~ Z punktu widzenia Nico:
Stwierdziłem, że unikanie się nawzajem nie ma sensu. Sięgnąłem więc po telefon i po chwili wahania wyszukałem numer Anety i kliknąłem zieloną słuchawkę. Odebrała po dwóch sygnałach.
- Cześć Nico.
- Cześć. Tak sobie myślałem... Masz może ochotę na spacer? - chwila ciszy w słuchawce.
- Jasne, czemu nie - odpowiedziała.
- Spotkajmy się zatem o 18 na dole, co Ty na to? - zaproponowałem.
- Okej, do zobaczenia - powiedziała po czym rozłączyła się.
O 17.30 zdecydowałem się zebrać w sobie i ogarnąć. Czułem się jak przed randką, mimo iż zdecydowanie nie miała to być randka. A może? Hmmm.. Gdybym tylko wiedział co zrobić żeby do mnie wróciła. Żeby olała tego Nowakowskiego. Ugh... To się tak szybko nie skończy.
Tuż przed osiemnastą czekałem w umówionym miejscu na Anetę. Denerwowałem się, jak nigdy dotąd. Tego, że przyjdzie byłem pewny, ale... jak to będzie wyglądać? Może być tak, że ja będę mówił i mówił, i mówił, a Ona nic. Kompletnie. Może tylko czasem coś mruknie pod nosem. Potrząsnąłem głową.
Nie, tak nie będzie. Chyba.
Odruchowo podniosłem głowę. Aneta właśnie szła w moim kierunku. Zaniemówiłem. Krótkie spodenki, luźniejsza koszulka, włosy pofalowane... Otrząsnąłem się szybko i podszedłem do niej.
- Cześć. - rzuciłem pierwszy, nachylając się i całując ją w policzek.
- Cześć, Nico. Gdzie mnie porywasz?
- Porywam i nie oddam. - mruknąłem do siebie pod nosem. - Chodźmy na plażę.
- Podoba mi się ta wizja... - uśmiechnęłam się nieznacznie.
Wyciągnąłem do niej dłoń i ku mojemu zdziwieniu, chwyciła ją. Poczułem się pewnie i szerzej uśmiechnąłem.
Może jednak moje obawy będą niepotrzebne?
Spacerując po plaży i rozmawiając z Anetą, dowiedziałem się od niej o wiele więcej rzeczy, niż do tej pory wiedziałem. Zawsze sądziłem, że pracę w Bełchatowie dostała bez problemu. A tu okazało się, że musiała stoczyć o nią ciężką walkę, rezygnując z wielu innych rzeczy. I jeszcze później to, że rzekomo dostała pracę, dzięki Mariuszowi. Czysta bzdura.
- Ale teraz, w pracy, jest już wszystko dobrze, prawda?
- Teraz tak. Bo jestem głównym fotografem. Ale, gdy byłam pomocnikiem...
- Widziałem... ''Przynieś, wynieś, pozamiataj''...
- Aha. Gdyby dalej tak było, pewnie nie spędzałabym teraz z Wami wakacji.
- I może nadal nie była byś z Nowakowskim...
- Słucham?
- Co? A nie. Nic. Zapomnij, nieważne. Masz ochotę usiąść? Słońce zaczyna zachodzić. - metoda odwracania uwagi...
- Pewnie. Żałuję, że nie wzięłam aparatu. Cóż, mam telefon. - uśmiechnęła się i usiadła na piasku, a ja zajęłam miejsce obok niej.
Aneta od razu zaczęłam robić zdjęcia zachodzącemu Słońcu. Kocha fotografować. Kocha swoją pracę, to widać. Pamiętam jej zaangażowanie na każdym meczu. Później, ale siedziała przed komputerem, zgrywała, przerabiała i wstawiałam zdjęcia na swoją stronę. Pasja. To jedyne, co przychodzi mi na myśl.
- Jak z Piotrkiem? - zapytałem po dość długim milczeniu.
- Dobrze. Dziękuję - odpowiedziała szybko, patrząc przed siebie.
- Cieszę się Twoim szczęściem. Wiesz o tym?
- Wiem, Nico. Dziękuję. Wiesz za co.
- Domyślam się - przysunąłem się bliżej niej, objąłem i przytuliłem. - Nadal mogę to robić?
- Dobrze wiesz, jaka jest odpowiedź. - spojrzała na mnie, delikatnie się uśmiechając.
- Chyba. - przytuliłam ją mocniej. - Nie jest Ci zimno?
- Trochę. Dziwnie, co? W dzień upał niemiłosierny, a wieczorem i w nocy...
- Też wolę, jak jest ciepło. Wracamy?
Kiwnęła tylko głową i wstała, wyciągając do mnie rękę. Chwyciłem ją i wstałem, natychmiast ją obejmując.
Jak ona zareagowała? Byłem święcie przekonany o tym, że się odsunie, a Ona? Po prostu się do mnie przytuliła. Głaskałem ją delikatnie po plecach, tuląc do siebie. Po jakimś czasie odsunęła się i spojrzała na mnie.
- Wracamy? - powtórzyła moje pytanie, chowając dłonie do kieszeni.
Kiedy tak szliśmy, zauważyłem, że jest jej zimno. Trzęsła się jak liść na wietrze. Niewiele myśląc, zdjąłem bluzę i położyłam ją na jej ramionach.
- Zmarzniesz?
- O mnie się nie martw, Piękna. Tłuszcz grzeje. - zaśmiałem się.
- Głupek - pokazała mi język i ubrała na siebie moją bluzę.
Wchodząc do hotelu, uświadomiłem sobie, że to może być jeden z niewielu wieczorów, które będę teraz spędzał z Anetą. Poczułem się dziwnie. Wiedziałem oczywiście, że będę ja widywał na hali.
Zaraz! Ale... Ona nie zmieni pracy, prawda? Nie wyprowadzi się do Rzeszowa? Westchnąłem ciężko, wlekąc się za nią.
- Wszystko okej? - zapytała, odwracając się do mnie. Dopiero zorientowałem się, że stoimy pod pokojem Nowakowskiego.
- Tak, tak. Dziękuję za dzisiaj. Było sympatycznie. - no teraz to dowaliłem... ''Sympatycznie'', kurwa.
- Także dziękuję. Już oddaję bluzę.
- Nie, zatrzymaj ją tak długo, jak tylko będziesz chciała. Dobrej nocy. - nachyliłem się i pocałowałem ją w policzek.
- Dobranoc, Nico. - szepnęła i również pocałowała mnie w policzek. Poczekałem aż wejdzie do pokoju i zaraz po tym udałem się do siebie. Powrót zbliżał się wielkimi krokami i chcąc nie chcąc, musiałem zacząć przyzwyczajać się do myśli, że ją straciłem. A może... Jest jakaś szansa?
~ Z punktu widzenia Anety:
Wieczór z Nico przeminął błyskawicznie. Nie ukrywam, ze było bardzo miło i o dziwo, normalnie. Spodziewałam się, że będzie niezręcznie, ale wcale tak nie było.
- Gdzie byłaś? - usłyszałam zaraz po tym, jak weszłam do pokoju.
- Na spacerze z Nico. Zostawiłam Ci wiadomość, wysłałam sms'a. Zero reakcji.
- Zero? To sprawdź, proszę, swój cholerny telefon! Może zamiast szlajać się z tym Argentyńczykiem, zainteresowałabyś się swoim chłopakiem?!
- Słuchaj! Będę chciała, to będę się z nim, jak to ująłeś, szlajała. To jest mój przyjaciel i nie mam zamiaru z niego rezygnować, tylko dlatego, że Tobie się to nie podoba, jasne?
- Nie podoba mi się to. To jego bluza?
- Trudno. Tak. Nico.
- Nie oddałaś mu jej, bo...?
- Bo tego nie chciał! Dlaczego Ty się tak czepiasz?
- Jak powiedziałem wcześniej: nie podoba mi się to.
- Och, skończ już! - zdjęłam bluzę, położyłam ją na krześle, a sama poszłam się przebrać.
Po jakimś czasie wróciłam. Piotrek leżał już w łóżku, a ja ostrożnie wślizgnęłam się pod kołdrę.
- Gniewasz się? - szepnął.
- Nie, w ogóle. - mam nadzieję, że wyczuł ten sarkazm. Klaudia mnie tego nauczyła.
- Czyli jesteś... Przepraszam.
- Za co? - odwróciłam się do niego i spojrzałam w oczy.
- Za to, że tak naskoczyłem. Nie powinienem. Nie mogę. Uriarte, to Twój przyjaciel.
- Brawo, bystrzaku! Szkoda, że tak późno do tego doszedłeś...
- Problemy z dochodzeniem... Rozumiesz, już nie te latka. - puścił mi oko.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Czy on zawsze musi mnie rozśmieszać? Nawet kiedy jestem zła? No tak. To jest własnie sposób, żeby ta złość minęła. Przysunęłam się do niego i musnęłam kącik jego ust.
- Nie gniewasz się?
- Nie. Tylko nigdy więcej tak się nie zachowuj, dobrze?
- Tak, dobrze. - ujął moją twarz w dłonie i złożył na ustach czuły pocałunek. - I co ja mam z Tobą zrobić?
- Dziś? Na co tylko masz ochotę. - szepnęłam.
- Och, coś już mi po głowie chodzi - uśmiechnął się do mnie szelmowsko, a następnie jego usta odnalazły moje. W tym samym momencie, zapomnieliśmy o całym bożym świecie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz