piątek, 25 października 2013

Rozdział czwarty.

               - Aaaaaaaaa! Nie wierzę, nie wierzę! - Wiktoria krzyczała mi do słuchawki. - W końcu się zeszliście!
- Nie krzycz mi do ucha! - odsunęłam telefon, a po chwili przyłożyłam ponownie. - Tak, jestem z Nico.
- No przecież to było oczywiste. Chyba każdy widział, że ten koleś nie mógł od Ciebie wzroku oderwać.
- Nie przesadzaj. W sumie to trochę kicha, bo niedługo kończy się sezon.  I jak trener go powoła do reprezentacji, to albo lecę z nim do Argentyny albo zostaję sama w Bełchatowie.
- A jak nie powoła? Czemu Ty od razu piszesz czarne scenariusze?
- Jak tylko spekuluję, spokojnie. Jak go nie powoła, to... Nie, nie mogę tego powiedzieć.
- To co? No weź, zaczęłaś już mówić.
- Nie, nie mogę. Obiecałam Nico, że nic nikomu nie powiem dopóki nie dowiemy się, czy do powoła trener.
- Ale tak się ie robi, gnojku!
- Eee, bo tym bardziej Ci nie powiem!
- No dobra, ale powiedź mi, proszę, proszę! - piszczała do telefonu.
- Okay, ale jak komuś powiesz... To Cię ukatrupię. Jak nie zostanie powołany, to całą ekipą, to znaczy: Ty z tym swoim tam Damienem, Klaudia z Jankiem, ja z Nico, Justyna z Jakubem i  Mariusz z rodziną, o ile nie będzie miał już planów, lecimy do Meksyku! - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Aaaaaaaaa! - ponownie zaczęła krzyczeć do telefonu. Tym razem wiedziałam, co mam zrobić. Rozłączyłam się i położyłam telefon na szafce.
- Trzy, dwa, jeden... - w tej chwili zadzwonił mój telefon. Odebrałam go.
- Już. Już mi przeszło. - zaświadczała Wiktoria.
- Masz szczęście. Nie ciesz się, bo różnie może być... Opowiedz mi lepiej, co z tym Twoim Damienem! - zmiana tematu, to zawsze działa.
- Och, on jest fantastyczny!
Zakochana Wiktoria? A to coś nowego...
           Tego samego dnia, wybrałam się na popołudniowy trening chłopaków. Zbliżał się koniec sezonu, więc treningi były dwa razy cięższe i zazwyczaj trwały dłużej. Korzystając z okazji, mogłam porobić zdjęcia naszych mistrzów, podczas ich pracy.
Weszłam na halę, zajęłam miejsce tuż przy boisku i od razu zaczęłam uwieczniać zmagania chłopaków.
Siedziałam w tym samym miejscu, co zawsze. I jeszcze nigdy nie zdarzyło się, bym oberwała od któregoś z siatkarzy piłką. Aż do dzisiaj...
Byłam tak zaaferowana treningiem chłopaków i robieniem zdjęć, że nawet nie usłyszałam ostrzeżenia Karola: ''Aneta, uważaj!''. I oberwałam piłką w głowę, aparat poleciał dwa metry w górę, a ja sama leżałam jak długa na parkiecie, będąc lekko oszołomiona. Po chwili przy moim boku znalazł się mój chłopak, mój brat i sam sprawca wypadku - Andrzej Wrona.
- Hej, hej, Mała! Wszystko już dobrze? - Mariusz usiadł obok mnie i delikatnie podniósł do pozycji siedzącej.
- Co? Ale, że jak? Moja głowa... Od którego oberwałam? - spojrzałam na chłopaków, lekko się krzywiąc.
- Ee... No ode mnie... Przepraszam. - Przyznał się Andrzej.
- Jak nie ukryje tego podkładem, to wtedy będziesz miał problem - zaśmiałam się cicho.
Nico usiadł za mną i objął mnie od tyłu, tuląc do siebie. Uśmiechnęłam się lekko i przymknęłam oczy.
- Lepiej już? Może poprosić lekarza? - szepnął mi do ucha.
- Jest dobrze. Nie potrzebuję lekarza. A gdzie mój aparat?
- Um... Młoda... - przebąkiwał Karol, trzymając ręce za plecami. - Jest w gorszym, znacznie gorszym stanie niż Ty.. - wyciągnął ręce zza pleców, pokazując mi roztrzaskany aparat.
- Jasna cholera... No to po pracy. - wtuliłam się mocniej w mojego chłopaka.
- Hej, ja Ci odkupię albo w sumie oddam kasę, bo nie znam się na tym sprzęcie...
- Dobra... Już nieważne. Mam jeszcze aparat, to będę pracować z tamtym.
Chłopaki tylko lekko się uśmiechnęli i po chwili wrócili do treningu. Wszyscy oprócz Nico.
- Skarbie, do treningu...
- Wyganiasz mnie już? Anetko... - szepnął mi do ucha, lekko muskając je ustami.
O rany... Jak przyjemnie.
- Idź już... Możesz wpaść do mnie wieczorem? - szepnęłam z nadzieją.
- Pewnie. O dwudziestej pasuje?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się do niego.
Uriate pocałował moją głowę, wstał i wrócił do treningu. Ja ogarnęłam się chociaż trochę i wróciłam do domu.
Tylko weszłam do środka i spojrzałam w lustro. Ok, tylko lekko spuchnięte, czyli nie jest źle... Och, następnym razem usiądę za bandami, będę bezpieczniejsza.
            Wszystko było przygotowane. Dom posprzątany, kolacja przygotowana. Jedyne, co mi pozostało to czekać grzecznie na mojego ukochanego.
Siedziałam na kanapie, oglądając jakiś głupi serial w telewizji, gdy zadzwonił mój telefon. O nie.. To Nico? Chce odwołać spotkanie? Błagam, nie!
- Halo? - odebrałam niepewnie telefon.
- Proszę, nie odkładaj słuchawki...
Było jeszcze gorzej, niż przypuszczałam. Kto dzwonił? Mój były - Piotrek. Cudownie...
- Nie mamy o czym rozmawiać, dobrze o tym wiesz...
- Mamy, właśnie mamy. Możemy się spotkać? Teraz będę w Bełchatowie, sama wiesz.
- Nie, Piotrek, to wykluczone.
- Proszę Cię. Nie zajmie Ci to więcej niż czterdzieści minut.
Westchnęłam ciężko. Cholera... On i tak tu będzie, więc będzie mnie nachodził... A jak się zgodzę, to może mi opuści?
- Dobrze. Spotkajmy się. Tylko ostrzegam. Jeden niewłaściwy ruch i kończymy naszą znajomość, jasne?
- Tak, oczywiście, że tak. Dobrze. Więc... Do wtorku?
- Tak. Cześć. - rozłączyłam się i wyciszyłam telefon.
Kurwa, co ja wyprawiam? Umówiłam się na spotkanie z byłym, kiedy jeszcze mój obecny związek nie jest jeszcze całkowicie stabilny. Jasna cholera.
W tym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. otworzyłam szybko i od razu znalazłam się w ramionach Nico, a nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku.
- Cześć, Piękna. Prześlicznie wyglądasz. Jak się czujesz?
- Witam, kotku. Dziękuję i dziękuję, czuję się już dobrze - lekko się uśmiechnęłam.
Weszliśmy do środka, a ja od razu poszłam do kuchni i po chwili wróciłam z kolacją. Uriarte kupił czerwone wino, które właśnie rozlewał do kieliszków. Mm... Zapowiada się ciekawy wieczór.
Po skończonej kolacji siedzieliśmy z lampkami wina na kanapie i tuliliśmy się do siebie. Tak dobrze mi w jego ramionach... I jego perfumy.. Tak cudowne.
- Kotku... Wiesz, jak bardzo ważna dla mnie jesteś, prawda?
- Coś wspominałeś. - zaśmiałam się cichutko.
- To teraz słuchaj uważanie - ujął moją twarz w dłonie i spojrzał głęboko w oczy. - Kocham Cię, Aneto Wlazły.
Spojrzałam mu głęboko w oczy i uśmiechnęłam się szeroko.
- Też Cię kocham, Nico Uriarte. Bardzo mocno - pocałowałam go i przytuliłam się do niego.
Dłoń Uriarte zawędrowała pod moją sukienkę, na co ja delikatnie się spięłam. Zerknęłam na niego, delikatnie przygryzając swoją wargę.
- Coś nie tak? - szepnął mi do ucha.
- Po prosto... Nigdy nie...
- Rozumiem. Poczekaj, bo mówiłaś mi, że Piotrek Cię zdradził. Dlatego, że Ty nie chciałaś...?
- Tak, dlatego... Po prostu, daj mi trochę czasu, dobrze?
- Oczywiście - pocałował mnie delikatnie, tuląc do siebie.
Wtuliłam się w niego z całej siły. Jak dobrze, że Nico mnie zrozumiał. Jest cudowny, najwspanialszy.
Resztę spotkania spędziliśmy na rozmowie. Szczerej rozmowie. Argentyńczyk wiele mi o sobie opowiadał, o swojej rodzinie. Potem ja opowiadałam mu o swojej. Powiedziałam mu o siebie wszystko. Dosłownie.
Nie chcę mieć przed nim żadnych tajemnic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz