usłyszeliśmy pisk Justyny. Oboje spojrzeliśmy w jej stronę i zobaczyliśmy, jak Kuba kręci kółka z Justyną na rękach. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Czyli mu powiedziała... No czego się miała bać? - powiedziałam do siebie.
- Powiedziała mu o czym? - spytał zdziwiony Nico.
- Że zostaną rodzicami. - uśmiechnęłam się, spoglądając na mojego chłopaka.
- Serio? Oo, to jutro pijemy z Jakubem! - zaśmiał się.
- No, no, no... Tylko, żebyście nie przesadzili.
- My? No kochanie... - zaśmiał się, a chwilę później musnął moje usta.
- Już ja Was znam. - zaśmiałam się i mocniej wtuliłam. - Czyli, impreza w klubie? Cudownie, nie pasuję tam.
- Oszalałaś? Znowu zaczynasz?
- Tak. Za dużo ludzi... Zdecydowanie. Zostanę w pokoju.
- O nie, nie, moja droga! Idziesz ze mną i świętujemy razem z przyszłymi rodzicami.
- Ale no...
Zdanie przerwał mi pocalunek Nico. Odwzajemniłam go czule, wplatając palce w jego włosy.
- Niezmiernie mi miło, że się ze mną zgadzasz! - poruszył zabawnie brwiami i wybuchnął śmiechem.
- Nienawidzę Cię, Uriarte... Swoją drogą, nie widziałeś dziś Klaudii, Wiktorii, Janka i Damiena?
- Widziałem. Poszli na plaże. Rąk od siebie nie odklejają. To oburzające! - nie przestawał się śmiać.
- Odezwał się. - pokazałam mu język.
- Nie mów, że tego nie lubisz... - mruknął i dłońmi zjechał na moje pośladki.
- Nicolas! - zaśmiałam się. - Jesteśmy w miejscu publicznym.
- Zawsze jakaś adrenalina...
- Nienawidzę Cię, wspominałam?
- Owszem. - pocałował mnie czule.
- I tego się trzymajmy. -odwzajemniłam jego pocałunek, mocno go obejmując.
Resztę dnia spędziliśmy całą paczką nad basenem, wygłupiając się i grając w waterpolo. Dziewczyny kontra chłopaki? No cóż... Tak mi przykro, że Panowie przegrali i w ramach tego, musieli przynieść nam pizze.
             Kolejny dzień, a właściwie noc, nie do końca była dla mnie ciekawa. Impreza w klubie = wiele ludzi, OBCYCH LUDZI, pijani, namolni faceci, laski startujące do naszych chłopaków... Nie. To nie dla mnie. Obrałam plan, że zatańczę dwa razy z Nico, raz z Kubą i resztę imprezy przesiedzę w boksie, obserwując imprezowiczów i sącząc drink za drinkiem. Zapowiadała się długa i nudna, przynajmniej dla mnie, noc. Musiałam przeżyć dzień i powiedzieć o moich zamiarach Nico. Ten oczywiście przekonywał mnie, żebym bawiła się ze wszystkimi, ale ja nadal twierdziłam, że to nie dla mnie, i że wolę posiedzieć boksie. Tylko jeszcze wtedy nie wiedziałam, że siedzenie w boksie stworzy mi tyle kłopotu.



poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział dwunasty.

~ Z punktu widzenia Nico:
 


              Obudziłem się około dziewiątej. Aneta jeszcze spała, wtulona w mój tors. Wyglądała pięknie i tak spokojnie. Zapowiadał się jeszcze lepszy dzień niż dnia poprzedniego.
             Wczoraj obroniliśmy tytuł Mistrza Polski. Nie mogłem przestać się uśmiechać. Jak na razie, był to najlepszy dzień w moim życiu. Później spędziłem z Anetą cudowny wieczór i noc. Jest najwspanialszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Wiedziałem już, że to ta jedyna, której potrzebuję i pragnę. I byłem gotów oddać wszystko, żeby tylko spędziła ze mną resztę swojego życia. I nic nie mogło stanąć na drodze do naszego szczęścia. ''Ty nie widzisz, co Nowakowski chce osiągnąć? Właśnie on będzie robił wszystko, żebyście się rozstali!'' - syczała moja podświadomość. Cholerny Piotrek, nagle sobie o niej przypomniał.  I teraz, kiedy jest naprawdę szczęśliwa, musi się wtrącać. Skrzywiłem się, jednocześnie mocniej obejmując Anetę. Schowałem nos w jej włosy i przymknąłem oczy. Nie wyobrażałem sobie tego, że mógłbym ją stracić. I co gorsza, bałem się, że Nowakowski mi ją odbierze. Nie mogę mu na to pozwolić. Nie jemu... Nikomu! Odetchnąłem głębiej i musnąłem ustami jej głowę. W tej samej chwili Aneta się obudziła.
- Długo już nie śpisz? - wyszeptała zaspana, tuląc się do mnie.
- Jakieś dwadzieścia minut. Tak słodko spałaś, że nie miałem serca Cię obudzić. Jak się czujesz?
- Czuję się bardzo dobrze, dziękuję. Może trochę zmęczona i obolała - uśmiechnęła się i mocniej we mnie wtuliła.
- Ale nie żałujesz tego? - spojrzałam na nią, głaszcząc ją po plecach.
- Nie. Nie żałuję. A Ty?
- Bynajmniej. - pocałowałem ją delikatnie i wciągnąłem ją na siebie.
- Co Ty wyprawiasz?
- Przytulam do siebie moją dziewczynę. Masz coś przeciwko...?
- Ależ nie - uśmiechnęła się do mnie i pocałowała czule. Odwzajemniłem to, gładząc ją delikatnie po policzku.
- Nie jesteś głodna? - głaskałem ją po pleckach.
- Jestem... Ale nie chciałam nic mówić...
- Ale po tyłku dostaniesz. Już idę i zrobię śniadanko.
- O nie. Ja dziś robię śniadanie. Przyzwyczaj się, skoro mam z Tobą mieszkać - uśmiechnęła się do mnie, cmoknęła w nos i wstała. Ubrała na siebie moją koszulę i wtedy mnie zamurowało. Wyglądała... Seksownie. Cholernie seksownie. Podparłem się na łokciu i wpatrywałem, jak zapinała po kolei każdy guzik w koszuli.
W pewnym momencie podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się delikatnie.
- Podobam Ci się?

- Oczywiście, ze tak. Jak zawsze - uśmiechnąłem się do niej. Ona podeszła do mnie i musnęła moje usta. 
Jakiś czas później siedzieliśmy razem w kuchni i jedliśmy śniadanie. Uwielbiam, kiedy Aneta gotuje. Wychodzi jej to niesamowicie dobrze. Jak tak dalej pójdzie, to się z nią ożenię!
            Wieczorem tego samego dnia, poszliśmy na imprezę do Karola. Nie mogłem napatrzeć się na Anetę. Cały czas się uśmiechała i widać było, że jest szczęśliwa. A może mi się tylko tak wydawało? Nie! Na pewno tak jest, jestem co do tego przekonany w stu procentach!
            Świętowaliśmy nasze zwycięstwo z całą ekipą. Nie wyobrażałem sobie tego, że mogłoby kogoś dzisiaj zabraknąć. Zwłaszcza, że musieliśmy obgadać nasz wyjazd do Meksyku. Już nie mogłem się doczekać tego. W końcu mogłem trochę odpocząć. 

            Kiedy tańczyłem z Anetą, postanowiłem dyskretnie ją podpytać, czy myślała już o nas trochę bardziej poważnie...
- Kochanie? Cieszysz się, że za tydzień lecimy?
- Bardzo. Zawsze marzyłam o takim wyjeździe. A do tego lecę tam z chłopakiem i przyjaciółmi, cudownie!

- wtuliła się mocniej we mnie.
- Też mi się podoba ta wizja. A co byś powiedziała, gdybyś miała mnie już na zawsze?
- Sugerujesz coś? - szepnęła mi, patrząc w moje oczy.
- Całkiem możliwe... Ale nie teraz, nie w tej chwili. - pocałowałem ją delikatnie.
- Chcę Cię na reszte moje życia, Nico - szepnęła i mocniej się we mnie wtuliła. Podniosłem ją i pocałowałam namiętnie, obejmując z całej siły. Właśnie wstępnie zgodziła się na moje oświadczyny. Teraz tylko muszę działać. ŚWIĘTA! Tak, wtedy się jej oświadczę. Ale teraz przed nami wakacje. To będą najlepsze wakacje w moim życiu...


~ Tydzień później....


~ Z punktu widzenia Anety:


           Nico biegał po lotnisku, jak szalony. Mi za to kazał siedzieć z dziewczynami i cierpliwie czekać.
Nie mogłam tam siedzieć dłużej. Nico stał przy jakimś okienku i rozmawiał z jakąś kobietą. Chociaż ''rozmowa'' to zbyt miękko powiedziane.
- Ale jak to nie ma rezerwacji?! Proszę nie robić ze mnie idioty! Dzwoniłem przedwczoraj i wszystko się zgadzało! - syczał do kobiety Uriarte.
Podeszłam do niego i mocno przytuliłam się do jego pleców.  I poczułam, że w tym momencie trochę się rozluźnił.
- Proszę sprawdzić jeszcze raz... Nicolas Uriarte. - położył dłoń na moich i delikatnie je zaczął gładzić.
- Nicolas Uriarte... Przez ''k'', czy ''c''? - zapytała tamta kobieta, a ja odruchowo mocniej objęłam Argentyńczyka.
- Przez ''c''... - syknął przez zaciśnięte zęby.
Stanęłam na palcach i delikatnie musnęłam jego kark.  Nico mocniej ścisnął moje dłonie.
- Jest rezerwacja. Pan Nicolas Urairte. Przepraszam za wszelkie niedogodności...
- Super. Dziękuję za wyjaśnienie. -  odsunął mnie od siebie i ruszył do reszty. Spojrzałam na niego zaskoczona, jednak po chwili spuściłam głowę.
Nico w tym czasie usiadł koło dziewczyn i zaczął im wszystko opowiadać.
- Nico... Nie to, żeby coś... Ale nie zapomniałeś czegoś, a raczej kogoś spod tego okienka? - Klaudia szturchnęła go łokciem i skazała głową na mnie.
- Matko, Aneta! - zerwał się na równe nogi i podszedł do mnie, natychmiast obejmując mnie w pasie i przyciągając do siebie. - Przepraszam, kochanie. Ale byłem wściekły...
- Rozumiem.
- Nie gniewaj się na mnie... Anetka, kochanie. - szepnął mi do ucha, delikatnie je przygryzając.
- Nico...
- To się więcej nie powtórzy. Nie opuszczę Cię na krok!
- Wariat mój - objęłam jego szyję i mocno sie przytuliłam.
- A Twój! - ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie czule. Odwzajemniłam natychmiast jego pocałunek i mocniej się w niego wtuliłam.
- Poczekaj aż będziemy w Meksyku - szepnęłam.
- Obiecujesz?
- Owszem. - musnęłam jego policzek. - A teraz chodźmy, bo wywołują nasz lot.
- Wreszcie! - wziął mnie za rękę i ruszyliśmy do odprawy.
           W samolocie siedzieliśmy zaraz przy skrzydle.  Trzymałam mocno dłoń Nico i za nic w świecie nie miałam zamiaru jej puścić. No co? Boję się.
Uriatre spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął, a później pocałował mnie w głowę.
- Boisz się?
- Bardzo... A Ty nie?
- Przyzwyczaiłem się - wzruszył ramionami. - Pamiętaj, masz tu mnie, nic Ci nie grozi - uśmiechnął się triumfalnie.
- Mój bohater! - zaśmiałam się cichutko i mocno wtuliłam w jego ramię.
         Kilka minut później samolot ruszył, a następnie zaczęła się nasza podróż do Meksyku. Około dziewięciu godzin spędzonych w samolocie. No, z przesiadką, ale jednak. Nie pozostało mi nic innego, jak wtulić się w mojego chłopaka i zasnąć. I spać aż do przesiadki, a później aż do Meksyku .