czwartek, 31 października 2013

Rozdział szósty.

~ Z punktu widzenia Anety:

               Dzień moich urodzin nadszedł tak szybko, że nawet  nie zdążyłam się dobrze ogarnąć, co i jak, gdzie i z kim, i o której... Dobrze, że Nico wczoraj przyjechał i pomógł mi ze wszystkim, bo inaczej mogłabym niczego nie zrobić na czas. Nawet nie sądziłam, że Uriarte potrafi tak dobrze gotować...
               Od godziny szesnastej zaczynali się wszyscy zbierać. Nico był u mnie dużo wcześniej i postanowił zostać na noc. W sumie, dlaczego nie zaproponowałam mu, by przeprowadził się do mnie?  A, no tak. Od jego domu było bliżej na halę, a ode mnie... No cóż, spory kawałek.
Gdy zebrali się wszyscy, zaczęli wręczać mi prezenty, składać życzenia i śpiewać sto lat. To takie miłe, że wszyscy pamiętali... No prawie, bo mój brat nie przyjechał. Cudownie...
Impreza rozkręcała się z godziny na godzinę. Kto to wszystko rozkręcił? Oczywiście Karol i Andrzej!
Na nich można polegać i nigdy się nie zawodzi.
               Będąc zmęczona, odeszłam na bok i zaczęłam oglądać swoje prezenty urodzinowe. Były cudowne! Zaczynając od śmiesznych gadżetów, bo bilety, biżuterię. Wśród nich dostałam to, co oglądałam ostatnio w galerii. I dokładnie wiedziałam od kogo to. Podeszłam do Klaudii i przytuliłam ją mocno.
- Nie ma za co, Złomie! - zaśmiała się, przytulając mnie do siebie.
- Kocham Cię, Mała. Dziękuję, naprawdę. Masz gust - zaśmiałam się wesoło.
- Ha, mowa. Ale musiałam się kitrać, żebyś nie widziała, że Cię obserwowałam wtedy! Nawet sobie tego nie wyobrażasz!
- Nie jestem w stanie! - zaśmiałam się.
- Co dostałaś od Nico? - zerknęła na mnie, lekko uśmiechając się.
- A to. - pokazałam jej złotą bransoletkę. - Cudowna, prawda?
- Prześliczna! Ma chłopak gest...
- W końcu wiedziałam, kogo biorę, nie? - zerknęłam na nią, a po chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Chwilę później przy moim boku znalazł się Uriarte, prosząc byśmy odeszli na bok i porozmawiali. Wzięłam go za rękę i udaliśmy się do kuchni.
- O co chodzi, Skarbie? - spojrzałam na niego, siadając na blacie mebli.
- Jak Ci się podoba prezent? - zapytał, stając przede mną.
- Bransoletka jest przecudowna! Zakochałam się w niej.
- No, no... Żebyś o mnie nie zapomniała czasem - zaśmiał się, stając między moimi nogami, i obejmując w pasie.
- Nie zapomnę, na pewno - pocałowałam go w policzek.
- A wiesz, że to jeszcze nie koniec?
- No, impreza trwa i pewnie trwać będzie, mimo tego, że jutro macie mecz.
- Nie mówię o imprezie, kochanie. Poczekaj tu - musnął mój policzek i wyszedł z kuchni.
Po chwili wrócił do mnie, trzymając w ręce pudełko w ozdobnym papierze. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- A co to jest?
- Otwórz i zobacz - powiedział, stawiając paczkę na stole.
Zeskoczyłam z blatu, podeszłam do stołu i od razu zaczęłam odpakowywać.  Nawet nie odpakowywałam dalej, gdy ujrzałam na pudełku dwie pierwsze litery słowa ''Canon''. Rzuciłam się Nico na szyję i przytuliłam się do niego z całej siły. Ten tylko się zaśmiał i objął mnie mocno.
- Jeszcze raz, Kochanie, wszystkiego najlepszego. - szepnął mi do ucha, delikatnie je całując.
- Jesteś niesamowity, dziękuję - również szepnęłam, mocno się do niego tuląc.
- Skarbie, udusisz mnie - zaśmiał się cicho Uriarte.
- No już, już. - odsunęłam się od niego i szerokim uśmiechem.
- Więc, jutro testujesz sprzęt?
- Jak najbardziej. A Ty będziesz miał zdjęć najwięcej.
- Jak zwykle... - zaśmiał się.
Po chwili i ja zaczęłam się śmiać. Taka prawa, że mój Nico miał zawsze najwięcej zdjęć z meczów, czy treningów. Miłość, cóż zrobić?
Po jakiś 30 minutach usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Podeszłam tam i je otworzyłam a w nich przywitał mnie Mariusz z Dorotą.
- No, Paskudo, chyba nie myślałaś, że zapomniałem o Twoich urodzinach, co? - wyszczerzył się do mnie, wręczając mi bukiet róż.
- Szczerze? Ty nigdy nie pamiętałeś o moich urodzinach! - zaśmiałam się i przytuliłam do niego.
- Wiem, wiem, ale zawsze ktoś mi, prędzej, czy później przypominał. Najlepszego, Mała - uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek. - Ode mnie róże i mały dodatek - uśmiechnął się, a przy mnie znalazła się Dorota, która zaczęła składać mi życzenia i dając prezent.
             Około północy w domu zostałam tylko ja i Nico. Sprzątając salon uświadomiłam sobie, że to dziś mam spotkać się z Piotrkiem. Od razu się podłamałam i gdy tylko skończyłam sprzątać, wzięłam prysznic i udałam się do sypialni, by obejrzeć resztę prezentów. Nico w tym czasie brał prysznic, więc mogłam na spokojnie wszystko obejrzeć.
Pierwszy otworzyłam prezent od Mariusza. Znając Mariusz, to mogło być wszystko...
Otworzyłam torebkę, w której znajdowały się perfumy 'Bruno Banani' i jedno mniejsze, czerwone pudełko.
Trafił z perfumami, moje ulubione. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wzięłam do rąk pudełeczko, od razu je otwierając. Szczęka mi opadła... Mrugnęłam kilkakrotnie, patrząc na złoty zegarek z cyrkoniami wokół tarczy. Wyszczerzyłam się, jak głupia i pierwsze, co zrobiłam to napisałam do Mariusza, że mnie zatkało, a jutro podziękuję mu jeszcze raz osobiście. Jutro... Piotrek, spotkanie... Na pewno tego chcę?
Odłożyłam prezenty na bok, wsunęłam się pod kołdrę, wtuliłam głowę w poduszkę. Chwilę później czułam jak ugina się materac pod ciężarem Nico, a chwilę później poczułam na policzku jego usta i usłyszałam przy uchu 'Dobranoc, kochanie'. Wtuliłam się mocniej w poduszkę i zapadłam w niespokojny sen.



~ Z punktu widzenia Nico:
     
        Na urodzinach Anety było tyle osób, że z trudem mogłem znaleźć chwilę by z nią porozmawiać.
W końcu udało mi się wyciągnąć do kuchni. Dziwnym trafem usiadła na blacie mebli, tak jak chciałem.
Chwilę porozmawialiśmy, a w końcu powiedziałem jej, że mam jeszcze jeden prezent. Gdy postawiłem ten prezent na stole, a ona zaczęła go odpakowywać, czekałam zniecierpliwiony na jej reakcję. Nie zorientowałem się, kiedy Aneta znalazła się w moich ramionach, tuląc się do mnie z całej siły.
Uff, prezent się jej spodobał. Muszę postawić za Mariuszowi flaszkę, w końcu mi pomógł.  Mogłem się spodziewać, że najwięcej zdjęć z jutrzejszego meczu będę miał ja. Jak zawsze zresztą. Ale to takie fajne. Nie to, że lubię siebie oglądać, bo nie lubię. W każdym razie, nie mogłem doczekać się jutra. Zaraz, zaraz...
Czy czasem jutro Aneta nie ma się spotkać z Nowakowskim? Cholera, zapomniałem.
       W połowie imprezy pojawił się Mariusz z żoną - Dorotą. Tyle dobrze, bo będzie kolejna osoba do pogadania. Musimy zrobić porządną imprezę urodzinową dla Anety. Taką... Taką naprawdę porządną, a ja z Mariuszem już o to zadbam.
Usiadłem koło Mańka i zacząłem rozmowę. Jego siostry nie było nigdzie widać, więc mogliśmy na spokojnie wszystko ustalić. Zacząłem mu wszystko tłumaczyć.
- Ty, dobrze mówisz. Tylko, że teraz nie ma za bardzo kiedy.
- Wiem o tym. Może w tym całym Meksyku? A właśnie... Lecisz z nami?
- No właśnie nie mogę, mamy plany związane z moją rodzinką. Aneta już wie?
- Wie, że jeżeli nie dostanę powołania, lecimy. Ale tego, że go nie dostałem, jeszcze nie wie.
- Więc jej to jak najszybciej oznajmij, bo się wkurzy, wiesz.
- Tak, no wiem. To co z imprezą...?
- No ja Ci nie pomogę, bo z Wami nie lecimy. Ale dobry plan z tym Meksykiem - uśmiechnął się.
- Czyli tam trzeba wszystko ustalić... Mam nadzieję, że się uda.
- Oj, ja coś czuję, że się uda. I to bardzo dobrze. - wyszczerzył się do mnie, tym swoim wiele znaczącym uśmiechem. Oho, Wlazły ma plan...
       Gdy sprzątaliśmy dom, Aneta nagle zrobiła się cicha. Może była zmęczona? Rozważałem wiele opcji, ale nagłe mnie olśniło. Ona też się nie cieszy, że idzie na spotkanie z Piotrkiem.  Ulżyło mi troszkę, bo bałem się, że ona o nim jeszcze nie zapomniała. Obym się nie mylił...
Brałem prysznic, gdy Aneta siedziała w sypialni i oglądała prezenty. Może chociaż teraz poprawi się jej humor. Gdy wyszedłem z łazienki, Aneta już spała. A przynajmniej tak mi się wydawało. Pocałowałem ją w policzek, szepcząc jej do ucha 'dobranoc'. Delikatnie ją objąłem, wtulając głowę w poduszkę i zapadając w głęboki sen.

poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział piąty.

    ~ Z punktu widzenia Nico:


              Wczoraj powiedziałam Anecie, że ją kocham. Tak strasznie się bałem. Niby dawała mi wcześniej znaki, że tu już w grę nie wchodzi sama przyjaźń, ale nie mniej jednak trochę się stresowałem. Ale skończyło się dobrze. Chciałem posunąć się o krok dalej. Ale Aneta wtedy spanikowała. Nie wiedziałem, co się stało. I wtedy właśnie dowiedziałem się, dlaczego Piotrek ją zdradził. Co za kretyn z niego. Niech go tylko spotkam... Właśnie. Aneta się z nim spotyka we wtorek w południe. Nie podoba mi się to, tak bardzo, ale co mogę zrobić? Mam nadzieję, że Nowakowski nic nie odwali.
Dowiedziałem się wczoraj, kiedy Aneta ma urodziny. Po ostatnim wydarzeniu na hali i po rozwaleniu jej aparatu, postanowiłem kupić jej jakiś na urodziny. A kto zna się najlepiej w tej kwestii? No oczywiście, że Mariusz!
             Zadzwoniłem do niego, gdy tylko wyszedłem z domu Anety i wsiadłem do samochodu. Odebrał po czwartym sygnale.
- No cześć, mój przyszły szwagrze! - zaśmiał się do słuchawki.
- Cześć, Mariusz. Słuchaj, potrzebuję Twojej rady. Jesteś teraz w domu? Mogę wpaść?
- Jestem w domu i możesz wpaść, tylko powiedz mi, w czym ja Ci mam pomóc?
- Pogadamy, jak będę u Ciebie. - rozłączyłem się.
Odpaliłem samochód i od razu ruszyłem w kierunku domu Mariusza. Po dwudziestu minutach byłem pod jego domem. Zaparkowałem i udałem się do środka.
- Więc mów, co to za rada ma być.
- Jak wiesz, Anety aparat jest w rozsypce. I tak sobie pomyślałem, że na urodziny kupię jej jakiś porządny sprzęt, a nikt nie zna się lepiej na tym niż Ty, dlatego też chcę zaciągnąć wiedzy od Ciebie.
- Och, schlebiasz mi, naprawdę! - zaczął się śmiać. - Swoją drogą, zapomniałem, że Ona ma urodziny. W poniedziałek, dobrze myślę?
- Zgadza się. W sumie dzisiaj to bez sensu gdzieś jechać... Może jutro? Masz jakieś plany?
- No właśnie sam miałem jechać po sprzęt, więc pojedziemy razem. I też muszę tej małej Paskudzie coś kupić...
- Ej, to moja dziewczyna, jak Ty ją nazywasz?
- To z miłości! - zaczął się śmiać.


~ Z punktu widzenia Anety:
         Noc z Nico niesamowicie szybko mi zleciała. Dowiedziałam się o nim wszystko. Dosłownie wszystko.
Przyjaźniliśmy się tyle lat, a ja połowę rzeczy dowiedziałam się o nim dopiero wczoraj w nocy. Nico chciał się ze mną kochać... Spanikowałam. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Przez Piotrka.. Ech.
 Rano, gdy wyszedł z mojego domu, siedział długo w samochodzie i rozmawiał z kimś przez telefon. Ciekawe z kim to romansował zaraz po pożegnaniu się ze mną?
Postanowiłam spotkać się z dziewczynami. Z nimi będę mogła spokojnie porozmawiać.
Niewiele myśląc, chwyciłam telefon i wybrałam numer Klaudii.
- Cześć, Mała!
- Ee, cześć. Dopiero wstałam... Janek przyjechał i wiesz...
- Och, biedna. Aż tak Cię wymęczył?
- Zdecydowanie - powiedziała o wiele radośniejszym głosem. - A dzwonisz w jakiej sprawie?
- Chciałabym się spotkać. No wiesz, babskie spotkanie. Ja, Ty, Wika i Justyna.
- Ooo, coś się wydarzyło!
- Ee, prawie... To nie na telefon. Szesnasta w kawiarni na rynku?
- Jasne. Do zobaczenia
- Na razie. - rozłączyłam się.
Ten sam telefon wykonałam do Wiktorii i Justyny i dziwnym trafem one też były święcie przekonane, że coś się wydarzyło. Och, za długo przebywamy ze sobą, by coś przed sobą ukryć. Cóż... Nie wiedziały, że mam zamiar spotkać się z Piotrkiem... Powinnam im o tym powiedzieć?
          W kawiarni byłam pierwsza. Zajęłam stolik dla czterech osób, zamówiłam cztery latte, dwie szarlotki, jedno ciasto czekoladowe i sernik. Już ja wiem, co one lubią.
Druga do kawiarni weszła Justyna. Przywitałam się z nią buziakiem w policzek.
- A co Ty taka szczęśliwa Justynko, co? - uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Ach, kochana. Z Kubą jest tak cudownie. Staramy się o maluszka - wyszczerzyła się do mnie.
- Naprawdę? No to wspaniale!
- Prawda? Tak bardzo go kocham... - oparła brodę o rękę.
- To widać - uśmiechnęłam się delikatnie.
Jako trzecia do kawiarni weszła Klaudia, a zaraz za nią Wiktoria. Przywitałyśmy się, one zajęły swoje miejsca przy stoliku, a chwilę później dostałyśmy swoje zamówienia.
- Aneta, jak Ty nasz znasz! - zaczęła się śmiać Klaudia.
Zaśmiałam się głośno i upiłam łyk kawy, a następnie zjadłam kawałek szarlotki.
- To, po co nas tu ściągnęłaś, hm? Opowiadaj.
- Są w sumie dwie sprawy... Pierwsza, to taka, że... - zaczęłam opowiadać o tym, co działo się wczoraj.
Dziewczyny uważnie słuchały i doradzały mi, co i jak. Jednak z tą rzeczą, powiedziały mi, że to moja sprawa i to zależy tylko ode mnie. No cóż, tu się muszę z nimi zgodzić.
- A ta druga sprawa? - zapytały równocześnie Justyna i Klaudia, a po chwili obie wybuchnęły śmiechem.
- No to... We wtorek spotykam się z Piotrkiem... - ściszyłam głos.
- Z kim się spotykasz? - zapytała dobitnie Wiktoria.
- Z Nowakowskim...
- No to ja nie mam pytań! - odparła Klaudia, mrożąc mnie wzrokiem.
- Och, nigdy go nie lubiłam, nigdy! I zawsze byłam przeciwna waszemu związkowi.
- Tak, tak. Wiem...
- No i co z tego, ze wiesz?! Spotkasz się z nim, zawróci Ci w głowie i znów skrzywdzi! Tego chcesz?! - syczała Wiktoria.
- Ale Wika...
- Nie ma ''ale''. Przypominam Ci, że masz faceta - Nico. On chociaż o tym wie?
- Naturalnie.
- Tyle dobrze. - westchnęła ciężko i zaczęła jeść sernik.
- Wiesz co... Ja nie miałam nic do Pita, ale tu się zgadzam z Wiką - kontynuowała Klaudia. - Nie wiadomo czego może chcieć.
- Ale ja mu powiedziałam, że jeden niewłaściwy ruch i z naszą znajomością koniec.
- No! Mądrą mam kuzynkę! Słyszałyście laski? Poradzi sobie z tym całym lovelasem Nowakowskim.
Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem. Zmieniłyśmy temat i rozmawiałyśmy o babskich pierdołach.
Po kawie i ciastku wybrałyśmy się na zakupy. Klaudia, Justyna i Wika krążyły po wszystkich sklepach i koniec końców, nie kupiły nic. Ja weszłam do dwóch konkretnych sklepów, z czego w jednym wypatrzyłam sobie prezent urodzinowy. Był to śliczny zestaw srebrnej biżuterii. Jutro albo w poniedziałek tu wrócę i go sobie kupię.
Po zakupach każda rozeszła się w swoją stronę. W pewnej chwili poczułam w kieszeni wibrację telefonu.
Odebrałam,  nawet nie patrząc, kto dzwonił.
- Tak?
- Nie ma Cię w domu, czy jesteś na mnie śmiertelnie obrażona i nie chcesz mnie wpuścić do środka?
- Nie ma mnie w domu, głupku. Będę za jakieś dziesięć minut, wytrzymasz?
- Czy ja wiem...
- Nico!
- Dobrze, poczekam. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też - rozłączyłam się i przyśpieszyłam kroku.
Po dziesięciu minutach byłam już pod domem. Nico czekał w samochodzie, więc podeszłam i zapukałam delikatnie. Od razu wysiadł i objął mnie w pasie.
- No, ja w sumie na sekund pięć do Ciebie. - pocałował mnie delikatnie. - Co chcesz na urodziny?
- Nic nie chcę, Skarbie. Po prostu przyjdź i bądź ze mną przez cały dzień.
- Dobra, to ja coś wymyślę - pocałował mnie ponownie, ale tym razem bardziej żarliwie. Odwzajemniłam jego pocałunek, wplatając place w jego włosy. Oparłam się o maskę samochodu, obejmując za szyję Nico.
Argentyńczyk spojrzał na mnie zdziwiony, ale i zadowolony.
- Tutaj?
- Nie... Nie dziś.
- Och, nakręcasz, nakręcasz, a potem nic. - zaśmiał się i cmoknął mnie w nos. - Jakie plany na jutro?
- Siedzę w domu. Coś na poniedziałek może zrobię... W końcu cała ekipa będzie u mnie, no nie?
- O rany, no wiem... Co to za urodziny bez alkoholu...
- Takie, że we wtorek macie mecz.
- Wiem. A Ty spotykasz się z Nowa...
- Tak, wiem. Możemy tego nie drążyć? Proszę.
- Nie denerwuj się. - pocałował mnie w głowę. - Wpadnę do Ciebie jutro i Ci pomogę, ok? Około 16?
- Dobrze, będę czekać. A teraz idę popracować. Do jutra - pocałowałam go i ruszyłam w stronę wejścia do domu.
- Do jutra, Mała. - uśmiechnął się, wsiadł do auta i pojechał do domu.
Moim zadaniem było zgranie, przerobienie i wrzucenie na stronę zdjęć chłopaków z treningu. Cóż, zdążyłam uwiecznić ich trening, jeszcze przed tym, jak mój aparat został zmasakrowany.
Usiadłam przy komputerze i zaczęłam działaś. Zapowiadał się długi, długi wieczór z setkami zdjęć, gorącą czekoladą i polskim reggae w tle.

piątek, 25 października 2013

Rozdział czwarty.

               - Aaaaaaaaa! Nie wierzę, nie wierzę! - Wiktoria krzyczała mi do słuchawki. - W końcu się zeszliście!
- Nie krzycz mi do ucha! - odsunęłam telefon, a po chwili przyłożyłam ponownie. - Tak, jestem z Nico.
- No przecież to było oczywiste. Chyba każdy widział, że ten koleś nie mógł od Ciebie wzroku oderwać.
- Nie przesadzaj. W sumie to trochę kicha, bo niedługo kończy się sezon.  I jak trener go powoła do reprezentacji, to albo lecę z nim do Argentyny albo zostaję sama w Bełchatowie.
- A jak nie powoła? Czemu Ty od razu piszesz czarne scenariusze?
- Jak tylko spekuluję, spokojnie. Jak go nie powoła, to... Nie, nie mogę tego powiedzieć.
- To co? No weź, zaczęłaś już mówić.
- Nie, nie mogę. Obiecałam Nico, że nic nikomu nie powiem dopóki nie dowiemy się, czy do powoła trener.
- Ale tak się ie robi, gnojku!
- Eee, bo tym bardziej Ci nie powiem!
- No dobra, ale powiedź mi, proszę, proszę! - piszczała do telefonu.
- Okay, ale jak komuś powiesz... To Cię ukatrupię. Jak nie zostanie powołany, to całą ekipą, to znaczy: Ty z tym swoim tam Damienem, Klaudia z Jankiem, ja z Nico, Justyna z Jakubem i  Mariusz z rodziną, o ile nie będzie miał już planów, lecimy do Meksyku! - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Aaaaaaaaa! - ponownie zaczęła krzyczeć do telefonu. Tym razem wiedziałam, co mam zrobić. Rozłączyłam się i położyłam telefon na szafce.
- Trzy, dwa, jeden... - w tej chwili zadzwonił mój telefon. Odebrałam go.
- Już. Już mi przeszło. - zaświadczała Wiktoria.
- Masz szczęście. Nie ciesz się, bo różnie może być... Opowiedz mi lepiej, co z tym Twoim Damienem! - zmiana tematu, to zawsze działa.
- Och, on jest fantastyczny!
Zakochana Wiktoria? A to coś nowego...
           Tego samego dnia, wybrałam się na popołudniowy trening chłopaków. Zbliżał się koniec sezonu, więc treningi były dwa razy cięższe i zazwyczaj trwały dłużej. Korzystając z okazji, mogłam porobić zdjęcia naszych mistrzów, podczas ich pracy.
Weszłam na halę, zajęłam miejsce tuż przy boisku i od razu zaczęłam uwieczniać zmagania chłopaków.
Siedziałam w tym samym miejscu, co zawsze. I jeszcze nigdy nie zdarzyło się, bym oberwała od któregoś z siatkarzy piłką. Aż do dzisiaj...
Byłam tak zaaferowana treningiem chłopaków i robieniem zdjęć, że nawet nie usłyszałam ostrzeżenia Karola: ''Aneta, uważaj!''. I oberwałam piłką w głowę, aparat poleciał dwa metry w górę, a ja sama leżałam jak długa na parkiecie, będąc lekko oszołomiona. Po chwili przy moim boku znalazł się mój chłopak, mój brat i sam sprawca wypadku - Andrzej Wrona.
- Hej, hej, Mała! Wszystko już dobrze? - Mariusz usiadł obok mnie i delikatnie podniósł do pozycji siedzącej.
- Co? Ale, że jak? Moja głowa... Od którego oberwałam? - spojrzałam na chłopaków, lekko się krzywiąc.
- Ee... No ode mnie... Przepraszam. - Przyznał się Andrzej.
- Jak nie ukryje tego podkładem, to wtedy będziesz miał problem - zaśmiałam się cicho.
Nico usiadł za mną i objął mnie od tyłu, tuląc do siebie. Uśmiechnęłam się lekko i przymknęłam oczy.
- Lepiej już? Może poprosić lekarza? - szepnął mi do ucha.
- Jest dobrze. Nie potrzebuję lekarza. A gdzie mój aparat?
- Um... Młoda... - przebąkiwał Karol, trzymając ręce za plecami. - Jest w gorszym, znacznie gorszym stanie niż Ty.. - wyciągnął ręce zza pleców, pokazując mi roztrzaskany aparat.
- Jasna cholera... No to po pracy. - wtuliłam się mocniej w mojego chłopaka.
- Hej, ja Ci odkupię albo w sumie oddam kasę, bo nie znam się na tym sprzęcie...
- Dobra... Już nieważne. Mam jeszcze aparat, to będę pracować z tamtym.
Chłopaki tylko lekko się uśmiechnęli i po chwili wrócili do treningu. Wszyscy oprócz Nico.
- Skarbie, do treningu...
- Wyganiasz mnie już? Anetko... - szepnął mi do ucha, lekko muskając je ustami.
O rany... Jak przyjemnie.
- Idź już... Możesz wpaść do mnie wieczorem? - szepnęłam z nadzieją.
- Pewnie. O dwudziestej pasuje?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się do niego.
Uriate pocałował moją głowę, wstał i wrócił do treningu. Ja ogarnęłam się chociaż trochę i wróciłam do domu.
Tylko weszłam do środka i spojrzałam w lustro. Ok, tylko lekko spuchnięte, czyli nie jest źle... Och, następnym razem usiądę za bandami, będę bezpieczniejsza.
            Wszystko było przygotowane. Dom posprzątany, kolacja przygotowana. Jedyne, co mi pozostało to czekać grzecznie na mojego ukochanego.
Siedziałam na kanapie, oglądając jakiś głupi serial w telewizji, gdy zadzwonił mój telefon. O nie.. To Nico? Chce odwołać spotkanie? Błagam, nie!
- Halo? - odebrałam niepewnie telefon.
- Proszę, nie odkładaj słuchawki...
Było jeszcze gorzej, niż przypuszczałam. Kto dzwonił? Mój były - Piotrek. Cudownie...
- Nie mamy o czym rozmawiać, dobrze o tym wiesz...
- Mamy, właśnie mamy. Możemy się spotkać? Teraz będę w Bełchatowie, sama wiesz.
- Nie, Piotrek, to wykluczone.
- Proszę Cię. Nie zajmie Ci to więcej niż czterdzieści minut.
Westchnęłam ciężko. Cholera... On i tak tu będzie, więc będzie mnie nachodził... A jak się zgodzę, to może mi opuści?
- Dobrze. Spotkajmy się. Tylko ostrzegam. Jeden niewłaściwy ruch i kończymy naszą znajomość, jasne?
- Tak, oczywiście, że tak. Dobrze. Więc... Do wtorku?
- Tak. Cześć. - rozłączyłam się i wyciszyłam telefon.
Kurwa, co ja wyprawiam? Umówiłam się na spotkanie z byłym, kiedy jeszcze mój obecny związek nie jest jeszcze całkowicie stabilny. Jasna cholera.
W tym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. otworzyłam szybko i od razu znalazłam się w ramionach Nico, a nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku.
- Cześć, Piękna. Prześlicznie wyglądasz. Jak się czujesz?
- Witam, kotku. Dziękuję i dziękuję, czuję się już dobrze - lekko się uśmiechnęłam.
Weszliśmy do środka, a ja od razu poszłam do kuchni i po chwili wróciłam z kolacją. Uriarte kupił czerwone wino, które właśnie rozlewał do kieliszków. Mm... Zapowiada się ciekawy wieczór.
Po skończonej kolacji siedzieliśmy z lampkami wina na kanapie i tuliliśmy się do siebie. Tak dobrze mi w jego ramionach... I jego perfumy.. Tak cudowne.
- Kotku... Wiesz, jak bardzo ważna dla mnie jesteś, prawda?
- Coś wspominałeś. - zaśmiałam się cichutko.
- To teraz słuchaj uważanie - ujął moją twarz w dłonie i spojrzał głęboko w oczy. - Kocham Cię, Aneto Wlazły.
Spojrzałam mu głęboko w oczy i uśmiechnęłam się szeroko.
- Też Cię kocham, Nico Uriarte. Bardzo mocno - pocałowałam go i przytuliłam się do niego.
Dłoń Uriarte zawędrowała pod moją sukienkę, na co ja delikatnie się spięłam. Zerknęłam na niego, delikatnie przygryzając swoją wargę.
- Coś nie tak? - szepnął mi do ucha.
- Po prosto... Nigdy nie...
- Rozumiem. Poczekaj, bo mówiłaś mi, że Piotrek Cię zdradził. Dlatego, że Ty nie chciałaś...?
- Tak, dlatego... Po prostu, daj mi trochę czasu, dobrze?
- Oczywiście - pocałował mnie delikatnie, tuląc do siebie.
Wtuliłam się w niego z całej siły. Jak dobrze, że Nico mnie zrozumiał. Jest cudowny, najwspanialszy.
Resztę spotkania spędziliśmy na rozmowie. Szczerej rozmowie. Argentyńczyk wiele mi o sobie opowiadał, o swojej rodzinie. Potem ja opowiadałam mu o swojej. Powiedziałam mu o siebie wszystko. Dosłownie.
Nie chcę mieć przed nim żadnych tajemnic.

środa, 23 października 2013

Rozdział trzeci.

               - A teraz musimy poważnie porozmawiać. - odsunął mnie na długość ramion i spojrzał uważnie w oczy.
- No to rozmawiajmy - uśmiechnęłam się do niego ciepło.
- Podobasz mi się, nawet bardzo. A jesteśmy przyjaciółmi... I nie chciałbym tego zniszczyć przez to, co do Ciebie czuję.
- A co takiego czujesz? - spytałam cicho. Oby czuł to samo, co ja, błagam!
- Chyba Cię polubiłem, wiesz? Ale tak bardzo, bardzo, bardzo.
- Wydaje mi się, że ja Ciebie też. I tu już nie chodzi o samą przyjaźń, prawda?
- Tak. To już nie jest przyjaźń, To coś więcej, ale na razie nie zapeszajmy, dobrze?
Słucham? Nie zapeszajmy? Co Ty, do cholery, do mnie czujesz?!
- No dobrze. Nie ma sprawy. - objęłam go mocno się do niego przytuliłam. On przytulił mnie jeszcze mocniej, gładząc po plecach. Och, tak mi dobrze w jego ramionach. Znamy się tyle lat... Wiemy o sobie wszystko. Coraz bardziej chciałam być już w domu, w Bełchatowie.
Ruszyliśmy w kierunku autobusu, i gdy byliśmy już tuż przed nim, okazało się, że jest naprawiony i  wszyscy na nas czekają. Weszliśmy do autobusu i każde z nas zajęło swoje miejsce. Po chwili jednak Nico zajął miejsce koło mnie, mocno obejmując i tuląc do siebie. Było już naprawdę dobrze i chyba mogło być lepiej, prawda?


                                                                            ~*~


            Justyna właśnie wracała z uczelni, kiedy zadzwoniłam do niej, że jestem już w domu, cała i zdrowa.
Umówiłyśmy się na sobotę, żeby wszystko obgadać, a sama miałam czym się pochwalić.
Justyna siedziała w domu, gdy zadzwonił do niej Kuba - jej narzeczony.
- Halo? - odebrała telefon.
- Cześć, Skarbie. Ty już skończyłaś zajęcia?
- No tak, jakieś półtorej godziny temu. Dlaczego pytasz?
- Bo widziałem Gośkę, która sama wracała, więc tak się zastanawiałem... Jesteś w domku?
- Aa. No, ona dzisiaj musiała zostać dłużej, nie wiem dlaczego. Jestem i czekam na Ciebie z obiadkiem - zaśmiała się do słuchawki.
- O, widzisz. Perfekcyjna pani domu i moja przyszła żona. To będę za piętnaście minut. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też, Skarbie. - po tych słowach rozłączyła się.
Piętnaście minut później, do domu wszedł Kuba, krzycząc od wejścia: ''Kochanie, jestem w domu!''
Justyna podeszła do niego i mocno przytuliła.
- Ale nie musisz krzyczeć od progu, Skarbie - zaśmiała się, wtulając w jego ciało.
- Oj, no dobrze, już nie będę. - przytulił ją do siebie mocno, zsuwając dłonie na jej pośladki i delikatnie je zaciskając.
- Kochanie... - mruknęła cicho, zerkając na niego.
- Słucham Cię? - szepnął jej do ucha, delikatnie muskając je nosem.
- Znów masz ochotę? - szepnęła cichutko, obejmując go za szyję.
- Ja zawsze mam ochotę - zaśmiał się wesoło. - Więc? Co z tym zrobimy, hm? - przyciągnął ją do siebie stanowczo, całując jej szyję.
- Ja nie wiem, co Cię tak do mnie ciągnie... Przecież nic takiego nie robię...
- Wystarczy, że jesteś. A jak widzę, jak poruszasz biodrami... Nawet na uczelni. I muszę się gryźć po rękach, żeby się do Ciebie nie dobrać! - uśmiechnął się znacząco.
- Och, aż tak? Ale lepiej nie gryź, bo ręce są dość ważne w prace kardiologa.
- Ale ja lubię gryźć - zaśmiał się.
- Wiem, Skarbie. Ale Twoje rączki - uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
- Ale ja Ciebie będę gryzł! - zaśmiał się i zrobił jej malinkę na szyi.
Justyna roześmiała się na głos. I objęła go mocniej.
- Ja tam wolę drapanie...
- Ponoć drapanie podczas seksu jest super... Sprawdzamy? - wyszczerzył się do niej.
- A może innym razem, Boski Jakubie?
- No dobrze, Pani Justyno! - uśmiechnął się i pocałował ją słodko w usta. - W ogóle, to chciałbym o czymś z Tobą porozmawiać, kochanie.
- O czym? Mam się bać? - zerknęła na niego wchodząc do kuchni.
- Nie masz. A przynajmniej tak mi się wydaje.. - nieznacznie się uśmiechnął.
Oboje usiedli przy stole i zaczęli jeść obiad. Kiedy skończyli, usiedli w salonie na kanapie, oglądając jakiś film.
- Nie masz się z czego uczyć? Przyszła pani fizjoterapeutko?
- Nie, dziś nie. A ty? Chyba też nie?
- Nie mam. Więc... Sprawa, o której chciałbym porozmawiać, a właściwie dwie sprawy. - spojrzał jej w oczy.
- No to słucham? - wsunęła się na jego kolana i objęła za szyję.
- Jesteśmy zaręczeni... Już długo. I tak sobie pomyślałem... o ślubie. - zerknął niepewnie na Justynę, która przyglądała mu się uważnie.
- Ślub... Od dawna tego pragnę.
- To może... Zacznijmy przygotowania? Ustalimy datę ślubu, kupisz suknię, ja garnitur... Chociaż nie.. Ja mam! Od bierzmowania! - zaczął się śmiać.
- O nie, nie! Kupimy Ci nowy garnitur, nie ma innej opcji - pocałowała go w policzek.
- Dobra, ale wchodzimy do jednego sklepu i kupujemy pierwszy, który będzie dobry, jasne? - pokazał jej jęzorek.
- Ale...
- Nie, kochanie - pocałował ją namiętnie i uśmiechnął się łobuzersko.
- Jesteś okropny, wiesz o tym?
- Ha, cały ja! - poruszył zabawie brwiami i pocałował ją namiętnie. Justyna tylko się uśmiechnęła i odwzajemniła jego pocałunek, przedłużając go. Kuba jednym sprawnym ruchem zdjął bluzkę Justyny i zjechał z pocałunkami na jej biust.
- Mmm, Kochanie - szepnęła Justyna. -  A ta druga sprawa, o której chciałeś porozmawiać?
- Am.. druga... Chciałbym mieć maluszka.
- Skarbie, ale teraz? Ja jeszcze studiuje... To znaczy, ja wiem, że kończymy te studia, ale co potem? Skąd pieniążki na wszystko? Tak łatwo pracy nie znajdziemy...
- Kochanie, nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Pamiętasz chyba mojego wujka, prawda?
- Ach, tak. Alojzy.
- Właśnie. Nie martw się, u niego będziemy mieć pracę.
- No dobrze no... - pocałowała go delikatnie.
- Więc... Co z tym maluszkiem? - spojrzał jej w oczy z uśmiechem.
- Działaj, Kochanie - szepnęła i przygryzła jego ucho.
Na odpowiedź nie musiała długo czekać. Kuba wpił się w jej usta i całował namiętnie, ściągając z niej ubranie. Justyna nie była mu dłużna i po jakimś czasie oboje byli nadzy.
- Wiesz, że będziesz cudowną mamusią? - szepnął tuż przy jej uchu.
- A ty wspaniałym tatusiem? - jęknęła cichutko, czując jego dłonie.
- Będę się o to starał - szepnął cichutko, wchodząc w nią.
Kochali się długo, podziwiając swoje nagie ciała, odbierając każdy bodziec dwa razy bardziej niż normalnie.
Wzajemnie pieścili swoje ciała, czerpiąc z tego wielką przyjemność. W końcu z ich miłości powstanie nowe życie.


             

sobota, 19 października 2013

Rozdział drugi.

               Stanęłam przed lustrem i uważnie na siebie spojrzałam. Czy ja to naprawdę robię? Przecież w ogóle nie mam na to ochoty... Westchnęłam przeglądając. No dobra... Krótka, dopasowana czarna sukienka, wysokie szpilki, lekki makijaż i loki na głowie. I co po wszystko? Tylko, żeby przesiedzieć całą imprezę? Ja pierdole, to będzie katastrofa.
Weszłam do salonu, gdzie Klaudia rozmawiała z kimś przez telefon. Słysząc kilka zdań tej konwersacji, domyśliłam się, że rozmawia z Jankiem. Ach, Ci zakochani... Chwyciłam torebkę i już chciałam wyjść, kiedy zatrzymała mnie Klaudia.
- Już po romansach z Janem? -  spojrzałam na nią, unosząc brew.
- Nooo, na trening musiał iść. A Ty już wychodzisz? Nie poczekasz na mnie?
- Wybacz, ale znając Twoje tempo, to zanimbyśmy znalazły się na imprezie, Nico mógłby pójść na pięć innych...
- Aa, bo Ty masz randkę z...
- Nie mam żadnej randki! - ucięłam jej w połowie zdania. - Zaprosił mnie, bo chciał być miły i tyle. I tak się zmyję po północy do hotelu.
- Pogrzało Cię? Bawisz się z nami do końca!
- Już, nie drzyj się, idź się szykuj, a ja lepiej już pójdę. -pchnęłam ją w stronę sypialni, a sama wyszłam i udałam się w kierunku klubu, w którym umówiłam się z Nico. Chwila... Ja się z nim nie umówiłam. A przynajmniej nie w takim sensie, prawda?
              Nie zdążyłam dobrze wejść do klubu, a poczułam na sobie rękę, która obejmowała mnie w tali i przyciągała do drugiego ciała. Odruchowo złapałam za nadgarstek tamtą rękę, mocno ściskając.
- Hej, spokojnie, to tylko ja. - szepnął mi do ucha znajomy głos. Uśmiechnęłam się delikatnie i zabrałam swoją rękę.
- Wystraszyłeś mnie. - zaśmiałam się. - Zająłeś stolik?
- Nie chciałem, wybacz. Mamy boks wykupiony. Siadamy, czy może masz ochotę zatańczyć?
- Emm... Możemy usiąść? - spojrzałam niepewnie na Argentyńczyka .
- Oczywiście, ale chociaż jeden taniec musisz ze mną zatańczyć. - Zaczął kierować mnie do zarezerwowanego boksu.
- Zastanowię się. - zaśmiałam się i delikatnie przygryzłam swoją wargę.
Gdy dotarliśmy do boksu, chłopaki już tam siedzieli i popijali drinki. Uśmiechnęłam się do nich i pomachałam im, gdy odwrócili się w moją stronę. Usiadłam na wolnym miejscu, a zaraz obok mnie usiadł Uriarte.
- Chcesz coś do picia? - szepnął mi do ucha.
- Poproszę drinka... Ale zdaję się na Ciebie, jakiego. - szepnęłam mu do ucha.
On się tylko uśmiechnął się i zamówił dwa drinki. Delikatnie oparłam głowę o jego ramię, słuchając, jak chłopaki rozmawiają o różnych sprawach. Pół godziny później dołączyła do nas Klaudia, która wyciągnęła wszystkich chłopaków na parkiet, bym mogła zostać sam na sam z Nico.
- I jak Cię się tu podoba? - szepnął mi do ucha, obejmując mocniej.
- Jest fajnie. Wszyscy się świetnie bawią. - uśmiechnęłam się do niego, patrząc mu w oczy.
- My też możemy. Idziemy zatańczyć?
- Musimy...? - jęknęłam
- To może później, co? - spojrzał w moje oczy, przybliżając twarz do mojej.
- Jasne. - szepnęłam i zerknęłam mu w oczy.  Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej, i gdy nasze usta dzieliły dosłownie milimetry, odsunęłam się od niego. Uriarte spojrzał na mnie zrezygnowany i westchnął ciężko.
- Skoczę po jeszcze kilka drinków... - wstał i wkurzony poszedł do baru, mijając nadchodzącą Klaudię.
Przymknęłam oczy i oparłam o kanape, krzywiąc się . Brunetka natychmiast znalazła się obok mnie.
- Co się stało?
- Nico chciał mnie pocałować... A ja się odsunęłam. No i się wkurzył i sobie poszedł do baru.
- O ludzie. I zobacz, co się teraz dzieje. Laski go obskakują, a gdybyś go pocałowała, siedziałby tu z Tobą i nie opuszczał na krok. A wiesz, dlaczego tak jest? Bo Ty, kurwa, nie żyjesz chwilą.
- I znów moja wina... - przewróciłam oczami.
- Tak! Twoja! I zrób coś z tym, bo zostaniesz sama w domu z kotem!
- Już się nie drzyj, dobrze? - spojrzałam na nią niepewnie. Małe to takie i groźne.
- To coś z tym zrób, bo facet w końcu sobie odpuści... - przytuliła mnie do siebie.
- Dobrze, postaram się. - przytuliłam się, analizując jej słowa.
Chwilę później w boksie pojawił się Uriarte z drinkami. Usiadł obok mnie, ale już nie był tak wesoły, tak pewny siebie, jak przed chwilą. Zerknęłam na niego i delikatnie oparłam o niego głowę, a ten się odsunął.
- Wszystko ok? - spytałam lekko zaskoczona jego reakcją.
- Tak, wszystko ok. - odpowiedział beznamiętnie, nie patrząc w moją stronę. Spuściłam głowę i zerknęłam na zegarek - dochodziła północ. Cóż, zniknę z tego klubu szybciej niż myślałam. Wzięłam torebkę, wstałam z kanapy, poprawiając sukienkę i udałam się do wyjścia. Idąc ze spuszczoną głową, wpadłam na Karola. Podniosłam wzrok i niepewnie się uśmiechnęłam.
- Przepraszam, Karol.
- Daj spokój, to nic. Wszystko ok? Wychodzisz już?
- Tak, tak... Miałam wyjść później, ale tak jakoś wyszło, że...
- Że? Coś się stało, tak? - spytał podejrzliwie, kładąc dłonie na moich ramionach.
- Tak, ale nie chcę o tym gadać. Jeszcze raz przepraszam, że na Ciebie wpadłam i do jutra. - wymusiłam uśmiech i wyszłam z klubu, od razu kierując się do hotelu.
                Następnego dnia obudziło mnie pukanie do moich drzwi. Wstałam niechętnie i otworzyłam drzwi.
- Czemu mi, kurwa, nie powiedziałaś, ze wychodzisz?! - syknęła Klaudia, wchodząc do mojego pokoju. Za nią wszedł Mariusz, lekko kulejąc. No to mam przywitanie, ja pierdole.
- Muszę Ci się spowiadać ze wszystkiego?
- Tak! Musisz! - wrzasnęła na mnie.
- Nie drzyj się na mnie, nic nie zrobiłam, jasne? Nie jestem małym dzieckiem, nie musisz mnie kontrolować.
- Ale się martwiłam. Nie tylko ja, bo Mariusz też nie widział, gdzie jesteś. Dobrze mówię, nie? - szturchnęła Wlazłego łokciem.
- Co? A tak. Mogłabyś mieć chociaż włączony telefon! - podniósł na mnie głos.
- Hej, Ty na mnie krzyczeć nie musisz. Wyjdź, bardzo proszę, bo chcę wszystko opowiedzieć Klaudii, co się stało i w ogóle.
- A ja nie mogę posłuchać? Jestem Twoim bratem, wiedziałem jak latałaś bez pieluch!
- Spadaj stąd, ale to już! - pchnęlam go w stronę wyjścia.
- Też Cię kocham! - wybuchnął śmiechem, wychodząc z mojego pokoju.
- To co się stało? Mów mi szybko. Chodzi o Nico? Coś Ci zrobił? Skrzywdził Cię? Nie daruję mu!
- Ej, ej, nie spinaj tyłka, ok? Daj mi opowiedzieć. - Usiadłam obok niej na kanapie i zaczęłam jej wszystko od początku opowiadać.
- I wtedy wszyłaś, tak?
- Taaak... Jeszcze wpadłam na Kłosa.
- O, ten to zabalował równo. Jak go dziś zobaczysz..
- Yhm..
- Nie lubię, jak tak mówisz. A Nico? Nim się nie przejmuj. Przejdzie mu.
- A jak nie? - spytałam smutnym głosem.
- A jak nie, to sobie z nim porozmawiam. Wezmę drabinę i wtedy spojrzę mu prosto w oczy! - roześmiała się. Sama nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, słysząc jej słowa.
               Wracaliśmy do Bełchatowa, kiedy nasz autobus po prostu się zatrzymał. Nikt nie wiedział, o co chodzi, co się dzieje. Po jakimś czasie kierowca oznajmił nam, że sprawa jest na tyle poważna, że może zając to kilka godzin. Wszyscy przyjęli to z takim samym entuzjazmem, jak i ja. Wyszliśmy z autobusu i każdy poszedł w swoją stronę, przejść się. Sama także udałam się na spacer. Super... Autobus siadł, z Nico się nie odzywamy, no same pozytywy. W pewnym momencie przy moim boku zjawił się Uriarte. Podniosłam wzrok i spojrzałam na niego. Przyglądał mi się uważnie, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Uśmiechnęłam się niepewnie do niego i szłam dalej.
- Dlaczego wczoraj sobie poszłaś? - spytał po chwili milczenia.
- Nie chciało mi się już tam siedzieć...
- A tak naprawdę? Nie lubię, jak kłamiesz.
- Chcesz znać prawdę? - spojrzałam na niego niepewnie.
- Chyba o to proszę, nie uważasz?
- Wyszłam stamtąd, bo po mojej próbie przytulenia się do Ciebie, Ty się odsunąłeś. Miło było, wiesz? - przyśpieszyłam kroku.
- Hej, Aneta! - podbiegł do mnie i stanął przede mną - Ja... No dobrze, wkurzyłem się, bo na meczu... No na meczu Cię pocałowałem. I myślałem, że tego chciałaś. A potem na imprezie, to Ty się odsunęłaś. I się pogubiłem.
- Nie znasz mnie? Widzisz chyba, jaka jestem, jak się zachowuję, prawda? I widzisz, że do odważnych dziewczyn nie należę.
- Wiem o tym. Ale tak nie można...
Westchnęłam ciężko i spojrzałam w jego oczy.
- Wiem, ze nie można. Ale tak już mam... Niestety. Nie zmienię tego.
- Zmienisz, a ja Ci w tym pomogę. - podszedł do mnie i objął mnie stanowczo.
- Naprawdę? - szepnęłam, obejmując jego szyję.
- Oczywiście. I zaczniemy od tego - przyciągnął mnie do siebie i pocałował namiętnie.
Odwzajemniłam jego pocałunek, delikatnie wplatając palce w jego włosy i lekko za nie ciągnąc.
Uśmiechnął się do mnie szeroko, przytulając mnie do siebie. Wtuliłam się w niego z uśmiechem, gładząc jego plecy.
- I co teraz? - szepnęłam mu do ucha.
- A teraz musimy poważnie porozmawiać - odsunął mnie na odległość ramion i spojrzał uważnie w oczy.

wtorek, 15 października 2013

Rozdział pierwszy.

               Dlaczego ja się na to wszystko zgodziłam? Jutro jadę z chłopakami na mecz, do Rzeszowa. Powinnam już od dawna leżeć w łóżku i spać. Dochodzi godzina druga w nocy, laski balują, a ja siedzę jak ta głupia i zamulam. Tak bardzo chciałabym, żebym i ja potrafiła się bawić, bez względu na to wszystko. Ale nie. Ja zawsze na boku, zawsze rozważna... Dobra, nieważne. Może w końcu to się zmieni. Z naciskiem na może.
              Siedziałam  na kanapie, bawiąc się telefonem, gdy podeszła do mnie Klaudia. Usiadła obok mnie i dźgnęła palcem w bok.
- Pogięło Cię do końca? Wiesz, że tego nie lubię.
- A ja nie lubię, jak siedzisz i przymulasz. Nie możesz się, do cholery, z nami pobawić?
- Jak widzisz nie bardzo...
- Boże, jesteś młoda, piękna, czemu Ty nie korzystasz z życia?
- Taka ma natura. Musisz mnie za coś kochać - szturchnęłam ją łokciem i pokazałam język.
Klaudia tylko przewróciła oczami i wróciła na parkiet, do swojego chłopaka - Janka. Fajna z nich para... I nie wiem, czy dziś byliby razem, gdyby nie to, że na pewnym meczu Klaudia wyłapała od niego w głowę piłką... Biedna, nie wiedziała, co się dzieje. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Zerknęłam na zegarek, chwyciłam marynarkę i nie mówiąc nic nikomu, wyszłam z klubu i udałam się do swojego domu. Gdy tylko weszłam do środka, od razu udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamkę i od razu udałam się do łóżka. Jeszcze dobrze nie przykryłam się kołdrą, a zadzwonił mój telefon. To Kuba. Czego on, kurde, ode mnie chce?
- Halo? - odebrałam niechętnie, skulając się pod kołdrą i wtulając głowę w poduszkę.
- Aneta? Gdzie Ty jesteś? Justyna się trochę przestraszyła...
- Jestem już w domu, powiedz jej, że wszystko ok.
- No dobra, a czemu  już uciekłaś?
- Bo jest późno, jutro jadę na mecz wcześnie.
- Mała, mówił Ci ktoś, żebyś łapała chwile? Wiesz, ze wiele tracisz ze swoim 'dorosłym' podejściem.
- Tak, tak... Wszyscy mi to powtarzacie. Kiedyś to się zmieni. A teraz wybacz mi, ale idę spać. Dobranoc.
- Ech... Oby się zmieniło, bo inaczej będzie źle. Dobranoc - rozłączył się. Wyciszyłam telefon i schowałam go do szuflady.Będzie, co będzie. Od zawsze taka byłam, a teraz to się nasiliło po... Wiadomo kim. Nie, nie mogę o tym myśleć. Wtuliłam się w poduszkę i po jakimś czasie zasnęłam.
              O ósmej rano już byłam pod halą, czekając na chłopaków, aż wszyscy się zbiorą. Gdy większość z nas koczowała pod halą, Mariusz jak zwykle odstawiał jakieś kabarety,  z których każdy śmiał się niemiłosiernie. W pewnej chwili usłyszałam tylko jego słynne ''o losie...'' . Spojrzałam w tym samym kierunku i co, a raczej kogo zobaczyłam? Klaudię ledwo żywą, z pomalowanym jednym okiem, coś na kształt warkocza na głowie. Zerwałam się na równe nogi i podeszłam do niej.
- Coś ty robiła?
- Ja? Ale o co Ci chodzi? I dlaczego wszyscy się tak na mnie patrzą? - spytała, rozglądając się wokół.
- Hm, no nie wiem. Może dlatego, że masz pomalowane jedno oko i pokłóciłaś się z grzebieniem...?
- Coooo?! O nie, masz jakiś tusz, czy coś? Z grzebieniem się pokłóciłam? Co ty chcesz od mojej fryzury, człowieku? - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Mogłabym to zrzucić na jakiegoś fryzjera, ale nie da się. Siadaj, maluj to oko, a ja Cię jakoś uczeszę. - rozkazałam jej, grzebiąc w swojej torebce w poszukiwaniu grzebienia. Po piętnastu minutach była już gotowa.
- Proszę Cię bardzo, pięknie i w ogóle! -  uśmiechnęłam się szeroko.
- Dziękuję, dziękuję. Są już wszyscy? Możemy jechać? - zapytała, chowając kosmetyki do torebki.
- Nie ma jeszcze Nico, ale pewnie zaraz...
- Jestem! Już jestem! - podbiegł do nas zdyszany Uriarte.
- Cooo? Budzik nie zadzwonił? - dźgnęłam go palcem w brzuch.
- To już nie jest śmieszne... Trzeci, kurde, raz! - skrzywił się. - Tak w ogóle, to cześć - nachylił się i pocałował mnie w policzek.
Zarumieniłam się i wydukałam coś na kształt 'no hej'. Klaudia przewróciła oczami i weszła do autobusu. Mrugnęłam kilkakrotnie oczami i czmychnęłam zaraz za nią. Zajęłam swoje miejsce i od razu wyjęłam telefon, podłączając słuchawki i od razu wkładając je do uszu.
             Podczas rozgrzewki chłopaków, kręciłam się z Klaudią po hali, co chwile przenosząc wzrok na Nico. Uśmiechał się do mnie, gdy tylko podnosił wzrok. Pech chciał, że musiał się rozgrzewać zaraz przy Nowakowskim... Kurwa, dlaczego musiał tam stanąć?
Stanęłam przy bandach reklamowych i zaczęłam fotografować rozgrzewkę chłopaków. Chwilę później stanął przy mnie Nico, wchodząc mi w kadr.
- Ekhem, przepraszam Pana, Panie Uriarte, ale zasłania mi pan! - pokazała mu język i uśmieszkiem.
- Trudno, musi Pani teraz przestać pracować na chwilkę. - zamiesił mój aparat na mojej szyi, jednocześnie go wyłączając.
Spojrzałam na niego niepewnie się uśmiechając i przygryzając wargę.  Nico objął mnie delikatnie i uśmiechnął się, spoglądając w moje oczy.
- Wszystko ok, Mała? Bo wiesz, że jak tylko coś się będzie działo, to mi mówisz. Mi albo Mariuszowi.
- Wszystko jest dobrze, naprawdę. - objęłam go delikatnie. - Mam nadzieję, że nie będzie to konieczne...
- Może Nowakowski będzie się pilnował...
- Może. Nie wiem - spuściłam wzrok.
- Hej, Mała, Mała. Znajdziesz tego jedynego, wiesz? - przyciągnął mnie delikatnie do siebie.
- Mhm. Muszę wracać, Nico, a Ty musisz się rozgrzewać. - uśmiechnęłam się delikatnie do niego.
- No idę już, idę. - pocałował mnie delikatnie. - Do później.
Nogi się pode mną ugięły. Czy on właśnie...? I co on sobie w ogóle wyobraża?! Przecież się przyjaźnimy...
- Jasne, nie udawaj, że jesteś na niego oburzona, bo cała się pod nim rozpłynęłaś... - warknęła Klaudia, stojąc obok.
- Czy ja to powiedziałam na głos?
- Owszem. A teraz spadaj na swoją miejscówkę, bo zaraz zaczyna się mecz! - uśmiechnęła się szeroko i niemalże pchnęła mnie dla miejsce dla fotografa. Przewróciłam oczami i zaczęłam się śmiać.
               Mecz zakończył się równie szybko, jak się zaczął. Wygrana SKRY do zera z Resovią. Oczywiście nie obyło się od bardzo kulturalnego zachowania kibiców Rzeszowa. Ale cóż zrobić. Tego nie zmienimy w żaden inny sposób, prawda?
Po zakończonym meczu podeszłam do Mariusza, który podczas meczu doznał kontuzji stawu skokowego. Kto by się tego spodziewał...? Siedział na krześle z nogą na drugim krześle, a kostkę miał obłożoną lodem.
- Brawo mistrzu! - stanęłam przed nim, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Spadaj, Paskudo mała! Lepiej idź do swojego lovera, bo napalony...
- Oj, przymknij się lepiej! - zaśmiałam się. - On nie jest mój... a szkoda.
- Ja Ci w tym nie pomogę, wybacz! - uśmiechnął się do mnie szeroko. - Musisz go sama oczarować.
- To już mam za sobą, a teraz wybacz, idę dalej ''czarować''. - puściłam mu oczko i podeszłam do Nico.
Z racji tego, że w Rzeszowie zostawaliśmy jeszcze dwa dni, Nico zaprosił mnie na imprezę. Ja? Na imprezę?
Dobra... W końcu dałam się wyciągnąć, mimo mojego wielkiego oporu. Znając życie, Uriarte uderzy na parkiet, a ja, jak ta kretynka zostanę przy stoliku. A może nie? Może coś się zmieni?

niedziela, 13 października 2013

Prolog.

               Mówi się, że najlepsze decyzje, to te, które podjęliśmy spontanicznie. Nie interesuje nas, co pomyślą o naszej decyzji inni. Czy im się to spodoba, czy nie. Po prostu, idziemy i robimy to, co uważamy w danym momencie za stosowne. Mówi się także, aby korzystać z każdej chwili, bo ta chwila może być naszą ostatnią. Nie każdy z nas ma takie podejście do życia... To dobrze, czy może źle?
              Młodziutka pani fotograf nie wyznaje zasady CARPE DIEM. Może pora to zmienić? Czy jedna przypadkowa sytuacja będzie w stanie zmienić jej całe życie? Jej dotychczasowy pogląd na świat? Jej filozofię? Miłość... Czy to ona jest lekarstwem na to wszystko?